2018

Powoli

Pisanie o książce Powoli jest trudnym zadaniem. Z poradnikami jest tak, że łatwo je ocenić – pisząc wprost, że jeden tytuł jest świetną książką o copywritingu, drugi zachwyci osoby szukające motywacji, a zaglądanie do trzeciego, uczącego jak zarządzać czasem, to strata owego czasu. Książka Brooke McAlary nie pozwala tak z sobą postąpić.

Powoli – jak żyć we własnym rytmie

Powoli książkaPowoli wymyka się wszelkim poradnikowym klasyfikacjom. Z jednej strony to opowieść o tym jak zmieniło się, życie Brooke i jej rodziny, po tym jak postanowili zwolnić i wyrwać się z „zaganianego życia” (takie małe case study). Z drugiej to wskazówki na odkrycie własnego rytmu życia.

Bowiem, jak podkreśla autorka, każdy ma swoje zainteresowania, pragnienia oraz rzeczy, działania, które go ograniczają. Obowiązki są potrzebne, ale z części można zrezygnować. Na przykład Brooke odpuściła sobie część prasowania i działań związanych z czystością w domu, co nie znaczy, że jej rodzina wygląda na zaniedbaną i żyją w brudzie.

Co więcej, dużą rolę odgrywa porządek, skoro o nim mowa. McAlary doradza od samego początku jego zrobienie we własnym otoczeniu oraz prywatnym życiu. Podobno gdy rozpocznie się owo działanie, zapewnia autorka, dzieli nas krok od życia we własnym rytmie. Nie jest to łatwa rzecz, jak wielu osobom się wydaje. Pozbywanie rzeczy wywołuje emocje, uruchamia w nas przekonanie „że ta rzecz jest nam jeszcze potrzebna”. Autorka nakazuje więc robienie porządków konsekwentnie, ale i z  głową. W jaki sposób, o tym w pierwszych rozdziałach Powoli.

To, co potrzebne do życia we własnym rytmie, to proste rzeczy. McAlary nie odkrywa niczego nowego. Pisze zarówno o dbaniu o siebie i bliskich, zachwycaniu się otoczeniem, byciu miłym dla innych ludzi, oddawaniu się pasji itp. Jednak wiele osób zatraciło umiejętność życia w społeczeństwie, zachwycania się przyrodą, zrezygnowało z hobby na rzecz kretyńskich programów w telewizji. Jednak to wszystko można zmienić.

Wystarczy zrobić wspominane porządki, oglądać to, co się lubi, uruchomić w sobie ważność (mindfulness) i wykonać jeszcze kilka zaleceń opisanych w Powoli, aby wyczuć własny rytm życia i zacząć nim żyć.

Sporo jest w książce McAlary o porażkach, klęskach, o „nieudawaniu się”. Nikt nie jest doskonały, wyjaśnia autorka, więc czasami plany giną w gruzach, pojawia się brak motywacji, kreatywność spada poniżej zera. Należy być tego świadomym i reagować w odpowiedni sposób, opisany na kartach poradnika.

Powoli – ocena

Czyta się świetnie.Napisana prostym językiem, opatrzona ciekawymi przykładami książka Powoli jest niemal idealną książką. Dałbym jej wyższą ocenę, gdyby nie dwa elementy. Pierwszym są elementy graficzne, na których widnieje tekst, z którego przeczytaniem miałem kłopoty. Font stylizowany na odręczne pismo, jest bardzo trudny do rozczytania. Drugim minusem są zwroty do płci pięknej. Wolę gdy autor zwraca się do czytelników, niż zaznacza w tekście jakiej płci jest odbiorca.

Ocena: 8/10

Brooke McAlary, Powoli. Jak żyć we własnym rytmie, Wydawnictwo Literackie, 2018 

Książkę otrzymałem miesiąc przed premierą od Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję bardzo.

Rozstanie

rozstanieKatie Kimura napisała wyjątkową powieść – nie zaprzeczę. Do sięgnięcia po Rozstanie zachęciły mnie interesujące rekomendacje – polecał ją sam Karl Ove Knausgard. Przeczytałem ją w 2 wieczory i przyznaję, że trudno się od niej oderwać. Ba, dodatkowo daję jej wysoką notę. Jednak przyznam się, że nie do końca mi się spodobała.

Rozstanie – książka o zrujnowanym związku

Rozstanie jest analizą wygasającej miłości. Bo, jedno jest pewne, bohaterka oraz Christopher niegdyś darzyli się uczuciem, tak mocnym, że podjęli decyzję o ślubie. Potem wszystko się posypało. Ich związek doszedł do takiego punktu, że oboje zdecydowali się na separację. On zniknął z jej życia, ona zamieszkała z jego kolegą. Na razie żadne nie wystąpiło o rozwód, ale sytuacja zmierzala ku temu.

Aż pewnego dnia bohaterka odebrała telefon od matki Christophera. Isabella poinformowała ją, że syn wyjechał do Grecji i nie ma z nim żadnego kontaktu. Stąd zwraca się z uprzejmą prośbą do synowej, by spakowała swe rzeczy i ruszyła do Gerolimenas. Bohaterka niechętnie spełnia prośbę teściowej.

Gdy ląduje w hotelu, w którym zatrzymał się mąż, okazuje się, że od kilku dni nikt nie widział Christophera. W międzyczasie Kobieta poznaje obsługę hotelu oraz pewnego taksówkarza. Próbuje wydobyć od nich informacje, lecz nie bardzo jej to wychodzi. I tu wchodzi do gry „kobiecy instynkt”.

Rozstanie – kobiecy punkt widzenia na rozpadający się związek

Kobiece spojrzenie na związek jest najważniejszym elementem książki. To oczywiste, autorka i narratorka Rozstania są przedstawicielkami płci pięknej. Jednak stworzenie całej powieści, w oparciu o domysły, trochę mnie zmęczyło.

Precyzując, już od pierwszego rozdziału, kobieta widzi coś i zaczyna interpretować. Oczywiście, każdy interpretuje rzeczywistość po swojemu, odwołując się do własnych doświadczeń. Ale nie każdy snuje łańcuch domyśleń i założeń, a tych w Rozstaniu są miliony. Spójrzmy na przykład:

Przyszło mi do głowy, że jego pierwsza myśl będzie bardzo prosta — uzna, że chcę, aby do mnie wrócił.

Z jakiego innego powodu kobieta pojechałaby za swoim mężem, z którym się poróżniła, do innego kraju, jeśli nie po to, by zakończyć separację? Był to ekstrawagancki gest, a ekstrawaganckie gesty między kobietą i mężczyzną pojmuje się na ogół jako romantyczne, nawet w kontekście nieudanego małżeństwa. Stanę przed nim, a on… Czy ogarnie go niepokój, czy zadrży mu serce, czy pomyśli o tym, czego chcę? Czy poczuje się osaczony, przestraszy się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia, że coś się stało z jego matką, że powinien był do niej oddzwonić?

A może wypełni go nadzieja, pomyśli, że ostatecznie pojednanie było nieuniknione (może to ta nadzieja leżała u źródeł obietnicy, którą ze mnie wyciągnął, i może nawet dzieliłam z nim tę nadzieję, bo w końcu się przecież zgodziłam), i poczuje się rozczarowany, jeszcze bardziej urażony, niż byłby w innym przypadku, moją prośbą o rozwód, którą mimo wszystko zamierzałam mu przedłożyć? Wstydziłam się za siebie i za niego, a głównie za tę całą sytuację. Zakładałam — nie miałam żadnego wcześniejszego doświadczenia, na którym mogłabym się oprzeć — że owszem, prośba o zakończenie małżeństwa wywołuje zapewne konsternację, chociaż trudno było mi uwierzyć, że zawsze to przebiega tak niezręcznie, a miejsce akcji i okoliczności zawsze są tak dwuznaczne.

Na szczęście Katie Kimura postanowiła napisać krótszą historię – polskie wydanie liczy 288 stron. Ta objętość jest idealna, choć, jak wspomniałem, trochę męczy. Gdybym miał przeczytać jakieś dodatkowe 100-200, pełne domysłów i założeń, trafiłby mnie szlag.

Rozstanie – jak naprawić związek w ruinie?

Rozstanie jest rewelacyjną analizą dogorywającego związku. Autorka pokazuje jak wygląda relacja pomiędzy „nią” a „nim”. Stawia sprawę jasno, sama zdrada partnera nie jest starterem rozpadu. Przed nią znajduje się więcej czynników. Przede wszystkim są to: brak komunikacji i rzetelnego poznania partnera.

Tytułowe rozstanie ukazane jest w bardzo ciekawy sposób, poprzez opis miejsc akcji powieści. Przypomina to zbliżanie się do „jądra ciemności”. Bohaterka pojawiając się w Grecji widzi wałęsające się bezpańskie psy, krajobraz zniszczony przez pożary – co pięknie odwzorowuje sytuację jej wnętrza i zniszczonego związku. Dopełnieniem są wydarzenia dziejące się wokół kobiety, słowa i czyny spotkanych osób.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na powyżej zadane pytanie. Kimura wskazuje czytelnikowi rozwiązanie na naprawę związku w ruinie. Przykładem są rodzice Christophera – Isabella i Mark. Jest to małżeństwo z bardzo długim stażem, które również zbliżyło się do owego „jądra ciemności”, ale przetrwało. W jaki sposób? Odpowiedź znajduje się na kartach powieści Rozstanie.

 

Rozstanie – ocena

Książka zostaje w pamięci i daje do myślenia. Na pewno spodoba się odbiorcom, którzy przeżyli w związku kilka lat,nawet tym szczęśliwym. Podczas lektury będą mogli odwołać się do swoich doświadczeń, co spotęguje odbiór powieści Kitamury.

Mimo wady, w postaci wspomnianego łańcucha domyśleń i założeń, uważam Rozstanie za jedną z najciekawszych książek, jakie mogłem przeczytać w 2018 roku. Na pewno jest jedną z najciekawszych książek opisujących rozbity związek. Dlatego wystawiam je ocenę:

Ocena: 8,5/10

Katie Kitamura, Rozstanie, Wydawnictwo Literackie, 2018

Książkę Rozstanie  podesłało Wydawnictwo Literackie. Dziękuję!

Upadłe Anioły – Richard Morgan

Węgiel modyfikowany – pierwsza część trylogii o przygodach Takeshi Kovacsa przeniósł czytelników i widzów serialu do miejskich przestrzeni, gdzie bohater rozwiązywał zagadkę tajemniczego morderstwa. Serial i książka zachowały klimat cyberpunku filmowego i książkowego – pisałem o nich tutaj oraz tutaj. Jeżeli czytelnikom mojego bloga spodobała się ekranizacja lub książka Richarda Morgana, a może wręcz przeciwnie, zawiedli się nimi, mam dla nich niespodziankę.

Upadłe anioły są opowieścią utrzymaną w zupełnie innym klimacie. Oczywiście, nadal czerpie z klasycznego cyberpunku, lecz jej treść przypomina połączenie powieści przygodowej z tymi o „pierwszym kontakcie”.

Węgiel modyfikowanyUpadłe anioły

Takeshi Kovacs, po wydarzeniach z pierwszej części, ląduje w zniszczonym ciele, by walczyć dla Protektoratu w wojnie domowej. Nastawiony jest na to, że posiedzi trochę w wojennym zamęcie i za jakiś czas, gdy zarobi, przerzuci swój stos korowy do zdrowszego ciała. Po prostu kolejna wojna emisariusza za pieniądze. Jednak Takeshi spotka na swojej drodze Jana Schneidera. Ten opowiada emisariuszowi o bramie, na którą natknęła się ekspedycja archeologiczna, której Jan był uczestnikiem, następnie przedstawia plan na zagarnięcie mnóstwa pieniędzy..

W ten sposób Takeshi Kovacs zaczyna podróż, podczas której między innymi: odbija z obozu panią archeolog, spotyka chłopca, którego nosi zombie, trafia do sortowni stosów, przeżywa wybuch ładunku nuklearnego, aż ląduje na statku Marsjan.

W między czasie, co chwila czyha na bohatera jakieś niebezpieczeństwo, przyjaciele okazują się wrogami, a antagoniści przyjaciółmi. A na koniec, zdradzę, Kovacsa czeka efektywny pojedynek – jego opis bardzo przypominał mi walkę z finalnym bossem w grach wideo.

Węgiel modyfikowany – książka o pierwszym kontakcie

Moim zdaniem najlepsze książki o pierwszym kontakcie to: Ślepowidzenie, Głos Pana. Czy powieść Morgana im dorównuje? Niekoniecznie, jednak jest bardzo bliska mojego ideału.

Samo spotkanie z obcymi, to co dzieje się na statku, czyta się miło i zaskakująco. Trochę to przypomina wspomnianą powieść Wattsa – ekipa dociera do statku i wchodzą do niego, a tam „same niespodzianki”. W Upadłych aniołach brakowało mi właśnie większej ilości tych „niespodzianek”.

Jednak nie jest tak źle, bo pomysł jest fajny.

Węgiel modyfikowany, Upadłe Anioły – porządny cyberpunk

W Upadłych aniołach brakuje jednego elementu, którym szczyci się tak wiele powieści z gatunku cyberpunk. To wielkiego moloch, po którym biega i rozwala przeciwników bohater. Jednak pozostałe elementy: wirtualna rzeczywistość, korporacje walczące o informacje, narkotyki i wszelkiego rodzaju ulepszenia człowieka, bohater-macho, są obecne w książce Morgana.

Upadłe Anioły to połączenie tego co najlepsze z amerykańskiego i japońskiego cyberpunku, zmieszane z opowieścią przygodową charakteryzującą się wartką akcją. Jak dla mnie czytało to się świetnie.

Co więcej, osoby, które nie czytały pierwszego tomu, mogą śmiało zacząć przygodę z trylogią Morgana od Upadłych Aniołów. Stracą przy tym naprawdę niewiele – w książce jest tylko kilka, mało znaczących przywołań do Węgla modyfikowanego.

Moja ocena: 8,5/10

Richard Morgan, Upadłe Anioły, Wydawnictwo Mag, 2018

Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach

Po przeczytaniu kilku stron, spodziewałem się nużącej książki, jednak dalsza lektura Imperium boga Hanumana przyniosła mi pozytywne rozczarowanie. Publikacja Piotra Kłodkowskiego naprawdę „daje radę” i nawet pierwsza z jej trzech tytułowych odsłon może zainteresować Indiami czytelnika. Należy tylko dać jej szansę. Dlaczego wystawiam jej mocne 8/10, o tym poniżej.

Tytułowe bóstwo jest niezwykle popularne w Indiach, gdzie symbolizuje nieśmiertelność, męstwo, pobożność, oddanie Bogu, uczoność i zręczność w wykonywaniu najtrudniejszych zadań. Dlatego Hanumana kochają politycy, biznesmani, sportowcy, marketingowcy, sprzedawcy, hotelarze, rzemieślnicy, artyści i inne grupy. Postaci, mimo obecności w polityce i biznesie, nie można skojarzyć z wyłącznie jedną opcją ideologiczną. Dlatego, zdaniem Piotra Kłodkowskiego, tytułowe imperium boga Hanumana idealnie określa stan współczesnych Indii.

Były ambasador RP widzi ten kraj, jako miejsce sprzeczności, skrajności, na pierwszy rzut oka, nie do pogodzenia. Jednak jest to olbrzymi kraj, który wciąż się rozwija, realizuje wyzwania i pokonuje problemy oraz fascynuje niespotykanym nigdzie orientem. Kłodkowski pisze o nim jako osoba, która poznała Indie od podszewki, dzięki temu posiadająca zupełnie inny obraz niż obserwatorzy z Europy.

Imperium boga Hanumana – trzy odsłony

Pierwsza, najdłuższa, część poświęcona jest polityce. Na początku Władza i władcy wzbudzała we mnie wspomnianą obawę o nużącą treść książki. Na szczęście Piotr Kłodkowski potrafi świetnie opowiadać. Lektura z dłuższymi przerwami 196 stron przebiegła w sposób przyjemny.

To fragment obowiązkowy do przeczytania, bo pozwala lepiej zrozumieć pozostałe dwie odsłony. Czytelnik znajdzie w nim opis współczesnej sytuacji politycznej w Indiach– wewnętrznej, ale też i zewnętrznej. Autor poświęca mnóstwo stron dla obecnego premiera, uwielbianego i krytykowanego, Narendry Modiego oraz rządzącemu przez wiele lat klanowi Nehru-Gandhi.

Dużym plusem jest w rozdziale Władza i władcy przekazywanie informacji za pośrednictwem krótkich rozdziałów. Pozwala to na ich przyswojenie w kontrolowanych dawkach, bez efektów „wybicia się z toku lektury”.

Druga odsłona, Tradycja i buntownicy, to cztery rozdziały przybliżające to, co dzieje się z tamtejszym społeczeństwem. Jak wskazuje autor, Indie zamieszkują mniejszości wyznających różne religie. Wspólnie wciąż się uczą żyć kolo siebie między innymi wyznawcy hinduizmu, islamu, buddyzmu, a także chrześcijaństwa i sikhizmu. Uczą, bo każda z grup ma swoje potrzeby, swój język, wierzenia oraz tradycje, i tu zaczyna się problem.

Trzecia, moim zdaniem najlepsza, odsłona poświęcona jest dwóm postaciom. Pierwszą jest nasz rodak, malarz Stefan Norblin. Uciekający przez Indie do Stanów, utknął na jakiś czas w imperium boga Hanumana, gdzie tworzył, miedzy innymi malował w gigantycznym pałacu maharadży. Warto zwrócić uwagę na tą niezwykłą postać, która przed II wojną światową była rozpoznawalną w Polsce, a później na długo zaginął o niej słuch.

Drugim bohaterem jest mężczyzna, który zagrał w ponad 200 filmach, o którym krążą niesamowite legendy, a fani dziękują, że w obecnym wcieleniu jest aktorem. Amitabha Bachchan, bo o nim mowa, jest nazywany mianem Cesarza, trafnie, bo rządzi w Boolywood.

Arcydzieła i Geniusze to także odsłona opisująca świat tamtejszego kina, jego schematy oraz flirt z europejskim światem filmu. Gorąco polecam wszystkim kulturoznawcom i filmoznawcom. Dla niego warto zakupić Imperium boga Hanumana.

Imperium boga Hanumana – ocena

Do tej pory Indie znałem tylko z książek Gregorego Davida Robertsa. Imperium boga Hanumana pokazuje kraj z zupełnie innej strony niż autor Shantaram i Cienia góry. Czy zachęcająco? Na pewno tak, bo w przyszłości planuję poszukać książek o Indiach.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Piotr Kłodkowski, Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach, Wydawnictwo Znak, 2018

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Dziękuję!

Epoka milczenia

Epoka milczenia jest książką skierowaną do dojrzałego czytelnika. Odradzam sięganie po nią osobom niepełnoletnim oraz tym stroniącym od brutalności i przemocy. Polecam zaś odbiorcom chcącym przekonać się jak wiele perwersji, upodobań seksualnych oraz zboczeństw królowało tuż po odzyskaniu przez Polaków niepodległości.

Bowiem Epoka milczenia  jest opowieścią o Rzeczpospolitej pełnej hipokryzji, nigdy nieukaranych zbrodniach, prawie przyzwalającym na gwałty oraz szowinistycznym społeczeństwie. Kamil Janicki, autor książki, obnaża przed czytelnikiem zachowania naszych pradziadków i prababć, udowadniając, że XX-lecie międzywojenne, wcale nie było takie święte. Dostaje się każdemu: prawnikom, lekarzom i przeciętnemu Janowi Kowalskiemu. Czy wierzyć autorowi? Tak, bo jest rzetelnym historykiem i znawcą opisywanej epoki.

Książkę Janickiego czyta się błyskawicznie. Całość nie przypomina dokumentu, lecz serię mocnych opowieści upakowanych w rozdziały. Jednak przy pewnych fragmentach należy wstrzymać się z jedzeniem.

Epoka milczenia – Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić

Publikacja zaczyna się od Hitchcockowskiego trzęsienia ziemi – historią o porwaniu córki amerykańskiego konsula.  Kamil Janicki już tu pokazuje swój kunszt pisarski. Fabularyzując opowieść, zgrabnie żongluje informacjami o działaniach policji i reakcjach społeczeństwa. Czytelnik od początku śledzi wartką akcję, daje złapać się w pułapki detektywistycznego śledztwa i pełen emocji dociera do finału, który tylko w części jest wesoły. Z takim przygotowaniem odbiorca przerzuca kartę i przechodzi do pierwszego rozdziału książki Epoka milczenia.

Wszystkie poruszane tematy łączą się ze sobą dzięki ciekawej narracji. Historyk po kolei bierze na warsztat:  gwałt, stalking, mobbing i napastowanie seksualne, wykorzystywanie dzieci, handel żywym towarem, problem z podglądaczami, ekshibicjonistami oraz obmacywaczami, kazirodztwo, zoofilię, nekrofilię, masochizm i sadyzm. Przerażający zestaw? I właśnie taki ma być! Bo zmusza do myślenia.

Epoka milczenia  jest pewnym rozliczeniem się z treściami, którymi karmi się obecne pokolenia. Autor wskazuje na to, że cofając się w czasie wciąż borykamy się z takimi samymi problemami łamania praw i obyczajów, a nawet udowadnia identyczne upodobania seksualne współczesnych i osób żyjących na początku ubiegłego wieku.

Epoka milczenia –  rzecz o kobietach

Epoka milczenia  Kamila Janickiego jest książką idealną dla feministek, które to narzekają na kobiecy los. Piszę te słowa z gorzką nutą ironii, przesiąkniętą smutkiem. Z przedstawionych materiałów – opinie lekarzy pracujących z policją, przytoczone słowa osób związanych z sądownictwem, zachowanie mediów (na przykład w opisywanych sprawach gwałtów wymieniano pokrzywdzoną osobę  z imienia i nazwiska oraz podawano dane adresowe) i spragnionego brukowych historii społeczeństwa – wynika, że najsłabsi mieli najciężej.  Nie byli chronieni.

A jak jest teraz? Mimo  wielkich zmian, wciąż jesteśmy blisko naszych przodków, traktując pobieżnie gwałty, zamykając oczy na krzywdę dzieci, obojętniejąc na to, co dzieje się za murami więzień. Nasze społeczeństwo wciąż drwi z tematów upokarzających drugiego człowieka, a co więcej nie potrafi rozmawiać o seksie.

Epoka milczenia – podsumowanie

Epoka milczenia zostaje na długo w pamięci. Skończyłem ją tydzień temu, a wciąż myślę i dyskutuję,  no i polecam znajomym, studentom i klientom. To kawał dobrej literatury, jednak, jak wspomniałem, nie dla każdego.

Moja ocena: 9/10

Kamil Janicki, Epoka milczenia, Znak Horyzont, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie książki do recenzji.

 

Dziewczynka, która wypiła księżyc– poznaj efekty napojenia dziecka księżycem

Dziewczynka, która wypiła księżyc nie jest debiutem Kelly Barnhill. Do tej pory pisarka przelała na papier mnóstwo krótszych i dłuższych historii, za które została kilkukrotnie nagrodzona, między innymi World Fantasy Award. Jednak jest wyjątkową książką dla dzieci, z gatunku tych, za którymi najbardziej tęsknią dorośli.

Tak, Dziewczynka, która wypiła księżyc to powieść dla każdego, oprócz dwóch wyjątkowych grup, o których piszę na końcu wpisu. Przedstawiona historia, z pozoru wydaje się prostą i niezbyt skomplikowaną, jednak czytelnik już w połowie lektury wie, że trzyma w dłoniach ambitniejsze dzieło.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – poznaj efekty napojenia dziecka księżycem

Mieszkańcy Protektoratu wierząc, że zła wiedźma oczekuje od nich ofiary, każdego roku składają jej najmłodsze z osady dziecko. Pewnego razu los wypada na dziewczynkę, której matka zacięcie walczy o pozostawienie dziecka przy sobie, a gdy przegrywa popada w chorobę psychiczną. Owa dziewczynka zostaje znaleziona, jak każde z pozostałych dzieci przez wiedźmę Xan, która zabiera pozostawione niemowlęta i oddaje je w opiekę ludzi z innych wiosek i miast. Przypadkiem dziewczynka zostaje nakarmiona blaskiem księżyca, przez co zyskuje magiczną moc. Xan postanawia ją zatrzymać u siebie w leśnej posiadłości, w której żyje z potworem i smokiem.

Luna, bo takie imię nadała dziecku wiedźma, szybko zaczyna używać magii. Nieświadomie. Dlatego wiedźma blokuje w niej moc, licząc, że dodatkowy czas pomoże jej nauczyć dziewczynkę korzystania z czarów.

Tymczasem matka wychowywanej przez Xan dziewczynki zostaje zamknięta w wieży, gdzie w tajemniczych okolicznościach pozyskuje papier. Używa go do rysowania map i składania papierowych ptaków. Pewnego dnia w jej celi pojawia się chłopak, który uczestniczył w zabraniu niemowlęcia.

A to dopiero początek.

Dlaczego chłopak interesuje się kobietą? Czy Luna odnajdzie matkę? Jaką rolę w opowieści odgrywają papierowe ptaki? Kim właściwie jest Xan? Odpowiedzi na te pytania mogą zaskoczyć każdego, kto sięgnie po książkę Kelly Barnhill.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – rzadko pisze się takie książki

Oj, rzadko. I dlatego żałość chwyta za serce, gdy lektura Dziewczynki, która wypiła księżyc dobiega końca.

Całość napisana jest w formie przypominającą legendę – zgrabnie, bez dłużyzn, z wartką akcją. Autorka zgrabnie żongluje emocjami odbiorcy. Doskonale miesza ze sobą elementy strachu z pewnego rodzaju sielankowością, buduje klimat niedopowiedzeniami, czy tez przerwaniami akcji w najciekawszym momencie oraz grozą, znaną dorosłemu odbiorcy z kultowych horrorów i thrillerów.

A do tego postaci. Z jednej strony wyraziste, wyróżniające się określonymi cechami, ale z drugiej nie do końca prostolinijne. Nawet dobre charaktery w powieści Dziewczynka, która wypiła księżyc popełniają błędy, czynią to czego  nie wolno lub nie wypada.

Ogromną rolę gra tu też magia, bo to ona odpowiedzialna jest za porządek świata w powieści. Na pierwszy rzut oka pokazana jest w sposób pozytywny. Jednak wnikliwy czytelnik dostrzeże, że autorka mówi o jej ciemnej mocy i przestrzega: jeżeli ktoś bawi się magią lub używa w nieodpowiedni sposób, jego otoczenie mogą spotkać kłopoty.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – książka (nie) dla każdego

Książka skierowana jest do starszych dzieci, 10-12-stolatków. Na pewno fajnie bawić się przy niej będą dorośli. Dziewczynka, która wypiła księżyc pozwoli im wrócić do czasów dzieciństwa.

Nie polecam powieści Kelly Barnhill dwóm grupom: młodszym czytelnikom (przedszkolaki i początek podstawówki) oraz wszelkim przeciwnikom książek dla dzieci, w których występuje magia (jak ostatnio zbadałem wśród młodzieży, każdy z nas zna minimum jedną taką osobę). To nie jest lektura dla nich.

Ocena: 9/10

Kelly Barnhill, Dziewczynka, która wypiła księżyc,Wydawnictwo Literackie, 2018

Prebooka Dziewczynka, która wypiła księżyc otrzymałem od Wydawnictwa Literackiego, dziękuję bardzo.

Best Seler i zagadka znikających warzyw

Best SelerMikołaj Marcela napisał książkę dla dzieci – to niemożliwe. Tak właśnie pomyślałem, gdy otworzyłem i przeczytałem wiadomość od Wydawnictwa Literackiego. A jednak! Specjalista od zombie i innych potworów wykrzesał coś, co zachwyci młodego czytelnika oraz jego dziadków i rodziców.

Best Seler i zagadka znikających warzyw to naprawdę świetna, sprawnie napisana opowieść. Trochę w niej grozy, trochę humoru i bardzo, bardzo dużo zwrotów akcji. A co ważne, to pierwszy polski vege kryminał dla dzieci w każdym wieku.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – kryminalne zagadki Jarzynowa

Nataniel Seler jest wysokim i smukłym przystojniakiem, którego mieszkańcy Jarzynowa nazywają Best Seler, ponieważ czegokolwiek się dotknie, jest w tym najlepszy. Obecnie piastuje posadę szeryfa w miasteczku warzyw, którą odziedziczył po ojcu. Ponieważ świetnie radzi sobie ze wszystkim, a w miasteczku nie było żadnych poważnych zagrożeń – ostatnim kłopotem było zaginięcie Maliny Pomidor, lecz wtedy gwiazda szeryfa należała do ojca Nataniela – Best ma łatwe życie. Do czasu.

Pewnego dnia zaczynają znikać mieszkańcy Jarzynowa. Pewny siebie Best Seler podejmuje się ich odnalezienia. Jednak wyzwanie go przerasta. Jak pisze Mikołaj Marcela: Każda sytuacja wymaga innego , odpowiedniego postępowania. To nigdy nie jest coś oczywistego, niezbędne jest należyte przeszkolenie i przygotowanie. Tego zdecydowanie brakowało szeryfowi Jarzynowa. Nikt nigdy nie powiedział mu, jak powinien się zachować w takiej sytuacji. Bohater zaczyna uczyć się, jak powinno wyglądać śledztwo, pomaga mu w tym ojciec oraz przyjaciele. Wspólnie odkrywają tajemnicę Jarzynowa, w tym dowiadują się, że mieszkańcy miasta warzyw kryją w swoich wnętrzach mnóstwo ciemnych tajemnic.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – kryminał dla dzieci i (oczytanych) dorosłych

Najmłodsi czytelnicy będą zachwyceni opowieścią. Tak jak powyżej napisałem, historia jest pełna zwrotów akcji, które nie pozwolą się nudzić młodym odbiorcom. A do tego opowieść zawiera w sobie mnóstwo dobrego humoru. Best Seler i zagadka znikających warzyw ma to coś, czego brakuje wielu współczesnym kryminałom.

Starsi czytelnicy będą też dobrze się bawić przy lekturze, bo znajdą kawał dobrego kryminału z zaginięciami, pościgami, strzelaninami i scenami mrożącymi krew w żyłach. A ci, którzy pasjonują się książkami i interesują się współczesną kulturą, skorzystają z vege kryminału podwójnie.

Mikołaj Marcela to specjalista od popkultury. Pisząc książkę dla dzieci Best Seler i zagadka znikających warzyw nie zapomniał powsadzać do niej sporej ilości odniesień do współczesnej kultury, które rozbawią współczesnego odbiorcę. Takie literackie easter eggs. Są tam kilkukrotne nawiązania do twórczości Adama Mickiewicza, Mary Shelley, jest też i do Star Wars, a nawet do . A do tego postać Mariusza Jakuba Boba, redaktora gazetowej rubryki Piszę, jak jest, która od razu przywodzi skojarzenia z gwiazdą mediów jaką jest Mariusz Max Kolonko i jego Mówię, jak jest. Mistrzostwo! Elementów odnoszących się do popkultury jest więcej, o czym może przekonać się każdy kto sięgnie po książkę dla dzieci Best Seler i zagadka znikających warzyw. Ich odnajdywanie można potraktować jako czytelniczo-detektywistyczne wyzwanie.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – ocena

Do oceny średniej 5.0 dodaję punkt za sprawnie napisany kryminał. Drugi ląduje za dobry humor i mistrzowskie nawiązania do kultury popularnej. A trzeci za możliwość indywidualnego odbioru przez każdą grupę wiekową. To daje nam, zasłużoną notę:

Moja ocena: 8/10

Mikołaj Marcela, Best Seler i zagadka znikających warzyw, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłane prebooka

 

Modyfikowany węgiel – Takeshi Kovacs i piekielny cyberpunk na Ziemi

Gdy rozpoczynałem oglądanie serialu Altered Carbon byłem w drodze z Białegostoku do Warszawy. Ściągnąłem cztery odcinki poprzez komórkową aplikację Netflixa i ruszyłem w drogę. Po maksymalnie pięciu minutach od włączenia pierwszego episodui, siedząca obok pasażerka dotknęła mnie w ramię, a gdy wyjąłem słuchawkę z ucha, zapytała: Jak się podoba?. Opowiedziała mi o książce, reklamując, że jest jeszcze bardziej ciekawsza od filmu.

Załadowane na komórkę  odcinki pochłonąłem błyskawicznie i żałowałem, że nie ściągnąłem kolejnych. A gdy oglądałem po raz drugi serial (więcej o Altered Carbon piszę tutaj), Modyfikowany węgiel czekał na stosiku lektur do przeczytania.

Modyfikowany węgiel – książka dla miłośników science-fiction

Tak, Modyfikowany węgiel jest lepszy od serialu. Adaptacja filmowa jest oparta o książkę Richarda Morgana, jednak daleko jest jej do opisanego za pomocą słów klimatu. Opowieść zapisana na kartach jest ostrzejsza, brutalniejsza, opisująca świat, który z jednej strony jest naszpikowany technologią, z drugiej kryje w sobie ból egzystencjonalny. Takie cyberpunkowe piekło na Ziemi.

Takeshi Kovacs, tak jak w serialu, zostaje  wybudzony przez mata Bancrofta, by odkryć zagadkę zabójstwa. Na lotnisku poznaje policjantkę Ortegę i tu zaczynają pojawiać się różnice pomiędzy adaptacjami. Samo osadzenie Kovacsa w powłoce przebiega w lekko odmienny sposób, lecz spotkanie z Ortegą jest znacznie inne. Kristin nie jest tu samotną postacią, jest otoczona innymi funkcjonariuszami, przypakowanymi,  noszącymi irokezy, a do tego jest twardsza niż ta z serialu – myślę, że książkowa postać bardzo przypadnie do gustu feministkom.

Podobnie jest z hotelem, który nie nazywa się Kruk, a Hendrix. Nie zarządza nim hologram Poe, lecz AI pojawia się na ekranie.

Modyfikowany węgiel, ma mnóstwo takich smaczków, które nie zostały pokazane w filmowej adaptacji.  I dobrze! Dzięki temu osoba, która obejrzy serial Netflixa i przeczyta to, co napisał Richard Morgan, będzie bawiła się podwójnie.

Modyfikowany węgiel – klimat porządnego cyberpunku

Bardzo przypadł mi do gustu klimat książki. Takeshi Kovacs jest zmęczony, tak jak bohater innej książki z gatunku cyberpunku –  Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka.  Już na samym początku bohater książki Morgana jest zły, że został wybudzony. Ból jego egzystencji skonfrontowany z życiem na starej plancie Ziemia (Kovach urodził się na innej planecie) z jednej strony przeraża, z drugiej wciąga czytelnika w niebezpieczny wir lektury.

O tym, że nowoczesna technologia, postęp cywilizacyjny, w tym przedłużanie w nieskończoność życia, są uciążliwe opowiadają też inni bohaterowie książki. Tym samym, ze strony na stronę Modyfikowanego węgla, czytelnik odkrywa czym jest piętno technologii i postępu społecznego, które miały dawać ludzkości zupełnie co innego.

Cyberpunk to również specjalistyczne bronie. Fani futurologicznej batalistyki na pewno będą zadowoleni. Na pewno w zachwyt wprawi ich informacja, że różnej maści akcesoriów pozbawiających życia jest więcej niż w serialu.

Modyfikowany węgiel – ocena

W przypadku serialu polecałem go nawet osobom nie lubiącym filmów S-F, twierdząc, iż mogą potraktować go jako kryminał. W przypadku książki tego nie zrobię.

Modyfikowany węgiel Richarda Morgana to pozycja tylko dla miłośników science-fiction. Mi futurologiczny klimat bardzo przypadł do gustu. Dlatego śmiało daję najwyższą notę.

Moja ocena: 10/10

Richard Morgan, Modyfikowany Węgiel, Mag, 2018

Nieznana terrorystka

Jak ja czekałem na tę książkę! Nieznana terrorystka Richarda Flanagana jest już dostępna w polskich księgarniach. Tak samo porywa jak Klaśnięcie jednej dłoni, tak samo ma w sobie ciężki klimat jak Księga ryb Williama Goulda oraz Śmierć przewodnika rzecznego. I jakże jest aktualna, mimo, że od premiery w Australii minęło już 12 lat.

W dobie fake newsów, rządnych sławy dziennikarzyn bijących się o temat oraz niezdolnego do samodzielnego myślenia społeczeństwa, Nieznaną terrorystkę traktuję z jednej strony jako satyrę, z drugiej jako paradokument opisujący naszą codzienność.

Nieznana terrorystka – tancerka erotyczna czarną wdową

26-letnia Doll, tak naprawdę Gina Davies, westie (osoba z małej miejscowości), postanowiła spełnić swój sen, uciekła do Sidney. Szybko zrozumiała, jak wiele różni jej marzenia od realnego życia w dużym mieście.

Na szczęście trudne momenty odejdą w niepamięć. Doll pracując jako tancerka erotyczna zarobi określoną sumę pieniędzy, dołoży ją do pokaźnej sumy banknotów, którą przechowuje w domu i z tymi oszczędnościami zacznie nowe życie. Bez poniżania, bez gangsterskiego półświatka, bez nerwów.

Doll, na kilka dni przed odejściem z erotycznej branży, udaje się z przyjaciółką i jej synem na plażę. Tam poznaje Tariqa, obcokrajowca z krajów arabskich, który ratuje życie topiącego się dziecka. Mimo, że Gina nie zostawia przystojniakowi kontaktu, wpadają na siebie wieczorem. Niczego nieświadoma kobieta spędza noc z nieznajomym. Jest nim zachwycona. Aż do wschodu słońca.

Nad ranem budzi się w pustym łóżku. A kilka godzin później dowiaduje się, że jest poszukiwana jako współuczestniczka niedoszłego zamachu terrorystycznego. Uczynienie ją podejrzaną jest dziełem miernego dziennikarzyny, który tracąc zawodowy grunt pod nogami, tworzy fake newsa.

Jak skończy się ta opowieść, spojleruję, niezbyt wesoło. To jest powieść Richarda Flanagana, a ten jest mistrzem w opisywaniu ciężkiego, gnostycznego świata, w którym tylko nieliczni mają szansę na godne życie.

Nieznana terrorystka – wymowa powieści Flanagana

Tak jak pisałem, powieść odbieram jako coś więcej niż satyrę. Widziałem od podstaw pracę przedstawicieli mediów, dosłownie taką jaką opisuje autor. Codziennie, podobnie jak czytelnicy tego bloga, zalewa mnie fala fake newsów. No i jestem wciąż straszony przez media: terroryzmem, uchodźcami, krwiożerczą UE, czy też zagrożeniem od strony wschodnich i zachodnich sąsiadów Polski. Owe mijanie się z prawdą jest głównym motywem opowieści.

Flanagan pisząc powieść Nieznana terrorystka nie tylko podjął się tematu wpływu mediów na myślenie społeczeństwa. Zwraca też uwagę czytelnika, na to jak wygląda jego codzienne życie. Zaczyna opowieść od wymownych słów o miłości Jezusa, świecie widzianym przez Nietzschego i nokturnach Chopina, które pięknie sumuje stwierdzeniem:  Rzeczywistości nigdy nie tworzyli realiści, tylko marzyciele. Na dalszych kartach autor zmusza odbiorcę do spojrzenia, jak daleko zeszliśmy w złą stronę, stając się dla siebie wrogami, bezmózgą bandą egoistów, podatną na każde słowo, tylko by pozostać w swojej strefie komfortu.

Nieznana terrorystka – budowa utworu

Podobnie jak w innych powieściach Flanagana, mamy mistrzowsko zbudowaną bohaterkę. Czytelnik od samego początku jest przekonany, że o Doll wie wszystko. Tymczasem co chwila autor podsuwa mu kolejne informacje, które mącą posiadaną wiedzę i wywołują serię pytań. Gina Davies raz okazuje się postacią negatywną, by za chwilę zyskać sympatyczność, a za drugim razem wzbudza litość.

Warto zwrócić uwagę na filmową budowę utworu. Akcja rozgrywa się w ciągu trzech dni, a język powieści przypomina opisy filmowych scen, bynajmniej nie oscarowych dzieł, ale kina klasy B, a nawet C – nadających się idealnie do opisu świata tancerki erotycznej.

Nieznana terrorystka – ocena

Nie polecam Nieznanej terrorystki osobom szukającym lekkiej lektury. Flanagan to nie Kalicińska. W jego książkach musi być sporo brutalności, bohaterów przezywających traumę i wszechobecna gnoza.

Powieść skierowana jest do osób kochających myśleć przy lekturze, stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi. A także tych oczekujących przeżycia swoistego katharsis. Wymienione dwie grupy będą zadowolone z sięgnięcia po powieść Nieznana terrorystka.

Ocena:10/10

Richard Flanagan, Nieznana terrorystka, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwo Literackiemu za podesłanie książki





Altered Carbon – cyberpunk od Netflixa

Altered Carbon – dlaczego twórcy nie przetłumaczyli tytułu na nasz język, skoro w Polsce funkcjonuje od kilku lat książkowy Modyfikowany węgiel? Nie mam pojęcia. Tłumaczenie, że „węgiel” będzie kojarzył się z typem skały, a nie pierwiastkiem z grupy niemetali, jest, napiszę to szczerze, bezsensowne. Tyle z uszczypliwości, teraz o serialu.

Jest znakomity! 2 tygodnie po obejrzeniu wszystkich odcinków Altered Carbon na Netflixie, ponownie do niego wróciłem. Polecam go każdemu – rodzinie, przyjaciołom i ich znajomym, studentom i uczestnikom szkoleń, a dziś czytelnikom tego bloga.

Altered Carbon – zmieniaj ciało, zostań sobą

Zanim przejdę do treści, kilka słów o futurystycznym świecie, w którym rozgrywa się Altered Carbon. Punktem zwrotnym w dziejach ludzkości było wynalezienie stosów korowych. To takie chipy montowane w kręgach szyjnych, które, dopóki nie zostaną uszkodzone, zapisują ludzką świadomość. Mini czarne skrzynki przyczyniły się do wydłużenia życia ludzkiego. Jeżeli ciało jest zniszczone, wystarczy tylko wyjąć stos i włożyć do nowej powłoki. Problemem są tylko ceny, na najlepsze ciała stać tylko, najbogatszych ludzi, Matów

Altered Carbon nie byłby mega-porządnym  cyberpunkiem, jeżeli nie byłoby w nim wirtualnej rzeczywistości. Służy ona między innymi do torturowania – można zadawać przesłuchiwanemu nawet zabijający ból, by przywrócić go za chwilę do żywych, nie uszkadzając ciała. Można też w wirtualnej rzeczywistości ukryć swoją świadomość, można też wykorzystać do rozrywki, zaspokojenia swoich najciemniejszych pragnień. Wszystko to wspomagane jest sztuczną inteligencją.

Ostatnią ważną kwestią są Emisariusze. Grupa ta została założona i dowodzona przez odkrywczynię stosów korowych, która próbowała naprawić swój błąd – przekazanie technologii ludzkości. Rozpoczynając Altered Carbon widz dowiaduje się, że prawie wszyscy emisariusze zginęli. Prawie, bo pozostał Kovacs.

Altered Carbon – zlecenie od zabitego, to brzmi całkiem niebezpiecznie

Takeshi Kovacs, w tej roli znakomity Joel Kinnaman, zostaje wybudzony w wiezieniu, jego stos znajduje się w innej powłoce, a umysł reaguje na powrót bardzo agresywnie – co jest efektem śmiertelnego postrzału w walce z policją, 250 lat wcześniej. Po wyjściu na zewnątrz trafia do jednego z najbogatszych ludzi na świecie, Laurensa Bancrofta, wciela się w niego James Purefoy. To on przywrócił do żywych bohatera, by zlecić rozwiązanie sprawy swojego zabójstwa. Dla zwykłego śmiertelnika rodzaj śmierci Bancrofta byłby ostateczny, stos został uszkodzony. Jednak bogacz mógł sobie pozwolić na zdalną kopię zapasową świadomości. Dziwnym w tej sprawie jest to, że zgon nastąpił kilka minut przed wysłaniem danych na serwer.

Od początku Kovacsowi i sprawie miliardera przygląda się policjantka, Kristin Ortega. Szybko okazuje się, że ze śledztwem i pojawieniem się po 250 latach emisariusza łączy ją coś więcej niż detektywistyczne śledztwo.

Tak właśnie zaczyna się 10-odcinkowa przygoda, przez którą chodziłem kilka dni niewyspany, a po zakończeniu zakupiłem książkę Richarda Morgana. Czy warto ją obejrzeć? Odpowiedź jest dwuznaczna.

Jeżeli chcesz przeczytać książkę, zanim obejrzysz serial, kupisz ją tutaj:

Altered Carbon – ocena

Nigdy nie określałem siebie mianem miłośnika cyberpunku. Jednak literacko-filmowy rachunek sumienia, sporządzony po obejrzeniu Altered Carbon, uświadomił mnie, że od dawna kocham ów gatunek science-fiction. Uwielbiam  dwie części Blade Runnera, Pamięć absolutną, anime Ghost In the Shell oraz Akirę, książki Philipa K. Dicka. Serial Altered Carbon dołączam do tego kanonu. Jest tak samo niezły jak wymienione pozycje. Polecam wszystkim miłośnikom opowieści o przyszłości.

Jeżeli jednak nie lubisz futurologicznych historii, możesz potraktować Altered Carbon  jako film kryminalny. Co ważne, bez potworów i różnej maści stworów jak w Gwiezdnych wojnach – wspominam o tym, bo kilku moich rozmówców miało zastrzeżenie, że nie obejrzą produkcji Netflixa, jeśli jest podobna do Star Wars.

Serial Altered Carbon jest bardzo brutalny. Dlatego nie polecam go osobom o słabych nerwach oraz młodszym widzom. Netflix przydzielił Altered Carbon kategorię wiekową +16, moim zdaniem słusznie.

Kończąc wpis, postawiłbym Altered Carbon  najwyższą notę, gdyby nie siódmy odcinek. Nie przeczę, że nie był potrzebny, bo wyjaśnia wiele z przeszłości Takeshi Kovacsa. Jednak ten ponad godzinny „gniot” bardzo mnie znużył. To można było opowiedzieć w kilkanaście minut. Dlatego zabieram Altered Carbon  pół punktu.

Ocena: 9,5/10

Altered Carbon, twórca serialu: Laeta Kalogridis, Netflix, 2018