serial

Daredevil – Diabeł mieszka w Hell`s Kitchen




daredevilJeżeli nie lubisz filmów o superbohaterach, wkurzają Cię panowie pląsający w rajtuzach oraz damy strzelające laserowymi promieniami z gałek ocznych, koniecznie obejrzyj serial Daredevil. Możesz to zrobić legalnie, bez zaglądania do „internetowych wypożyczalni filmów”. Właśnie na polskim rynku pojawił się Netflix, dzięki czemu zyskaliśmy dostęp do mnóstwa filmów fabularnych, dokumentalnych, seriali i produkcji dla najmłodszych.

Daredevil – zupełnie inne spojrzenie na superbohatera

On z mocą, ukrywający niezwykłą właściwość przed otoczeniem, wytrenowany przez mistrza walk, kontra nowojorscy przestępcy. Brzmi jak typowa opowieść komiksowa? Oczywiście. Tylko ta jest wyjątkowa. Została opowiedziana w taki sposób, że trudno oderwać się od ekranu.

W Dradedevil dużą rolę przyłożono do narodzin bohatera. Historia zaczyna się w chwili, gdy główny postać podejmuje decyzję o konieczności walki o praworządność w nowojorskim Hell`s Kitchen, nakłada maskę i rusza do walki. Mimo swojej mocy – jest osobą niewidomą, ale doskonale radzi sobie w bójce oraz błyskawicznym poruszaniu się w miejskiej przestrzeni – odnosi prawdziwe obrażenia, czasami nawet lądując na granicy życia i śmierci.

13 odcinków sezonu pierwszego to skrupulatne przedstawienie nauki płynącej z porażek i zwycięstw, którą kończy nałożenie ochronnego kostiumu, dobrze znanego miłośnikom komiksów. Sezon pierwszy to też długa opowieść o walce z Kingpinem.

Netflix Daredevil – 100% dobrego brutalnego kina

Wilson Fisk(tak nazywa się ów schwarzcharakter )to bardzo ważna postać w komiksowym świecie Marvela. Walczą z nim zarówno Spider-Man, Punisher, walczy i Daredevil. Jest taki sam jak w obrazkowych historiach. Wielki, łysy, ubrany w najlepsze garnitury i strasznie brutalny.

Walka z nim to prawdziwe wyzwanie. Jak poradzi z nim bohater, o tym w Netflixie.

Daredevil jest serialem, w którym z odcinaka na odcinek przelewa się mnóstwo krwi. W tym wiele scen pozbawienia życia jest przedstawionych w bardzo szczegółowy sposób. Efekt? Odbiorca wie, że ma do czynienia z mocnym kinem i o tym, że na pewno nie ogląda bajki dla dzieci.

Z niecierpliwością czekam na drugi sezon.

Ocena: 10/10

Daredevil, Netflix, 2015

ZOO – serial o zwierzętach polujących na człowieka

Na razie w sieci ukazały się tylko cztery odcinki serialu Zoo– dziś w nocy CBS wyemituje piąty epizod. Na razie jest nieźle. Na razie zwierzęta przejmują kontrolę i idzie im całkiem nieźle.

Przyznam się, że oglądając dwa pierwsze odcinki adaptacji książki Pattersona i Ledwidge miałem wrażenie jakbym widział połączenie Epidemii z Parkiem Jurajskim wepchnięte w schemat Wirusa. Jednak trzecia część serialu zmieniła moje postrzeganie. To jest inna historia.

Oto mamy bunt zwierząt, którego źródła są w USA i Afryce. Zaczyna się od lwów i kotów, do których dołączają psy, wilki, nietoperze i inne stworzenia. Zagrożenie błyskawicznie pojawia się na każdym z kontynentów. Dzieje się ot tak, po prostu. Zwierzęta zaczynają polować na człowieka, niektóre z nich wpierw dają znać, że dominacja dwunożnego gatunku panów i władców dobiegła już końca. Po naszej stronie staje grupa specjalistów z różnych zawodów, w której skład wchodzą: ekspert od zachowania zwierząt, dziennikarka-blogerka, przewodnik safari, francuska agentka oraz weterynarz patolog. Ich zadaniem jest odkrycie co się stało ze zwierzętami, dlaczego i jak je powstrzymać.

Sceny serialu to zlepek oklepanych mniejszych oraz większych szablonów, wyciągniętych z najpopularniejszych seriali, czytadeł, gier i komiksów. Jest wirus, mentor posiadający wiedzę, bohaterowie z utartym charakterem i zachowaniem, wiele sytuacji można przewidzieć, ale… Zoo jest wyprodukowane w znakomity sposób. Mam na myśli zarówno sceny ze zwierzętami, ujęcia kamery, czy też sposób prowadzenia opowieści – prosto, szybko i na temat, tak by widz nie był zmuszony do intelektualnego wysiłku, a do tego odczuwał po obejrzeniu jednego odcinka lekki głód i czekał na kolejny.

Zoo zachwyca tak, że 44 minuty upływają jak kilka sekund. Tym samym udowadnia, że przyslowiowy odgrzewany kotlet może smakować wyśmienicie. Dlatego śmiało podwajam ocenę za oklepaną schematyczność z 3 na 6/10.

Jest jednak jeden minus, który nie pozwala mi dostawić + do oceny. Drażnią mnie w serialu Zoo rozmowy między postaciami. Dialogi nie są długie, ale często sposób wypowiedzenia kwestii nie jest adekwatny do napięcia sytuacji. Jest za grzecznie i za miło.

Z niecierpliwością czekam na książkę (wyda ją w tym roku Wydawnictwo Albatros – od lat rozpieszczające czytelników powieściami Jamesa Pattersona). To będzie na pewno dobre czytadło. Na razie pozostaje mi śledzenie poczynań „ekipy od zwierząt” tylko na ekranie.

Ocena: 6/10

Wirus – trzy powody… dlaczego warto omijać serial

Chcesz przeczytać świetną książkę o wampirach, wybierz Wirusa, o którym pisałem w poprzednim wpisie. Chcesz obejrzeć mierny serial o wampirach, wybierz ekranizację wspomnianej publikacji.

Pierwsze odcinki są rewelacyjne! Istny majstersztyk! Nie dziwiłem się oglądając je, przecież są wyreżyserowane między innymi przez : Guillermo del Toro (współautor książki), Davida Semela (reżyser odcinków Buffy: Postrach wampirów oraz American Horror Story), czy też Petera Wellera (reżyser kilku odcinków Synów Anarchii – mojego ulubionego serialu).

Jednak im bardziej akcja serialu nabierała tempa, tym bardziej byłem przerażony. Niestety, źródłem strachu nie były krwiożercze wampiry, ale niedociągnięcia twórców. Poniżej przedstawiam trzy powody, dla których zaprzestałem oglądać ten serial.

Jak dobrze wiemy, klasyczny wampir lubi popić sobie krwi oraz unika światła słonecznego. Reguła jest zachowana na początku serialu – jednak tylko na początku. Poniżej zamieszczam dwa kadry. Pierwszy pochodzi z 6 odcinku i przedstawia  moment, w którym jeden z bohaterów odkrywa zbawienną moc światła. Cztery epizody później reguła światła nie obowiązuje. Kadr pochodzi ze sceny gdy kobieta walczy z krwiożerczą istotą w mieszkaniu, w którym tylko część okien jest zasłonięta.  Mało tego w pewnym momencie oponent pada na ziemię, na jego twarzy rozgaszczają się promienie światła i… nic się nie dzieje (myślę, że teoria o dobrym kremie z filtrem UV w tym przypadku się nie sprawdzi).

W dziesiątym odcinku zobaczyłem również syna głównego bohatera, który używa laptopa w celu namierzenia telefonu. Dziwne, bo przecież w mieście nie ma Internetu, o czym świadczy zorganizowanie ekspedycji przywracającej sieć w Nowym Jorku (pomysł i wyruszenie wyprawy mam miejsce po owym namierzeniu telefonu ).

Trzecim powodem jest ciemna strona mocy reprezentowana przez wampira-nazistę oraz szefa Stoneheart Group. Na początku postaci  są wykreowane perfekcyjnie – budują napięcie, są owiane aurą tajemniczości oraz demoniczności. Widz od razu rozpoznaje, że ma do czynienia z czarnymi charakterami. Jednak do czasu. Z odcinka na odcinek ich wdzięk słabnie. A to z takiego powodu, że twórcy zapominają pokazać widzom co słychać u schwarzcharakterów, a to z powodu zamienienia aury ich zagrożenia  w przerysowaną sztuczność.

Jest jeszcze czwarty, DODATKOWY, powód. Są nim włosy  Coreya Stolla. Aktor kojarzony jest najczęściej z dwóch serialowych ról: Petera Russo (House of Cards) oraz Tomasa ‚TJ’ Jaruszalskiego (Law&Order: Los Angeles). Obie postaci charakteryzują się brakiem włosów. I taki obraz Stolla utrwalił się w mej pamięci. Stąd, podczas oglądania serialu Wirus, gdy zamiast łysego Russo widzę bujną fryzurę doktora Goodweathera zaczynam się szyderczo uśmiechać.

Ocena: 4,5/10