Wydawnictwo Literackie

Syn wiedźmy – inne spojrzenie na magię

Syn wiedźmy Kelly Barnhill jest jedną z najmądrzejszych książek skierowanych do najmłodszych czytelników, jaką miałem przyjemność przeczytać. Zainteresowała mnie bardziej, niż Dziewczynka, która wypiła księżyc (publikacja ukazała się w Polsce w 2018 roku, ale jest książką młodszą od Syna wiedźmy), o której bardzo pozytywnie pisałem w tym wpisie.

Dlaczego Syn wiedźmy tak bardzo mnie zachwycił? Przede wszystkim spojrzeniem na magię. Sama opowieść też jest wciągająca, choć nieco psuje ona odbiór Dziewczynki, która wypiła księżyc. W jaki sposób? Piszę o tym poniżej.

Syn wiedźmy – opowieść o chłopcu, córce rozbójnika i wilku

Historia rozpoczyna się od wypadku, który spotyka dwóch braci. Jeden z nich ginie. Matka, lokalna wiedźma, by nie stracić obu synów, sprawia, że dusza zmarłego dziecka zostaje przyszyta do ciała drugiego, konającego. Tym sposobem Ned przeżyje. Bohaterką powieści dla dzieci Syn wiedźmy jest też Áine, która po śmierci mamy przeprowadza z tatą się do lasu. Ojciec dziewczynki, na co dzień spokojnie żyjący człowiek, okazuje się legendarnym  Królem Bandytów.

Pewnego dnia ojciec Áine wyrusza ze swoją bandą rzezimieszków po magię, którą opiekuje się mama Neda. Kłopot w tym, że wiedźma gości na dworze królowej, której życie udało się jej uratować. Dlatego Ned musi bronić magii własnymi siłami. Widząc tylko jedno rozwiązanie, chłopiec decyduje się przyjąć tajemniczą moc na siebie. Tym samym rozpoczyna się jego niesamowita przygoda, która doprowadza go do spotkania z Áine.

Trójka, bo chłopcu towarzyszy napotkany wilk, rozpoczyna epicką podróż, której celem jest zapobiegnięcie wybuchowi wojny.

Syn wiedźmy – magia

Dziś dużo się mówi o magii. Osoby widzące w niej zagrożenie przestrzegają przed obcowaniem z nią, w tym sprzeciwiają wytworom kultury o tej tematyce. Natomiast opozycja nie widzi w czarach nic groźnego. Syn wiedźmy spodoba się obu grupom.

Kelly Barnhill stworzyła opowieść o rzeczywistości, w której ogromną rolę gra magia. Jednak autorka przestrzega, czary mogą pomóc człowiekowi, uratować jego życie, ale zawsze ciągną za sobą konsekwencje.

Magii należy unikać za wszelką cenę – tak właśnie brzmi przesłanie Syna wiedźmy. Wiedza, świadomość mocy własnych sił, miłość i szacunek wobec drugiej osoby są silniejsze i bezpieczniejsze niż jakiekolwiek czary. Bardzo podoba mi się ów przekaz. Traktuję go szczególnie, sam bo promuję podobne wartości w swojej książce dla dzieci Wuj krasnolud i Brama Opowieści (więcej o niej). Czas dzieciństwa jest okresem, gdy młody człowiek uczy się prawdy o świecie, kształtuje swoje poglądy. Stąd należy to mu przedstawiać w filmach, książkach, czy też grach wideo.

 Syn wiedźmy – problem z Dziewczynką

Powyżej napisałem, że Syn wiedźmy nieco psuje odbiór Dziewczynki, która wypiła księżyc. A to dlatego, że Kelly Barnhill wykorzystała podobny schemat w drugiej książce. Dwa miejsca, w których żyjący mieszkańcy nie wiedząc nic o sobie, znajdujący się między nimi las, do którego wszyscy boją się wejść, bohater obdarzony magią, zły władca – to wszystko można znaleźć we wcześniejszej publikacji autorki. Smutne, ale dające Synowi wiedźmy pierwszeństwo w rankingu książek Kelly Barnhill.

Moja ocena: 9/10

Kelly Barnhill, Syn wiedźmy, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.


słowo okamgnienie jest zrostem – „Środki transportu” Magdaleny Kicińskiej

Plan był taki, przeczytać Środki transportu Magdaleny Kicińskiej w pociągu z Białegostoku do Warszawy, ewentualnie skończyć w metrze na Imielin. Nie udało się. Po przeczytaniu czterech wierszy odłożyłem książkę do torby. Ponownie wróciłem do tomiku tydzień później. Korzystając z nadejścia wiosny, usiadłem na parkowej ławce i zacząłem czytać. Wówczas wiersze „zaskoczyły”.

Dlaczego nie udało się im to za pierwszym razem? Miałem inne oczekiwania, co do tekstów Kicińskiej, którą znałem jako autorkę innej książki. Tkwiłem w błędzie, bo  Pani Stefa Kicińskiej to reportaż, a tu do czynienia miałem z poezją. Dopiero jak uświadomiłem sobie, że należy spróbować przestać widzieć w Kicińskiej dziennikarkę, Środki transportu zyskały pewne walory.

Środki transportu – wiersze Kicińskiej

Nie wszystkie wiersze z tego tomiku przypadły mi do gustu. Nieliczne wywołały na mej twarzy zdziwioną minę, a w głowie pytanie: co autorka miała na myśli?. Na szczęście, nieliczne.

Poetycka twórczość Magdaleny Kicińskiej ma coś w sobie wyjątkowego. Najlepiej pasuje tu określenie „prawdziwość”. Zawierające ją utwory to wiersze o tematyce związanej z miłością, uczuciem do drugiej osoby sposobami  komunikacji interpersonalnej  oraz utwory dotyczące obserwacji otaczającej podmiot rzeczywistości. Pozostają na długo w pamięci.

Kicińska, pisząc o uczuciu do drugiej osoby, robi to, mogę śmiało powiedzieć, tak doskonale jak czołowe damy polskiej poezji – moim zdaniem, gdyby Poświatowska i Świrszczyńska żyły w 2019 roku, pisałyby podobnie. Miłość u Kicińskiej to coś, co trudno znaleźć. Próbuje odkryć ją w nagości, sytuacjach dziejących się w łóżku (szczególnie po stosunku), jak też w braku (fizycznym oraz duchowym) siebie nawzajem. Czy jej udaje się to? Odczytuję, że nie.

Jakbym miał wybrać najlepszy z utworów o wspominanej tematyce, bez zastanowienia wymieniłbym Rzym. Zaraz po nim polecam *** jeszcze nie ma północy, *** mała muszę iść, czy też Handlarz.

Rzeczywistość w Środkach transportu skupia się na życiu w mieście, ale czytelnik znajdzie tez teksty związane z naturą.  To też czas wspomnień kisielu z tą usypaną na wierzchu skorupką cukru z dzieciństwa czy też burzonego budynku Universamu. Kicińska, mówią c o teraźniejszości i przeszłości, zwraca uwagę na detale. To one definiują jej myśli, budują w wyobraźni czytelnika określone obrazy. Bardzo mi się to podoba.

Kicińska ma wypracowany warsztat poetycki.  Jej utwory wyróżniają się minimalizm języka, który może czasami razić wysublimowane gusta odbiorców. Jej poetyckości bliżej do utworów Piotra Macierzyńskiego, Krzysztofa Jaworskiego, czy Darka Foksa, niż do współczesnych  klasyków z lektur szkolnych. Co by o niej nie pisać, jest oryginalna.

Środki transportu – ocena

Poezja to specyficzny twór. Na pewno mi ciężko się ją dziś czyta, ciężej niż 20-15 lat temu, kiedy sam „popełniałem wiersze”. Jednak Środki transportu są tomikiem, do którego na pewno wrócę – nie dziś, nie jutro, ale na pewno za kilka miesięcy. Powodem jest poszukiwanie i chęć analizy wspominanej „prawdziwości”.

Ocena: 8/10

Magdalena Kicińska, Środki transportu,Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuje Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Pierwsza osoba – robiąc za literackiego murzyna

Pierwsza osoba to książka warta uwagi. Jako fan twórczości Flanagana, mogę śmiało napisać – to jego najgorsza, a zarazem najlepsza z powieści. Dlaczego? O tym poniżej w tekście.

Pierwsza osoba – ghostwriter w akcji

Okładka książki Pierwsza osoba

Powieść Flanagana to historia o młodym, początkującym pisarzu, podejmującym się niebywałego zadania. Kiff Kehlmann, w ciągu kilku tygodni, ma napisać autobiografię najsłynniejszego oszusta w dziejach Australii. Autobiografię, czyli dzieło, pod które stworzy samodzielnie, ale nie będzie mógł się pod nim podpisać. Wyzwanie ma w sobie coś niesamowitego, co mocno kusi pisarza do podjęcia działania. Bowiem, Siegfried Heidl, bohater biografii, podobno ukradł bankom 700 milionów, za co te wydały na niego wyrok śmierci, jest też podejrzewany o zabójstwo wspólnika. A do tego ukończenie dzieła w ciągu sześciu tygodni, sprawi pojawienie się na koncie Kiffa honorarium, które pomoże mu skończyć jego własną powieść.

Główny zarys fabuły i sposób jej przedstawienia przypominają czysty schemat czytadła typu sensacja, thriller. Pod tym względem Pierwsza osoba, w porównaniu z książkami Flanagana, takimi jak Williama Goulda Księga Ryb czy Śmierć przewodnika rzecznego , wypada marnie. Bliżej jej do Nieznanej terrorystki, również bazującej na sensacyjności, lecz zawierającej bardziej dynamiczną akcję.

Powoli tocząca się akcja to jest właśnie ten minus powieści. Teraz czas na omówienie tego , co najlepsze.

Pierwsza osoba – dlaczego to najlepsza powieść Flanagana?

Po pierwsze postaci. Flanagan z książki na książkę mistrzowsko buduje swoich bohaterów. Czytelnik otrzymuje w Pierwszej osobie coś wspaniałego.Autor opowiadając o Kiffie, jego rodzinie, przyjacielu, czy też Siegfriedzie dawkuje informacje w taki sposób, by grać uczuciami czytelnika. Raz świat Kehlmanna wydaje się tym dobrym, a Heidla tym negatywnym, by za chwilę zamienić się rolami.

Budowa bohaterów to też ich dorastanie. Kiff dorasta pisarsko, a także do ostatecznego zmierzenia się z Siegfridem, a właściwie z jego legendą. Wraz z żoną odkrywają, dlaczego ich związek nigdy nie miał sensu bytu. Natomiast jego przyjaciel porzuca postawę i styl życia awanturnika. Trzeba tu też powiedzieć i o rozwoju powieści. Czytelnik Pierwszej osoby śledzi losy autobiografii Heidla, która najpierw ślamazarnie się rozwija, by zmienić się w coś, co jest efektem pracy ghostwritera – o nim samym za chwilę.

Po drugie, Pierwsza osoba to rozprawienie się ze współczesną literaturą. Czytając książkę szybko można spostrzec, że Flanagan nieźle się bawił pisząc fragmenty o rynku wydawniczym i pisarzach. Na szczególną uwagę zasługuje mityczny Jez Dempster. Go można nie czytać, ale każdy powinien go znać. Bowiem o nim mówi się, na niego zawsze warto się powołać. Wszyscy wokół Kiffa zachwycają się Dempsterem. Jednak gdy obaj pisarze się poznają… łatwo domyśleć się, co się dzieje.

Pisarz świetnie tez pokazuje jak rynek wydawniczy traktuje młodych twórców – wydawanie powieści, ocena podczas konkursów literackich. Znamienitym fragmentem jest opis wysłania powieści na konkurs. Gdy Kiff otrzymuje zwrócony maszynopis odkrywa, że wydające werdykt jury nie przeczytało ani jednej strony.    

Po trzecie, ghostwriting, Kiff, podpisując umowę na napisanie za kogoś książki, słyszy od wydawcy:

Wiesz, że to Francuzi nazwali takich pisarzy murzynami?
Nie.
Nègres. I tutaj, dodał, kiedy złożyłem pierwszy podpis. Znalazł kolejną stronę w umowie i palcem pokazał mi odpowiednie miejsce. I tutaj.
Podpisałem, potem znowu, a podpisując, odczuwałem wdzięczność, nawet dumę.
Czarni?
Niewolnicy, odpowiedział cicho, odwracając stronę

Takich słów krytycznych wobec pisania za innych jest wiele w Pierwszej osobie. Flanagan broni „czystej literatury”, opowiada się za twórczością płynącą spod palców twórcy. Jest za tym, co prawdziwe, a nie udawane.

Czy ma rację? Na pewno. Dziś ilość zaczyna przewyższać jakość. Jesteśmy zalewani kolejnymi, pod którymi podpisują się znane nazwiska. Płynące na fali mainstreamu społeczeństwo kupuje i pochłania te papki, wierząc w to, co napisane.

Pierwsza osoba – ocena

Pierwszej osoby, mimo mojej najwyższej oceny, nie polecam wszystkim. Czytelnicy szukającej wartkiej akcji, sensacji nie znajdą jej w powieści Flanagana. To książka dla tych, którzy lubią książki zmuszające do myślenia. Warto by sięgnęli po nią, bo powieść „zostaje w głowie” jeszcze przez kilka dobrych dni po zakończeniu lektury.

Ocena: 10/10

Richard Flanagan, Pierwsza osoba, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd

Po przeczytaniu pierwszych stron powieści Kiran Millwood Hargrave miałem wrażenie, że w rękach trzymam kolejną opowieść napisaną według schematu – tyran więzi mieszkańców, aż do czasu przeciwstawienia się jego władzy przez wybrańca, którym jest dziecko/nastolatek. Jednak, na szczęście, myliłem się! Dziewczynka z atramentu i gwiazd to historia trochę wykorzystująca powyższy wzór, ale tak bardzo pozytywnie zaskakująca czytelnika.

Książkę skończyłem w jeden wieczór. A po lekturze, odczułem lekki niedosyt – co świadczy o wysokiej jakości opowieści

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – mapy, gwiazdy i przygoda

Na początku czytelnik zostaje zasypany mnóstwem informacji. Oto mamy Arintę- tytułową dziewczynkę, która mieszka na wyspie z ojcem, zdolnym kartografem. Wiadomo, że byli kiedyś szczęśliwi, współtworząc czteroosobową rodzinę. Jednak śmierć zabrała matkę oraz brata Arinty. Ze stratą wiąże się przybycie na wyspę gubernatora – człowieka, który pojawił się znikąd, obejmując rządy nad wyspą. Bohaterka przyjaźni się z jego córką.

Pewnego dnia na wyspie zostaje odkryte ciało koleżanki dziewczynek. Wówczas lekcje zostają odwołane, gubernator w trybie natychmiastowym zabiera córkę do swojej posiadłości, a mężczyźni zmuszeni zostają do wszczęcia poszukiwań. A to dopiero początek niebezpiecznej przygody, która najpierw zmusi dziewczynkę do ścięcia długich włosów, a następnie porwie ją w wir niebezpiecznych zdarzeń.

Ogromną rolę w powieści Kiran Millwood Hargrave pełnią mapy oraz wszystko co związane z kartografią. Umiejętność czytania z gwiazd położenia oraz odwzorowania go na mapie gra kluczową rolę w odkryciu tajemnicy śmierci dziewczynki, a także i samej bohaterce kilkukrotnie pomaga ujść cało z życiem.

Priorytetem w Dziewczynce z atramentu i gwiazd też jest legenda. Żyją nią mieszkańcy, a Arinta traktuje ją jako autentyczną historię. Opowieść dotyczy – nastolatki, która przeciwstawiła się demonowi, pragnącemu władać wyspą. W celu zmierzenia się z nim udała się pod ziemię wyspy, gdzie stoczyła krwawą walkę. To było dawno temu, a demon został unicestwiony na określony czas. Mieszkańcy wyspy przekazują sobie z ust do ust, że zło kiedyś powróci.

Wymienione elementy są rewelacyjnie połączone ze sobą, co piorunująco działa na odbiór publikacji. Opowieść jest idealna do ekranizacji – mamy bowiem w niej zagadkę kryminalną, historię miłosną i przygodę, której nie powstydziłby się sam Indiana Jones. Bardzo chciałbym ją zobaczyc na duzym ekranie. Jest naprawdę nieźle. Dlatego wystawiam książce Kiran Millwood Hargrave wysoką notę.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – przekaz

Różnorodnie można odczytać powieść o dziewczynce. Odkryty przeze mnie przekaz dotyczy dojrzewania do czynu oraz tego osobistego.

Bohaterka wyruszając w podróż po wyspie jest jeszcze dzieckiem. Rządzi nią strach. Kończąc ją zyskuje doświadczenie oraz odwagę. Ponosi porażki i zwycięstwa, które dają jej cenną lekcję. Uczy się odpowiedzialności oraz poznaje smak podejmowania decyzji za siebie i otaczające ją osoby.

To bardzo ważny przekaz.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – podsumowanie

Dodatkowy punkt zdobywa dziewczynka za oprawę wizualną. Treść każdej ze stron otaczają elementy graficzne symbolizujące mapę. Kompasy, południki oraz wiele innych – to wszystko uatrakcyjnia fizycznie publikację, ale też i wzmacnia odbiór dzieła. Świetna robota!

Książka adresowana jest do młodzieży. Jednak i dorosły czytelnik będzie czerpał przyjemność z lektury. Wszystko dzięki powyżej wspomnianemu przekazowi. Zapewne dla wielu odbiorców dużym zaskoczeniem będzie zakończenie powieści. Zdradzę, że kończy się ona na pierwszy rzut oka przysłowiowym happy endem. Jednak po przemyśleniu treści zacząłem wątpić, czy aby na pewno jest to szczęśliwe rozwiązanie.

Gorąco polecam.

Ocena 9/10

Kiran Millwood Hargrave, Dziewczynka z atramentu i gwiazd, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie prebooka.

Powoli

Pisanie o książce Powoli jest trudnym zadaniem. Z poradnikami jest tak, że łatwo je ocenić – pisząc wprost, że jeden tytuł jest świetną książką o copywritingu, drugi zachwyci osoby szukające motywacji, a zaglądanie do trzeciego, uczącego jak zarządzać czasem, to strata owego czasu. Książka Brooke McAlary nie pozwala tak z sobą postąpić.

Powoli – jak żyć we własnym rytmie

Powoli książkaPowoli wymyka się wszelkim poradnikowym klasyfikacjom. Z jednej strony to opowieść o tym jak zmieniło się, życie Brooke i jej rodziny, po tym jak postanowili zwolnić i wyrwać się z „zaganianego życia” (takie małe case study). Z drugiej to wskazówki na odkrycie własnego rytmu życia.

Bowiem, jak podkreśla autorka, każdy ma swoje zainteresowania, pragnienia oraz rzeczy, działania, które go ograniczają. Obowiązki są potrzebne, ale z części można zrezygnować. Na przykład Brooke odpuściła sobie część prasowania i działań związanych z czystością w domu, co nie znaczy, że jej rodzina wygląda na zaniedbaną i żyją w brudzie.

Co więcej, dużą rolę odgrywa porządek, skoro o nim mowa. McAlary doradza od samego początku jego zrobienie we własnym otoczeniu oraz prywatnym życiu. Podobno gdy rozpocznie się owo działanie, zapewnia autorka, dzieli nas krok od życia we własnym rytmie. Nie jest to łatwa rzecz, jak wielu osobom się wydaje. Pozbywanie rzeczy wywołuje emocje, uruchamia w nas przekonanie „że ta rzecz jest nam jeszcze potrzebna”. Autorka nakazuje więc robienie porządków konsekwentnie, ale i z  głową. W jaki sposób, o tym w pierwszych rozdziałach Powoli.

To, co potrzebne do życia we własnym rytmie, to proste rzeczy. McAlary nie odkrywa niczego nowego. Pisze zarówno o dbaniu o siebie i bliskich, zachwycaniu się otoczeniem, byciu miłym dla innych ludzi, oddawaniu się pasji itp. Jednak wiele osób zatraciło umiejętność życia w społeczeństwie, zachwycania się przyrodą, zrezygnowało z hobby na rzecz kretyńskich programów w telewizji. Jednak to wszystko można zmienić.

Wystarczy zrobić wspominane porządki, oglądać to, co się lubi, uruchomić w sobie ważność (mindfulness) i wykonać jeszcze kilka zaleceń opisanych w Powoli, aby wyczuć własny rytm życia i zacząć nim żyć.

Sporo jest w książce McAlary o porażkach, klęskach, o „nieudawaniu się”. Nikt nie jest doskonały, wyjaśnia autorka, więc czasami plany giną w gruzach, pojawia się brak motywacji, kreatywność spada poniżej zera. Należy być tego świadomym i reagować w odpowiedni sposób, opisany na kartach poradnika.

Powoli – ocena

Czyta się świetnie.Napisana prostym językiem, opatrzona ciekawymi przykładami książka Powoli jest niemal idealną książką. Dałbym jej wyższą ocenę, gdyby nie dwa elementy. Pierwszym są elementy graficzne, na których widnieje tekst, z którego przeczytaniem miałem kłopoty. Font stylizowany na odręczne pismo, jest bardzo trudny do rozczytania. Drugim minusem są zwroty do płci pięknej. Wolę gdy autor zwraca się do czytelników, niż zaznacza w tekście jakiej płci jest odbiorca.

Ocena: 8/10

Brooke McAlary, Powoli. Jak żyć we własnym rytmie, Wydawnictwo Literackie, 2018 

Książkę otrzymałem miesiąc przed premierą od Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję bardzo.

Rozstanie

rozstanieKatie Kimura napisała wyjątkową powieść – nie zaprzeczę. Do sięgnięcia po Rozstanie zachęciły mnie interesujące rekomendacje – polecał ją sam Karl Ove Knausgard. Przeczytałem ją w 2 wieczory i przyznaję, że trudno się od niej oderwać. Ba, dodatkowo daję jej wysoką notę. Jednak przyznam się, że nie do końca mi się spodobała.

Rozstanie – książka o zrujnowanym związku

Rozstanie jest analizą wygasającej miłości. Bo, jedno jest pewne, bohaterka oraz Christopher niegdyś darzyli się uczuciem, tak mocnym, że podjęli decyzję o ślubie. Potem wszystko się posypało. Ich związek doszedł do takiego punktu, że oboje zdecydowali się na separację. On zniknął z jej życia, ona zamieszkała z jego kolegą. Na razie żadne nie wystąpiło o rozwód, ale sytuacja zmierzala ku temu.

Aż pewnego dnia bohaterka odebrała telefon od matki Christophera. Isabella poinformowała ją, że syn wyjechał do Grecji i nie ma z nim żadnego kontaktu. Stąd zwraca się z uprzejmą prośbą do synowej, by spakowała swe rzeczy i ruszyła do Gerolimenas. Bohaterka niechętnie spełnia prośbę teściowej.

Gdy ląduje w hotelu, w którym zatrzymał się mąż, okazuje się, że od kilku dni nikt nie widział Christophera. W międzyczasie Kobieta poznaje obsługę hotelu oraz pewnego taksówkarza. Próbuje wydobyć od nich informacje, lecz nie bardzo jej to wychodzi. I tu wchodzi do gry „kobiecy instynkt”.

Rozstanie – kobiecy punkt widzenia na rozpadający się związek

Kobiece spojrzenie na związek jest najważniejszym elementem książki. To oczywiste, autorka i narratorka Rozstania są przedstawicielkami płci pięknej. Jednak stworzenie całej powieści, w oparciu o domysły, trochę mnie zmęczyło.

Precyzując, już od pierwszego rozdziału, kobieta widzi coś i zaczyna interpretować. Oczywiście, każdy interpretuje rzeczywistość po swojemu, odwołując się do własnych doświadczeń. Ale nie każdy snuje łańcuch domyśleń i założeń, a tych w Rozstaniu są miliony. Spójrzmy na przykład:

Przyszło mi do głowy, że jego pierwsza myśl będzie bardzo prosta — uzna, że chcę, aby do mnie wrócił.

Z jakiego innego powodu kobieta pojechałaby za swoim mężem, z którym się poróżniła, do innego kraju, jeśli nie po to, by zakończyć separację? Był to ekstrawagancki gest, a ekstrawaganckie gesty między kobietą i mężczyzną pojmuje się na ogół jako romantyczne, nawet w kontekście nieudanego małżeństwa. Stanę przed nim, a on… Czy ogarnie go niepokój, czy zadrży mu serce, czy pomyśli o tym, czego chcę? Czy poczuje się osaczony, przestraszy się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia, że coś się stało z jego matką, że powinien był do niej oddzwonić?

A może wypełni go nadzieja, pomyśli, że ostatecznie pojednanie było nieuniknione (może to ta nadzieja leżała u źródeł obietnicy, którą ze mnie wyciągnął, i może nawet dzieliłam z nim tę nadzieję, bo w końcu się przecież zgodziłam), i poczuje się rozczarowany, jeszcze bardziej urażony, niż byłby w innym przypadku, moją prośbą o rozwód, którą mimo wszystko zamierzałam mu przedłożyć? Wstydziłam się za siebie i za niego, a głównie za tę całą sytuację. Zakładałam — nie miałam żadnego wcześniejszego doświadczenia, na którym mogłabym się oprzeć — że owszem, prośba o zakończenie małżeństwa wywołuje zapewne konsternację, chociaż trudno było mi uwierzyć, że zawsze to przebiega tak niezręcznie, a miejsce akcji i okoliczności zawsze są tak dwuznaczne.

Na szczęście Katie Kimura postanowiła napisać krótszą historię – polskie wydanie liczy 288 stron. Ta objętość jest idealna, choć, jak wspomniałem, trochę męczy. Gdybym miał przeczytać jakieś dodatkowe 100-200, pełne domysłów i założeń, trafiłby mnie szlag.

Rozstanie – jak naprawić związek w ruinie?

Rozstanie jest rewelacyjną analizą dogorywającego związku. Autorka pokazuje jak wygląda relacja pomiędzy „nią” a „nim”. Stawia sprawę jasno, sama zdrada partnera nie jest starterem rozpadu. Przed nią znajduje się więcej czynników. Przede wszystkim są to: brak komunikacji i rzetelnego poznania partnera.

Tytułowe rozstanie ukazane jest w bardzo ciekawy sposób, poprzez opis miejsc akcji powieści. Przypomina to zbliżanie się do „jądra ciemności”. Bohaterka pojawiając się w Grecji widzi wałęsające się bezpańskie psy, krajobraz zniszczony przez pożary – co pięknie odwzorowuje sytuację jej wnętrza i zniszczonego związku. Dopełnieniem są wydarzenia dziejące się wokół kobiety, słowa i czyny spotkanych osób.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na powyżej zadane pytanie. Kimura wskazuje czytelnikowi rozwiązanie na naprawę związku w ruinie. Przykładem są rodzice Christophera – Isabella i Mark. Jest to małżeństwo z bardzo długim stażem, które również zbliżyło się do owego „jądra ciemności”, ale przetrwało. W jaki sposób? Odpowiedź znajduje się na kartach powieści Rozstanie.

 

Rozstanie – ocena

Książka zostaje w pamięci i daje do myślenia. Na pewno spodoba się odbiorcom, którzy przeżyli w związku kilka lat,nawet tym szczęśliwym. Podczas lektury będą mogli odwołać się do swoich doświadczeń, co spotęguje odbiór powieści Kitamury.

Mimo wady, w postaci wspomnianego łańcucha domyśleń i założeń, uważam Rozstanie za jedną z najciekawszych książek, jakie mogłem przeczytać w 2018 roku. Na pewno jest jedną z najciekawszych książek opisujących rozbity związek. Dlatego wystawiam je ocenę:

Ocena: 8,5/10

Katie Kitamura, Rozstanie, Wydawnictwo Literackie, 2018

Książkę Rozstanie  podesłało Wydawnictwo Literackie. Dziękuję!

Dziewczynka, która wypiła księżyc– poznaj efekty napojenia dziecka księżycem

Dziewczynka, która wypiła księżyc nie jest debiutem Kelly Barnhill. Do tej pory pisarka przelała na papier mnóstwo krótszych i dłuższych historii, za które została kilkukrotnie nagrodzona, między innymi World Fantasy Award. Jednak jest wyjątkową książką dla dzieci, z gatunku tych, za którymi najbardziej tęsknią dorośli.

Tak, Dziewczynka, która wypiła księżyc to powieść dla każdego, oprócz dwóch wyjątkowych grup, o których piszę na końcu wpisu. Przedstawiona historia, z pozoru wydaje się prostą i niezbyt skomplikowaną, jednak czytelnik już w połowie lektury wie, że trzyma w dłoniach ambitniejsze dzieło.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – poznaj efekty napojenia dziecka księżycem

Mieszkańcy Protektoratu wierząc, że zła wiedźma oczekuje od nich ofiary, każdego roku składają jej najmłodsze z osady dziecko. Pewnego razu los wypada na dziewczynkę, której matka zacięcie walczy o pozostawienie dziecka przy sobie, a gdy przegrywa popada w chorobę psychiczną. Owa dziewczynka zostaje znaleziona, jak każde z pozostałych dzieci przez wiedźmę Xan, która zabiera pozostawione niemowlęta i oddaje je w opiekę ludzi z innych wiosek i miast. Przypadkiem dziewczynka zostaje nakarmiona blaskiem księżyca, przez co zyskuje magiczną moc. Xan postanawia ją zatrzymać u siebie w leśnej posiadłości, w której żyje z potworem i smokiem.

Luna, bo takie imię nadała dziecku wiedźma, szybko zaczyna używać magii. Nieświadomie. Dlatego wiedźma blokuje w niej moc, licząc, że dodatkowy czas pomoże jej nauczyć dziewczynkę korzystania z czarów.

Tymczasem matka wychowywanej przez Xan dziewczynki zostaje zamknięta w wieży, gdzie w tajemniczych okolicznościach pozyskuje papier. Używa go do rysowania map i składania papierowych ptaków. Pewnego dnia w jej celi pojawia się chłopak, który uczestniczył w zabraniu niemowlęcia.

A to dopiero początek.

Dlaczego chłopak interesuje się kobietą? Czy Luna odnajdzie matkę? Jaką rolę w opowieści odgrywają papierowe ptaki? Kim właściwie jest Xan? Odpowiedzi na te pytania mogą zaskoczyć każdego, kto sięgnie po książkę Kelly Barnhill.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – rzadko pisze się takie książki

Oj, rzadko. I dlatego żałość chwyta za serce, gdy lektura Dziewczynki, która wypiła księżyc dobiega końca.

Całość napisana jest w formie przypominającą legendę – zgrabnie, bez dłużyzn, z wartką akcją. Autorka zgrabnie żongluje emocjami odbiorcy. Doskonale miesza ze sobą elementy strachu z pewnego rodzaju sielankowością, buduje klimat niedopowiedzeniami, czy tez przerwaniami akcji w najciekawszym momencie oraz grozą, znaną dorosłemu odbiorcy z kultowych horrorów i thrillerów.

A do tego postaci. Z jednej strony wyraziste, wyróżniające się określonymi cechami, ale z drugiej nie do końca prostolinijne. Nawet dobre charaktery w powieści Dziewczynka, która wypiła księżyc popełniają błędy, czynią to czego  nie wolno lub nie wypada.

Ogromną rolę gra tu też magia, bo to ona odpowiedzialna jest za porządek świata w powieści. Na pierwszy rzut oka pokazana jest w sposób pozytywny. Jednak wnikliwy czytelnik dostrzeże, że autorka mówi o jej ciemnej mocy i przestrzega: jeżeli ktoś bawi się magią lub używa w nieodpowiedni sposób, jego otoczenie mogą spotkać kłopoty.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – książka (nie) dla każdego

Książka skierowana jest do starszych dzieci, 10-12-stolatków. Na pewno fajnie bawić się przy niej będą dorośli. Dziewczynka, która wypiła księżyc pozwoli im wrócić do czasów dzieciństwa.

Nie polecam powieści Kelly Barnhill dwóm grupom: młodszym czytelnikom (przedszkolaki i początek podstawówki) oraz wszelkim przeciwnikom książek dla dzieci, w których występuje magia (jak ostatnio zbadałem wśród młodzieży, każdy z nas zna minimum jedną taką osobę). To nie jest lektura dla nich.

Ocena: 9/10

Kelly Barnhill, Dziewczynka, która wypiła księżyc, Wydawnictwo Literackie, 2018

Prebooka Dziewczynka, która wypiła księżyc otrzymałem od Wydawnictwa Literackiego, dziękuję bardzo.

Best Seler i zagadka znikających warzyw

Best SelerMikołaj Marcela napisał książkę dla dzieci – to niemożliwe. Tak właśnie pomyślałem, gdy otworzyłem i przeczytałem wiadomość od Wydawnictwa Literackiego. A jednak! Specjalista od zombie i innych potworów wykrzesał coś, co zachwyci młodego czytelnika oraz jego dziadków i rodziców.

Best Seler i zagadka znikających warzyw to naprawdę świetna, sprawnie napisana opowieść. Trochę w niej grozy, trochę humoru i bardzo, bardzo dużo zwrotów akcji. A co ważne, to pierwszy polski vege kryminał dla dzieci w każdym wieku.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – kryminalne zagadki Jarzynowa

Nataniel Seler jest wysokim i smukłym przystojniakiem, którego mieszkańcy Jarzynowa nazywają Best Seler, ponieważ czegokolwiek się dotknie, jest w tym najlepszy. Obecnie piastuje posadę szeryfa w miasteczku warzyw, którą odziedziczył po ojcu. Ponieważ świetnie radzi sobie ze wszystkim, a w miasteczku nie było żadnych poważnych zagrożeń – ostatnim kłopotem było zaginięcie Maliny Pomidor, lecz wtedy gwiazda szeryfa należała do ojca Nataniela – Best ma łatwe życie. Do czasu.

Pewnego dnia zaczynają znikać mieszkańcy Jarzynowa. Pewny siebie Best Seler podejmuje się ich odnalezienia. Jednak wyzwanie go przerasta. Jak pisze Mikołaj Marcela: Każda sytuacja wymaga innego , odpowiedniego postępowania. To nigdy nie jest coś oczywistego, niezbędne jest należyte przeszkolenie i przygotowanie. Tego zdecydowanie brakowało szeryfowi Jarzynowa. Nikt nigdy nie powiedział mu, jak powinien się zachować w takiej sytuacji. Bohater zaczyna uczyć się, jak powinno wyglądać śledztwo, pomaga mu w tym ojciec oraz przyjaciele. Wspólnie odkrywają tajemnicę Jarzynowa, w tym dowiadują się, że mieszkańcy miasta warzyw kryją w swoich wnętrzach mnóstwo ciemnych tajemnic.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – kryminał dla dzieci i (oczytanych) dorosłych

Najmłodsi czytelnicy będą zachwyceni opowieścią. Tak jak powyżej napisałem, historia jest pełna zwrotów akcji, które nie pozwolą się nudzić młodym odbiorcom. A do tego opowieść zawiera w sobie mnóstwo dobrego humoru. Best Seler i zagadka znikających warzyw ma to coś, czego brakuje wielu współczesnym kryminałom.

Starsi czytelnicy będą też dobrze się bawić przy lekturze, bo znajdą kawał dobrego kryminału z zaginięciami, pościgami, strzelaninami i scenami mrożącymi krew w żyłach. A ci, którzy pasjonują się książkami i interesują się współczesną kulturą, skorzystają z vege kryminału podwójnie.

Mikołaj Marcela to specjalista od popkultury. Pisząc książkę dla dzieci Best Seler i zagadka znikających warzyw nie zapomniał powsadzać do niej sporej ilości odniesień do współczesnej kultury, które rozbawią współczesnego odbiorcę. Takie literackie easter eggs. Są tam kilkukrotne nawiązania do twórczości Adama Mickiewicza, Mary Shelley, jest też i do Star Wars, a nawet do . A do tego postać Mariusza Jakuba Boba, redaktora gazetowej rubryki Piszę, jak jest, która od razu przywodzi skojarzenia z gwiazdą mediów jaką jest Mariusz Max Kolonko i jego Mówię, jak jest. Mistrzostwo! Elementów odnoszących się do popkultury jest więcej, o czym może przekonać się każdy kto sięgnie po książkę dla dzieci Best Seler i zagadka znikających warzyw. Ich odnajdywanie można potraktować jako czytelniczo-detektywistyczne wyzwanie.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – ocena

Do oceny średniej 5.0 dodaję punkt za sprawnie napisany kryminał. Drugi ląduje za dobry humor i mistrzowskie nawiązania do kultury popularnej. A trzeci za możliwość indywidualnego odbioru przez każdą grupę wiekową. To daje nam, zasłużoną notę:

Moja ocena: 8/10

Mikołaj Marcela, Best Seler i zagadka znikających warzyw, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłane prebooka

 

Nieznana terrorystka

Jak ja czekałem na tę książkę! Nieznana terrorystka Richarda Flanagana jest już dostępna w polskich księgarniach. Tak samo porywa jak Klaśnięcie jednej dłoni, tak samo ma w sobie ciężki klimat jak Księga ryb Williama Goulda oraz Śmierć przewodnika rzecznego. I jakże jest aktualna, mimo, że od premiery w Australii minęło już 12 lat.

W dobie fake newsów, rządnych sławy dziennikarzyn bijących się o temat oraz niezdolnego do samodzielnego myślenia społeczeństwa, Nieznaną terrorystkę traktuję z jednej strony jako satyrę, z drugiej jako paradokument opisujący naszą codzienność.

Nieznana terrorystka – tancerka erotyczna czarną wdową

26-letnia Doll, tak naprawdę Gina Davies, westie (osoba z małej miejscowości), postanowiła spełnić swój sen, uciekła do Sidney. Szybko zrozumiała, jak wiele różni jej marzenia od realnego życia w dużym mieście.

Na szczęście trudne momenty odejdą w niepamięć. Doll pracując jako tancerka erotyczna zarobi określoną sumę pieniędzy, dołoży ją do pokaźnej sumy banknotów, którą przechowuje w domu i z tymi oszczędnościami zacznie nowe życie. Bez poniżania, bez gangsterskiego półświatka, bez nerwów.

Doll, na kilka dni przed odejściem z erotycznej branży, udaje się z przyjaciółką i jej synem na plażę. Tam poznaje Tariqa, obcokrajowca z krajów arabskich, który ratuje życie topiącego się dziecka. Mimo, że Gina nie zostawia przystojniakowi kontaktu, wpadają na siebie wieczorem. Niczego nieświadoma kobieta spędza noc z nieznajomym. Jest nim zachwycona. Aż do wschodu słońca.

Nad ranem budzi się w pustym łóżku. A kilka godzin później dowiaduje się, że jest poszukiwana jako współuczestniczka niedoszłego zamachu terrorystycznego. Uczynienie ją podejrzaną jest dziełem miernego dziennikarzyny, który tracąc zawodowy grunt pod nogami, tworzy fake newsa.

Jak skończy się ta opowieść, spojleruję, niezbyt wesoło. To jest powieść Richarda Flanagana, a ten jest mistrzem w opisywaniu ciężkiego, gnostycznego świata, w którym tylko nieliczni mają szansę na godne życie.

Nieznana terrorystka – wymowa powieści Flanagana

Tak jak pisałem, powieść odbieram jako coś więcej niż satyrę. Widziałem od podstaw pracę przedstawicieli mediów, dosłownie taką jaką opisuje autor. Codziennie, podobnie jak czytelnicy tego bloga, zalewa mnie fala fake newsów. No i jestem wciąż straszony przez media: terroryzmem, uchodźcami, krwiożerczą UE, czy też zagrożeniem od strony wschodnich i zachodnich sąsiadów Polski. Owe mijanie się z prawdą jest głównym motywem opowieści.

Flanagan pisząc powieść Nieznana terrorystka nie tylko podjął się tematu wpływu mediów na myślenie społeczeństwa. Zwraca też uwagę czytelnika, na to jak wygląda jego codzienne życie. Zaczyna opowieść od wymownych słów o miłości Jezusa, świecie widzianym przez Nietzschego i nokturnach Chopina, które pięknie sumuje stwierdzeniem:  Rzeczywistości nigdy nie tworzyli realiści, tylko marzyciele. Na dalszych kartach autor zmusza odbiorcę do spojrzenia, jak daleko zeszliśmy w złą stronę, stając się dla siebie wrogami, bezmózgą bandą egoistów, podatną na każde słowo, tylko by pozostać w swojej strefie komfortu.

Nieznana terrorystka – budowa utworu

Podobnie jak w innych powieściach Flanagana, mamy mistrzowsko zbudowaną bohaterkę. Czytelnik od samego początku jest przekonany, że o Doll wie wszystko. Tymczasem co chwila autor podsuwa mu kolejne informacje, które mącą posiadaną wiedzę i wywołują serię pytań. Gina Davies raz okazuje się postacią negatywną, by za chwilę zyskać sympatyczność, a za drugim razem wzbudza litość.

Warto zwrócić uwagę na filmową budowę utworu. Akcja rozgrywa się w ciągu trzech dni, a język powieści przypomina opisy filmowych scen, bynajmniej nie oscarowych dzieł, ale kina klasy B, a nawet C – nadających się idealnie do opisu świata tancerki erotycznej.

Nieznana terrorystka – ocena

Nie polecam Nieznanej terrorystki osobom szukającym lekkiej lektury. Flanagan to nie Kalicińska. W jego książkach musi być sporo brutalności, bohaterów przezywających traumę i wszechobecna gnoza.

Powieść skierowana jest do osób kochających myśleć przy lekturze, stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi. A także tych oczekujących przeżycia swoistego katharsis. Wymienione dwie grupy będą zadowolone z sięgnięcia po powieść Nieznana terrorystka.

Ocena:10/10

Richard Flanagan, Nieznana terrorystka, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwo Literackiemu za podesłanie książki





Zadra

Zadra Krzysztofa Piskorskiego jest książką dobrą. Na pewno nie tak wspaniałą jak Czterdzieści i cztery, o której pisałem tutaj, którą reklamuję każdemu, którą kupiłem na kilka prezentów, którą uważam za jedną z najlepszych powieści S-F. Jednak ma w sobie to coś, co kilka lat temu pchnęło powieść w kierunku nominacji do nagrody im. Janusza A. Zajdla (i zdobycia Złotego Wyróżnienia nagrody im. Jerzego Żuławskiego).

Wznowiona przez Wydawnictwo Literackie opowieść o losach Stanisława Tyca, Maurice’a Dalmonta i jego siostry Natalie to obowiązkowa pozycja do przeczytania dla wszystkich miłośników Czterdzieści i cztery. Bowiem Zadra jest powieścią dziejącą się w tym samym uniwersum. Opisującym początki zabawy z etherem.

Zadra – bo trzeba mieć talent, by napisać taką historię

Zaczyna się od sceny w więzieniu, gdzie Maurice’a Dalmonta, naukowiec zajmujący się eterem spotyka się z siostrą, która ma plan na wyrwanie brata z objęć śmierci. Może nie jest to katastrofa od jakiej zalecał rozpoczęcie Hitchcock, jednak strona po stronie jest o wiele lepiej.

Żywe trupy, równoległe światy, political fiction i mnóstwo steampunku, to powinno wystarczyć dla miłośników fantastyki. Jednak tego  bloga czytają też osoby uważające, że gatunki literackie sięgające do najgłębszych pokładów wyobraźni autorów są nie warte uwagi. Dlatego do nich kieruję rekomendację, jeżeli lubicie wyśmienite powieści przygodowe, Zadra  jest napisana specjalnie dla was. To co „fantastyczne”, fantastycznym, ale powieść Piskorskiego to kawał dobrej historii, wypełnionej akcją i licznymi bohaterami. Nie ma w niej ani jednej strony wiejącej nudą, cały czas coś się dzieje.

Steampunk, czyli te wszystkie niesamowite maszyny parowe, wynalazki oraz bronie, wsadzony (w przypadku Zadry) do epoki napoleońskiej, tworzy niepowtarzalny klimat. Swojski, bo jednym z bohaterów jest Polak, a i jest mowa o walkach wyzwoleńczych. Piskorski potrafi zbudować niesamowite maszyny, łączyć je z przebiegiem akcji i robi to w naprawdę oryginalny sposób. Również i to może spodobać się czytelnikom stroniącym od tematów science fiction.

Zadra a Czterdzieści i cztery

Jak wcześniej napisałem, Zadra nie wywołała we nie takiego entuzjazmu jak Czterdzieści i cztery. W porównaniu pod względem snucia opowieści, drugi tytuł wypada korzystniej. Moim zdaniem, jest w nim o wiele ciekawsza narracja.

Jednak nie ma co się dziwić. Czterdzieści i cztery jest książką o wiele młodszą, a to tylko pozytywnie świadczy o autorze. Krzysztof Piskorski z książki na książkę staje się coraz lepszym pisarzem. Potrafił zasiąść do pisania, sięgnąć po świat przedstawiony w Zadrze i wzbogacić go tak, by wyszło arcydzieło. A to jest sztuka!

Zadra – od Wydawnictwa Literackiego

Ważna informacja, Zadra nie jest nowością na rynku. Na rynku ukazała się w postaci dwutomowego wydania dzięki Agencji Wydawniczej Runa. Za niecały miesiąc (gdy piszę ten tekst) pojawi się wznowienie powieści. Krzysztof Piskorki wraz z Wydawnictwem Literackim zespolił owe dwa tomy i naniósł trochę zmian. Kto nie czytał lub chce sobie przypomnieć, może zakupić książkę poniżej.

Ocena: 8,0

Krzysztof Piskorski, Zadra, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki