Wydawnictwo Literackie

Powoli

Pisanie o książce Powoli jest trudnym zadaniem. Z poradnikami jest tak, że łatwo je ocenić – pisząc wprost, że jeden tytuł jest świetną książką o copywritingu, drugi zachwyci osoby szukające motywacji, a zaglądanie do trzeciego, uczącego jak zarządzać czasem, to strata owego czasu. Książka Brooke McAlary nie pozwala tak z sobą postąpić.

Powoli – jak żyć we własnym rytmie

Powoli książkaPowoli wymyka się wszelkim poradnikowym klasyfikacjom. Z jednej strony to opowieść o tym jak zmieniło się, życie Brooke i jej rodziny, po tym jak postanowili zwolnić i wyrwać się z „zaganianego życia” (takie małe case study). Z drugiej to wskazówki na odkrycie własnego rytmu życia.

Bowiem, jak podkreśla autorka, każdy ma swoje zainteresowania, pragnienia oraz rzeczy, działania, które go ograniczają. Obowiązki są potrzebne, ale z części można zrezygnować. Na przykład Brooke odpuściła sobie część prasowania i działań związanych z czystością w domu, co nie znaczy, że jej rodzina wygląda na zaniedbaną i żyją w brudzie.

Co więcej, dużą rolę odgrywa porządek, skoro o nim mowa. McAlary doradza od samego początku jego zrobienie we własnym otoczeniu oraz prywatnym życiu. Podobno gdy rozpocznie się owo działanie, zapewnia autorka, dzieli nas krok od życia we własnym rytmie. Nie jest to łatwa rzecz, jak wielu osobom się wydaje. Pozbywanie rzeczy wywołuje emocje, uruchamia w nas przekonanie „że ta rzecz jest nam jeszcze potrzebna”. Autorka nakazuje więc robienie porządków konsekwentnie, ale i z  głową. W jaki sposób, o tym w pierwszych rozdziałach Powoli.

To, co potrzebne do życia we własnym rytmie, to proste rzeczy. McAlary nie odkrywa niczego nowego. Pisze zarówno o dbaniu o siebie i bliskich, zachwycaniu się otoczeniem, byciu miłym dla innych ludzi, oddawaniu się pasji itp. Jednak wiele osób zatraciło umiejętność życia w społeczeństwie, zachwycania się przyrodą, zrezygnowało z hobby na rzecz kretyńskich programów w telewizji. Jednak to wszystko można zmienić.

Wystarczy zrobić wspominane porządki, oglądać to, co się lubi, uruchomić w sobie ważność (mindfulness) i wykonać jeszcze kilka zaleceń opisanych w Powoli, aby wyczuć własny rytm życia i zacząć nim żyć.

Sporo jest w książce McAlary o porażkach, klęskach, o „nieudawaniu się”. Nikt nie jest doskonały, wyjaśnia autorka, więc czasami plany giną w gruzach, pojawia się brak motywacji, kreatywność spada poniżej zera. Należy być tego świadomym i reagować w odpowiedni sposób, opisany na kartach poradnika.

Powoli – ocena

Czyta się świetnie.Napisana prostym językiem, opatrzona ciekawymi przykładami książka Powoli jest niemal idealną książką. Dałbym jej wyższą ocenę, gdyby nie dwa elementy. Pierwszym są elementy graficzne, na których widnieje tekst, z którego przeczytaniem miałem kłopoty. Font stylizowany na odręczne pismo, jest bardzo trudny do rozczytania. Drugim minusem są zwroty do płci pięknej. Wolę gdy autor zwraca się do czytelników, niż zaznacza w tekście jakiej płci jest odbiorca.

Ocena: 8/10

Brooke McAlary, Powoli. Jak żyć we własnym rytmie, Wydawnictwo Literackie, 2018 

Książkę otrzymałem miesiąc przed premierą od Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję bardzo.

Rozstanie

rozstanieKatie Kimura napisała wyjątkową powieść – nie zaprzeczę. Do sięgnięcia po Rozstanie zachęciły mnie interesujące rekomendacje – polecał ją sam Karl Ove Knausgard. Przeczytałem ją w 2 wieczory i przyznaję, że trudno się od niej oderwać. Ba, dodatkowo daję jej wysoką notę. Jednak przyznam się, że nie do końca mi się spodobała.

Rozstanie – książka o zrujnowanym związku

Rozstanie jest analizą wygasającej miłości. Bo, jedno jest pewne, bohaterka oraz Christopher niegdyś darzyli się uczuciem, tak mocnym, że podjęli decyzję o ślubie. Potem wszystko się posypało. Ich związek doszedł do takiego punktu, że oboje zdecydowali się na separację. On zniknął z jej życia, ona zamieszkała z jego kolegą. Na razie żadne nie wystąpiło o rozwód, ale sytuacja zmierzala ku temu.

Aż pewnego dnia bohaterka odebrała telefon od matki Christophera. Isabella poinformowała ją, że syn wyjechał do Grecji i nie ma z nim żadnego kontaktu. Stąd zwraca się z uprzejmą prośbą do synowej, by spakowała swe rzeczy i ruszyła do Gerolimenas. Bohaterka niechętnie spełnia prośbę teściowej.

Gdy ląduje w hotelu, w którym zatrzymał się mąż, okazuje się, że od kilku dni nikt nie widział Christophera. W międzyczasie Kobieta poznaje obsługę hotelu oraz pewnego taksówkarza. Próbuje wydobyć od nich informacje, lecz nie bardzo jej to wychodzi. I tu wchodzi do gry „kobiecy instynkt”.

Rozstanie – kobiecy punkt widzenia na rozpadający się związek

Kobiece spojrzenie na związek jest najważniejszym elementem książki. To oczywiste, autorka i narratorka Rozstania są przedstawicielkami płci pięknej. Jednak stworzenie całej powieści, w oparciu o domysły, trochę mnie zmęczyło.

Precyzując, już od pierwszego rozdziału, kobieta widzi coś i zaczyna interpretować. Oczywiście, każdy interpretuje rzeczywistość po swojemu, odwołując się do własnych doświadczeń. Ale nie każdy snuje łańcuch domyśleń i założeń, a tych w Rozstaniu są miliony. Spójrzmy na przykład:

Przyszło mi do głowy, że jego pierwsza myśl będzie bardzo prosta — uzna, że chcę, aby do mnie wrócił.

Z jakiego innego powodu kobieta pojechałaby za swoim mężem, z którym się poróżniła, do innego kraju, jeśli nie po to, by zakończyć separację? Był to ekstrawagancki gest, a ekstrawaganckie gesty między kobietą i mężczyzną pojmuje się na ogół jako romantyczne, nawet w kontekście nieudanego małżeństwa. Stanę przed nim, a on… Czy ogarnie go niepokój, czy zadrży mu serce, czy pomyśli o tym, czego chcę? Czy poczuje się osaczony, przestraszy się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia, że coś się stało z jego matką, że powinien był do niej oddzwonić?

A może wypełni go nadzieja, pomyśli, że ostatecznie pojednanie było nieuniknione (może to ta nadzieja leżała u źródeł obietnicy, którą ze mnie wyciągnął, i może nawet dzieliłam z nim tę nadzieję, bo w końcu się przecież zgodziłam), i poczuje się rozczarowany, jeszcze bardziej urażony, niż byłby w innym przypadku, moją prośbą o rozwód, którą mimo wszystko zamierzałam mu przedłożyć? Wstydziłam się za siebie i za niego, a głównie za tę całą sytuację. Zakładałam — nie miałam żadnego wcześniejszego doświadczenia, na którym mogłabym się oprzeć — że owszem, prośba o zakończenie małżeństwa wywołuje zapewne konsternację, chociaż trudno było mi uwierzyć, że zawsze to przebiega tak niezręcznie, a miejsce akcji i okoliczności zawsze są tak dwuznaczne.

Na szczęście Katie Kimura postanowiła napisać krótszą historię – polskie wydanie liczy 288 stron. Ta objętość jest idealna, choć, jak wspomniałem, trochę męczy. Gdybym miał przeczytać jakieś dodatkowe 100-200, pełne domysłów i założeń, trafiłby mnie szlag.

Rozstanie – jak naprawić związek w ruinie?

Rozstanie jest rewelacyjną analizą dogorywającego związku. Autorka pokazuje jak wygląda relacja pomiędzy „nią” a „nim”. Stawia sprawę jasno, sama zdrada partnera nie jest starterem rozpadu. Przed nią znajduje się więcej czynników. Przede wszystkim są to: brak komunikacji i rzetelnego poznania partnera.

Tytułowe rozstanie ukazane jest w bardzo ciekawy sposób, poprzez opis miejsc akcji powieści. Przypomina to zbliżanie się do „jądra ciemności”. Bohaterka pojawiając się w Grecji widzi wałęsające się bezpańskie psy, krajobraz zniszczony przez pożary – co pięknie odwzorowuje sytuację jej wnętrza i zniszczonego związku. Dopełnieniem są wydarzenia dziejące się wokół kobiety, słowa i czyny spotkanych osób.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na powyżej zadane pytanie. Kimura wskazuje czytelnikowi rozwiązanie na naprawę związku w ruinie. Przykładem są rodzice Christophera – Isabella i Mark. Jest to małżeństwo z bardzo długim stażem, które również zbliżyło się do owego „jądra ciemności”, ale przetrwało. W jaki sposób? Odpowiedź znajduje się na kartach powieści Rozstanie.

 

Rozstanie – ocena

Książka zostaje w pamięci i daje do myślenia. Na pewno spodoba się odbiorcom, którzy przeżyli w związku kilka lat,nawet tym szczęśliwym. Podczas lektury będą mogli odwołać się do swoich doświadczeń, co spotęguje odbiór powieści Kitamury.

Mimo wady, w postaci wspomnianego łańcucha domyśleń i założeń, uważam Rozstanie za jedną z najciekawszych książek, jakie mogłem przeczytać w 2018 roku. Na pewno jest jedną z najciekawszych książek opisujących rozbity związek. Dlatego wystawiam je ocenę:

Ocena: 8,5/10

Katie Kitamura, Rozstanie, Wydawnictwo Literackie, 2018

Książkę Rozstanie  podesłało Wydawnictwo Literackie. Dziękuję!

Dziewczynka, która wypiła księżyc– poznaj efekty napojenia dziecka księżycem

Dziewczynka, która wypiła księżyc nie jest debiutem Kelly Barnhill. Do tej pory pisarka przelała na papier mnóstwo krótszych i dłuższych historii, za które została kilkukrotnie nagrodzona, między innymi World Fantasy Award. Jednak jest wyjątkową książką dla dzieci, z gatunku tych, za którymi najbardziej tęsknią dorośli.

Tak, Dziewczynka, która wypiła księżyc to powieść dla każdego, oprócz dwóch wyjątkowych grup, o których piszę na końcu wpisu. Przedstawiona historia, z pozoru wydaje się prostą i niezbyt skomplikowaną, jednak czytelnik już w połowie lektury wie, że trzyma w dłoniach ambitniejsze dzieło.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – poznaj efekty napojenia dziecka księżycem

Mieszkańcy Protektoratu wierząc, że zła wiedźma oczekuje od nich ofiary, każdego roku składają jej najmłodsze z osady dziecko. Pewnego razu los wypada na dziewczynkę, której matka zacięcie walczy o pozostawienie dziecka przy sobie, a gdy przegrywa popada w chorobę psychiczną. Owa dziewczynka zostaje znaleziona, jak każde z pozostałych dzieci przez wiedźmę Xan, która zabiera pozostawione niemowlęta i oddaje je w opiekę ludzi z innych wiosek i miast. Przypadkiem dziewczynka zostaje nakarmiona blaskiem księżyca, przez co zyskuje magiczną moc. Xan postanawia ją zatrzymać u siebie w leśnej posiadłości, w której żyje z potworem i smokiem.

Luna, bo takie imię nadała dziecku wiedźma, szybko zaczyna używać magii. Nieświadomie. Dlatego wiedźma blokuje w niej moc, licząc, że dodatkowy czas pomoże jej nauczyć dziewczynkę korzystania z czarów.

Tymczasem matka wychowywanej przez Xan dziewczynki zostaje zamknięta w wieży, gdzie w tajemniczych okolicznościach pozyskuje papier. Używa go do rysowania map i składania papierowych ptaków. Pewnego dnia w jej celi pojawia się chłopak, który uczestniczył w zabraniu niemowlęcia.

A to dopiero początek.

Dlaczego chłopak interesuje się kobietą? Czy Luna odnajdzie matkę? Jaką rolę w opowieści odgrywają papierowe ptaki? Kim właściwie jest Xan? Odpowiedzi na te pytania mogą zaskoczyć każdego, kto sięgnie po książkę Kelly Barnhill.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – rzadko pisze się takie książki

Oj, rzadko. I dlatego żałość chwyta za serce, gdy lektura Dziewczynki, która wypiła księżyc dobiega końca.

Całość napisana jest w formie przypominającą legendę – zgrabnie, bez dłużyzn, z wartką akcją. Autorka zgrabnie żongluje emocjami odbiorcy. Doskonale miesza ze sobą elementy strachu z pewnego rodzaju sielankowością, buduje klimat niedopowiedzeniami, czy tez przerwaniami akcji w najciekawszym momencie oraz grozą, znaną dorosłemu odbiorcy z kultowych horrorów i thrillerów.

A do tego postaci. Z jednej strony wyraziste, wyróżniające się określonymi cechami, ale z drugiej nie do końca prostolinijne. Nawet dobre charaktery w powieści Dziewczynka, która wypiła księżyc popełniają błędy, czynią to czego  nie wolno lub nie wypada.

Ogromną rolę gra tu też magia, bo to ona odpowiedzialna jest za porządek świata w powieści. Na pierwszy rzut oka pokazana jest w sposób pozytywny. Jednak wnikliwy czytelnik dostrzeże, że autorka mówi o jej ciemnej mocy i przestrzega: jeżeli ktoś bawi się magią lub używa w nieodpowiedni sposób, jego otoczenie mogą spotkać kłopoty.

Dziewczynka, która wypiła księżyc – książka (nie) dla każdego

Książka skierowana jest do starszych dzieci, 10-12-stolatków. Na pewno fajnie bawić się przy niej będą dorośli. Dziewczynka, która wypiła księżyc pozwoli im wrócić do czasów dzieciństwa.

Nie polecam powieści Kelly Barnhill dwóm grupom: młodszym czytelnikom (przedszkolaki i początek podstawówki) oraz wszelkim przeciwnikom książek dla dzieci, w których występuje magia (jak ostatnio zbadałem wśród młodzieży, każdy z nas zna minimum jedną taką osobę). To nie jest lektura dla nich.

Ocena: 9/10

Kelly Barnhill, Dziewczynka, która wypiła księżyc,Wydawnictwo Literackie, 2018

Prebooka Dziewczynka, która wypiła księżyc otrzymałem od Wydawnictwa Literackiego, dziękuję bardzo.

Best Seler i zagadka znikających warzyw

Best SelerMikołaj Marcela napisał książkę dla dzieci – to niemożliwe. Tak właśnie pomyślałem, gdy otworzyłem i przeczytałem wiadomość od Wydawnictwa Literackiego. A jednak! Specjalista od zombie i innych potworów wykrzesał coś, co zachwyci młodego czytelnika oraz jego dziadków i rodziców.

Best Seler i zagadka znikających warzyw to naprawdę świetna, sprawnie napisana opowieść. Trochę w niej grozy, trochę humoru i bardzo, bardzo dużo zwrotów akcji. A co ważne, to pierwszy polski vege kryminał dla dzieci w każdym wieku.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – kryminalne zagadki Jarzynowa

Nataniel Seler jest wysokim i smukłym przystojniakiem, którego mieszkańcy Jarzynowa nazywają Best Seler, ponieważ czegokolwiek się dotknie, jest w tym najlepszy. Obecnie piastuje posadę szeryfa w miasteczku warzyw, którą odziedziczył po ojcu. Ponieważ świetnie radzi sobie ze wszystkim, a w miasteczku nie było żadnych poważnych zagrożeń – ostatnim kłopotem było zaginięcie Maliny Pomidor, lecz wtedy gwiazda szeryfa należała do ojca Nataniela – Best ma łatwe życie. Do czasu.

Pewnego dnia zaczynają znikać mieszkańcy Jarzynowa. Pewny siebie Best Seler podejmuje się ich odnalezienia. Jednak wyzwanie go przerasta. Jak pisze Mikołaj Marcela: Każda sytuacja wymaga innego , odpowiedniego postępowania. To nigdy nie jest coś oczywistego, niezbędne jest należyte przeszkolenie i przygotowanie. Tego zdecydowanie brakowało szeryfowi Jarzynowa. Nikt nigdy nie powiedział mu, jak powinien się zachować w takiej sytuacji. Bohater zaczyna uczyć się, jak powinno wyglądać śledztwo, pomaga mu w tym ojciec oraz przyjaciele. Wspólnie odkrywają tajemnicę Jarzynowa, w tym dowiadują się, że mieszkańcy miasta warzyw kryją w swoich wnętrzach mnóstwo ciemnych tajemnic.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – kryminał dla dzieci i (oczytanych) dorosłych

Najmłodsi czytelnicy będą zachwyceni opowieścią. Tak jak powyżej napisałem, historia jest pełna zwrotów akcji, które nie pozwolą się nudzić młodym odbiorcom. A do tego opowieść zawiera w sobie mnóstwo dobrego humoru. Best Seler i zagadka znikających warzyw ma to coś, czego brakuje wielu współczesnym kryminałom.

Starsi czytelnicy będą też dobrze się bawić przy lekturze, bo znajdą kawał dobrego kryminału z zaginięciami, pościgami, strzelaninami i scenami mrożącymi krew w żyłach. A ci, którzy pasjonują się książkami i interesują się współczesną kulturą, skorzystają z vege kryminału podwójnie.

Mikołaj Marcela to specjalista od popkultury. Pisząc książkę dla dzieci Best Seler i zagadka znikających warzyw nie zapomniał powsadzać do niej sporej ilości odniesień do współczesnej kultury, które rozbawią współczesnego odbiorcę. Takie literackie easter eggs. Są tam kilkukrotne nawiązania do twórczości Adama Mickiewicza, Mary Shelley, jest też i do Star Wars, a nawet do . A do tego postać Mariusza Jakuba Boba, redaktora gazetowej rubryki Piszę, jak jest, która od razu przywodzi skojarzenia z gwiazdą mediów jaką jest Mariusz Max Kolonko i jego Mówię, jak jest. Mistrzostwo! Elementów odnoszących się do popkultury jest więcej, o czym może przekonać się każdy kto sięgnie po książkę dla dzieci Best Seler i zagadka znikających warzyw. Ich odnajdywanie można potraktować jako czytelniczo-detektywistyczne wyzwanie.

Best Seler i zagadka znikających warzyw – ocena

Do oceny średniej 5.0 dodaję punkt za sprawnie napisany kryminał. Drugi ląduje za dobry humor i mistrzowskie nawiązania do kultury popularnej. A trzeci za możliwość indywidualnego odbioru przez każdą grupę wiekową. To daje nam, zasłużoną notę:

Moja ocena: 8/10

Mikołaj Marcela, Best Seler i zagadka znikających warzyw, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłane prebooka

 

Nieznana terrorystka

Jak ja czekałem na tę książkę! Nieznana terrorystka Richarda Flanagana jest już dostępna w polskich księgarniach. Tak samo porywa jak Klaśnięcie jednej dłoni, tak samo ma w sobie ciężki klimat jak Księga ryb Williama Goulda oraz Śmierć przewodnika rzecznego. I jakże jest aktualna, mimo, że od premiery w Australii minęło już 12 lat.

W dobie fake newsów, rządnych sławy dziennikarzyn bijących się o temat oraz niezdolnego do samodzielnego myślenia społeczeństwa, Nieznaną terrorystkę traktuję z jednej strony jako satyrę, z drugiej jako paradokument opisujący naszą codzienność.

Nieznana terrorystka – tancerka erotyczna czarną wdową

26-letnia Doll, tak naprawdę Gina Davies, westie (osoba z małej miejscowości), postanowiła spełnić swój sen, uciekła do Sidney. Szybko zrozumiała, jak wiele różni jej marzenia od realnego życia w dużym mieście.

Na szczęście trudne momenty odejdą w niepamięć. Doll pracując jako tancerka erotyczna zarobi określoną sumę pieniędzy, dołoży ją do pokaźnej sumy banknotów, którą przechowuje w domu i z tymi oszczędnościami zacznie nowe życie. Bez poniżania, bez gangsterskiego półświatka, bez nerwów.

Doll, na kilka dni przed odejściem z erotycznej branży, udaje się z przyjaciółką i jej synem na plażę. Tam poznaje Tariqa, obcokrajowca z krajów arabskich, który ratuje życie topiącego się dziecka. Mimo, że Gina nie zostawia przystojniakowi kontaktu, wpadają na siebie wieczorem. Niczego nieświadoma kobieta spędza noc z nieznajomym. Jest nim zachwycona. Aż do wschodu słońca.

Nad ranem budzi się w pustym łóżku. A kilka godzin później dowiaduje się, że jest poszukiwana jako współuczestniczka niedoszłego zamachu terrorystycznego. Uczynienie ją podejrzaną jest dziełem miernego dziennikarzyny, który tracąc zawodowy grunt pod nogami, tworzy fake newsa.

Jak skończy się ta opowieść, spojleruję, niezbyt wesoło. To jest powieść Richarda Flanagana, a ten jest mistrzem w opisywaniu ciężkiego, gnostycznego świata, w którym tylko nieliczni mają szansę na godne życie.

Nieznana terrorystka – wymowa powieści Flanagana

Tak jak pisałem, powieść odbieram jako coś więcej niż satyrę. Widziałem od podstaw pracę przedstawicieli mediów, dosłownie taką jaką opisuje autor. Codziennie, podobnie jak czytelnicy tego bloga, zalewa mnie fala fake newsów. No i jestem wciąż straszony przez media: terroryzmem, uchodźcami, krwiożerczą UE, czy też zagrożeniem od strony wschodnich i zachodnich sąsiadów Polski. Owe mijanie się z prawdą jest głównym motywem opowieści.

Flanagan pisząc powieść Nieznana terrorystka nie tylko podjął się tematu wpływu mediów na myślenie społeczeństwa. Zwraca też uwagę czytelnika, na to jak wygląda jego codzienne życie. Zaczyna opowieść od wymownych słów o miłości Jezusa, świecie widzianym przez Nietzschego i nokturnach Chopina, które pięknie sumuje stwierdzeniem:  Rzeczywistości nigdy nie tworzyli realiści, tylko marzyciele. Na dalszych kartach autor zmusza odbiorcę do spojrzenia, jak daleko zeszliśmy w złą stronę, stając się dla siebie wrogami, bezmózgą bandą egoistów, podatną na każde słowo, tylko by pozostać w swojej strefie komfortu.

Nieznana terrorystka – budowa utworu

Podobnie jak w innych powieściach Flanagana, mamy mistrzowsko zbudowaną bohaterkę. Czytelnik od samego początku jest przekonany, że o Doll wie wszystko. Tymczasem co chwila autor podsuwa mu kolejne informacje, które mącą posiadaną wiedzę i wywołują serię pytań. Gina Davies raz okazuje się postacią negatywną, by za chwilę zyskać sympatyczność, a za drugim razem wzbudza litość.

Warto zwrócić uwagę na filmową budowę utworu. Akcja rozgrywa się w ciągu trzech dni, a język powieści przypomina opisy filmowych scen, bynajmniej nie oscarowych dzieł, ale kina klasy B, a nawet C – nadających się idealnie do opisu świata tancerki erotycznej.

Nieznana terrorystka – ocena

Nie polecam Nieznanej terrorystki osobom szukającym lekkiej lektury. Flanagan to nie Kalicińska. W jego książkach musi być sporo brutalności, bohaterów przezywających traumę i wszechobecna gnoza.

Powieść skierowana jest do osób kochających myśleć przy lekturze, stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi. A także tych oczekujących przeżycia swoistego katharsis. Wymienione dwie grupy będą zadowolone z sięgnięcia po powieść Nieznana terrorystka.

Ocena:10/10

Richard Flanagan, Nieznana terrorystka, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwo Literackiemu za podesłanie książki





Zadra

Zadra Krzysztofa Piskorskiego jest książką dobrą. Na pewno nie tak wspaniałą jak Czterdzieści i cztery, o której pisałem tutaj, którą reklamuję każdemu, którą kupiłem na kilka prezentów, którą uważam za jedną z najlepszych powieści S-F. Jednak ma w sobie to coś, co kilka lat temu pchnęło powieść w kierunku nominacji do nagrody im. Janusza A. Zajdla (i zdobycia Złotego Wyróżnienia nagrody im. Jerzego Żuławskiego).

Wznowiona przez Wydawnictwo Literackie opowieść o losach Stanisława Tyca, Maurice’a Dalmonta i jego siostry Natalie to obowiązkowa pozycja do przeczytania dla wszystkich miłośników Czterdzieści i cztery. Bowiem Zadra jest powieścią dziejącą się w tym samym uniwersum. Opisującym początki zabawy z etherem.

Zadra – bo trzeba mieć talent, by napisać taką historię

Zaczyna się od sceny w więzieniu, gdzie Maurice’a Dalmonta, naukowiec zajmujący się eterem spotyka się z siostrą, która ma plan na wyrwanie brata z objęć śmierci. Może nie jest to katastrofa od jakiej zalecał rozpoczęcie Hitchcock, jednak strona po stronie jest o wiele lepiej.

Żywe trupy, równoległe światy, political fiction i mnóstwo steampunku, to powinno wystarczyć dla miłośników fantastyki. Jednak tego  bloga czytają też osoby uważające, że gatunki literackie sięgające do najgłębszych pokładów wyobraźni autorów są nie warte uwagi. Dlatego do nich kieruję rekomendację, jeżeli lubicie wyśmienite powieści przygodowe, Zadra  jest napisana specjalnie dla was. To co „fantastyczne”, fantastycznym, ale powieść Piskorskiego to kawał dobrej historii, wypełnionej akcją i licznymi bohaterami. Nie ma w niej ani jednej strony wiejącej nudą, cały czas coś się dzieje.

Steampunk, czyli te wszystkie niesamowite maszyny parowe, wynalazki oraz bronie, wsadzony (w przypadku Zadry) do epoki napoleońskiej, tworzy niepowtarzalny klimat. Swojski, bo jednym z bohaterów jest Polak, a i jest mowa o walkach wyzwoleńczych. Piskorski potrafi zbudować niesamowite maszyny, łączyć je z przebiegiem akcji i robi to w naprawdę oryginalny sposób. Również i to może spodobać się czytelnikom stroniącym od tematów science fiction.

Zadra a Czterdzieści i cztery

Jak wcześniej napisałem, Zadra nie wywołała we nie takiego entuzjazmu jak Czterdzieści i cztery. W porównaniu pod względem snucia opowieści, drugi tytuł wypada korzystniej. Moim zdaniem, jest w nim o wiele ciekawsza narracja.

Jednak nie ma co się dziwić. Czterdzieści i cztery jest książką o wiele młodszą, a to tylko pozytywnie świadczy o autorze. Krzysztof Piskorski z książki na książkę staje się coraz lepszym pisarzem. Potrafił zasiąść do pisania, sięgnąć po świat przedstawiony w Zadrze i wzbogacić go tak, by wyszło arcydzieło. A to jest sztuka!

Zadra – od Wydawnictwa Literackiego

Ważna informacja, Zadra nie jest nowością na rynku. Na rynku ukazała się w postaci dwutomowego wydania dzięki Agencji Wydawniczej Runa. Za niecały miesiąc (gdy piszę ten tekst) pojawi się wznowienie powieści. Krzysztof Piskorki wraz z Wydawnictwem Literackim zespolił owe dwa tomy i naniósł trochę zmian. Kto nie czytał lub chce sobie przypomnieć, może zakupić książkę poniżej.

Ocena: 8,0

Krzysztof Piskorski, Zadra, Wydawnictwo Literackie, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Czerwone dziewczyny – kilka słów o książce

Jest północ. Dobrze, że wypiłem kawę, cieszę się pod wąsem. Dobrze, bo mogę jeszcze poczytać Czerwone dziewczyny, dodaję w myślach i ponownie nurkuję w książce. Tak w skrócie wyglądały moje trzy wieczory drugiego tygodnia lipca.

Powieść Kazuki Sakuraby jest literaturą najwyższych lotów, z japońską rodziną w roli głównej. Mieszają się w niej: obyczajowa historia, realizm magiczny, a także coś, co chyba najłatwiej nazwać „japońską duszą” – elementem widocznym w powieściach Murakamiego oraz Yoshimoto, czy animacjach Miyazakiego. Czerwone dziewczyny, jak wyjaśnia genezę sagi autorka, są opowieścią o japońskich Kennedych – rodzinie odzwierciedlającej losy swojego kraju, więcej informacji w poniższym wideo:

Czerwone dziewczyny – japońska rodzina Kennedych

Tło powieści obejmuje wczesne lata po II Wojnie Światowej do czasów nam współczesnych. Po przegranej walce Japonia powoli odradza się, powstaje z popiołów i powoli staje się imperium. Każde z trzech pokoleń żyjących w tym okresie na swój sposób widzi poniesioną klęskę i reaguje na nią. Gdy rodzice próbują wspólnymi siłami odbudować świetność Kraju Kwitnącej Wiśni, młodzi wyrażają konformistyczny bunt, a ich dzieci znają wojnę tylko z opowieści dziadków i żyją po swojemu w kraju, w którym panuje już dostatek.

Linia akcji Czerwonych dziewczyn zaczyna się od pozostawienia przez „ludzi z gór” małej dziewczynki, która potrafi przewidywać przyszłość. Z czasem Manyo trafia do bogatej rodziny fabrykanta Akakuchiby, wychodząc za mąż za jego syna. Ze związku rodzi się Kemaris – bohaterka przypadła mi najbardziej do gustu. Dziewczyna jest członkinią gangu motocyklistów, walczy o wpływy w poszczególnych dystryktach, aż do pewnego incydentu. Wówczas zaczyna zajmować się mangą. Jej dziecko jest zupełnie inne, nie ma daru jasnowidzenia, nie buntuje się. Jednak i na nim spoczywa pewne zadanie – musi rozwiązać zagadkę morderstwa.

Czerwone dziewczyny – refleksja o roli kobiet

To co wypływa z treści to nie refleksje na temat trzypokoleniowych zmian w Japonii , ale opis miejsca kobiet. To one są bohaterkami sagi i to one awansują w społeczeństwie. Poczynając od najstarszego pokolenia – osób starszych od Manyo, tradycyjne życie rodzinne i ogólnospołeczne Japończyków podlega przemianom. Kobiety z odwagą zamieniają się z przysłowiowych „kur domowych”, w niezależne jednostki, potrafiące walczyć o swoje marzenia i równouprawnienie.

Myślę, że pod tym względem książka Kazuki Sakuraby przypadnie do gustu wszystkim mniej lub bardziej walczącym feministkom.

Czerwone dziewczyny – realizm magiczny

Bardzo lubię realizm magiczny rodem z Japonii. Ukryty w sadze Sakuraby najbardziej przypomina ten z powieści Murakamiego. W codzienne życie zwykłych szarych ludzi wkradają się niezwykłe wydarzenia, przedziwne postaci i są one powszechnie akceptowane. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni mają dar do takich opowieści, bowiem wychowywani są na takich, współtworzących ich kulturę i krąg wierzeń.

Czerwone dziewczyny – ocena

Czy jeszcze wrócę do tej powieści. Pewnie tak, czas pokaże. Zrobiła na mnie wrażenie, ale na pewno nie takie jak Rybacy Obiomy, z którymi spotkałem się po raz pierwszy.

Książkę polecam wszystkim miłośnikom Japonii oraz dobrze napisanych historii, a także czytelnikom stroniącym od realizmu magicznego. Ten z Czerwonych dziewczyn może ich przekonać do siebie.

Ocena: 8,5/10

Kazuki Sakuraba, Czerwone dziewczyny, Wydawnictwo Literackie,2017

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Śmierć przewodnika rzecznego

Ameryka ma swojego Cormac`a McCarthy`ego, a Australia Richarda Flanagana. W lipcu 2017 ukazała się w Polsce jego kolejna powieść Śmierć przewodnika rzecznego i jest jeszcze cięższa niż Księga ryb oraz Pragnienie, o których pisałem wcześniej.

Poznaj moją opinię o innych książkach Flanagana

Precyzując, ciężki jest klimat. Każda strona jest przesycona bólem, cierpieniem, głodem. A do tego owo gnostyczne podejście do świata. Najlepszym opisem książki może być jej fragment:

Chłopak ma przesrane – powiedział Stary Bo.
I tyle.

Uwaga! To nie jest książka dla wrażliwych osób. Jednak, czytelnicy zarażeni prozą Flanagana oraz ci szukający ambitnej, trudnej, zmuszającej do myślenia lektury, powinni przeczytać Śmierć przewodnika rzecznego.

Śmierć przewodnika rzecznego – o wizjach podczas topienia się

Aljaz Cosini, mężczyzna trudniący się przewozem turystów po rzece Franklin, tonie uwięziony w podwodnej pułapce. Znajduje się w niej, bo rzucił się na pomoc tonącemu turyście. Jego agonii towarzyszą wizje przeszłości jego przodków oraz innych osób, splecione ze wspomnieniami z życia Aljaza.

Pod tą, na pierwszy rzut oka, prostą fabułą kryją się opowieści o trudach życia na Tasmanii, nieszczęściu ludzkim, miłościach poddanych próbie i ją przegrywających oraz więzach łączących syna z ojcem. Pozwala to autorowi zbudować opowieść o wyobcowaniu i wiecznym skazaniu na porażkę. Dalecy przodkowie Aljaza, rodzice, jak też i on sam starali zbudować sobie szczęśliwe życie. Jednak ich marzenia i oczekiwania legły w gruzach podczas konfrontacji z rzeczywistością.

W ostatnich chwilach bohater uzmysławia sobie, że jest przegrany. To co kochał i na czym mu zależało zostało odebrane. Jednak w samej śmierci jest coś pozytywnego, poniekąd stanowiące szczęśliwe zakończenie. Co? Odpowiedź na ostatnich kartach Śmierci przewodnika rzecznego.

Śmierć przewodnika rzecznego – książka o odnajdywaniu tożsamości

Flanagan wykorzystał swoją powieść do dyskusji na temat Tasmanii. Pokazując bohaterów walczących z tragicznym losem, ich przemyślenia oraz wiedzę i podejście do historii Ziemi van Diemena, próbuje ocenić to, co spotkało ten obszar w przeszłości.

Nie jest to ocena pochlebna. Wręcz przeciwnie. Oskarża przybyszów ze Starego Świata o zniszczenie tego, co zastali w Tasmanii wraz ze swoim przybyciem. Kolonizacja oraz zsyłanie skazańców doprowadziły do śmierci tubylców, którym odebrano siłą rodzinny dom. Na kartach Śmierci przewodnika rzecznego czytamy:

Zastanawiam się, czy pamięć o nieszczęściu tej utraty noszą też w sobie ci, którzy pierwotnie zaludniali tę ziemię. Czy zaczęło się od walki o nią? Bo chociaż Anglicy wiedzieli, że tubylcy są częścią tej ziemi, to hołdowali koncepcji, że jej właścicielem może dla własnych korzyści zostać jeden człowiek? Czy może wynikało to z idei ziemi nie jako źródła wiedzy, lecz bogactwa? Czy było tak, że biała wyobraźnia, która mocowała się z wiedzą czarnych, pokonała ją, bo wzięła w posiadanie tę krainę, która leżała u źródeł czarnej wiedzy?

Co więcej, Flanagan rozpacza nad losem ludu zamieszkującego obszar. Został on tak stłumiony, że jego przedstawiciele starali wyprzeć ze swej pamięci pochodzenie.

Nikt nie mówił nic. Przez całe stulecia nie słyszano ani słowa. Nawet pisarze i poeci milczeli na temat swojego świata.

Jednak pamięć o przodkach wygrywa starcie z europejskim kolonializmem, upomina się o swoich ludzi. A Ci odchodzą od narzuconych chrześcijańskich wierzeń do religii przodków, budzą w sobie aborygeńskiego ducha i dołączają do swojego plemienia. Jednak dzieje się to dopiero w ostatnich chwilach ich życia.

Śmierć przewodnika rzecznego – ocena

Mam kłopot z obiektywną oceną książki – bardzo cenię prozę Flanagana. I właśnie z tej miłości wpisuję 9/10. Jednak klasyfikując pod względem innych jego książek, umieszczam ją na drugim miejscu, zaraz po Księdze ryb.

Moja ocena: 9/10

Richard Flanagan, Śmierć przewodnika rzecznego, Wydawnictwo Literackie, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie książki

Pragnienie –książka, którą zapamiętasz

Literacka perła!

Pragnienie pokazuje, że jeszcze 9 lat temu Flanagan był mistrzem narracji (Ścieżek północy nie czytałem, więc nie mogę wypowiadać się o formie pisarza z 2013 roku). Na początku roku, dzięki Wydawnictwu Literackiemu, ukazało się polskie wydanie tej intrygującej powieści. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich czytelników kochających dobrze opowiedziane historie.

Pragnienie –  autor Klubu Pickwicka i kolonizacja Ziemi Van Diemena

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch miejscach.

Pierwszym jest środowisko Tasmanii, czyli lokalizacja, w którą  Flanagan kocha pakować bohaterów swoich książek. Tam to przybywa wraz z małżonką nowy gubernator wyspy. Sir John Franklin jest znanym angielskim odkrywcą, lubującym się w podróżach w lodowe ostępy. Swoje stanowisko dostaje tylko ze względu na poważanie w Starym Świecie. Natomiast Lady Jane jest wzorową żoną, zrozpaczoną niemożliwością posiadania własnych dzieci. Para przybywając na wyspę zostaje powitana występem artystycznym  garstki Indian, tych którzy przeżyli przyjazd kolonizatorów. Wśród tubylców jest śliczna dziewczynka, którą od razu postanawia zaadaptować Angielka.

Drugim miejscem jest Anglia, kilka lat po wydarzeniach rozgrywających się w Tasmanii, w której tworzy Charles Dickens. Uznany pisarz ma „mały kłopot” z małżeństwem. Wtem pojawia się propozycja od Lady Jane, by zaangażował się w sztukę, która uratuje dobre imię zmarłego podczas ekspedycji na Arktykę Sir Johna Franklina.

Nie zależnie od klimatu, czasu  i położenia geograficznego, każdego z bohaterów dręczy pragnienie osiągnięcia „czegoś, co uważa za istotne dla siebie lub ogółu”. Im bardziej są one donioślejsze, w tym większe kłopoty wpędzają bohaterów.

Pragnienie – gnoza na Ziemi Van Diema

Dawno nie czytałem powieści tak bardzo przesiąkniętej gnozą. Tadeusz Miciński byłby zachwycony.

W Księdze ryb Flanagan pisał o świecie złym, przepełnionym wielką niesprawiedliwością, ale z katorgo dało się „mniej lub bardziej” uciec. W Pragnieniu jest odwrotnie. Z ust bohaterów padają potwierdzenia, że Bóg nie interesuje się światem i ludźmi, pozostawił ich samym sobie. Niektórzy doświadczają oświecenia (o dziwo Ci, którzy wywodzą się z ludów prymitywnych) i odkrywają prawdę, tak bardzo przerażającą.

Rzeczywistość mieszańców Ziemi Van Diema – tubylców, osadników oraz osób związanych z kolonią karną —  jest naprawdę obłąkana. To świat brutalny, prowadzący donikąd, którym interesuje się tylko Szatan (nawet zaczynają go wyznawać). Porządne jednostki tracą morale, kryminaliści stają się jeszcze bardziej obojętni na krzywdę i ból, króluje nierząd i litry alkoholu.

Pragnienie – ocena

Czytając Pragnienie, miałem wrażenie, że siedzę w pociągu, który pędzi ku przepaści. Z kartki na kartkę losy bohaterów nabierają znamion coraz większej t­ragedii.

Powieść Flanagana nie należy do łatwych, ale jej lektura pozostawia po sobie doskonały smak. Jest to ambitna publikacja, której warto poświęcić czas.

Ocena: 9/10

Richard Flanagan, Pragnienie, Wydawnictwo Literackie, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za możliwość przeczytania książki

 

Indyk beltsville

Jestem przekonany, że Indyk beltsville na pewno już leży na półkach większości miłośników prozy Jerzego Pilcha. Szczególnie, że książka jest dostępna od listopada 2016. Dlatego ten tekst kieruję do wszystkich czytelników mojego bloga, którzy nie znają dzieł prozaika lub czytali tylko kilka historii spod jego pióra.

W tym miejscu chciałbym zwrócić się do osób, które osądzają twórczość pisarza po przeczytaniu Pod Mocnym Aniołem – a znam sporo takich. To powieść z 2000 roku, a więc z okresu gdy Pilch od 12 lat był na rynku wydawniczym, i nieźle już zdążył tam namieszać (Nagroda Fundacji im. Kościelskich, Paszport „Polityki” oraz podwójne zmagania się o Nike mówią same za siebie). Stąd, do wiadomości „oceniających po jednej książce” – Pilch inaczej pisał w swoich pierwszych publikacjach, inaczej u szczytu ponownego odkrycia (po Bezpowrotnie utracona leworęczności Pod Mocnym Aniołem), a inaczej teraz, gdy tkwi na pozycji liderów prozy polskiej.

Indyk beltsville – trzy tomy i kilka nowych opowiadań

A więc jak wygląda pisarstwo Pilcha? O tym można przekonać się sięgając po książkę Indyk beltsville. Jest to przekrojówka jego twórczości, będąca zestawieniem trzech tomów opowiadań – Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej (1988, debiut autora), Bezpowrotnie utracona leworęczność(1998) i Moje pierwsze samobójstwo (2006), Dodatkowo, w książce znajduje się 6 opowiadań, które ukazały się w druku, ale dopiero teraz znalazły się w książce sygnowanej nazwiskiem autora.

774 strony doskonałej prozy, udowadniającej jak wielki geniusz drzemie w Pilchu. Indyk to również świadectwo postrzegania rzeczywistości w ciągu minionych 30 lat, zmieniającego się wraz z kolejnym dziesięcioleciem, ale wciąż zawierającego pokłady nostalgii ironii oraz dobrego humoru. I ten język Pilcha – kto nie zna, musi koniecznie poznać mistrzowski storytelling.

Czyta się naprawdę nieźle. Mi Indyk smakował najlepiej z popołudniową mocną kawą lub szklanką dobrej whiskey wieczorową porą. Dawka 3-4 opowiadania na raz pozwalała naprawdę zrelaksować się po ciężkim dniu. I taki sposób czytania polecam wszystkim (pełnoletnim, jeżeli sięgną po alkohol) czytelnikom.

Indyk beltsville – ocena

Będzie krótko. Osoby, które poczuwają się do miana kulturalnych, chcących być  na czasie z literaturą współczesną, muszą znać twórczość Pilcha. Od kilku lat jest klasykiem literatury polskiej, którego każda nowa książka jest wyczekiwana od miesięcy.

Kto jeszcze nie czytał ma szansę.

Moja ocena: 10/10

Jerzy Pilch, Indyk beltsville, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuje Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.