powieść

Starość aksololtla — kilka słów o książce, w której nie ma Boga

Na powieść Dukaja czekałem z niecierpliwością. Jak tylko ukazała się na rynku, zalogowałem się do Allegro i zakupiłem ebooka. Zabrałem się do czytania, w między czasie kontaktując się z firmą Three Demension Lab która zajmuje się profesjonalnym drukiem 3D.

Mam mieszane wrażenia. Jacka Dukaja uważam za jednego z najciekawszych pisarzy na świecie. Autor nie tylko jest literackim geniuszem, lecz wyróżnia się też niesamowitą erudycją. Cenię jego prozę za wszystkie wizje przyszłości, alternatywne rzeczywistości, ale najbardziej za rozważania na temat: filozofii, wyborów życiowych, wiary oraz trzech przeplecionych ze sobą płaszczyzn: natury, kultury oraz ludzkiej egzystencji.

To wszystko jest w tej powieści. Jest ona tak samo interesująca jak Lód, Inne Pieśni, czy też tytułowe opowiadanie Xavras Wyżryn, ale … to jest inny Dukaj. Akcja posuwa się w takim samym tempie jak w dwóch ostatnich z wymienionych tytułów. To znaczy czas płynie szybko i dużo się dzieje. Jednak w pewnych momentach, jako czytelnik, miałem dosyć narracji przepełnionej językiem technologii. Wielokrotnie łapałem się na tym, że chwilowa dekoncentracja, wyrywała mnie z lektury, czyniąc narrację Starości Aksolotla jednym wielkim technologicznym bełkotem.

Tak, tę książkę Dukaja KONIECZNIE trzeba czytać w szczególnym skupieniu.

Starość aksolotla to opowieść o tym, jak pewnego dnia wszystko co żywe zostaje unicestwione. Niektórym ludziom udało się uratować przed całkowitym zniknięciem, poprzez włożenie hełmów i zalogowanie się do wirtualnej rzeczywistości. Ich ciała zniknęły, ale nie umysły. Po apokalipsie, Ci co przeżyli zaczynają wracać do starej rzeczywistości, zamieszkując we wnętrzach mechanicznych robotów. Jako mechy starają się żyć jak dawniej – symulują akt płciowy człowieka (w formie pornografii, którą oglądają inne roboty), udają picie napojów wysokoprocentowych. Szybko zaczynają dzielić się na gildie, kontrolować obszary na Ziemi, a nawet dokonywać prób przywrócenia życia organicznego. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy podziały zaczynają różnić frakcje.

O tym, że Dukajowi udało się stworzyć prototyp książki przyszłości, niewydanej na papierze, z ciekawą zapowiedzią wideo, wypełnioną hipertekstem, gotowymi do druku 3D projektami figurek robotów (o których przeczytasz tutaj), nie będę pisał. Tak wiele rozważań oraz uwag na ich temat pojawiło się w sieci. Jeden z ciekawszych artykułów znajduje się w Dwutygodniku.

Pomijanym tematem, który uważam za słuszny do wskazania w niniejszym tekście, jest brak obecności Boga w Starości aksolotla. A może jest on obecny, tylko należy go dostrzec z innej strony? Spójrzmy jak to wygląda od strony fabuły powieści.

Gdy następuje zagłada wszystkiego co żywe, nie ma trąb, jeźdźców i sądu ostatecznego. Zostaje tylko to co nieożywione. Z jednej strony można tłumaczyć to brakiem Absolutu, z drugiej łatwo o wyjaśnienie – to jeszcze nie są dni ostateczne, przecież myśl ludzka żyje w wirtualnym świecie.

Ale żyjąc i przenosząc się do naszej rzeczywistości, zaczyna tworzyć Boga na swoje potrzeby. Jednym z głównych tematów, jakie przejawiają się w Starości Aksolotla jest legenda o Złym Bogu, który: wtedy nacisnął RESET, i wszystko, co żyje, zaczęło umierać… Mit opowiada o tym, że człowiek poniósł zasłużoną karę, transformery są nowym ludem wybranym. Jest to opowieść wykreowana przez myśl ludzką, na własne potrzeby, po to by jakoś, mniej lub bardziej racjonalnie, wytłumaczyć sens egzystencji. Z drugiej jednak ma wpływ na to, co dzieje się w warstwie fabularnej powieści. Ów reset wykonany przez Złego Boga, pozwala robotom stworzyć człowieka – czyli twór na swoje (mechów) dawne podobieństwo.

Tym samym można mówić, że to mechy są bogami – wielkimi kreatorami, nawiązującymi w mechowym designie do ikonografii egipskiego boga Horusa, noszącymi nazwę 103 sury Koranu Al-’asr (słownik Starości Aksolotla wyjaśnię je jako: „W Imię Boga Miłosiernego, Litościwego. Na porę przedwieczorną! Zaprawdę, człowiek jest na drodze zguby!”. Al-’asr oznacza też „porę wieczorną”, „upływ czasu”, „epokę”). Jednak tylko na kreacjonizmie, wyglądzie i nazwach się kończy. Każdy z transformerów boryka się z problemem własnej zniszczalności, tym samym tracąc nieśmiertelność charakterystyczną dla bogów.

Jako czytelnik – osoba wierząca – odczytuję świat Starości jako ten, w którym Bóg istnieje (a na dodatek w nim działa). Bowiem, to co żywe ma swój kres, epoki przemijają, a świat zmierza do punktu, w którym zagrają trąby, przyjadą jeźdźcy i wyświetlą się napisy końcowe.

Ocena: 7,5/10

Jacek Dukaj Starość aksolotla, Grupa Allegro, 2015

Lód – kilka słów o książce

Należę do grona osób, które odkryły prozę Jacka Dukaja dość późno. Na dzień dzisiejszy, nie mogę pochwalić się przeczytaniem wszystkich jego publikacji, ale sumiennie dążę do tego (brakuje niewiele). Cenię jego obszerne powieści oraz krótsze formy za rewelacyjnie opowiedziane historie, genialne pomysły oraz porywające formy narracji. Za jego najlepszą powieść uważam Lód. Co więcej, w moim przekonaniu jest to jedna z najważniejszych książek jakie przeczytałem.

Ponad 1050 stron, treść wymagająca skupienia się nad snutą opowieścią, historia typu political fiction połączona z dużą dawką filozofii, to wszystko sprawia, że książka Dukaja stanowi czytelnicze wyzwanie. Takie ciężkiego kalibru. Jednak warto po nią sięgnąć.

Oto mamy świat, w którym Piłsudski jest terrorystą napadającym na carskie pociągi na Syberii, Polskę, której wciąż nie ma na mapach (mimo, że jest już rok 1924), Nikolę Teslę podróżującego z towarzyszką koleją transsyberyjską oraz jedną porę roku – nieustanną zimę. Przemieszczając się po tym świecie, po ośnieżonych pustkowiach i miastach, można napotkać na przestępców, szpiegów politycznych i stróżów porządku, biznesmanów, zwolenników obecnego porządku walczących z rewolucjonistami oraz Lute — istoty przybyłe na ziemię, będące „żywym lodem”.

Głównym wątkiem historii jest wyprawa Benedykta Gierosławskiego w poszukiwaniu ojca. Poszukuje go nie z własnej woli, ale na polecenie Ministerstwa Zimy, aparatu państwowego. W czasie wyprawy na Sybir bohater przechodzi przemianę. Wyrabia określone poglądy, dorastając do czynu.

Tak oto można opowiedzieć treść Lodu. Jednak to nie wszystko. Całość wzbogacona jest elementami przynależącymi do powieści przygodowej, obyczajowej, romansu, sciene fiction, politycznej, czy też sensacyjnej. To książka, w której metafizyka miesza się z polityką, a prawda i fałsz mogą zostać, dosłownie i w przenośni, zamrożone.

Odbiór Lodu przypomina słuchanie gawędziarza-bajarza. To zasługa nie tylko zastosowania mistrzowskiej narracji, ale też języka. Dukaj zwrócił szczególną uwagę na to, by każda z postaci mówiła po swojemu – zadbał o obecność charakterystycznego słownictwa, języka dostosowanego do klasy społecznej. Co więcej, pisarz w bardzo ciekawy, językowy sposób ujął momenty chwilowej zmiany świadomości bohatera, a także tej dokonującej się w miarę upływu czasu, w miarę kolejnych kilometrów przebytych w głąb Syberii.

Powieść Dukaja to również rozważania nad świadomością ludzką. Wydaje się, że bohaterowi udaje się dotrzeć do prawdy o sobie, historii, egzystencji. Robi to na dwa sposoby. Pierwszym jest zażycie środków wspomagających zrozumienie. Mogę śmiało porównać ten proces do tych, jakie przechodzą postaci z powieści Dicka. Drugi sposób na odkrycie co jest prawdą, jest doświadczenie życiowe. Im więcej posiada go bohater, tym bardziej rozumie czym jest polityka, miłość, rodzina oraz sens życia.

Lód jest powieścią wybitną, skierowaną na pewno do ludzi lubiących myśleć podczas czytania. Należy do tego rodzaju publikacji, których nie czyta się do kawy lub na dobranoc, ale poświęca się jej odrębny czas.

Ocena: 10/10

Jacek Dukaj Lód, Wydawnictwo Literackie 2007