Month: Maj 2015

Bez ograniczeń

Po raz pierwszy przeczytałem tę książkę o mózgu trzy tygodnie temu. Nie dawała mi spokoju, więc ponownie po nią sięgnąłem. Wczoraj zakończyłem lekturę i wiem, że sięgnę po nią jeszcze raz, w tym lub przyszłym roku.

Bez ograniczeń to rozmowa dziennikarki Marii Mazurek z neurobiologiem Jerzym Vetulanim. Postać naukowca na pewno znana jest czytelnikom tego bloga. Starsze pokolenie powinno go kojarzyć z Piwnicą pod Baranami, ich dzieci z pismem mówionym Gadający Pies, zwolennicy legalizacji marihuany z dowodami na niesamowitą medyczną moc zielonej rośliny, a czytelnicy pisma popularnonaukowego Wszechświat poznali go jako redaktora kwartalnika.

Książka podzielona jest na piętnaście rozdziałów, których przeczytanie polecam dawkować w 3-4 porcjach. Rozmowę można przeczytać za jednym razem, przecież to tylko 186 stron. Jednak większą przyjemność sprawia wolne czytanie, z poddaniem analizie każdej informacji wypływającej z ust profesora. Mówi on zarówno o płci, funkcjonowaniu organizmów (zwierząt i ludzi), Bogu, seksie, narkotykach, lekach oraz obrońcach praw zwierząt. A ponad tymi zagadnieniami króluje najważniejszy temat, łączący je w całość, mózg.

Vetulani cały czas próbuje pokazać jak wiele zawdzięczamy temu organowi, jak wpływa on na naszą egzystencję, samopoczucie, sposób myślenia. Informuje też, jak bardzo mało o nim wiemy i jak wiele przed nami badań, które i tak pozostawią wiele niedopowiedzeń.

Całość dedykowana jest zwierzętom laboratoryjnym. Bo to one doprowadzają nas do zgłębienia tajemnicy o tym co dzieje się pod naszymi czaszkami.

Bez ograniczeń jest książką popularnonaukową, przystosowaną do współczesnego czytelnika. Rozdziały rozpoczynają się od stron, na których widnieją ciekawe grafiki wzbogacone o przyciągające uwagę tytuły. Te ostatnie (często) brzmią  kontrowersyjnie, na przykład: Michał Anioł musiał być debilem lub Marihuana– bezpieczniejsza od fistaszków!. Prawda, że wzbudzają emocje?

Uwaga! Informacje przedstawione przez profesora  mogą zbulwersować wielu czytelników. Dlatego jeżeli jesteś osobą, która boi się zmian światopoglądowych, głosisz wyższość mężczyzn nad kobietami, bronisz za wszelką cenę zwierząt eksperymentalnych lub wierzysz, że marihuana prowadzi do śmierci, nie czytaj tej książki. Stracisz tylko nerwy i czas.

Jeżeli jednak jesteś osobą otwartą na świat i chcesz zdobyć cenną wiedzę, która pomoże Ci  zrozumieć w jaki sposób odbierasz otaczającą rzeczywistość… i chcesz zabłysnąć w rozmowach ze znajomymi, koniecznie przeczytaj tę książkę.

Ocena: 10/10

Jerzy Vetulani, Maria Mazurek Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg, PWN, 2015

Dziękuję Wydawnictwu PWN za egzemplarz recenzencki

Heartstone – zagraj w najlepszą karciankę

30 milionów, to 3,5 razy więcej niż liczba mieszkańców Nowego Jorku, tyle właśnie osób na całym świecie gra w Heartstone. Wczoraj Blizzard, wydawca darmowej karcianki na komputery stacjonarne i urządzenia mobilne, przekazał taką wiadomość. Z tej okazji chciałbym napisać kilka słów na Bazgrołku.

Też w to gram. Nie nałogowo, bo na to (niestety) nie mam czasu, zazwyczaj do porannej kawy lub przed zaśnięciem. Naprawdę wielką frajdę sprawia przyzwanie stronników i sklepanie komuś czterech liter. A na planszy dzieje się naprawdę wiele.

Do wyboru mamy bohateów: Maga, Czarnoksiężnika, Wojownika, Kapłana, Szamana, Druida, Łowcę, Paladyna oraz Zabójcę. Każdy z tej dziewiątki to osobna postać, z indywidualną zdolnością oraz przypisanymi do niej kartami. Kogo wybrać? To zależy od preferowanego stylu walki. Ja gram dwoma pierwszymi.

Walczyć możemy na kilka sposóbów. Albo zmierzyć się z drugim graczem w rankingowym pojedynku, albo opłacić swój udział w walce na arenie i postarać się o zdobycie pyłu, talii nowych kart oraz masy doświadczenia. Możemy też uruchomić jedną z dwóch przygód w świecie Warcrafta, podczas których walczymy z komputerem.

Karcianka ma świetnie zbilansowany system kart (tak, tak, wiem, Magic: The Gathering ma lepszy), w którego skład wchodzą czary, artefakty i przede wszystkim stronnicy. To właśnie od tych ostatnich zależy powodzenie w grze. Jeżeli zdecydujemy się na własne ułożenie talii, musimy wybrać styl gry – przede wszystkim określić czy będziemy walczyć agresywnie czy defensywnie. W tym celu warto skorzystać z poradników umieszczonych w sieci, osobiście polecam http://www.hearthpwn.com/

Ważnym elementem w  Heartstone są sezony, rozpoczynające się z każdym pierwszym dniem miesiąca. Dzięki nim rozpoczynamy od nowa wspinanie się po rankingowych szczeblach. Drugim elementem są codzienne zadania, pozwalające zarobić punkty, za które kupujemy nowe talie kart lub wstęp na arenę. Dzięki nim Heartstone nie zmienia się w grę typu pay to win. Trzecim elementem jest, zdobywany w walkach na arenie lub za pomocą odczarowywania kart, magiczny pył. Służy nam do tworzenia nowych, dodatkowych kart.

Czy warto zacząć w to grać? Oczywiście! Nawet jeśli nie posiada się doświadczenia w tego typu grach. Heartstone jest naprawdę świetną przygodą, nie nudzi się i daje dużo frajdy. Dla mnie najbardziej ekscytującym jest zamienienie stronnika w żabę lub użycie czaru niszczącego wszystkie karty leżące na stole.

To co, zagrasz?

Ocena: 10/10

Monument Valley

Jak przepchnę prawą ścianę do góry, następnie kliknę tutaj i obrócę całą bryłę w prawo, to chyba rozwiążę tę zagadkę. Nareszcie zobaczę wyjście. Niestety, nie wyszło. Jeszcze raz muszę obrócić. Mniej więcej takie myśli kłębiły się w moim umyśle przez półtora godziny, do czasu aż na ekranie pokazały się wieńczące Monument Vally napisy z listą autorów.

To było wyjątkowe półtora godziny. Towarzyszyłem małej, małomównej księżniczce w jej podróży, poznając kolejne wątki fabuły. Moim zadaniem było pokierowanie jej krokami oraz ustawianie w odpowiedni sposób ścieżki, którą postać miała podążać. Bawiłem się zarówno płaszczyzną trójwymiarową, jak też szukałem rozwiązań wywołujących iluzję – na przykład, pod pewnym nachyleniem dolna podstawa łączyła się z jednym z wierzchołków bryły, tym samym stanowiąc skrót drogi. Perspektywa rządzi!

Monument Vally to nie tylko magia dla oczu, zachwycająca każdym graficznym detalem, ale też przyjemność dla uszu. Ze słuchawek sączył się uspokajający ambient, który pozwalał lepiej skupić się na rozwiązywaniu zagadek. Wszystko to zamknięte w tablecie lub komórce.

Jedyną wadą gry jest 10 poziomów (można dokupić kolejne), co powoduje niedosyt grania. Dlatego zabieram Monument Valley aż dwa punkty w końcowej ocenie.

Ocena: 8/10

Monument Valley, ustwo, 2014

Wiele demonów – kilka słów o książce

Gdyby nie to, że jest to powieść, a nie poradnik, tekst o Wielu demonach pojawiłby się na moim drugim blogu (NapiszTekst.pl).Książka na pewno zyskałby najwyższą ocenę i miano materiału doskonale uczącego storytellingu.

Wiele demonów to relacja z Sigły, miasteczka położonego na terenie Śląska Cieszyńskiego. Tam to ścierają się ziemskie i nieziemskie siły, luteranizm z katolicyzmem, pierwiastek męski z żeńskim, młodość ze starością, to co miejscowe z obcym. Bohaterami powieści są mieszkańcy Sigły, należą do nich listonosz- cudotwórca, pastor, naczelnik poczty, doktor i dwie młode panny z ciągotami do romantycznej myśli i zachowań femme fatale. A każdy z nich skrywa pod swoim dachem i umysłem tytułowe wiele demonów oraz jest niczym siglańska pogoda, z jednej strony urocza, a tak na prawdę zniewalająca swoim chłodem.

Całość Pilch wsadza w realia połowy ubiegłego wieku i okrasza realizmem magicznym, ale nie takim jak w 100 latach samotności, lecz takim jak w Dotknij wiatru, dotknij wody Oza. To właśnie on zamienia to co przyziemne w wielką opowieść o ludzkiej egzystencji.

Bo to życie zbiorowości i każdej z jednostek jest głównym bohaterem książki. A całość, oparta o główny wątek – zniknięcie jednej ze wspomnianych sióstr, jest tylko pretekstem do snucia opinii i przeciwstawiania sobie kolejnych ludzkich idei.

Język Wielu demonów jest językiem gawędziarza, bajarza. Mnóstwo tam dopowiedzeń typu: Powiedzieć o nim, że…., to nic nie powiedzieć, zdań długich, opisowych i wielu niedopowiedzeń, które z czasem zostają wyjaśnione. Jednym słowem, czyta się znakomicie, a po zakończeniu lektury zaczyna żałować, że to już koniec.

Moim zdaniem jest to jedna z najważniejszych powieści w polskiej literaturze i najlepsza w twórczości Pilcha. Kto jeszcze jej nie przeczytał, a uważa się za humanistę, koniecznie musi poznać tę pozycję.

Ocena: 10/10

Jerzy Pilch Wiele demonów, Wielka litera, 2013

Płaczący chłopiec – kilka słów o książce

No i mam problem. Z jednej strony (tak do połowy Płaczącego chłopca) czytałem wspaniale napisaną książkę. Zamiast pracować, zatopiłem się w magicznej lekturze. Z wyczekiwaniem śledziłem akcję, by dowiedzieć się co będzie dalej. Napięcie, dosłownie, sięgało zenitu. Z drugiej strony, książkę oceniam na 7,5/10.Dlaczego? Są dwa powody.

Pierwszym jest niewielka ilość zgonów. Jako czytelnik oczekuję od historii o portrecie, nad którym ciąży klątwa, więcej trupów, a przynajmniej wzniecania pożarów (bo malowidło takową moc posiada). 310 stron, a w pierwszoplanowej akcji tylko dwa pożary, w których ginie po jednej osobie? Hej, bohaterowie tak wiele mówią o niebezpieczeństwie, a czytelnik nie obcuje z nim. Dla mnie to za mało! Oczywiście, podpaleń i ofiar jest znacznie więcej, ale pojawiają się tylko we wspomnieniach.

Drugim jest sposób narracji. Jak wspomniałem, połowa książki jest magiczna i przez nią miałem spore braki w wykonywaniu zawodowych obowiązków. Z drugą połową miałem problem. Moim zdaniem jest pisana trochę na siłę, to co budziło strach i niepewność jest spłycone, a sama postać chłopca zostaje pokryta lukrem i ozdobiona literacką posypką. To co smakowało tak, że połykałem by szybko nasycić się, straciło swoją wyborność. Szkoda.

Jednak nie jest tak źle!

Powieść Agnieszki Bednarskiej na pewno spodoba się pewnej grupie czytelników. Zachęcam do sięgnięcia po książkę wszystkie osoby, które nie lubią horrorów i powieści grozy. Na pewno spodoba się im opowieść o klątwie ciążącej nad obrazem, śledztwie, próbie wytrzymałości przyjaźni i miłości zawieszonej pomiędzy dwoma światami.

Na uznanie zasługuje również język i sposób opowiadania. Czytając Płaczącego chłopca czułem się jakbym oglądał film. Autorka ma świetny zmysł do prowadzenia czytelnika przez swoją historię oraz tworzenia arcyciekawych opisów. Najbardziej przypadł mi do gustu fragment, gdy bohaterka czuje, że ktoś trzyma ją za rękę, widzi w odbiciu na szybie, że trzyma ją chłopiec, a gdy kieruje wzrok na rękę nie ma nikogo. Tendencyjny opis z horroru klasy B, ale jest wzbogacony o większe i mniejsze szczegóły, na przykład bohaterka czuje ciepło ręki ducha, postaci wymieniają się uśmiechami, a drogi ich spojrzeń splatają się ze sobą. Opis zachwyca, a tak interesujących momentów jest w książce więcej.

Płaczący chłopiec jest trzecią książką Bednarskiej, ale pierwszą, o której zrobiło się tak głośno. Powieść wyróżnili nie tylko czytelnicy, ale też otrzymuje pozytywne recenzje w mediach. Co więcej, znalazła się w bardzo ważnym rankingu czytelniczym ksiażkanawiosne.pl, który organizuje portal Granice.pl. Jak widać, wielu osobom się podoba.

Ocena: 7,5/10

Agnieszka Bednarska Płaczący chłopiec, Black Publishing, 2015

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Black Publishing