Author: Kuba Sosnowski

Śnieżna siostra

Dawno nie byłem tak bardzo zachwycony opowieścią dla dzieci, jak w czasie lektury Śnieżnej siostry Mai Lunde. Jest napisana przepięknym językiem i wzbogacona cudownymi ilustracjami. A do tego porusza bardzo ważne dla wszystkich czytelników tematy, takie jak : wszystko co wiąże się z emocjami po stracie drugiej osoby, siłę prawdziwej przyjaźni oraz  przewagę  bliskości, rodzinności nad bożonarodzeniową komercją.

Jeśli szukasz książki idealnej na świąteczny prezent dla dziecka, podaruj mu Śnieżną siostrę.  To opowieść, która zachwyca czytelników w każdym wieku.

Śnieżna siostra – o czym jest książka Mai Lunde

Julian, dziesięcioletni bohater opowieści Mai Lunde, stracił kilka miesięcy temu starszą siostrę. Chłopiec, nie dziwi się, że śmierć dziewczyny pogrążyła w smutku jego najbliższych, jednak nie może przeboleć, że smutek i żal pozbawią ich spędzenia wspólnego Bożego Narodzenia. Pogrążeni w smutku rodzice w ogóle nie przygotowują się do Świąt.

Bożonarodzeniowy czas ma też drugie dla chłopca znaczenie. Wtedy to Julian obchodzi urodziny. Jednak spędzenie rodzinnych świąt ma dla niego większą wagę, niż potrzeba celebrowania własnego święta.

Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem dziesięciolatek korzysta wraz przyjacielem  z miejskiego basenu. Nagle dostrzega, że ktoś go obserwuje z zewnątrz. Spostrzega tajemniczą dziewczynkę, z którą po wyjściu udaje się mu zamienić kilka słów. Tak właśnie poznaje Hedvig.

Nowopoznana wzbudza w Julianie ogromną fascynację. Chłopak odkrywa, że ma ona więcej tajemnic niż tę, że nie potrafi pływać. Dzieci wspólnie zaczynają spędzać czas, aż do chwili gdy Hedvig znika.

Śnieżna siostra – książka idealna do rodzinnego czytania

Powieść Mai Lunde, mimo, że jest książką dla dzieci, skierowana jest do czytelnika w każdym wieku. Najmłodsi odbiorcy odnajdą w niej historię o sile przyjaźni i rodziny. Zmierzą się też z analizą zachowań po stracie bliskiej osoby. Natomiast starsi otrzymają lekcję przypominającą, że w Bożym Narodzeniu nie liczy się ilość wydanych pieniędzy oraz czasu spędzonego przy kuchennym blacie i piekarniku, ale możliwość cieszenia się chwilą – tym, co się dzieje tu i teraz.

https://www.instagram.com/p/B3_pvRtBaL8/

Śnieżna siostra to też opowieść pokazująca stadia osamotnienia i wyjaśniająca jak sobie z nimi radzić. Każdy z bohaterów musi się zmierzyć ze swoim wyobcowaniem, pokonać pewną wewnętrzną drogę, podczas której zrozumie przyczyny i odkryje rozwiązanie. To bardzo mądrze stworzona część tej opowieści.

Gorąco polecam, nie tylko jako lekturę w przed i świątecznym czasie,

Ocena: 10/10   

Maja Lunde, Śnieżna siostra, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Wojna w kanałach

Książkę Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy rozpocząłem w czerwcu, gdy musiałem spędzić tydzień w szpitalu. Pierwsze rozdziały pochłonąłem błyskawicznie. Lepsze to było od wpatrywania się w sufit podczas czekania na kolejne badania. I nagle, tuż przed przekroczeniem połowy objętości  książki, opanowała mnie niemoc czytelnicza. To co było ciekawe, przestało absorbować. Pozostało mi wpatrywanie się w sufit.

Czy to znaczy, że Sebastian Pawlina przyłożył się tylko do początku książki Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy? Czy udało mi się dobrnąć do ostatniej strony? Odpowiedzi znajdują się poniżej.

Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy –  bohaterowie tacy jak my

Warszawskie kanały są tematem książki Pawliny. Publikację rozpoczyna ciekawa geneza powstania warszawskiego systemu odprowadzania nieczystości. Następnie czytelnik poznaje pierwsze przejścia śmiałków kanałami, wykorzystanie ich w przemieszczaniu się żołnierzy i ludności cywilnej w trakcie rozpoczęcia powstańczych walk, aż do zamieniania podziemnych przesmyków w drogę ucieczki.

W powyższe wpisani są ludzie, tacy jak my, zmuszeni do bohaterskiej walki o wolność. Za pomocą kanałów przemieszczają się oni z rozkazami oraz informacjami od dowództwa lub próbują uratować życie. Pawlina opisuje, a także przytacza relacje świadków, iż piekło wojny, która toczyła się na powierzchni, czasami było lżejsze niż to, gdy znalazło się w kanałach.

Wojna w kanałach pokazuje, że aby wejść do środka trzeba było odznaczać się odwagą, lecz tylko osoby odznaczające się niebywałym męstwem mogły opuścić podziemny system bez uszczerbku na zdrowiu. Bowiem ciemność i kiepskie warunki utrudniające przemieszczanie umiały złamać nawet najsilniejsze charaktery. Pawlina kilkukrotnie opisuje sytuacje, gdy zaprawieni w walce z okupantem mężczyźni dosłownie wymiękli podczas godzinnych wędrówek w ciemności.

Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy – książka godna uwagi

Widać, że autor wykonał niesamowitą robotę.  Wojna w kanałach to przede wszystkim świetnie opowiedziana historia Powstania Warszawskiego. Język Pawliny czasami przypomina storytellerów, snujących gawędy o heroicznych czynach, z tą różnicą, że autor książki nie dorzuca do swojej historii nic od siebie. Wszystko jest prawdziwe. A do tego poparte fragmentami wypowiedzi powstańców.

Treść dopełniają fotografie. Oddają one klimat opisywanych chwil, pomagają czytelnikowi zrozumieć grozę nierównej walki, a także wyjaśniają jak wyglądały opisywane przez Pawlinę postacie.

Całość robi wrażenie, ale….

Jak dla mnie jest za długa. Wojnę w kanałach skończyłem, ale po trzech podejściach. Być może ma wpływ na to sytuacja, że nie jestem historykiem, a zamiast literatury faktu wole wybrać fikcję.Jednak jestem przekonany, że miłośnicy tematów związanych z II Wojną Światową oraz Warszawą w czasie wojny i okupacji będą zachwyceni książką Pawliny.

Moja ocena: 7,5/10

Sebastian Pawlina, Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy, Wydawnictwo Znak, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie egzemplarza.

Strażnik kruków

Munin, Merlina, Erin, Rocky, Jubileusz II, Gripp II, Harris oraz on – Christopher Skaife, strażnik kruków w londyńskiej Tower. Każde z nich ma inny charakter, zwyczaje oraz upodobania. Różnią się też tym, że wymieniona siódemka to ptaki, a ostatni jest ich opiekunem. Relacja pomiędzy nimi nabiera czasami cech komicznych, czasami stwarza zagrożenie dla zdrowia lub życia. I właśnie owo codzienne obcowanie człowieka i skrzydlatych osobowości jest głównym tematem książki Strażnik kruków.

https://www.instagram.com/p/BxKXFHUhon1/

Czy przyjaźń z krukami jest możliwa? Nie do końca, odpowiada strażnik kruków w swojej prawie 300 stronicowej relacji.

Strażnik kruków – coś więcej niż opowieść o ptakach

Kiedy kruki znikną z Tower, wtedy twierdza upadnie, a wraz z nią Anglia. Tak głosi legenda. Ponieważ Anglicy nie chcą sprawdzić owej zależności, powierzyli ptaki powołanemu specjalnie do tej funkcji królewskiemu strażnikowi. Obecnie tę rolę pełni w twierdzy autor książki Strażnik kruków.

Christopher Skaife nie spodziewał się, że będzie opiekował się siódemką ptaków. W młodości nie był potulną osobą, szukał przygód. I jedną z takich było wstąpienie do wojska. Dwadzieścia pięć lat służby pozwoliło mu na zwiedzenie świata. Później poznał kruki.

Obecnie opiekuje się nimi, czuwa nad pracą zespołu osób, które mu pomagają, a także oprowadza wycieczki. Same ptaki stwarzają mu mnóstwo wyzwań. Oprócz karmienia skrzydlatych podopiecznych, musi łapać uciekinierów i dbać o komfort ich życia w Tower. A kruki to ptaki wymagające, których hodowla wymaga dbania o najmniejsze szczegóły, na przykład należy wypuszczać je w określonej kolejności. Krótko mówiąc, nie nudzi się, co zaznacza wielokrotnie na kartach swojej książki.

W to wszystko wpisane jest jego codzienne życie prywatne– Christopher Skaife mieszka, tak jak inni strażnicy, w Tower. Łączy się ono z obowiązkami zawodowymi, a taka mieszanka często okazuje się wybuchową, na przykład gdy mężczyzna zamiast iść na randkę z żoną musi uganiać się za skrzydlatym uciekinierem.

Strażnik kruków – czy można oswoić ptaki?

Książka Strażnik kruków pokazuje relację pomiędzy człowiekiem a ptakami, z którymi można się zaprzyjaźnić, ale nie da się ich do końca oswoić. Kruki mimo, że same łączą się w pary, nie przepadają za towarzystwem.

Publikacja ma również na celu ocieplenie wizerunku stworzeń. Pokazuje, że są one inne niż wmówili nam na przestrzeni wieków starożytni, ludzie średniowiecza, renesansu i kolejnych epok. Bowiem kruk to ptak odznaczający się bystrością, pamięcią, okazujący uczucia tak bardzo podobne do ludzkich.

Strażnik kruków – ocena

Książka Skaife jest dobrym początkiem do zdobycia informacji na temat kruków. Na jej końcu czytelnik znajdzie spis rozwijającej temat literatury. Warto do niej zajrzeć.

Strażnik kruków jest wart polecenia nie tylko w formie papierowej, ale też i elektronicznej. Pod adresem https://www.instagram.com/ravenmaster1/ znajduje się instagramowy profil Skaife, na którym zobaczymy codzienną relację strażnika i jego podopiecznych.

Ocena: 8,5/10

Christopher Skaife,  Strażnik kruków, Wydawnictwo Znak, 2019

Książkę podesłało Wydawnictwo Znak. Dziękuję!

Syn wiedźmy – inne spojrzenie na magię

Syn wiedźmy Kelly Barnhill jest jedną z najmądrzejszych książek skierowanych do najmłodszych czytelników, jaką miałem przyjemność przeczytać. Zainteresowała mnie bardziej, niż Dziewczynka, która wypiła księżyc (publikacja ukazała się w Polsce w 2018 roku, ale jest książką młodszą od Syna wiedźmy), o której bardzo pozytywnie pisałem w tym wpisie.

Dlaczego Syn wiedźmy tak bardzo mnie zachwycił? Przede wszystkim spojrzeniem na magię. Sama opowieść też jest wciągająca, choć nieco psuje ona odbiór Dziewczynki, która wypiła księżyc. W jaki sposób? Piszę o tym poniżej.

Syn wiedźmy – opowieść o chłopcu, córce rozbójnika i wilku

Historia rozpoczyna się od wypadku, który spotyka dwóch braci. Jeden z nich ginie. Matka, lokalna wiedźma, by nie stracić obu synów, sprawia, że dusza zmarłego dziecka zostaje przyszyta do ciała drugiego, konającego. Tym sposobem Ned przeżyje. Bohaterką powieści dla dzieci Syn wiedźmy jest też Áine, która po śmierci mamy przeprowadza z tatą się do lasu. Ojciec dziewczynki, na co dzień spokojnie żyjący człowiek, okazuje się legendarnym  Królem Bandytów.

Pewnego dnia ojciec Áine wyrusza ze swoją bandą rzezimieszków po magię, którą opiekuje się mama Neda. Kłopot w tym, że wiedźma gości na dworze królowej, której życie udało się jej uratować. Dlatego Ned musi bronić magii własnymi siłami. Widząc tylko jedno rozwiązanie, chłopiec decyduje się przyjąć tajemniczą moc na siebie. Tym samym rozpoczyna się jego niesamowita przygoda, która doprowadza go do spotkania z Áine.

Trójka, bo chłopcu towarzyszy napotkany wilk, rozpoczyna epicką podróż, której celem jest zapobiegnięcie wybuchowi wojny.

Syn wiedźmy – magia

Dziś dużo się mówi o magii. Osoby widzące w niej zagrożenie przestrzegają przed obcowaniem z nią, w tym sprzeciwiają wytworom kultury o tej tematyce. Natomiast opozycja nie widzi w czarach nic groźnego. Syn wiedźmy spodoba się obu grupom.

Kelly Barnhill stworzyła opowieść o rzeczywistości, w której ogromną rolę gra magia. Jednak autorka przestrzega, czary mogą pomóc człowiekowi, uratować jego życie, ale zawsze ciągną za sobą konsekwencje.

Magii należy unikać za wszelką cenę – tak właśnie brzmi przesłanie Syna wiedźmy. Wiedza, świadomość mocy własnych sił, miłość i szacunek wobec drugiej osoby są silniejsze i bezpieczniejsze niż jakiekolwiek czary. Bardzo podoba mi się ów przekaz. Traktuję go szczególnie, sam bo promuję podobne wartości w swojej książce dla dzieci Wuj krasnolud i Brama Opowieści (więcej o niej). Czas dzieciństwa jest okresem, gdy młody człowiek uczy się prawdy o świecie, kształtuje swoje poglądy. Stąd należy to mu przedstawiać w filmach, książkach, czy też grach wideo.

 Syn wiedźmy – problem z Dziewczynką

Powyżej napisałem, że Syn wiedźmy nieco psuje odbiór Dziewczynki, która wypiła księżyc. A to dlatego, że Kelly Barnhill wykorzystała podobny schemat w drugiej książce. Dwa miejsca, w których żyjący mieszkańcy nie wiedząc nic o sobie, znajdujący się między nimi las, do którego wszyscy boją się wejść, bohater obdarzony magią, zły władca – to wszystko można znaleźć we wcześniejszej publikacji autorki. Smutne, ale dające Synowi wiedźmy pierwszeństwo w rankingu książek Kelly Barnhill.

Moja ocena: 9/10

Kelly Barnhill, Syn wiedźmy, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.


Wuj krasnolud i Brama Opowieści

Napisałem książkę… jaką chciałbym przeczytać gdy byłem dzieckiem.

Wuj krasnolud i Brama Opowieści to opowieść dla dzieci, a także ich rodziców, dziadków, opiekunów. Każdy z nich znajdzie w historii coś dla siebie. Dzieci – przygodę, taką z kopaniem złota w piwnicy, lataniem na smokach, czy też spotykaniem fantastycznych stworzeń, które mieszkają w naszych miastach za każdym rogiem. Dorośli – przekaz: „czas dzieciństwa to najpiękniejszy okres w naszym życiu, dlatego warto przeżyć go tak, by zachować jak najwięcej pozytywnych i pięknych wspomnień ”.

Wuj krasnolud i Brama Opowieści ma też zadanie pokazać jak ważną rolę pełnią w naszym życiu przyjaźń, pomoc innym, wzajemna akceptacja. Opowiadam również o konieczności ochrony przyrody, odróżnianiu dobra od zła, a także odpowiedzialności za swoje czyny i drugą osobę. Wskazuję też, że odłożenie na bok komórki oraz pada do konsoli może być początkiem ciekawej zabawy. Wystarczy tylko uruchomić pokłady wyobraźni.

Książka z autografem dostępna jest TUTAJ

Można tez kupić ją na stronach:

słowo okamgnienie jest zrostem – „Środki transportu” Magdaleny Kicińskiej

Plan był taki, przeczytać Środki transportu Magdaleny Kicińskiej w pociągu z Białegostoku do Warszawy, ewentualnie skończyć w metrze na Imielin. Nie udało się. Po przeczytaniu czterech wierszy odłożyłem książkę do torby. Ponownie wróciłem do tomiku tydzień później. Korzystając z nadejścia wiosny, usiadłem na parkowej ławce i zacząłem czytać. Wówczas wiersze „zaskoczyły”.

Dlaczego nie udało się im to za pierwszym razem? Miałem inne oczekiwania, co do tekstów Kicińskiej, którą znałem jako autorkę innej książki. Tkwiłem w błędzie, bo  Pani Stefa Kicińskiej to reportaż, a tu do czynienia miałem z poezją. Dopiero jak uświadomiłem sobie, że należy spróbować przestać widzieć w Kicińskiej dziennikarkę, Środki transportu zyskały pewne walory.

Środki transportu – wiersze Kicińskiej

Nie wszystkie wiersze z tego tomiku przypadły mi do gustu. Nieliczne wywołały na mej twarzy zdziwioną minę, a w głowie pytanie: co autorka miała na myśli?. Na szczęście, nieliczne.

Poetycka twórczość Magdaleny Kicińskiej ma coś w sobie wyjątkowego. Najlepiej pasuje tu określenie „prawdziwość”. Zawierające ją utwory to wiersze o tematyce związanej z miłością, uczuciem do drugiej osoby sposobami  komunikacji interpersonalnej  oraz utwory dotyczące obserwacji otaczającej podmiot rzeczywistości. Pozostają na długo w pamięci.

Kicińska, pisząc o uczuciu do drugiej osoby, robi to, mogę śmiało powiedzieć, tak doskonale jak czołowe damy polskiej poezji – moim zdaniem, gdyby Poświatowska i Świrszczyńska żyły w 2019 roku, pisałyby podobnie. Miłość u Kicińskiej to coś, co trudno znaleźć. Próbuje odkryć ją w nagości, sytuacjach dziejących się w łóżku (szczególnie po stosunku), jak też w braku (fizycznym oraz duchowym) siebie nawzajem. Czy jej udaje się to? Odczytuję, że nie.

Jakbym miał wybrać najlepszy z utworów o wspominanej tematyce, bez zastanowienia wymieniłbym Rzym. Zaraz po nim polecam *** jeszcze nie ma północy, *** mała muszę iść, czy też Handlarz.

Rzeczywistość w Środkach transportu skupia się na życiu w mieście, ale czytelnik znajdzie tez teksty związane z naturą.  To też czas wspomnień kisielu z tą usypaną na wierzchu skorupką cukru z dzieciństwa czy też burzonego budynku Universamu. Kicińska, mówią c o teraźniejszości i przeszłości, zwraca uwagę na detale. To one definiują jej myśli, budują w wyobraźni czytelnika określone obrazy. Bardzo mi się to podoba.

Kicińska ma wypracowany warsztat poetycki.  Jej utwory wyróżniają się minimalizm języka, który może czasami razić wysublimowane gusta odbiorców. Jej poetyckości bliżej do utworów Piotra Macierzyńskiego, Krzysztofa Jaworskiego, czy Darka Foksa, niż do współczesnych  klasyków z lektur szkolnych. Co by o niej nie pisać, jest oryginalna.

Środki transportu – ocena

Poezja to specyficzny twór. Na pewno mi ciężko się ją dziś czyta, ciężej niż 20-15 lat temu, kiedy sam „popełniałem wiersze”. Jednak Środki transportu są tomikiem, do którego na pewno wrócę – nie dziś, nie jutro, ale na pewno za kilka miesięcy. Powodem jest poszukiwanie i chęć analizy wspominanej „prawdziwości”.

Ocena: 8/10

Magdalena Kicińska, Środki transportu,Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuje Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Pierwsza osoba – robiąc za literackiego murzyna

Pierwsza osoba to książka warta uwagi. Jako fan twórczości Flanagana, mogę śmiało napisać – to jego najgorsza, a zarazem najlepsza z powieści. Dlaczego? O tym poniżej w tekście.

Pierwsza osoba – ghostwriter w akcji

Okładka książki Pierwsza osoba

Powieść Flanagana to historia o młodym, początkującym pisarzu, podejmującym się niebywałego zadania. Kiff Kehlmann, w ciągu kilku tygodni, ma napisać autobiografię najsłynniejszego oszusta w dziejach Australii. Autobiografię, czyli dzieło, pod które stworzy samodzielnie, ale nie będzie mógł się pod nim podpisać. Wyzwanie ma w sobie coś niesamowitego, co mocno kusi pisarza do podjęcia działania. Bowiem, Siegfried Heidl, bohater biografii, podobno ukradł bankom 700 milionów, za co te wydały na niego wyrok śmierci, jest też podejrzewany o zabójstwo wspólnika. A do tego ukończenie dzieła w ciągu sześciu tygodni, sprawi pojawienie się na koncie Kiffa honorarium, które pomoże mu skończyć jego własną powieść.

Główny zarys fabuły i sposób jej przedstawienia przypominają czysty schemat czytadła typu sensacja, thriller. Pod tym względem Pierwsza osoba, w porównaniu z książkami Flanagana, takimi jak Williama Goulda Księga Ryb czy Śmierć przewodnika rzecznego , wypada marnie. Bliżej jej do Nieznanej terrorystki, również bazującej na sensacyjności, lecz zawierającej bardziej dynamiczną akcję.

Powoli tocząca się akcja to jest właśnie ten minus powieści. Teraz czas na omówienie tego , co najlepsze.

Pierwsza osoba – dlaczego to najlepsza powieść Flanagana?

Po pierwsze postaci. Flanagan z książki na książkę mistrzowsko buduje swoich bohaterów. Czytelnik otrzymuje w Pierwszej osobie coś wspaniałego.Autor opowiadając o Kiffie, jego rodzinie, przyjacielu, czy też Siegfriedzie dawkuje informacje w taki sposób, by grać uczuciami czytelnika. Raz świat Kehlmanna wydaje się tym dobrym, a Heidla tym negatywnym, by za chwilę zamienić się rolami.

Budowa bohaterów to też ich dorastanie. Kiff dorasta pisarsko, a także do ostatecznego zmierzenia się z Siegfridem, a właściwie z jego legendą. Wraz z żoną odkrywają, dlaczego ich związek nigdy nie miał sensu bytu. Natomiast jego przyjaciel porzuca postawę i styl życia awanturnika. Trzeba tu też powiedzieć i o rozwoju powieści. Czytelnik Pierwszej osoby śledzi losy autobiografii Heidla, która najpierw ślamazarnie się rozwija, by zmienić się w coś, co jest efektem pracy ghostwritera – o nim samym za chwilę.

Po drugie, Pierwsza osoba to rozprawienie się ze współczesną literaturą. Czytając książkę szybko można spostrzec, że Flanagan nieźle się bawił pisząc fragmenty o rynku wydawniczym i pisarzach. Na szczególną uwagę zasługuje mityczny Jez Dempster. Go można nie czytać, ale każdy powinien go znać. Bowiem o nim mówi się, na niego zawsze warto się powołać. Wszyscy wokół Kiffa zachwycają się Dempsterem. Jednak gdy obaj pisarze się poznają… łatwo domyśleć się, co się dzieje.

Pisarz świetnie tez pokazuje jak rynek wydawniczy traktuje młodych twórców – wydawanie powieści, ocena podczas konkursów literackich. Znamienitym fragmentem jest opis wysłania powieści na konkurs. Gdy Kiff otrzymuje zwrócony maszynopis odkrywa, że wydające werdykt jury nie przeczytało ani jednej strony.    

Po trzecie, ghostwriting, Kiff, podpisując umowę na napisanie za kogoś książki, słyszy od wydawcy:

Wiesz, że to Francuzi nazwali takich pisarzy murzynami?
Nie.
Nègres. I tutaj, dodał, kiedy złożyłem pierwszy podpis. Znalazł kolejną stronę w umowie i palcem pokazał mi odpowiednie miejsce. I tutaj.
Podpisałem, potem znowu, a podpisując, odczuwałem wdzięczność, nawet dumę.
Czarni?
Niewolnicy, odpowiedział cicho, odwracając stronę

Takich słów krytycznych wobec pisania za innych jest wiele w Pierwszej osobie. Flanagan broni „czystej literatury”, opowiada się za twórczością płynącą spod palców twórcy. Jest za tym, co prawdziwe, a nie udawane.

Czy ma rację? Na pewno. Dziś ilość zaczyna przewyższać jakość. Jesteśmy zalewani kolejnymi, pod którymi podpisują się znane nazwiska. Płynące na fali mainstreamu społeczeństwo kupuje i pochłania te papki, wierząc w to, co napisane.

Pierwsza osoba – ocena

Pierwszej osoby, mimo mojej najwyższej oceny, nie polecam wszystkim. Czytelnicy szukającej wartkiej akcji, sensacji nie znajdą jej w powieści Flanagana. To książka dla tych, którzy lubią książki zmuszające do myślenia. Warto by sięgnęli po nią, bo powieść „zostaje w głowie” jeszcze przez kilka dobrych dni po zakończeniu lektury.

Ocena: 10/10

Richard Flanagan, Pierwsza osoba, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.

7 ulubionych książek – Łukasz Orbitowski

Bohaterem dwunastego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Łukasz Orbitowski. Postać jest znana miłośnikom literatury fantastycznej oraz grozy, ale też i czytelnikom sięgającym po literaturę piękną. Łukasz Orbitowski jest płodnym pisarzem. Stworzone przez niego opowieści były wielokrotnie nominowane do ważnych nagród literackich, wyróżniane oraz nagradzane – kto nie zna twórczości pisarza może bliżej poznać sylwetkę twórcy zaglądając do artykułu w Wikipedii.  

Pisarz, zapytany o 7 ulubionych książek, opowiedział mi o następujących tytułach:

Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera
Po Przygody Tomka Sawyera sięgnąłem jako 10-latek. Byłem nią zafascynowany. Powieść pokazała mi czym jest amerykańska proza i była początkiem odkrywania literatury anglosaskiej oraz twórczości Marka Twaina. Do dziś zdarza mi się wracać do powieści pisarza, takich jak: Tajemniczy przybysz, czy Listy z Ziemi.

Stephen King, Miasteczko Salem
Drugim takim tytułem, który muszę wymienić jest Miasteczko Salem Stephena Kinga. To była moja pierwsza powieść fantastyczna i pierwszy horror na liście przeczytanych książek. Publikacja, otworzyła mnie na fantastykę, którą przez lata zajmowałem się zawodowo. Mimo, że, z perspektywy czasu, już nie uznaję Miasteczka Salem za najlepszą książkę na świecie, jednak wracam do niej i nadal bardzo ją lubię na prawach sentymentu.

Jarosław Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów
Uwielbiam prozę Iwaszkiewicza. To był pierwszy polski pisarz, w którego dziełach się zakochałem. Dlatego z chęcią wymieniłbym na tej liście wszystkie opowiadania z trzech tomów, które dosłownie pochłonąłem. Jeżeli jednak muszę wybrać jeden tytuł, niech będzie to Matka Joanna od Aniołów.  Tekst wyjątkowy, bo inspirujący mnie do dzisiaj. Cudownie opowiedziana historia o duchowości, przeżywaniu Boga i ekstazie religijnej.

Cormac McCarthy, Dziecię Boże
Z McCarthym jest tak samo jak z Iwaszkiewiczem. Każda jego powieść bez reszty wciąga mnie jako czytelnika. Krwawy południk, Droga, Dziecię Boże – świat w tych książkach to rzeczywistość, w której stykają się okrucieństwo z pewnego rodzaju tęsknotą autora za dobrem. Oczywiście, dobra w powieściach McCarthyego nie ma, jednak tęsknota za nim jest ogromna. Wybieram Dziecię Boże, ze względu na mocne i jakże znaczące zakończenie – główny bohater, który zdziczał, decyduje się na powrót do społeczeństwa. Jednak robi to na prawach własnych decyzji. 

Chuck Palahniukm, Fight Club
Palahniuk to jest facet, który pisze zawsze tą samą książkę, zmieniając tylko rekwizyty. Jednak jest dla mnie bardzo ważnym pisarzem. Reprezentuje amerykańską szkołę minimalizmu pisarskiego. Dzięki jego powieściom nauczyłem się, że mniej znaczy lepiej. Jestem człowiekiem, który ma „gadane”, pisarzem, któremu słowa łatwo spływają spod palców, więc czytanie Palahniuka jest cenną lekcją.

Robert Nye, Faust
Drugi minimalista, a  do tego jakże zbereźny! Wymieniam go, bo zachwycił mnie dokonując w swoich dziełach brutalnej wiwisekcji mitów kultury europejskiej. Krótko mówiąc, na nowo napisał biografię Byrona, zabrał się też za postaci Falstaffa, Merlina, czy też Fausta. Sięgał po znane tematy i robił z nich coś w rodzaju ponurej czarnej komedii.

Mark Z. Danielewski, Dom z liści
Dom z liści to przykład eksperymentalnej prozy fantastycznej. Niezwykle ciekawy eksperyment edytorski, bo nawet litery rozpadają na kolejnych kartach, a połowę fabuły trzeba doczytać w przypisach. Taki „modern modern”. Tylko ten postmodernizm, w tym przypadku, działa, to znaczy  eksperymenty Danielewskiego podsycają zainteresowanie narracją i wzbudzają we mnie ogromny niepokój.

Metamorphosis – kiedy literatura spotyka się z grami

Warszawskie studio Ovid Works inspirując się twórczością Franza Kafki stworzyło grę z gatunku puzzle platforming adventure. Punkt wyjścia do historii jest znany z “Przemiany” ― gracz wcielający się w rolę Gregora budzi się w ciele insekta ― ale od tego miejsca historia krąży też wokół procesu Józefa K. z książki pod tym samym tytułem, czy nawet “Zamku”.

Gracz trafia do świata, który przytłacza go rozmiarami. Kałamarz staje się nagle potężną barierą, a plama inkaustu niebezpieczną przeszkodą ― i jednocześnie przydatną, bo oblana tuszem pionowa ściana pozwoli się na nią wspiąć. Podstawą gry jest eksploracja i rozwiązywanie zagadek logicznych. Uważna obserwacja otoczenia oraz dodatkowe ujęcie kamery „z góry” pozwala lepiej rozeznać się w środowisku i wykorzystać je do własnych potrzeb. By przedostać się dalej, gracz musi wchodzić w interakcję z otoczeniem, wykorzystywać ciecz do ułatwiania sobie wędrówki po stromych i śliskich powierzchniach, przestawiać takie elementy jak pokrętło w radiu, ale i wykazać się zręcznością przy platformowych sekwencjach.


To niezwykła wędrówka przez trzy światy. Jeden to ten prawdziwy, doskonale nam znany, choć przytłaczający dla robaka – powierzchnia stołu czy wnętrze szuflady. Drugi to ukryty, tajemniczy świat owadów – zapomniane przestrzenie między ścianami i pod podłogą, zakurzone przesmyki, dziwne obszary zamieszkane przez inne insekty. I wreszcie trzeci, stworzony przez abstrakcyjne miejsca, takie jak automatycznie sortująca się szafa z dokumentami. Na swej drodze Gregor napotka wiele wyzwań, pułapek, ale i niezwykłych stworzeń, których pomoc może okazać się nieodzowna.

Kluczowymi dla gry cechami są piękne, ręcznie malowane tekstury oraz swobodna eksploracja, która łączy się z oryginalnymi łamigłówkami logicznymi rozsianymi po całym świecie. Wszystkiemu specjalnego wydźwięku nadaje podwójna narracja – jedna rozgrywająca się „wewnątrz” świata Gregora i jedna tocząca się „na zewnątrz”.

“Metamorphosis” ukaże się na PC, PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch jesienią 2019 roku. Tutaj można zobaczyć zwiastun gry:

Dziewczynka z atramentu i gwiazd

Po przeczytaniu pierwszych stron powieści Kiran Millwood Hargrave miałem wrażenie, że w rękach trzymam kolejną opowieść napisaną według schematu – tyran więzi mieszkańców, aż do czasu przeciwstawienia się jego władzy przez wybrańca, którym jest dziecko/nastolatek. Jednak, na szczęście, myliłem się! Dziewczynka z atramentu i gwiazd to historia trochę wykorzystująca powyższy wzór, ale tak bardzo pozytywnie zaskakująca czytelnika.

Książkę skończyłem w jeden wieczór. A po lekturze, odczułem lekki niedosyt – co świadczy o wysokiej jakości opowieści

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – mapy, gwiazdy i przygoda

Na początku czytelnik zostaje zasypany mnóstwem informacji. Oto mamy Arintę- tytułową dziewczynkę, która mieszka na wyspie z ojcem, zdolnym kartografem. Wiadomo, że byli kiedyś szczęśliwi, współtworząc czteroosobową rodzinę. Jednak śmierć zabrała matkę oraz brata Arinty. Ze stratą wiąże się przybycie na wyspę gubernatora – człowieka, który pojawił się znikąd, obejmując rządy nad wyspą. Bohaterka przyjaźni się z jego córką.

Pewnego dnia na wyspie zostaje odkryte ciało koleżanki dziewczynek. Wówczas lekcje zostają odwołane, gubernator w trybie natychmiastowym zabiera córkę do swojej posiadłości, a mężczyźni zmuszeni zostają do wszczęcia poszukiwań. A to dopiero początek niebezpiecznej przygody, która najpierw zmusi dziewczynkę do ścięcia długich włosów, a następnie porwie ją w wir niebezpiecznych zdarzeń.

Ogromną rolę w powieści Kiran Millwood Hargrave pełnią mapy oraz wszystko co związane z kartografią. Umiejętność czytania z gwiazd położenia oraz odwzorowania go na mapie gra kluczową rolę w odkryciu tajemnicy śmierci dziewczynki, a także i samej bohaterce kilkukrotnie pomaga ujść cało z życiem.

Priorytetem w Dziewczynce z atramentu i gwiazd też jest legenda. Żyją nią mieszkańcy, a Arinta traktuje ją jako autentyczną historię. Opowieść dotyczy – nastolatki, która przeciwstawiła się demonowi, pragnącemu władać wyspą. W celu zmierzenia się z nim udała się pod ziemię wyspy, gdzie stoczyła krwawą walkę. To było dawno temu, a demon został unicestwiony na określony czas. Mieszkańcy wyspy przekazują sobie z ust do ust, że zło kiedyś powróci.

Wymienione elementy są rewelacyjnie połączone ze sobą, co piorunująco działa na odbiór publikacji. Opowieść jest idealna do ekranizacji – mamy bowiem w niej zagadkę kryminalną, historię miłosną i przygodę, której nie powstydziłby się sam Indiana Jones. Bardzo chciałbym ją zobaczyc na duzym ekranie. Jest naprawdę nieźle. Dlatego wystawiam książce Kiran Millwood Hargrave wysoką notę.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – przekaz

Różnorodnie można odczytać powieść o dziewczynce. Odkryty przeze mnie przekaz dotyczy dojrzewania do czynu oraz tego osobistego.

Bohaterka wyruszając w podróż po wyspie jest jeszcze dzieckiem. Rządzi nią strach. Kończąc ją zyskuje doświadczenie oraz odwagę. Ponosi porażki i zwycięstwa, które dają jej cenną lekcję. Uczy się odpowiedzialności oraz poznaje smak podejmowania decyzji za siebie i otaczające ją osoby.

To bardzo ważny przekaz.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – podsumowanie

Dodatkowy punkt zdobywa dziewczynka za oprawę wizualną. Treść każdej ze stron otaczają elementy graficzne symbolizujące mapę. Kompasy, południki oraz wiele innych – to wszystko uatrakcyjnia fizycznie publikację, ale też i wzmacnia odbiór dzieła. Świetna robota!

Książka adresowana jest do młodzieży. Jednak i dorosły czytelnik będzie czerpał przyjemność z lektury. Wszystko dzięki powyżej wspomnianemu przekazowi. Zapewne dla wielu odbiorców dużym zaskoczeniem będzie zakończenie powieści. Zdradzę, że kończy się ona na pierwszy rzut oka przysłowiowym happy endem. Jednak po przemyśleniu treści zacząłem wątpić, czy aby na pewno jest to szczęśliwe rozwiązanie.

Gorąco polecam.

Ocena 9/10

Kiran Millwood Hargrave, Dziewczynka z atramentu i gwiazd, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie prebooka.