Author: Kuba Sosnowski

Syn wiedźmy – inne spojrzenie na magię

Syn wiedźmy Kelly Barnhill jest jedną z najmądrzejszych książek skierowanych do najmłodszych czytelników, jaką miałem przyjemność przeczytać. Zainteresowała mnie bardziej, niż Dziewczynka, która wypiła księżyc (publikacja ukazała się w Polsce w 2018 roku, ale jest książką młodszą od Syna wiedźmy), o której bardzo pozytywnie pisałem w tym wpisie.

Dlaczego Syn wiedźmy tak bardzo mnie zachwycił? Przede wszystkim spojrzeniem na magię. Sama opowieść też jest wciągająca, choć nieco psuje ona odbiór Dziewczynki, która wypiła księżyc. W jaki sposób? Piszę o tym poniżej.

Syn wiedźmy – opowieść o chłopcu, córce rozbójnika i wilku

Historia rozpoczyna się od wypadku, który spotyka dwóch braci. Jeden z nich ginie. Matka, lokalna wiedźma, by nie stracić obu synów, sprawia, że dusza zmarłego dziecka zostaje przyszyta do ciała drugiego, konającego. Tym sposobem Ned przeżyje. Bohaterką powieści dla dzieci Syn wiedźmy jest też Áine, która po śmierci mamy przeprowadza z tatą się do lasu. Ojciec dziewczynki, na co dzień spokojnie żyjący człowiek, okazuje się legendarnym  Królem Bandytów.

Pewnego dnia ojciec Áine wyrusza ze swoją bandą rzezimieszków po magię, którą opiekuje się mama Neda. Kłopot w tym, że wiedźma gości na dworze królowej, której życie udało się jej uratować. Dlatego Ned musi bronić magii własnymi siłami. Widząc tylko jedno rozwiązanie, chłopiec decyduje się przyjąć tajemniczą moc na siebie. Tym samym rozpoczyna się jego niesamowita przygoda, która doprowadza go do spotkania z Áine.

Trójka, bo chłopcu towarzyszy napotkany wilk, rozpoczyna epicką podróż, której celem jest zapobiegnięcie wybuchowi wojny.

Syn wiedźmy – magia

Dziś dużo się mówi o magii. Osoby widzące w niej zagrożenie przestrzegają przed obcowaniem z nią, w tym sprzeciwiają wytworom kultury o tej tematyce. Natomiast opozycja nie widzi w czarach nic groźnego. Syn wiedźmy spodoba się obu grupom.

Kelly Barnhill stworzyła opowieść o rzeczywistości, w której ogromną rolę gra magia. Jednak autorka przestrzega, czary mogą pomóc człowiekowi, uratować jego życie, ale zawsze ciągną za sobą konsekwencje.

Magii należy unikać za wszelką cenę – tak właśnie brzmi przesłanie Syna wiedźmy. Wiedza, świadomość mocy własnych sił, miłość i szacunek wobec drugiej osoby są silniejsze i bezpieczniejsze niż jakiekolwiek czary. Bardzo podoba mi się ów przekaz. Traktuję go szczególnie, sam bo promuję podobne wartości w swojej książce dla dzieci Wuj krasnolud i Brama Opowieści (więcej o niej). Czas dzieciństwa jest okresem, gdy młody człowiek uczy się prawdy o świecie, kształtuje swoje poglądy. Stąd należy to mu przedstawiać w filmach, książkach, czy też grach wideo.

 Syn wiedźmy – problem z Dziewczynką

Powyżej napisałem, że Syn wiedźmy nieco psuje odbiór Dziewczynki, która wypiła księżyc. A to dlatego, że Kelly Barnhill wykorzystała podobny schemat w drugiej książce. Dwa miejsca, w których żyjący mieszkańcy nie wiedząc nic o sobie, znajdujący się między nimi las, do którego wszyscy boją się wejść, bohater obdarzony magią, zły władca – to wszystko można znaleźć we wcześniejszej publikacji autorki. Smutne, ale dające Synowi wiedźmy pierwszeństwo w rankingu książek Kelly Barnhill.

Moja ocena: 9/10

Kelly Barnhill, Syn wiedźmy, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.


Wuj krasnolud i Brama Opowieści

Napisałem książkę… jaką chciałbym przeczytać gdy byłem dzieckiem.

Wuj krasnolud i Brama Opowieści to opowieść dla dzieci, a także ich rodziców, dziadków, opiekunów. Każdy z nich znajdzie w historii coś dla siebie. Dzieci – przygodę, taką z kopaniem złota w piwnicy, lataniem na smokach, czy też spotykaniem fantastycznych stworzeń, które mieszkają w naszych miastach za każdym rogiem. Dorośli – przekaz: „czas dzieciństwa to najpiękniejszy okres w naszym życiu, dlatego warto przeżyć go tak, by zachować jak najwięcej pozytywnych i pięknych wspomnień ”.

Wuj krasnolud i Brama Opowieści ma też zadanie pokazać jak ważną rolę pełnią w naszym życiu przyjaźń, pomoc innym, wzajemna akceptacja. Opowiadam również o konieczności ochrony przyrody, odróżnianiu dobra od zła, a także odpowiedzialności za swoje czyny i drugą osobę. Wskazuję też, że odłożenie na bok komórki oraz pada do konsoli może być początkiem ciekawej zabawy. Wystarczy tylko uruchomić pokłady wyobraźni.

Książka z autografem dostępna jest TUTAJ

Można tez kupić ją na stronach:

słowo okamgnienie jest zrostem – „Środki transportu” Magdaleny Kicińskiej

Plan był taki, przeczytać Środki transportu Magdaleny Kicińskiej w pociągu z Białegostoku do Warszawy, ewentualnie skończyć w metrze na Imielin. Nie udało się. Po przeczytaniu czterech wierszy odłożyłem książkę do torby. Ponownie wróciłem do tomiku tydzień później. Korzystając z nadejścia wiosny, usiadłem na parkowej ławce i zacząłem czytać. Wówczas wiersze „zaskoczyły”.

Dlaczego nie udało się im to za pierwszym razem? Miałem inne oczekiwania, co do tekstów Kicińskiej, którą znałem jako autorkę innej książki. Tkwiłem w błędzie, bo  Pani Stefa Kicińskiej to reportaż, a tu do czynienia miałem z poezją. Dopiero jak uświadomiłem sobie, że należy spróbować przestać widzieć w Kicińskiej dziennikarkę, Środki transportu zyskały pewne walory.

Środki transportu – wiersze Kicińskiej

Nie wszystkie wiersze z tego tomiku przypadły mi do gustu. Nieliczne wywołały na mej twarzy zdziwioną minę, a w głowie pytanie: co autorka miała na myśli?. Na szczęście, nieliczne.

Poetycka twórczość Magdaleny Kicińskiej ma coś w sobie wyjątkowego. Najlepiej pasuje tu określenie „prawdziwość”. Zawierające ją utwory to wiersze o tematyce związanej z miłością, uczuciem do drugiej osoby sposobami  komunikacji interpersonalnej  oraz utwory dotyczące obserwacji otaczającej podmiot rzeczywistości. Pozostają na długo w pamięci.

Kicińska, pisząc o uczuciu do drugiej osoby, robi to, mogę śmiało powiedzieć, tak doskonale jak czołowe damy polskiej poezji – moim zdaniem, gdyby Poświatowska i Świrszczyńska żyły w 2019 roku, pisałyby podobnie. Miłość u Kicińskiej to coś, co trudno znaleźć. Próbuje odkryć ją w nagości, sytuacjach dziejących się w łóżku (szczególnie po stosunku), jak też w braku (fizycznym oraz duchowym) siebie nawzajem. Czy jej udaje się to? Odczytuję, że nie.

Jakbym miał wybrać najlepszy z utworów o wspominanej tematyce, bez zastanowienia wymieniłbym Rzym. Zaraz po nim polecam *** jeszcze nie ma północy, *** mała muszę iść, czy też Handlarz.

Rzeczywistość w Środkach transportu skupia się na życiu w mieście, ale czytelnik znajdzie tez teksty związane z naturą.  To też czas wspomnień kisielu z tą usypaną na wierzchu skorupką cukru z dzieciństwa czy też burzonego budynku Universamu. Kicińska, mówią c o teraźniejszości i przeszłości, zwraca uwagę na detale. To one definiują jej myśli, budują w wyobraźni czytelnika określone obrazy. Bardzo mi się to podoba.

Kicińska ma wypracowany warsztat poetycki.  Jej utwory wyróżniają się minimalizm języka, który może czasami razić wysublimowane gusta odbiorców. Jej poetyckości bliżej do utworów Piotra Macierzyńskiego, Krzysztofa Jaworskiego, czy Darka Foksa, niż do współczesnych  klasyków z lektur szkolnych. Co by o niej nie pisać, jest oryginalna.

Środki transportu – ocena

Poezja to specyficzny twór. Na pewno mi ciężko się ją dziś czyta, ciężej niż 20-15 lat temu, kiedy sam „popełniałem wiersze”. Jednak Środki transportu są tomikiem, do którego na pewno wrócę – nie dziś, nie jutro, ale na pewno za kilka miesięcy. Powodem jest poszukiwanie i chęć analizy wspominanej „prawdziwości”.

Ocena: 8/10

Magdalena Kicińska, Środki transportu,Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuje Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Pierwsza osoba – robiąc za literackiego murzyna

Pierwsza osoba to książka warta uwagi. Jako fan twórczości Flanagana, mogę śmiało napisać – to jego najgorsza, a zarazem najlepsza z powieści. Dlaczego? O tym poniżej w tekście.

Pierwsza osoba – ghostwriter w akcji

Okładka książki Pierwsza osoba

Powieść Flanagana to historia o młodym, początkującym pisarzu, podejmującym się niebywałego zadania. Kiff Kehlmann, w ciągu kilku tygodni, ma napisać autobiografię najsłynniejszego oszusta w dziejach Australii. Autobiografię, czyli dzieło, pod które stworzy samodzielnie, ale nie będzie mógł się pod nim podpisać. Wyzwanie ma w sobie coś niesamowitego, co mocno kusi pisarza do podjęcia działania. Bowiem, Siegfried Heidl, bohater biografii, podobno ukradł bankom 700 milionów, za co te wydały na niego wyrok śmierci, jest też podejrzewany o zabójstwo wspólnika. A do tego ukończenie dzieła w ciągu sześciu tygodni, sprawi pojawienie się na koncie Kiffa honorarium, które pomoże mu skończyć jego własną powieść.

Główny zarys fabuły i sposób jej przedstawienia przypominają czysty schemat czytadła typu sensacja, thriller. Pod tym względem Pierwsza osoba, w porównaniu z książkami Flanagana, takimi jak Williama Goulda Księga Ryb czy Śmierć przewodnika rzecznego , wypada marnie. Bliżej jej do Nieznanej terrorystki, również bazującej na sensacyjności, lecz zawierającej bardziej dynamiczną akcję.

Powoli tocząca się akcja to jest właśnie ten minus powieści. Teraz czas na omówienie tego , co najlepsze.

Pierwsza osoba – dlaczego to najlepsza powieść Flanagana?

Po pierwsze postaci. Flanagan z książki na książkę mistrzowsko buduje swoich bohaterów. Czytelnik otrzymuje w Pierwszej osobie coś wspaniałego.Autor opowiadając o Kiffie, jego rodzinie, przyjacielu, czy też Siegfriedzie dawkuje informacje w taki sposób, by grać uczuciami czytelnika. Raz świat Kehlmanna wydaje się tym dobrym, a Heidla tym negatywnym, by za chwilę zamienić się rolami.

Budowa bohaterów to też ich dorastanie. Kiff dorasta pisarsko, a także do ostatecznego zmierzenia się z Siegfridem, a właściwie z jego legendą. Wraz z żoną odkrywają, dlaczego ich związek nigdy nie miał sensu bytu. Natomiast jego przyjaciel porzuca postawę i styl życia awanturnika. Trzeba tu też powiedzieć i o rozwoju powieści. Czytelnik Pierwszej osoby śledzi losy autobiografii Heidla, która najpierw ślamazarnie się rozwija, by zmienić się w coś, co jest efektem pracy ghostwritera – o nim samym za chwilę.

Po drugie, Pierwsza osoba to rozprawienie się ze współczesną literaturą. Czytając książkę szybko można spostrzec, że Flanagan nieźle się bawił pisząc fragmenty o rynku wydawniczym i pisarzach. Na szczególną uwagę zasługuje mityczny Jez Dempster. Go można nie czytać, ale każdy powinien go znać. Bowiem o nim mówi się, na niego zawsze warto się powołać. Wszyscy wokół Kiffa zachwycają się Dempsterem. Jednak gdy obaj pisarze się poznają… łatwo domyśleć się, co się dzieje.

Pisarz świetnie tez pokazuje jak rynek wydawniczy traktuje młodych twórców – wydawanie powieści, ocena podczas konkursów literackich. Znamienitym fragmentem jest opis wysłania powieści na konkurs. Gdy Kiff otrzymuje zwrócony maszynopis odkrywa, że wydające werdykt jury nie przeczytało ani jednej strony.    

Po trzecie, ghostwriting, Kiff, podpisując umowę na napisanie za kogoś książki, słyszy od wydawcy:

Wiesz, że to Francuzi nazwali takich pisarzy murzynami?
Nie.
Nègres. I tutaj, dodał, kiedy złożyłem pierwszy podpis. Znalazł kolejną stronę w umowie i palcem pokazał mi odpowiednie miejsce. I tutaj.
Podpisałem, potem znowu, a podpisując, odczuwałem wdzięczność, nawet dumę.
Czarni?
Niewolnicy, odpowiedział cicho, odwracając stronę

Takich słów krytycznych wobec pisania za innych jest wiele w Pierwszej osobie. Flanagan broni „czystej literatury”, opowiada się za twórczością płynącą spod palców twórcy. Jest za tym, co prawdziwe, a nie udawane.

Czy ma rację? Na pewno. Dziś ilość zaczyna przewyższać jakość. Jesteśmy zalewani kolejnymi, pod którymi podpisują się znane nazwiska. Płynące na fali mainstreamu społeczeństwo kupuje i pochłania te papki, wierząc w to, co napisane.

Pierwsza osoba – ocena

Pierwszej osoby, mimo mojej najwyższej oceny, nie polecam wszystkim. Czytelnicy szukającej wartkiej akcji, sensacji nie znajdą jej w powieści Flanagana. To książka dla tych, którzy lubią książki zmuszające do myślenia. Warto by sięgnęli po nią, bo powieść „zostaje w głowie” jeszcze przez kilka dobrych dni po zakończeniu lektury.

Ocena: 10/10

Richard Flanagan, Pierwsza osoba, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.

7 ulubionych książek – Łukasz Orbitowski

Bohaterem dwunastego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Łukasz Orbitowski. Postać jest znana miłośnikom literatury fantastycznej oraz grozy, ale też i czytelnikom sięgającym po literaturę piękną. Łukasz Orbitowski jest płodnym pisarzem. Stworzone przez niego opowieści były wielokrotnie nominowane do ważnych nagród literackich, wyróżniane oraz nagradzane – kto nie zna twórczości pisarza może bliżej poznać sylwetkę twórcy zaglądając do artykułu w Wikipedii.  

Pisarz, zapytany o 7 ulubionych książek, opowiedział mi o następujących tytułach:

Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera
Po Przygody Tomka Sawyera sięgnąłem jako 10-latek. Byłem nią zafascynowany. Powieść pokazała mi czym jest amerykańska proza i była początkiem odkrywania literatury anglosaskiej oraz twórczości Marka Twaina. Do dziś zdarza mi się wracać do powieści pisarza, takich jak: Tajemniczy przybysz, czy Listy z Ziemi.

Stephen King, Miasteczko Salem
Drugim takim tytułem, który muszę wymienić jest Miasteczko Salem Stephena Kinga. To była moja pierwsza powieść fantastyczna i pierwszy horror na liście przeczytanych książek. Publikacja, otworzyła mnie na fantastykę, którą przez lata zajmowałem się zawodowo. Mimo, że, z perspektywy czasu, już nie uznaję Miasteczka Salem za najlepszą książkę na świecie, jednak wracam do niej i nadal bardzo ją lubię na prawach sentymentu.

Jarosław Iwaszkiewicz, Matka Joanna od Aniołów
Uwielbiam prozę Iwaszkiewicza. To był pierwszy polski pisarz, w którego dziełach się zakochałem. Dlatego z chęcią wymieniłbym na tej liście wszystkie opowiadania z trzech tomów, które dosłownie pochłonąłem. Jeżeli jednak muszę wybrać jeden tytuł, niech będzie to Matka Joanna od Aniołów.  Tekst wyjątkowy, bo inspirujący mnie do dzisiaj. Cudownie opowiedziana historia o duchowości, przeżywaniu Boga i ekstazie religijnej.

Cormac McCarthy, Dziecię Boże
Z McCarthym jest tak samo jak z Iwaszkiewiczem. Każda jego powieść bez reszty wciąga mnie jako czytelnika. Krwawy południk, Droga, Dziecię Boże – świat w tych książkach to rzeczywistość, w której stykają się okrucieństwo z pewnego rodzaju tęsknotą autora za dobrem. Oczywiście, dobra w powieściach McCarthyego nie ma, jednak tęsknota za nim jest ogromna. Wybieram Dziecię Boże, ze względu na mocne i jakże znaczące zakończenie – główny bohater, który zdziczał, decyduje się na powrót do społeczeństwa. Jednak robi to na prawach własnych decyzji. 

Chuck Palahniukm, Fight Club
Palahniuk to jest facet, który pisze zawsze tą samą książkę, zmieniając tylko rekwizyty. Jednak jest dla mnie bardzo ważnym pisarzem. Reprezentuje amerykańską szkołę minimalizmu pisarskiego. Dzięki jego powieściom nauczyłem się, że mniej znaczy lepiej. Jestem człowiekiem, który ma „gadane”, pisarzem, któremu słowa łatwo spływają spod palców, więc czytanie Palahniuka jest cenną lekcją.

Robert Nye, Faust
Drugi minimalista, a  do tego jakże zbereźny! Wymieniam go, bo zachwycił mnie dokonując w swoich dziełach brutalnej wiwisekcji mitów kultury europejskiej. Krótko mówiąc, na nowo napisał biografię Byrona, zabrał się też za postaci Falstaffa, Merlina, czy też Fausta. Sięgał po znane tematy i robił z nich coś w rodzaju ponurej czarnej komedii.

Mark Z. Danielewski, Dom z liści
Dom z liści to przykład eksperymentalnej prozy fantastycznej. Niezwykle ciekawy eksperyment edytorski, bo nawet litery rozpadają na kolejnych kartach, a połowę fabuły trzeba doczytać w przypisach. Taki „modern modern”. Tylko ten postmodernizm, w tym przypadku, działa, to znaczy  eksperymenty Danielewskiego podsycają zainteresowanie narracją i wzbudzają we mnie ogromny niepokój.

Metamorphosis – kiedy literatura spotyka się z grami

Warszawskie studio Ovid Works inspirując się twórczością Franza Kafki stworzyło grę z gatunku puzzle platforming adventure. Punkt wyjścia do historii jest znany z “Przemiany” ― gracz wcielający się w rolę Gregora budzi się w ciele insekta ― ale od tego miejsca historia krąży też wokół procesu Józefa K. z książki pod tym samym tytułem, czy nawet “Zamku”.

Gracz trafia do świata, który przytłacza go rozmiarami. Kałamarz staje się nagle potężną barierą, a plama inkaustu niebezpieczną przeszkodą ― i jednocześnie przydatną, bo oblana tuszem pionowa ściana pozwoli się na nią wspiąć. Podstawą gry jest eksploracja i rozwiązywanie zagadek logicznych. Uważna obserwacja otoczenia oraz dodatkowe ujęcie kamery „z góry” pozwala lepiej rozeznać się w środowisku i wykorzystać je do własnych potrzeb. By przedostać się dalej, gracz musi wchodzić w interakcję z otoczeniem, wykorzystywać ciecz do ułatwiania sobie wędrówki po stromych i śliskich powierzchniach, przestawiać takie elementy jak pokrętło w radiu, ale i wykazać się zręcznością przy platformowych sekwencjach.


To niezwykła wędrówka przez trzy światy. Jeden to ten prawdziwy, doskonale nam znany, choć przytłaczający dla robaka – powierzchnia stołu czy wnętrze szuflady. Drugi to ukryty, tajemniczy świat owadów – zapomniane przestrzenie między ścianami i pod podłogą, zakurzone przesmyki, dziwne obszary zamieszkane przez inne insekty. I wreszcie trzeci, stworzony przez abstrakcyjne miejsca, takie jak automatycznie sortująca się szafa z dokumentami. Na swej drodze Gregor napotka wiele wyzwań, pułapek, ale i niezwykłych stworzeń, których pomoc może okazać się nieodzowna.

Kluczowymi dla gry cechami są piękne, ręcznie malowane tekstury oraz swobodna eksploracja, która łączy się z oryginalnymi łamigłówkami logicznymi rozsianymi po całym świecie. Wszystkiemu specjalnego wydźwięku nadaje podwójna narracja – jedna rozgrywająca się „wewnątrz” świata Gregora i jedna tocząca się „na zewnątrz”.

“Metamorphosis” ukaże się na PC, PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch jesienią 2019 roku. Tutaj można zobaczyć zwiastun gry:

Dziewczynka z atramentu i gwiazd

Po przeczytaniu pierwszych stron powieści Kiran Millwood Hargrave miałem wrażenie, że w rękach trzymam kolejną opowieść napisaną według schematu – tyran więzi mieszkańców, aż do czasu przeciwstawienia się jego władzy przez wybrańca, którym jest dziecko/nastolatek. Jednak, na szczęście, myliłem się! Dziewczynka z atramentu i gwiazd to historia trochę wykorzystująca powyższy wzór, ale tak bardzo pozytywnie zaskakująca czytelnika.

Książkę skończyłem w jeden wieczór. A po lekturze, odczułem lekki niedosyt – co świadczy o wysokiej jakości opowieści

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – mapy, gwiazdy i przygoda

Na początku czytelnik zostaje zasypany mnóstwem informacji. Oto mamy Arintę- tytułową dziewczynkę, która mieszka na wyspie z ojcem, zdolnym kartografem. Wiadomo, że byli kiedyś szczęśliwi, współtworząc czteroosobową rodzinę. Jednak śmierć zabrała matkę oraz brata Arinty. Ze stratą wiąże się przybycie na wyspę gubernatora – człowieka, który pojawił się znikąd, obejmując rządy nad wyspą. Bohaterka przyjaźni się z jego córką.

Pewnego dnia na wyspie zostaje odkryte ciało koleżanki dziewczynek. Wówczas lekcje zostają odwołane, gubernator w trybie natychmiastowym zabiera córkę do swojej posiadłości, a mężczyźni zmuszeni zostają do wszczęcia poszukiwań. A to dopiero początek niebezpiecznej przygody, która najpierw zmusi dziewczynkę do ścięcia długich włosów, a następnie porwie ją w wir niebezpiecznych zdarzeń.

Ogromną rolę w powieści Kiran Millwood Hargrave pełnią mapy oraz wszystko co związane z kartografią. Umiejętność czytania z gwiazd położenia oraz odwzorowania go na mapie gra kluczową rolę w odkryciu tajemnicy śmierci dziewczynki, a także i samej bohaterce kilkukrotnie pomaga ujść cało z życiem.

Priorytetem w Dziewczynce z atramentu i gwiazd też jest legenda. Żyją nią mieszkańcy, a Arinta traktuje ją jako autentyczną historię. Opowieść dotyczy – nastolatki, która przeciwstawiła się demonowi, pragnącemu władać wyspą. W celu zmierzenia się z nim udała się pod ziemię wyspy, gdzie stoczyła krwawą walkę. To było dawno temu, a demon został unicestwiony na określony czas. Mieszkańcy wyspy przekazują sobie z ust do ust, że zło kiedyś powróci.

Wymienione elementy są rewelacyjnie połączone ze sobą, co piorunująco działa na odbiór publikacji. Opowieść jest idealna do ekranizacji – mamy bowiem w niej zagadkę kryminalną, historię miłosną i przygodę, której nie powstydziłby się sam Indiana Jones. Bardzo chciałbym ją zobaczyc na duzym ekranie. Jest naprawdę nieźle. Dlatego wystawiam książce Kiran Millwood Hargrave wysoką notę.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – przekaz

Różnorodnie można odczytać powieść o dziewczynce. Odkryty przeze mnie przekaz dotyczy dojrzewania do czynu oraz tego osobistego.

Bohaterka wyruszając w podróż po wyspie jest jeszcze dzieckiem. Rządzi nią strach. Kończąc ją zyskuje doświadczenie oraz odwagę. Ponosi porażki i zwycięstwa, które dają jej cenną lekcję. Uczy się odpowiedzialności oraz poznaje smak podejmowania decyzji za siebie i otaczające ją osoby.

To bardzo ważny przekaz.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – podsumowanie

Dodatkowy punkt zdobywa dziewczynka za oprawę wizualną. Treść każdej ze stron otaczają elementy graficzne symbolizujące mapę. Kompasy, południki oraz wiele innych – to wszystko uatrakcyjnia fizycznie publikację, ale też i wzmacnia odbiór dzieła. Świetna robota!

Książka adresowana jest do młodzieży. Jednak i dorosły czytelnik będzie czerpał przyjemność z lektury. Wszystko dzięki powyżej wspomnianemu przekazowi. Zapewne dla wielu odbiorców dużym zaskoczeniem będzie zakończenie powieści. Zdradzę, że kończy się ona na pierwszy rzut oka przysłowiowym happy endem. Jednak po przemyśleniu treści zacząłem wątpić, czy aby na pewno jest to szczęśliwe rozwiązanie.

Gorąco polecam.

Ocena 9/10

Kiran Millwood Hargrave, Dziewczynka z atramentu i gwiazd, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie prebooka.

7 ulubionych książek – Marta Guśniowska

Źródło: https://www.btl.bialystok.pl

W lutym bohaterką cyklu 7 ulubionych książek jest Marta Guśniowska. Postać niezwykle ważna w środowisku teatralnym i coraz bardziej rozpoznawalna w literackim. Jest autorką ponad 100 tekstów o przyjaźni, byciu sobą, akceptacji, czy też walce ze stereotypami. Jednak to jej sztuki dla dzieci i młodzieży są przysłowiową wisienką na (artystycznym) torcie.

Marta Guśniowska współpracuje z wieloma teatrami w Polsce oraz Europie. O wysokim poziomie literackim jej tekstów świadczą liczne nagrody w konkursach dramaturgicznych. Sięgnęła między innymi po: Nagrodę Komisji Artystycznej, Brązowy Medal Zasłużony Kulturze – Gloria Artis, wielokrotnie wygrała konkursy Na wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej oraz  ten, organizowany przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, Na Sztukę dla Dzieci i Młodzieży.

Gdy zapytałem Martę Guśniowską o 7 ulubionych książek, wypisała następujące tytuły z krótkim uzasadnieniem:

Lewis Carroll, Alicja w Krainie Czarów
Najcudowniejsza książka na świecie! Pierwsze słuchowisko, którego słuchałam jako mała Martusia. Od tamtej pory wciąż do niej wracam – oczywiście w oryginale (mimo że niektóre polskie tłumaczenia są świetne). Alicję kocham za wszystko – sens-w-pozornym-bezsensie, absurd, surrealizm, wielo-wielo-poziomowość – humor, język – wszystko. Myślę, że to właśnie ona ukształtowała mnie jako pisarkę – stąd moja teza: tak ważne jest nie tylko to, żeby dzieciaki czytały, ale też to, czym nasączymy ich jako pierwszym.

Lewis Carroll, Alicja po Drugiej Stronie Lustra
Zastanawiałam się, czy nie podłączyć Jej pod pierwszą pozycję – zyskałabym dodatkowe miejsca dla innych ważnych dla mnie książek – ale nie. Obydwie są dla mnie zbyt ważne, żeby wrzucać je do tego samego wora – choć cenię je właściwie z tych samych względów, to jednak są różne i zasługują na dwie oddzielne pozycje. Alicję po drugiej stronie lustra przeczytałam dużo później, ale z niemniejszym zachwytem i miłością. To również pozycja obowiązkowa, do której wciąż wracam i wracać będę. Cudowne książki mają to do siebie, że w każdym momencie życia odnajdujemy w nich coś zupełnie innego, coś, czego – moglibyśmy przysiąc! – nie było tam, gdyśmy do nich wcześniej sięgali. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że dopełnieniem mojej szaleńczej miłości do obu książek jest kolekcjonowanie przeróżnych wydań – mam ich pewnie z pięćdziesiąt, z różnych lat, z różnych krajów (najcenniejsza pochodzi z Chin ) i z najróżniejszymi ilustracjami. Ale dosyć, bo o Alicji mogłabym rozprawiać godzinami – a przecież czekają jeszcze inne książki…

A.A.Milne, Kubuś Puchatek oraz Chatka Puchatka
Pozwoliłam sobie wrzucić oba tytuły do jednego worka. Puchatek – arcydzieło literatury dziecięcej, cudowne, piękne, mądre, zabawne, głębokie – wzór do naśladowania dla wszystkich pisarzy parających się twórczością dla dzieci. A przy tym książka absolutnie filozoficzna – odniesienia do filozofii taoistycznej, gdzie „Pu” (wymowa podobna do „Pooh”) to nieciosany kloc, dosłownie: uczciwy, prosty, taki jak nasz Puchatek (pisałam o tym w mojej pracy magisterskiej „Tao Baśni. Elementy Filozofii Taoistycznej w wybranych baśniach chińskich”, UAM)

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
Absolutne arcydzieło literatury światowej! Nie mogłam się od niego oderwać – diabelsko wciągająca, wspaniała, hipnotyzująca lektura. Mam dwa wydania – jedno przepiękne, wielki wolumin z cudownymi ilustracjami Ivana Kulika (MUZA SA) – prezent od Rodziców, drugie – zwykłe, w cienkiej okładce. W domu czytałam jedno, a w podróży drugie – pierwszego nie dało się zabrać ze sobą do pociągu, a czekać, aż wrócę – nie miałam najmniejszego zamiaru.

William Shakespeare, Dzieła wszystkie
Nie wiem które wywarło na mnie największe wrażenie – zapewne Burza, Sen nocy letniej, Hamlet – sporo, żeby wszystkie wymienić. Jako anegdotkę przytoczę tu, że swoją pierwszą sztukę teatralną (to miało miejsce, gdy rozpoczynałam naukę w liceum) napisałam właśnie pod wpływem Szekspira. Była to ciężka gatunkowo tragedia, o miłości, zdradzie, zemście i honorze – pisana z patosem, powagą w czasie, gdy wszyscy myśleli, że zakuwam biologię… Wysłałam ją potem na warszawski konkurs Szukamy polskiego Szekspira, gdzie dostała wyróżnienie. Moja radość, że potrafię pisać szekspirowskie tragedie, nie trwała jednakże długo, bo już przy wręczaniu nagrody dowiedziałam się, że dostaję ją za (owszem, znam ten tekst na pamięć, takich rzeczy się nie zapomina ) „doskonały pastisz komedii fredrowskiej”. Na szczęście jako niepoprawna optymistka zamiast martwić się, że jednak nie potrafię pisać tragedii, ucieszyłam się, że potrafię pisać komedie – i tak mi już zostało.

Zbigniew Batko,  Z powrotem
Jedna z najcudowniejszych polskich książek dla dzieci – a właściwie to wcale nie tylko dla dzieci, jak każda dobra książka – jakie w życiu czytałam. Z absolutnie magicznymi ilustracjami Stasysa Eidrigevičiusa. Cudowna, absurdalna, wciągająca – i rażąco niedoceniana. Mało kto zna tę pozycję – a szkoda, bo podróż, w jaką zabiera nas autor wraz z bohaterami – Królikiem i Koniem – jest niezwykła, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i mojego ukochanego absurdu. Jeśli ktoś właśnie dowiedział się o jej istnieniu – gorąco polecam!

I tu mam problem…

Została mi jedna pozycja: i cóż mam tu zmieścić?!!! Całego Mrożka, Gombrowicza, Gogola, Czechowa? Albo Butenkę  – dlaczego nie? Kocham Gapiszona miłością wielką – a i sam Mistrz, z którym mam zaszczyt i szczęście się przyjaźnić, ma swoje miejsce w moim sercu. Poza tym najchętniej wrzuciłabym tu jeszcze komiksy – tak, komiksy! – Tadeusza Baranowskiego za Jego cudowne, absurdalne (znów – cóż zrobić, gdy ciągnie mnie w stronę absurdu i w duszy gra, tra-ta-ta) poczucie humoru – za język z wszelkimi jego wieloznacznościami. Myślę, że to również lektura, która wpłynęła na to, jak piszę.


Konstanty Ildefons Gałczyński, Dzieła wszystkie
Ale dobrze – skoro mam wybrać to wybieram mojego ukochanego Gałczyńskiego. Cudowną Zieloną Gęś (ja również – ukłon w stronę Mistrza – pokusiłam się o własną Gęś – co prawda nie zieloną, a chudą i z depresji, ale ukłon jest ukłon i nikt nie powinien się czepiać, jak się kto kłania ) A zatem – Gałczyński. I znów – wszystko, wszystko! Tomik z wierszami Gałczyńskiego mam zawsze na szafece przy łóżku – kończyć z nim dzień, czy zaczynać – takaż sama przyjemność i radość. I różnorodność od Zaczarowanej Dorożki po Strasną Zabę – geniusz, żartowniś, poeta – Gałczyński. To wszystko – nic dodać – kurtyna!

Bardzo brzydki dziennik – Iga Chmielewska

Zgadzam się z Igą Chmielewską, iż nadchodzące Walentynki wiążą się z zalewem różowej tandety, przy której bożenarodzeniowe dekoracje to szczyt elegancji i wyczucia dobrego smaku. Podobnie jak autorka prac na profilu Bardzo brzydkie rysunki, nie lubię Walentynek – o uczucie trzeba dbać cały rok, 24 godziny na dobę. A skąd znam jej poglądy? Z Bardzo brzydkiego dziennika.

Jeśli wciąż szukasz kalendarza lub chcesz zmienić właśnie rozpoczęty na taki, który rozbudzi twoją kreatywność, kup Bardzo brzydki dziennik.

Bardzo brzydki dziennik – niby adresowany do kobiet, ale…

Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż Iga Chmielewska adresuje swoją publikację do płci pięknej. Świadczy o tym słowo wstępne do miesiąca marzec. Autorka dzieli się z czytelnikami tym, czym dla niej znaczy „bycie kobietą” oraz zadaje pytania, motywuje. Jednak każdy odbiorca myślący, ze Brzydki dziennik skierowany jest do dziewczyn, jest w błędzie.

Pozostała zawartość zainteresuje każdą z płci.

Bardzo brzydki dziennik – co w nim znajdziesz?

Książkowy planner składa się ze standardowego kalendarza (tydzień rozplanowany jest na dwóch stronach) oraz dodatków. Każdy miesiąc rozpoczyna tekst – list od autorki. W swoich przekazach  Iga Chmielewska opowiada czytelnikowi o tym jak postrzega świat oraz motywuje odbiorcę. Do czego? Do wyrwania się ze szpon nudnego życia, docenienia obecnej chwili oraz tego, co już posiadamy.

Jej teksty są proste, tak jak rysunki, i tak jak one powodują, że odbiorca musi się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, a następnie podjąć jakieś działanie. Stosując się do opisanych przez autorkę zasad oraz próśb, uzupełniając na bieżąco kolejne karty kalendarza, odbiorca stworzy własne dzieło – opisujące jego codzienne życie w 2019 roku. Fajna koncepcja.

Publikację wieńczą dodatkowe zadania. Pierwszym jest napisanie listu do siebie za pięć lat. Kolejne ćwiczenia to: „książkowy bucket list”, odpowiedzi na pytania pozwalające zrozumieć nasze inspiracje, najdziwniejsze sny, czy też ustalające listę filmów do obejrzenia. Krótko mówiąc jest to pozycja ogólnorozwojowa, a do tego świetny kalendarz.

Bardzo brzydki dziennik – podsumowanie

Planner otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Protestowałem i mogę stwierdzić, że nie jest to idealny kalendarz dla osób prowadzących własną działalność. Za mało miejsca na zapisywanie wszystkich zadań, telefonów i termonów spotkań.

Jednak Bardzo brzydki dziennik sprawdzi się w rekach osób stawiających na własny rozwój, poznanie siebie i to, co określane jest obecnie terminem „mindfulness”. Zarówno format książki, jej wytrzymałość, zawartość i ilość miejsca do zapisywania są perfekcyjne.

Dziękuję Wydawnictwo Znak za podesłanie książki do recenzji.

7 ulubionych książek – Andrzej Kalinowski

źródło Poranny.pl

Bohaterem styczniowego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Andrzej Kalinowski. Jedna z najważniejszych postaci na polskim rynku wydawniczym – pełni funkcję Prezesa Fundacji Sąsiedzi (w zarządzie zasiadają między innymi Ignacy Karpowicz oraz Grzegorz Kasdepke), która poprzez literaturę i działania promuje Podlasie oraz organizuje jedne z najważniejszych targów w Polsce, Międzynarodowe Targi Książki w Białymstoku.

To także osoba, która wpłynęła na gusta czytelnicze wielu mieszkańców Białegostoku. Pamiętam, chodziłem wtedy do podstawówki, jak w centrum miasta nad rzeką Białą otworzono księgarnię z prawdziwego zdarzenia. Nazywała się „Akcent”, miała najwięcej książek ze wszystkich sklepów tego typu, a z jej pracownikami można było godzinami rozmawiać o książkach. Jej współwłaścicielem był Andrzej Kalinowski.

Poproszony o wymienienie 7 ulubionych tytułów bohater styczniowego wpisu opowiedział mi, przy ciepłej herbacie, w otoczeniu książek, o następujących pozycjach:

Józef Maria Bocheński, Podręcznik mądrości tego świata
Jedna z najważniejszych książek, która trafiła w moje ręce. Ojciec Bocheński napisał ją już po 80-tce stwierdzając, że poznał wiele religii oraz filozofii i u schyłku życia może napisać prawdę i coś ważnego Dlatego stworzył książeczkę– niewielką, jednak jakże wartościową. Mówi w niej o życiu, wierze oraz roli rozumu.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
W pierwszej warstwie znakomity kryminał. Jednak gdy sięgniemy głębiej, odkryjemy w Braciach Karamazow książkę o duszy, o tym jak można obronić się przed najgorszymi rzeczami i pozostać czystym, albo też o tym jak ideologia może doprowadzić do skrajnego zła. To książka o nas, o tym co w nas siedzi, zagubieniu i naszym „pogmatwanym świecie”. Jest tak doskonała, że można lekturę rozpoczynać od razu po zamknięciu ostatniej strony – odkrywając na nowo uniwersalne prawdy.

Michał Książek Droga 816
Książka dostrzeżona przez środowisko literackie, była w finale ważnych konkursów, w tym zdobyła nagrodę Gdyni i Kazaneckiego. Michał Książek po raz pierwszy inaczej popatrzył na wszystko, co nas otacza. Zrobił to przez pryzmat przyrody. Wyrusza wraz czytelnikiem w podróż, której szlak ciągnie się od Białowieży, wzdłuż granicy polsko białoruskiej i polsko-ukraińskiej, na południe Polski. W czasie tej wędrówki odbiorca zaczyna dostrzegać to, czego nie zauważał do tej pory, rzeczy niewiarygodne. Poza historią, odkrywa ciekawych ludzi, świat przyrody, który jest wolny jak ptak, bez granic.

Milan Kundera, Święto nieistotności
W tej powieści mistrz języka i nastroju opowiada o czterech przyjaciołach. Pragną oni zrozumieć problemy, na które trafiają w życiu. To opowieść, w której radość i uśmiech przeplatają się ze smutkiem. Na pozór książka nieskomplikowana, jednak nie dajmy się zwieść. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom dobrze napisanych historii.

Wiktor Wołkow, Czar Podlasia
Nie ma już między nami Wiktora, ale pozostały jego cudowne zdjęcia. Ten wybitny mistrz obiektywu mówił, że to co wydrukowane, to ocalone. W swojej pracy dokonywał czegoś niewiarygodnego– po prostu rejestrował najpiękniejszy region Polski, w wyjątkowy sposób. Pokazywał szczątki utraconego raju i dawał wskazówki, gdzie go można szukać. To album o Podlasiu, przyrodzie, życiu w zgodzie z naturą, no i oczywiście o miejscach, w których zobaczymy najpiękniejsze wschody i zachody słońca.

Charles Bukowski, Kobiety
Czasami trzeba dotknąć życia do trzewi. Żeby słuchać języka zwykłych ludzi, nie wymyślonego, nie do końca literackiego, trzeba czytać Charlesa Bukowskiego. Właściwie każda jego książka wyróżnia się przewrotnością, ostrością, a i często wulgarnością. W Kobietach dotykamy samego życia. Wraz z autorem przemierzamy dzielnice portowe,  sutereny, dziwne miejsca, gdzie leje się alkohol, a kobieta jest jednym z elementów życia mężczyzn. To ciężki i brutalny świat. Jednak autor pokazuje, że może być to rzeczywistość, w której da się odnaleźć i w pewien sposób żyć.

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
Dzieło znane chyb każdemu. Podobnie jak Braci Karamazow, Mistrza i Małgorzatę można odkrywać ciągle na nowo. To opowieść o widzeniu prawdziwego zła –  ziemskiego, w jego czystej naturze, ale też często i metafizycznego. Książka Bułhakowa pozwala nam inaczej patrzeć na świat i na zło, które w tym świecie próbuje pokonać dobro. To bardzo trudna walka.