Istnieją książki, które pamięta się latami lub zapomina po kilku minutach, są też takie, po których przeczytaniu czytelnik czuje się zdezorientowany, jakby właśnie został wyrwany z innego świata. Do ostatniej grupy należy Kiedy zapadła cisza. Po zapoznaniu się z jej treścią, czułem się jakby ktoś obudził mnie ze snu wypełnionego po brzegi emocjami.
Jej autorem jest Jesse Ball, postać nieznana dotychczas polskiemu czytelnikowi, ale posiadająca na koncie kilka znaczących sukcesów – między innymi jego wiersze ukazały się w serii Najlepsza Poezja Amerykańska (The Best American Poetry 2006) oraz jest laureatem Paris Review Plimpton Prize.
Zanim zapadła cisza to historia opowiadająca o próbie dziennikarskiego śledztwa o tym, co stało się w 1977 roku, gdy w Japonii w krótkim okresie czasu zaginęło kilka osób, a następnie na komisariat zgłosił się mężczyzna z pisemnym przyznaniem się do winy. Kłopot w tym, że osoba przyznająca się do popełnienia czynu wciąż milczała.
W opisie wydawcy pojawiają się takie określenia: Trzymający w napięciu japoński kryminał, kafkowski kryminał, przerażający portret japońskiego społeczeństwa i systemu sprawiedliwości. Zgodzę się z wymienionymi. Jednak, moim zdaniem, trafniejszym opisem jest stwierdzenie: współczesne Jądro ciemności.
Jesse Ball zgrabnie, za pomocą różnych rodzajów narracji, łączy ze sobą wątki: kryminalny, miłosny oraz obyczajowy, tworząc niesamowitą opowieść. Czytelnik przechodząc przez poszczególne części powieści, zmierza w stronę wyjaśnienia zagadki, a jednocześnie przenika głębiej i głębiej w jądro ciemności. To co jest sednem opowieści, odkrytym wraz z zamknięciem ostatniej karty, przeraża i zmusza do myślenia.
Rolę conradowskiego Kurtza pełni tu Kakuzo. Moim zdaniem Jesse Ball budując tę postać wzorował się na powieści sprzed 102 lat. Kazuko jest postacią, która odkrywa ciemną stronę swojej duszy, władczą, no i przede wszystkim, cytując Conrada, znią się nie rozmawia, jej się słucha.
Conrad również we wspomnianej powieści napisał: Żyjemy tak jak śnimy – samotnie. Jakże trafne są to słowa odnośnie bohaterów Zanim zapadła cisza. Opuszczony jest główny bohater – na płaszczyźnie wydarzeń związanych z zagadką kryminalną, jak też miłosnej oraz związanej z relacjami rodzinnymi. Samotność również doskwiera pozostałym bohaterom, łącznie z narratorem – w jego przypadku doznanie samotności kieruje do wyjaśnienia tajemniczych zniknięć.
Pod względem konstrukcji tekstu, czytelnik otrzymuje, na pierwszy rzut oka, chaotyczny układ. Jednolity tekst jest pomieszany z zapisami rozmów, pojawiają się wewnętrzne spisy treści, a do tego wszystko podzielone jest na części. Po przeczytaniu książki oceniam owo działanie za przemyślane i konieczne. Służy ono utrzymaniu uwagi czytelnika i nadaniu indywidualnego charakteru wypowiedziom kolejnych postaci.
Jeżeli pozostałe książki autora są tak samo magiczne, zapewniam, będę jego wielkim fanem. Tej daję najwyższa ocenę.
Ocena: 10/10
Jesse Bell Zanim zapadła cisza, PWN, 2014
Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję bardzo!
Gdy miałem osiem lat Rodzice kupili Zanim pojawił się człowiek Zdenka Spinara. Była to jedna z tych książek, do których zaglądałem prawie codziennie. Opisy z licznymi ilustracjami wyjaśniały kolejność pojawiania się na ziemi prehistorycznych roślin oraz stworzeń. Pamiętam, że grafik było w tak wiele, że nie potrafiłem za jednym razem przekartkować uważnie całej publikacji. Dlatego też, otwierałem karty na chybił trafił poznając nowe gady i ssaki.
Kawałki mapy prowadzące do ukrytego skarbu, uzbrojone od dzioba po rufę statki, kordelasy rozwiązujące problem w knajpie, w której przesiadują podejrzane typy, a przede wszystkim zwyczajne życie zamienione w jedną zwykłą przygodę – właśnie za to kocham opowieści o piratach.

Rynek wydawniczy doskonale przygotował się na obchody 70-lecia Powstania Warszawskiego. Na księgarnianych półkach pojawiło się mnóstwo tytułów związanych z dwumiesięcznymi walkami w stolicy Polski. Wśród nich jest Chłopak z Warszawy Andrzeja Borowca – niezwykle ważny głos w dyskusji o znaczeniu sierpnia i września 1944 roku, bo wypowiedziany przez uczestnika starć.
Zaznaczam, że nigdy nie czytałem komiksu. Dlatego nie mogę porównać filmowej historii z jej obrazkowym pierwowzorem. Na seans wybrałem się, bo bardzo lubię opowieści związane z superbohaterami. Strażnicy Galaktyki urzekli mnie na tyle, że na pewno sięgnę do komiksów i obowiązkowo ponownie wybiorę się do kina. Oto pięć powodów dlaczego obejrzę ekranizację: