Gra

Gwint – karcianka ze świata Wiedźmina

Myślę, że Gwint śmiało może konkurować z karcianką Heartstone. A przecież to dopiero jej początki na rynku. Dopiero ruszyła zamknięta beta, ale zabawa jest wyśmienita. Od trzech dni chodzę zafascynowany polską produkcją ze świata Wiedźmina i coś czuję, że CD Project RED odniesie kolejny sukces.

Gwint – wszystko zaczęło się od Andrzeja Sapkowskiego

W Chrzcie Ognia jednej z części przygód Wiedźmina, krasnoludy grają w Gwinta. Emocji jest przy tym mnóstwo:

– Placek w dzwonki.

– Mała kupa w kule!

– Grał król w kule, przesrał koszulę. Dubel w listki!

– Gwint!

– Nie śpij, Caleb. Dubel z gwintem był! Co licytujesz?

– Duża kupa w dzwonki!

– Akces. Haaa! I co? Nikt nie gwintuje? Dudy w miech, synkowie?

– Wistujesz, Varda. Percival, jeszcze raz do niego mrugniesz, to cię tak pieprznę w oczodół, że do zimy nie pomrugasz.

– Niżnik.

– Panna!

– Wyżnikiem po niej! Panna wydymanna! Biję i ha, ha, jeszcze serca mam, na czarną godzinę ukryte! Niżnik, krayżka, kralka…

– I trumfem po niej! Kto nie ściąga kozery, ten jest cztery litery. I w kule! Aha, Zoltan? Tum cię w miętkie trafił!

– Widzieliście go, gnoma pieprzonego. Ech, wziąłbym pałę…

Tamże czytamy opis przybliżający krasnoludzkiego Gwinta:

Podstawową zasadą krasnoludzkiego gwinta było coś przypominającego licytację na targu końskim – tak intensywnością, jak i natężeniem głosu licytujących. Następnie para zgłaszająca najwyższą „cenę” starała się zdobyć jak najwięcej wziątek, czemu druga para na wszelkie sposoby przeszkadzała. Rozgrywka przebiegała głośno i gwałtownie, a obok każdego gracza leżał gruby kij. Okładano sie kijami dość rzadko, ale wymachiwano często.

A także możemy dowiedzieć się o wyglądzie kart:

Skomplikowanych reguł tej typowo krasnoludzkiej gry nadal nie mógł pojąć, ale zachwycał się wyjątkowo starannym wykonaniem kart i malunkami figur. W porównaniu do kart, którymi grali ludzie, karty krasnoludów były prawdziwymi arcydziełami poligrafii. (…)

Wizerunki na kartach krasnoludów wykluczały podobne pomyłki. Noszący koronę wyżnik był prawdziwie królewski, panna cycata i urodziwa, a uzbrojony w halabardę niżnik zawadiacko wąsaty. Figury te zwały się po krasnoludzku harval, vaina i ballet, ale Zoltan i jego kompania używali w grze języka wspólnego i nazw ludzkich. (…)

Gwint – grając jak krasnoludy

Później była gra Condottiere, z której Gwint zaczerpnął mechanikę. No i nie wolno zapomnieć o Wojnie, w którą grał chyba każdy z nas. Z nich to narodziła się wirtualna, obecna na stołach w ostatniej części Wiedźmina, karcianka.

Gwint, w którego możemy pograć w Wiedźminie 3 to zupełnie inna gra, ale posiadająca wspólną cechę z krasnoludzką wersją. Wzbudza tyle samo emocji co zabawa z kart opowieści Sapkowskiego. Z niej to wywodzą się wersje papierowa (karty były dołączone do dodatków Serce z kamienia oraz Krew i wino) oraz komputerowa (oddzielny tytuł).

Jej zasady są proste.

Na początku wybieramy jedną z frakcji. Do wyboru mamy talię Potworów, Królestw Północy, Skellige, Scoia’tael, Cesarstwo Nilfgaardu. Następnie wybieramy z nich przynajmniej 22 jednostki i 10 kart specjalnych. Z nich wybieramy tylko 10 losowych kart i możemy przystąpić do pojedynku.

W rozgrywce bierze udział dwóch graczy. Rozgrywka trwa maksymalnie 3 rundy. Wygrywa ten, kto zwycięży 2 rundy – czyli będzie miał na koniec każdej najwięcej punktów siły.

Zagrywając naprzemiennie swoje 10 kart, każdy z graczy wchodzi w sam środek prawdziwej wojennej  zawieruchy. Do wyboru mamy trzy rodzaje jednostki: walczące wręcz, strzelające i maszyny oblężnicze. Poszczególne mają własne zdolności. Do tego dochodzą karty dowódcy oraz specjalne, które mogą dodać siły lub ja obniżyć u jednej lub wielu jednostek.

Gwint to gra, w której sukces odniesie ten z graczy, który pomysłowo ułoży swoja talię oraz   sprawniej rozegra poszczególne tury. Szczęście też się liczy, ale bardziej przyda się zmysł strategiczny.

 

Gwint – podsumowanie

Gwint to także warstwa muzyczna oraz piękna graficzna, które nadają klimatu znanego z Wiedźmina 3.  Dzięki nim gra zyskuje naprawdę wiele.

Gwint nie jest grą typu „pay to win”. Zmysł stratega pozwala za każdą wygraną zyskać wirtualne środki oraz fragmenty i nowe karty (przegrani też mogą otrzymać coś na pocieszenie), za które gracz kupi wirtualne beczki. Znajdują się w nich karty, którymi uzupełniamy nasze talie.

Gra się szybko, dynamicznie, czując podekscytowanie. Włącza się też syndrom „jeszcze jednej rozgrywki”.

Moja ocena: 9/10

Gwint, CD Project RED, 2016

Kryptos – zostań kryptologiem

Kryptos trafiła w moje ręce w minioną Wielkanoc. Nie miałem szans sprawdzić jej na zajęciach Projektowanie gier planszowych i karcianych, bo albo kończyliśmy z dzieciakami naszą planszówkę, albo testowaliśmy grę mego autorstwa. Na szczęście przyszły wakacje i wraz z grupą 30+ miałem przyjemność kilkukrotnie zmienić się w kryptologa.

Napisze krótko, jestem zafascynowany.

pic2236592_md(1)

Kryptos – dobry kryptolog musi kombinować

kryptos2.1829490.600x0(1)Mała plansza, żetony, karty z numerami oraz punktacji – to wszystko co znajduje się w niewielkim pudełku. A daje niesamowitą ilość wyśmienitej zabawy! Naprawdę, nie nudzi się.

Gracze (3-6 osób) dobierają karty (układają je w kolejności numerycznej) i odpowiadające ich kolorom żetony. Ustawiają znaczniki punktacji na przydzielonych kartach i ruszają w wyścig o rozwiązanie kodu. Polega on na wytypowaniu u innych graczy kart z konkretnymi numerami. Poprawne wskazanie daje typującemu punkty i przybliża do zwycięstwa.

Całość zajmuje około 15 minut, co pozwala na rozegranie kolejnej partii. Tu muszę przyznać się, że nigdy nie poprzestaliśmy na dwóch partiach.

Kryptos – karcianka dla dzieci i dorosłych

Jak wspomniałem grałem do tej pory tylko z osobami starszymi. Wszyscy świetnie się bawiliśmy. Czy wezmę Kryptos na spotkanie z dziećmi? Na pewno, choć 8-latki (wiek wskazany przez producenta) mogą mieć trochę kłopotów z rozwiązaniem szyfru. Jednak warto spróbować, bo jest to gra rozwijająca logiczne myślenie oraz spostrzegawczość.

Ocena: 8/10

Piotr Siłka, Kryptos, Trefl

 

Krew i wino – Wampiry w Wiedźminie 3

Przed chwilą skończyłem Krew i wino, dodatek wieńczący Wiedźmina 3. Na szczęście mam jeszcze do wykonania sporo misji pobocznych oraz zaplanowane ponowne przejście gry. W innym przypadku byłbym mocno zawiedziony, Tak mocno przywiązałem się do rozwiniętej przez siebie postaci Gerlata.

Sam wątek główny pochłonął mnie na kilkanaście godzin i upewnił, że wszyscy przeciwnicy gier mylą się nie chwytając w ręce pada i oddając tytułowi choć na 1-2 godzin. Ta gra jest niesamowita!

Wiedźmin 3 – Krew i wino

Świetny scenariusz, dopracowanie każdego elementu, otwarty świat z mnóstwem możliwości do wyboru, które prowadzą do różnych zakończeń, to chyba największe atuty Wiedźmina 3 i obu rozszerzeń do niego. Jednak Krew i wino jest wyjątkowa i śmiem twierdzić, że  jest ciekawsza od podstawowej wersji gry.

Geralt przyjmuje zlecenie i rusza do Toussaint – krainy ominiętej przez wojnę, której mieszkańcy żyją w błogim spokoju, oddając się uciechom życia. Właśnie tam pojawiła się bestia, która wykańcza najważniejszych ludzi królowej. Wytropienie mordercy jest tematem zlecenia podjętego przez Białego Wilka.

Początek śledztwa i już na drodze bohatera stają wampiry. Jest ich mnóstwo, w tym pojawia się Regis, postać znana wszystkim czytelnikom Sapkowskiego. Wszystko co związane z krwiopijcami buduje klimat grozy w grze. Wielkie brawa dla osób odpowiedzialnych za fabułę. Uważam, że stworzyły historię o wiele lepszą niż ta znana z klasyków: Drakuli, Wywiadu z wampirem, czy Blade`a.

Krew i Wino – bałem się

I to nie chodzi o emocje, wywołane wydarzeniami w grze. Ich oczekiwałem.

Większy niepokój  wywołały we mnie materiały zapowiadające grę. Pamiętam, że zbliżałem się właśnie do granic Białegostoku, gdy Redzi ogłosili rozpoczęcie sprzedaży ostatniego dodatku do trójki. Na ekranie komórki zobaczyłem mnóstwo kolorów, przeszył mnie dreszcz przerażenia, ale i tak zamówiłem tytuł przed premierą.

Potem jeszcze zostałem uświadomiony, że Geralt znajdzie się w królestwie grzybów – tak wychodziło z treści screena i musiałem uwierzyć twórcom gry, że to wciąż ten sam dobry Wiedźmin, w jakiego gram od roku.

Mieli rację. Mnóstwo kolorów to tylko cecha regionu, w którym rozgrywa się Krew i wino, a królestwo grzybów okazało się jedną z najfajniejszych lokalizacji w grze.

Krew i wino –zmienia się rozgrywka

Rozszerzenie wprowadza dom dla Geralta. To źródło składników, przechowalnia i warsztat do ulepszania ekwipunków, jak też miejsce dające premie w czasie rozgrywki. Bardzo dobry pomysł, bo wyspany Geralt  może naprawdę więcej.

Drugą nowością jest system mutagenów. Eksperymentując z nimi Biały Wilk zyskuje nowe umiejętności, czyli jeszcze więcej potrafi i efektywniej walczy. Bardzo dobry pomysł!

Relacyjnym konceptem było pogrupowanie ekwipunku. Na początku trochę się w tym gubiłem, ale po kilku minutach nauczyłem się poruszania po zawartości.

Krew i wino – ocena

Jestem wielbicielem tej gry, uważając, ze świetnym Skyrimom i wybitnym Pillarsom daleko do produkcji Redów. Polacy podnieśli poprzeczkę w branży dając swoim graczom coś niesamowitego.

Parafrazując Gombrowicza: Kto nie grał, ten trąba!

Ocena: 10/10

Wiedźmin 3. Krew i Wino. CD Project RED, 2016

 

Splendor – czyli jak zostać bogatym


splendorTematem planszówki Splendor jest walka renesansowych kupców o kopalnie klejnotów, środki transportu, kolejne sklepy, tylko po to by zdobyć największy prestiż, ugościć przedstawiciela szlachty i zostawić w tyle konkurencję. Reguły tej gry tłumaczy się w 2-3 minuty, jeszcze szybciej rozkłada się ją na stole.

Jak stać się bogatym? – zasady Splendor są proste

Wystarczy wyjąć żetony i karty z pudełka, ułożyć je w odpowiedni sposób na stole i dobrać pierwsze krążki symbolizujące bogactwa. Później, gdy mamy (określone w upatrzonej karcie) środki na zakup, dobieramy ową, a klejnoty zwracamy do wspólnej puli graczy…i tak, aż do zdobycia 15 punktów.

Banalne zasady, którą mogą opanować nawet kilkuletnie dzieci, tak można w skrócie powiedzieć o Splendor. Kłopot jednak w tym, że mimo łatwych reguł, przed graczami rozciągają się miliony kombinacji. Tu nie tylko liczy się szczęście, ale przede wszystkim dobra strategia i umiejętne inwestowanie. To właśnie dobry plan na zwycięstwo zapewnia wygraną.

Co więcej, gra jest na tyle mocną propozycją, że w ubiegłym roku odbyły się mistrzostwa Polski w Splendor. Organizatorem była firma Rebel. Tym samym planszówka dołączyła do grona zacnych tytułów takich jak: 7 Cudów Świata  i Wsiąść do pociągu.

Splendor – dlaczego warto posiadać tę grę

W zasadzie tematem mogło być tu wszystko, Można było renesansowe motywy zamienić w te pochodzące z innej epoki lub wyimaginowanego uniwersum, klejnoty przekształcić w broń, pożywienie lub jakieś inne środki/bogactwa, a „grywalność” pozostałaby nadal taka sama.

A jest gigantyczna! Naprawdę, trudno skończyć na jednej partii. Gra się szybko, bo wspomniany prestiż można osiągnąć już w 20 minut. A do tego Splendor nie nudzi się. Krótko mówiąc produkt jest prawie idealnym, dlatego dostaje najwyższą ocenę.

Prawie idealnym, bo mimo bardzo solidnego wykonania kart, żetonów oraz wypraski, jest kłopot z pudelkiem. Musi być ono transportowane i stawiane w pozycji poziomej. Jakiekolwiek ułożenie w pionie powoduje, że żetony wypadają z wypraski i fruwają po wnętrzu.

Ocena: 10/10

Marc André, Splendor, Rebel

Story Cubes Strachy

Sosnowski Storyteling Story CubesBałem się, że zajęcia z dziećmi i kostkami Story Cubes Strachy będą istnym horrorem. W myślach wyobrażałem sobie lęk najmłodszej 6-latki, obgryzione paznokcie u jej starszych kolegów oraz niepewny wzrok najstarszej uczestniczki. Stało się jednak inaczej.

Story Cubes używam wszędzie: na szkoleniach, warsztatach copywriterskich, spotkaniach z dziećmi w szpitalu, warsztatach projektowania gier planszowych i karcianych. Gram z dziećmi, ich rodzicami oraz dziadkami, zapewniając im dobrą zabawę, sporą dawkę wiedzy z zakresu komunikacji i tego co kryje się pod pojęciami storytelling oraz narratologia.

Jeszcze nie wiesz czym są Story Cubes? Kliknij w ten link i przeczytaj.

Story Cubes – Wielkie nie historiom o bandytach

Dodatki do kości Story Cubes Baśnie, Prehistoria zawsze traktowałem jako kości „neutralne” – idealne dla każdej grupy wiekowej, bo nie wprowadzające do gry przemocy i szeroko rozumianego zła. Inaczej było w przypadku Story Cubes Poszlaki, gdzie na sześciany zostały naniesione grafiki związane z detektywistyką i kryminalistyką. Dzieci na warsztatach z projektowania gier planszowych i karcianych próbowały opowiadać historie o bandytach i złoczyńcach, co przeczyło idei zajęć i wymagało ode mnie pogadanki o istocie dobra.

Dlatego gdy otrzymałem od Mikołaja (Justynko, bardzo dziękuję) Story Cubes Strachy balem się co też dzieciaki wymyślą. Postanowiłem spróbować. Opłacało się.

W ich opowieści pojawił się negatywny bohater, ale został pokonany przez pozytywną postać. Wyszła im przepiękna historia. Zachwyciło mnie również ich podejście do elementów związanych z historiami grozy, ale o tym za chwilę.

Kościany Horror – Story Cubes Strachy

W pudelku znajdują się trzy kości, na których pojawiają się grafiki nawiązujące do horrorów. Jest klaun, macki wychodzące zza drzwi, trupia czacha, czy ręka zombiaka wyskakująca z ziemi.

Jednak symbole z kości nie trzeba odczytywać w dosłowny sposób, wystarczą skojarzenia. I stąd ikona mózgu w opowieści stała się elementem „pomysłowości”, konik z przeklętej karuzeli symbolem dobrej zabawy, a ogromny cień rzucany przez stojącą w dali postać posłużył dzieciom do wplecenia w opowieść słowa „wielki”.

Jako ciekawostkę podam, że Story Cubes Strachy świetnie sprawdzają się z innym dodatkiem Story Cubes Baśnie. Ten wprowadza łagodność i znacznie urozmaica historię.

Na koniec chciałbym zwrócić się do osób pracujących z dziećmi. Nie bójcie się Story Cubes Strachy. Z nich też można budować arcyciekawe opowieści.

Jeżeli jesteś zainteresowany współpracą ze mną, interesuje Cię storytelling, chcesz wykorzystać Story Cubes w swoich warsztatach i szkoleniach, skontaktuj się mailowo: kontakt [małpa] kubasosnowski [kropka] pl lub telefonicznie: 502 413 496

LINKI:

Projektowanie gier planszowych i karcianych

Oferta szkoleń i referencje

Rory O’Connor Story Cubes, The Creativity Hub [wydawca w Polsce: Rebel]

Wiedźmin 3 – Serce z Kamienia

Wiedźmin 3 Serce z kamieniaGrę Wiedźmin 3 kupiłem w dniu premiery. Wciągnęła mnie jak żadna inna – była ze mną w Polsce, grałem w nią w Stanach (pomiędzy kolejnymi rozdziałami W sieci Pynchona), dla niej to kupiłem kontroler do grania. Uważam, jak większość fanów serii, że jest najlepszą grą RPG na świecie oraz jestem dumny, że stworzyli ją Polacy. Dlatego z niecierpliwością czekałem na

Serce z kamienia – płatny dodatek, który…

… czyni grę Wiedźmin 3 jeszcze lepszą, jeszcze oryginalniejszą, jeszcze bardziej grywalną. To on jest tematem wpisu.

Czy warto w niego zagrać? Oczywiście. Gracz, nawet jeśli nie ukończył podstawowej wersji gry, może spokojnie zasiąść do kilkunastogodzinnej przygody. Nic nie straci, bo to zupełnie inna opowieść. No, może nie do końca, dodatek i podstawową opowieść łączy postać o tajemniczym imieniu– Pan Lusterko.

To właśnie on, w zamian za uprzednio udzieloną Wiedźminowi pomoc, żąda rekompensaty. Pogromca potworów wplątuje się w niebywałą intrygę, w której są duchy, nieśmiertelni, niziołki, Kasiarz i wiele, wiele innych postaci. Przygodzie towarzyszy mroczny klimat. Osobiście porównuję jego moc do tej jaką znalazłem w The Wolf Amoung Us.

Sercu z kamienia nie zabrakło „wiedźmińskiego humoru”, który dosłownie rozbraja oraz mnóstwa zapierających dech w piersi (to chyba najlepsze ich określenie) zadań, tak bardzo różniące się od tych jakie dostajemy w RPGach konkurencji ekipy CD PROJEKT RED. Zadanie z weselem, na którym użyczając ciała duchowi musimy sprawić by zabawił się on za wszystkie czasy, jest niesamowite.

Minusy Serca z Kamienia

Dodatek rozpoczynałem na Windowsie 10. Na dzień dobry musiałem pogrzebać się w ustawieniach, bo wcześniej uruchomiająca się bez przeszkód gra miała problemy ze startem. A gdy rozpoczęła się rozgrywka zostałem wyrzucony kilkukrotnie na pulpit. Później przeszedłem na Windows 8.1 i… co jakiś czas musiałem uruchamiać Wiedźmina ponownie – problem z wyrzucaniem z gry. Szkoda.

Na szczęście całość rekompensuje znakomita historia oraz wyśmienita grywalność. Dlatego w ocenie odejmuję tylko plusa, bo jest to dodatek, taki jak gra, na 10+.

Ocena: 10/10

Wiedźmin 3. Serce z kamienia, CD Projekt Red.

Heartstone – zagraj w najlepszą karciankę

30 milionów, to 3,5 razy więcej niż liczba mieszkańców Nowego Jorku, tyle właśnie osób na całym świecie gra w Heartstone. Wczoraj Blizzard, wydawca darmowej karcianki na komputery stacjonarne i urządzenia mobilne, przekazał taką wiadomość. Z tej okazji chciałbym napisać kilka słów na Bazgrołku.

Też w to gram. Nie nałogowo, bo na to (niestety) nie mam czasu, zazwyczaj do porannej kawy lub przed zaśnięciem. Naprawdę wielką frajdę sprawia przyzwanie stronników i sklepanie komuś czterech liter. A na planszy dzieje się naprawdę wiele.

Do wyboru mamy bohateów: Maga, Czarnoksiężnika, Wojownika, Kapłana, Szamana, Druida, Łowcę, Paladyna oraz Zabójcę. Każdy z tej dziewiątki to osobna postać, z indywidualną zdolnością oraz przypisanymi do niej kartami. Kogo wybrać? To zależy od preferowanego stylu walki. Ja gram dwoma pierwszymi.

Walczyć możemy na kilka sposóbów. Albo zmierzyć się z drugim graczem w rankingowym pojedynku, albo opłacić swój udział w walce na arenie i postarać się o zdobycie pyłu, talii nowych kart oraz masy doświadczenia. Możemy też uruchomić jedną z dwóch przygód w świecie Warcrafta, podczas których walczymy z komputerem.

Karcianka ma świetnie zbilansowany system kart (tak, tak, wiem, Magic: The Gathering ma lepszy), w którego skład wchodzą czary, artefakty i przede wszystkim stronnicy. To właśnie od tych ostatnich zależy powodzenie w grze. Jeżeli zdecydujemy się na własne ułożenie talii, musimy wybrać styl gry – przede wszystkim określić czy będziemy walczyć agresywnie czy defensywnie. W tym celu warto skorzystać z poradników umieszczonych w sieci, osobiście polecam http://www.hearthpwn.com/

Ważnym elementem w  Heartstone są sezony, rozpoczynające się z każdym pierwszym dniem miesiąca. Dzięki nim rozpoczynamy od nowa wspinanie się po rankingowych szczeblach. Drugim elementem są codzienne zadania, pozwalające zarobić punkty, za które kupujemy nowe talie kart lub wstęp na arenę. Dzięki nim Heartstone nie zmienia się w grę typu pay to win. Trzecim elementem jest, zdobywany w walkach na arenie lub za pomocą odczarowywania kart, magiczny pył. Służy nam do tworzenia nowych, dodatkowych kart.

Czy warto zacząć w to grać? Oczywiście! Nawet jeśli nie posiada się doświadczenia w tego typu grach. Heartstone jest naprawdę świetną przygodą, nie nudzi się i daje dużo frajdy. Dla mnie najbardziej ekscytującym jest zamienienie stronnika w żabę lub użycie czaru niszczącego wszystkie karty leżące na stole.

To co, zagrasz?

Ocena: 10/10

Monument Valley

Jak przepchnę prawą ścianę do góry, następnie kliknę tutaj i obrócę całą bryłę w prawo, to chyba rozwiążę tę zagadkę. Nareszcie zobaczę wyjście. Niestety, nie wyszło. Jeszcze raz muszę obrócić. Mniej więcej takie myśli kłębiły się w moim umyśle przez półtora godziny, do czasu aż na ekranie pokazały się wieńczące Monument Vally napisy z listą autorów.

To było wyjątkowe półtora godziny. Towarzyszyłem małej, małomównej księżniczce w jej podróży, poznając kolejne wątki fabuły. Moim zadaniem było pokierowanie jej krokami oraz ustawianie w odpowiedni sposób ścieżki, którą postać miała podążać. Bawiłem się zarówno płaszczyzną trójwymiarową, jak też szukałem rozwiązań wywołujących iluzję – na przykład, pod pewnym nachyleniem dolna podstawa łączyła się z jednym z wierzchołków bryły, tym samym stanowiąc skrót drogi. Perspektywa rządzi!

Monument Vally to nie tylko magia dla oczu, zachwycająca każdym graficznym detalem, ale też przyjemność dla uszu. Ze słuchawek sączył się uspokajający ambient, który pozwalał lepiej skupić się na rozwiązywaniu zagadek. Wszystko to zamknięte w tablecie lub komórce.

Jedyną wadą gry jest 10 poziomów (można dokupić kolejne), co powoduje niedosyt grania. Dlatego zabieram Monument Valley aż dwa punkty w końcowej ocenie.

Ocena: 8/10

Monument Valley, ustwo, 2014

Don`t starve i Don`t starve together – zaspokój głód osobno lub razem

Don`t StarveTak jak nie rozumiem fenomenu gry Minecraft, tak Don`t starve jestem zafascynowany. Piękna grafika, rodem z kreskówki, muzyka w tle, która nie męczy, zadowalający wybór bohaterów z różnymi zdolnościami, no i tysiące możliwości na spędzenie kolejnego dnia w dziczy. Acha, zapomniałem, i ta tajemniczość fabuły– gra pozbawiona jest intro, aby poznać genezę historii należy wyszukać film w serwisie YouTube.

Rozpoczynamy rozgrywkę pobudką w lesie, jakiś wychudzony mężczyzna o imieniu Maxwell mówi nam, byśmy lepiej znaleźli coś do jedzenia zanim zapadnie zmierzch, no i ruszamy ku przygodzie. Musimy przy tym zadbać o trzy wskaźniki – zaspokojenie głodu, zmęczenia oraz utrzymanie punktów życia. Aby to zrobić należy zbudować siekierę z patyków i krzemieni oraz pozbierać trochę jedzenia. Następnie, odkrywając kolejne zakamarki lasu, bagien i łąk, zbieramy różne elementy, z których wykonujemy przedmioty niezbędne do przeżycia kolejnego dnia i nocy. Brak uporządkowania działań lub zaniedbanie, na przykład zbyt późne rozpalenia ogniska, skutkują utratą punktów życia lub umysłu.

Ogromnym plusem jest różnorodność świata oraz wykonywanych w nim czynności. Gracz ma możliwość grać agresywnie – polując na króliki, walcząc z wieloma gatunkami potworów, próbując przechytrzać system, w myśl zasady: wróg wroga jest moim przyjacielem, nasyłając jednych wrogów na drugich. Może też spokojnie spędzać żywot na wyspie – goląc bizony, uprawiając grządki i zbierając trawy oraz jagody. Może też ruszyć ku przygodzie, odnaleźć teleport wyprowadzający go do kolejnego świata i próbować uciec z szalonego świata Don`t strave. Rozwiązań jest wiele.

Don`t Starve

Tak w skrócie można opisać działania gracza w Don`t strave. A jaki mają one cel? W przypadku wybrania gry z fabułą, odkrycia gracza doprowadzają do rozwiązania zagadki tajemniczego pojawienia się postaci w tym wrogim świecie. W przypadku, wybrania rozgrywki z własnymi ustawieniami, gra jest formą zabawy, w której próbujemy przeżyć kolejny dzień. W obu przypadkach gra wciąga, jak dziury teleportujące bohatera w kolejne zakamarki śmiertelnie niebezpiecznej wyspy.

Doskonałym rozwiązaniem jest tu sandbox, gwarantujący, że każda rozgrywka różni się od poprzedniej. Gracz, który zginął, budzi się w kolejnej grze na wyspie, która wygląda zupełnie inaczej niż poprzednia, posiada odmiennie rozmieszczone surowce, czy też siedliska wrogów. Nawet pogoda jest różna. Dlatego uprzednio zastosowane taktyki mogą się nie sprawdzić tym razem i należy poszukać innego sposobu, by nie zagłodzić się na śmierć.

Don`t Starve Together

Wybierając wersję dla jednej osoby należy być przygotowanym na zatopienie się w Don`t starve na wiele godzin. Dlatego uruchamianie gry nie jest wskazane w przypadku osób przygotowujących się do egzaminu lub do ważnego projektu w pracy. Tym bardziej nie mogą one sięgać po Don`t starve together, samodzielną wersję dla wielu osób. Jest gigantycznym pochłaniaczem czasu…

…ale warto w nią zagrać. Szczególnie jeśli gracz interesuje się tematami jak: zachowanie jednostki w grupie, przywództwo, podstawy negocjacji, empatia i agresja, a nawet zachowanie poszczególnych członków grupy w sytuacjach stresowych. Wszystko to dostarczają kolejne gry za pośrednictwem sieci. A chętnych jest wielu, wystarczy tylko zalogować się wczesnym wieczorem, by przekonać się o tym.

Na koniec, chciałbym zwrócić się do osób, które uważają, że są „zbyt stare na granie”. Spróbujcie zagrać w Don` starve i przeżyć choć 10 dni. Jeżeli nie zmienicie poglądu na temat grania, przepraszam, ale nie ma dla was ratunku.

Ocena: 9/10

Don`t Starve, Klei Entertainment, 2013

Don`t Starve Together, Klei Entertainment, 2014

7 Cudów Świata

Siedzimy w trójkę przy stole. Ja gram Kolosem Rodyjskim, oni Wiszącymi Ogrodami Semiramidy i Posągiem Zeusa w Olimpii. Jeszcze jedna runda przed nami i okaże się kto jest najlepszy. Zamiast inwestować w budowę tytułowego cudu świata, dbam o poziom militarny oraz badania. Nie wiem czy to dobra strategia, ale próbuję, może się uda. Poprzednią grę wygrałem w taki sposób. Biorę swoje karty wybieram jedną i kładę przed sobą, resztę oddaję do przeciwnika.

7 Cudów Świata, bo o tej grze mowa w tym wpisie, jest niesamowitą przygodą, która nie nudzi się. Nawet po kilkudziesięciu rozgrywkach. Jest niesamowita!

Gracze mają za zadanie odnieść zwycięstwo w punktach. Do swojej dyspozycji mają karty rozwoju gospodarczego, militarnego, naukowego, cywilnego oraz karty gildii. Każdy ruch niesie za sobą konsekwencje – za błędy płaci się słono, a za odpowiedni dobór kart odczuwa się smak zwycięstwa.

Ilość możliwości wygranej, towarzyszące grze emocje tworzą niezapomniany klimat gry. Mimo, że posiadam tylko podstawową wersję gry, bez dodatków, jestem nią wciąż zafascynowany. Gram od 6 miesięcy.

Muszę napisać o moich pierwszych rozgrywkach. Miałem naprawdę kiepski start. W 10-15 pierwszych partiach nie potrafiłem zebrać wystarczająco dużo kart by odnieść zwycięstwo. Byłem naprawdę wściekły. Jednak przełamałem tę złą passę i opanowałem grę. Mimo to, zdarza mi się przegrać. Wystarczy tylko, że przeciwnicy odkryją, jaka taktykę obrałem. Gdy to zrobią często już nie mam czasu na ratunek. Właśnie za te niesamowite wrażenia z rozgrywki daję tej karciance najwyższą ocenę.

W sieci znalazłem wiele opinii, że najlepiej gra się w 7 Cudów Świata minimum w trzy osoby. Tak, zgadzam się, jest przyjemniej, ale gra dwuosobowa też ma swoje uroki. Wielokrotnie grałem z botem – trzecim rozgrywającym są dwaj pozostali gracze. To inny wymiar rozgrywki, ale też zmusza do kombinowania z ułożeniem kart.

Jeżeli zainteresował Cię ten tekst i zechcesz zagrać w 7 Cudów Świata, koniecznie zaopatrz się w koszulki na karty. Grając bez nich szybko zniszczysz najważniejsze elementy gry. Warto też byś przed zakupem zapoznał się z instrukcją, która dostępna jest TUTAJ.

Ocena: 9,5/10

Antoine Bauza 7 Cudów Świata, Rebel