Księga cytatów – polecane maturzystom

Powiedzmy sobie prawdę, opracowania pomocne w szkolnej nauce języka polskiego dzielą się na zwykłe bryki i doskonale zredagowane książki. Proponuję dodanie do tego rozróżnienia trzeciej kategorii, nazwijmy ją, arcyopracowania. Na rynku jest kilka takich pozycji. Sięgając po nie uczniowie znajdują najwyższej jakości wiedzę, ułożoną w przemyślany sposób.

Takim arcyopracowaniem jest Księga cytatów autorstwa Adama Wolańskiego, Agaty Hąci oraz Ewy Wolańskiej – ekspertów od polszczyzny.

Księga cytatów – co znajdziesz w środku

Na prawie 400 stronach znajduje się 1,5 tys. cytatów z około 500 utworów. Autorzy ściągnęli esencję zarówno z prozy i poezji, a także dramatów, które powstały od początków istnienia cywilizacji. Uzupełnione one są notami biograficznymi i podzielone na części: „Autorzy” „Utwory anonimowe”, „Biblia”, „Sentencje łacińskie”. Całość zamyka „Kalendaria i indeksy”.

Sam indeks motywów literackich, zawiera 500 typowych wątków, tematów, postaci, miejsc, przedmiotów, symboli i zagadnień, przewijających się w utworach przez wszystkie epoki literackie. Są one uporządkowane w sposób taki, że uczeń szykujący się do napisania rozprawki, wypracowania, eseju lub przygotowujący się do matury, szybko znajdzie to, czego potrzebuje.

Księga cytatów – książka polecana przez maturzystów

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN na początku tego roku. Od tego czasu minęło kilka miesięcy, podczas którychmiąły miejsce matury. Pokazałem Księgę cytatów tegorocznym maturzystom i poprosiłem o ocenę.

Książka przypadła im do gustu. Część, żałowała, że nie poznała Księgi cytatów przed maturą. Poznałem też dwie osoby, które przewertowały książkę i skorzystały z niej przed egzaminem. Najniższą oceną jaką wystawili było 7 w skali do 10. Jako element do poprawy wskazywali wprowadzenie jeszcze większej liczby cytowanych utworów oraz obszerniejszych not biograficznych.

Księga cytatów – ocena

Książka przyda się uczniom ostatnich klas szkoły podstawowej oraz licealistom. To także dobra pozycja dla nauczycieli – mogą szybko przygotować się do zajęć. Warto też, by ostatni z wymienionych polecali publikację swoim podopiecznym, tym samym ułatwiając zdanie egzaminu dojrzałości z języka polskiego. Publikację oceniam pod względem przydatności w nauce.

Moja ocena: 9/10

Adam Wolański, Agata Hącia, Ewa Wolańska, Księga cytatów, Wydawnictwo PWN, 2017

Książkę podesłało Wydawnictwo PWN. Dziękuję!

Kaligrafia Grzegorza Barasińskiego

Kaligrafia cieszy się coraz większym zainteresowaniem – świadczy o tym ilość wydawanych książek o sztuce pięknego pisania. W minionych miesiącach pisałem między innymi o dwóch interesujących pozycjach. W tym wpisie przyszła kolej na Kaligrafię Grzegorza Barasińskiego.

Nie jest to perfekcyjna książka, jednak początkujący kaligrafowie powinni ją posiadać i dokładnie przeanalizować.

Kaligrafia – Grzegorz Barasiński

Pierwszym zastrzeżeniem jest brak informacji o autorze. Na szczęście wiedziałem kim jest Grzegorz Barasiński, ale informacji o polskim mistrzu kaligrafii i iluminatorstwa może nie posiadać czytelnik zainteresowany nauką pięknego pisania. A jest to jedna z najważniejszych postaci w branży, posiadająca wiedzę i niesamowite umiejętności, a także promująca w naszym kraju staranne kreślenie liter.

Czytelników chcących bliżej poznać postać autora, zamiast odsyłać do Wikipedii, zapraszam do obejrzenia filmów przybliżających autora i jego pasję:

 

Kaligrafia –dla początkujących

Drugie zastrzeżenie dotyczy samej treści książki. Brakuje w niej podstawowej informacji o tym, że ćwiczenia znalezione w Kaligrafii należy wykonywać wielokrotnie, by wyrobić rękę. „Myślący czytelnik” szybko to odkryje, ale „nowicjusz napalony na naukę pięknego pisania w jeden dzień” wykona w połowę ćwiczeń z podręcznika i na pewno będzie zasmucony, że wciąż bazgroli.

Kaligrafia to jeden wielki zestaw ćwiczeń, stworzony według schematu: po lewej stronie uczeń otrzymuje od mistrza wzór, który ma za zadanie skopiować po prawej, wykropkowanej stronie publikacji. Jest to efektywne wprowadzenie w tajniki pięknego pisania, ale, powtórzę, wymaga wielokrotnie powtarzanych ćwiczeń, a o tym autor nie wspomina.

Przejdźmy do samych ćwiczeń. Są one tak skonstruowane, że zadowolone z nich będą zarówno dzieci, jak dorośli. Barasiński uczy posługiwania się piórem, patykiem, ołówkiem za pośrednictwem rysowania kwiatków, ptasich piór, cegieł, by przejść do liternictwa. Bardzo dobra robota!

Kaligrafia  trochę przypomina „kreatywne książki” –w których trzeba mazać, malować wycinać i wklejać. Jednak w odróżnieniu do nich, została przeze mnie ciepło przyjęta. A to dlatego, że jest o wiele bardziej wartościowa. Jej zadaniem jest zachęcenie do nauki kaligrafii, i robi to znakomicie.

Kaligrafia – ocena

Po pozycję powinny sięgnąć osoby,  które jeszcze nic nie wiedzą o kaligrafii lub dopiero postawiły pierwsze kroki. Warto też przedstawić ją uczniom na zajęciach plastycznych, na przykład w postaci wykonania kilku ćwiczeń podczas lekcji. Publikacja przyda się również osobom szukającym wyciszenia. Jak pisze we wstępie do Kaligrafii psychoterapeutka Zofia Pierzchała, skupienie się na literach wycisza i pomaga oderwać się od codziennego zgiełku. Zgadzam się z jej opinią.

Moja ocena: 8/10

Grzegorz Barasiński, Kaligrafia, Znak emotikon, 2017

Dziękuje Wydawnictwu Znak za podesłanie Kaligrafii

Czerwone dziewczyny – kilka słów o książce

Jest północ. Dobrze, że wypiłem kawę, cieszę się pod wąsem. Dobrze, bo mogę jeszcze poczytać Czerwone dziewczyny, dodaję w myślach i ponownie nurkuję w książce. Tak w skrócie wyglądały moje trzy wieczory drugiego tygodnia lipca.

Powieść Kazuki Sakuraby jest literaturą najwyższych lotów, z japońską rodziną w roli głównej. Mieszają się w niej: obyczajowa historia, realizm magiczny, a także coś, co chyba najłatwiej nazwać „japońską duszą” – elementem widocznym w powieściach Murakamiego oraz Yoshimoto, czy animacjach Miyazakiego. Czerwone dziewczyny, jak wyjaśnia genezę sagi autorka, są opowieścią o japońskich Kennedych – rodzinie odzwierciedlającej losy swojego kraju, więcej informacji w poniższym wideo:

Czerwone dziewczyny – japońska rodzina Kennedych

Tło powieści obejmuje wczesne lata po II Wojnie Światowej do czasów nam współczesnych. Po przegranej walce Japonia powoli odradza się, powstaje z popiołów i powoli staje się imperium. Każde z trzech pokoleń żyjących w tym okresie na swój sposób widzi poniesioną klęskę i reaguje na nią. Gdy rodzice próbują wspólnymi siłami odbudować świetność Kraju Kwitnącej Wiśni, młodzi wyrażają konformistyczny bunt, a ich dzieci znają wojnę tylko z opowieści dziadków i żyją po swojemu w kraju, w którym panuje już dostatek.

Linia akcji Czerwonych dziewczyn zaczyna się od pozostawienia przez „ludzi z gór” małej dziewczynki, która potrafi przewidywać przyszłość. Z czasem Manyo trafia do bogatej rodziny fabrykanta Akakuchiby, wychodząc za mąż za jego syna. Ze związku rodzi się Kemaris – bohaterka przypadła mi najbardziej do gustu. Dziewczyna jest członkinią gangu motocyklistów, walczy o wpływy w poszczególnych dystryktach, aż do pewnego incydentu. Wówczas zaczyna zajmować się mangą. Jej dziecko jest zupełnie inne, nie ma daru jasnowidzenia, nie buntuje się. Jednak i na nim spoczywa pewne zadanie – musi rozwiązać zagadkę morderstwa.

Czerwone dziewczyny – refleksja o roli kobiet

To co wypływa z treści to nie refleksje na temat trzypokoleniowych zmian w Japonii , ale opis miejsca kobiet. To one są bohaterkami sagi i to one awansują w społeczeństwie. Poczynając od najstarszego pokolenia – osób starszych od Manyo, tradycyjne życie rodzinne i ogólnospołeczne Japończyków podlega przemianom. Kobiety z odwagą zamieniają się z przysłowiowych „kur domowych”, w niezależne jednostki, potrafiące walczyć o swoje marzenia i równouprawnienie.

Myślę, że pod tym względem książka Kazuki Sakuraby przypadnie do gustu wszystkim mniej lub bardziej walczącym feministkom.

Czerwone dziewczyny – realizm magiczny

Bardzo lubię realizm magiczny rodem z Japonii. Ukryty w sadze Sakuraby najbardziej przypomina ten z powieści Murakamiego. W codzienne życie zwykłych szarych ludzi wkradają się niezwykłe wydarzenia, przedziwne postaci i są one powszechnie akceptowane. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni mają dar do takich opowieści, bowiem wychowywani są na takich, współtworzących ich kulturę i krąg wierzeń.

Czerwone dziewczyny – ocena

Czy jeszcze wrócę do tej powieści. Pewnie tak, czas pokaże. Zrobiła na mnie wrażenie, ale na pewno nie takie jak Rybacy Obiomy, z którymi spotkałem się po raz pierwszy.

Książkę polecam wszystkim miłośnikom Japonii oraz dobrze napisanych historii, a także czytelnikom stroniącym od realizmu magicznego. Ten z Czerwonych dziewczyn może ich przekonać do siebie.

Ocena: 8,5/10

Kazuki Sakuraba, Czerwone dziewczyny, Wydawnictwo Literackie,2017

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Trzy powody dlaczego ponownie obejrzę film Valerian i Miasto Tysiąca Planet

Przed napisaniem tekstu przyjrzałem się wypowiedziom internautów oraz sprawdziłem kilka blogów z recenzjami Valeriana i Miasta Tysiąca Planet. Można podzielić je na dwa rodzaje: pozytywne oraz tradycyjne wylewanie pomyj. Do drugiej grupy należą najczęściej znawcy komiksu oraz eksperci ds. kinematografii – jestem miło zaskoczony ich wypowiedziami, bo kilku  opublikowało bardzo wartościowe teksty.

Mi osobiście film przypadł do gustu, oceniam go na mocne 8/10. Z Valerianem i Laureline miałem do czynienia niewiele, kiedyś wpadło w moje ręce kilka komiksów Pierre’a Christina i Jean-Claude’a Mézières’a, ale nie określam siebie mianem znawcy/fana serii.

Poniżej znajdują się trzy powody, dla których obejrzę ponownie Valeriana i Miasto Tysiąca Planet:

 

Valerian jest ucztą dla oczu

Powiedzmy sobie szczerze, wyszedłem z kina zachwycony. Luc Besson stworzył świat wypełniony po brzegi kosmitami i różniącymi się od siebie lokacjami. Film jest w każdym calu dopracowany pod względem wizualnym. Wiedząc na co stać artystę stwierdzam: z chęcią obejrzałbym Star Wars  w jego reżyserii – szczególnie, że komiksowe przygody Valeriana były inspiracją dla Gwiezdnych wojen, więcej o tym w artykule: http://bit.ly/2uTOZUz

 

Valerian z filmu jest inny.

To co przeszkadzało mi w latach 90 – wtedy spotkałem się po raz pierwszy dzięki magazynowi Komiks z Valerianem i Laureline – to zbyt długie kwestie dialogowe. W komiksie para i spotkane przez nią osoby bardzo dużo mówiły (na marginesie, to co mi przeszkadzało jako dziecku, teraz bardzo cenię). Idąc na Valeriana i Miasto Tysiąca Planet spodziewałem się bardzo rozwiniętych dialogów. Na szczęście nie było. Zamiast tego akcja filmu toczyła się w bardzo szybko, czasami wręcz pędziła, nie pozwalając mi na znudzenie. Bardzo fajne kino akcji.

Należy podkreślić, że Valerian i Miasto Tysiąca Planet nie jest adaptacją konkretnego tomu komiksu. To luźna wariacja pochodząca z bogatej wyobraźni Luca Bessona.

 

Wolę Valeriana i Laureline z filmu, niż z komiksu

Dane DeHaan jest rewelacyjnym aktorem. W Valerianie. jak zwykle, daje popis swoich umiejętności aktorskich i… wygląda o wiele lepiej niż postać narysowana przez Jean-Claude’a Mézières’a.

Natomiast Cara Delevingne, której grę pewien krytyk niesłusznie porównał do Groota ze Strażników Galaktyki, dorównuje kroku DeHaan`owi. Po obejrzeniu  Papierowych miast miałem o niej nie najlepsze przekonanie, przy Legionie samobójców zmieniłem je, by po obejrzeniu Valeriana i Miasta Tysiąca Planet stwierdzić: „jest ogromna nadzieja, bo aktorka, z filmu na film, gra co raz lepiej”.

Ocena: 8/10

Komiks dostępny jest tutaj:

Valerian i Miasto Tysiąca Planet, reż Luc Besson, 2017

Śmierć przewodnika rzecznego

Ameryka ma swojego Cormac`a McCarthy`ego, a Australia Richarda Flanagana. W lipcu 2017 ukazała się w Polsce jego kolejna powieść Śmierć przewodnika rzecznego i jest jeszcze cięższa niż Księga ryb oraz Pragnienie, o których pisałem wcześniej.

Poznaj moją opinię o innych książkach Flanagana

Precyzując, ciężki jest klimat. Każda strona jest przesycona bólem, cierpieniem, głodem. A do tego owo gnostyczne podejście do świata. Najlepszym opisem książki może być jej fragment:

Chłopak ma przesrane – powiedział Stary Bo.
I tyle.

Uwaga! To nie jest książka dla wrażliwych osób. Jednak, czytelnicy zarażeni prozą Flanagana oraz ci szukający ambitnej, trudnej, zmuszającej do myślenia lektury, powinni przeczytać Śmierć przewodnika rzecznego.

Śmierć przewodnika rzecznego – o wizjach podczas topienia się

Aljaz Cosini, mężczyzna trudniący się przewozem turystów po rzece Franklin, tonie uwięziony w podwodnej pułapce. Znajduje się w niej, bo rzucił się na pomoc tonącemu turyście. Jego agonii towarzyszą wizje przeszłości jego przodków oraz innych osób, splecione ze wspomnieniami z życia Aljaza.

Pod tą, na pierwszy rzut oka, prostą fabułą kryją się opowieści o trudach życia na Tasmanii, nieszczęściu ludzkim, miłościach poddanych próbie i ją przegrywających oraz więzach łączących syna z ojcem. Pozwala to autorowi zbudować opowieść o wyobcowaniu i wiecznym skazaniu na porażkę. Dalecy przodkowie Aljaza, rodzice, jak też i on sam starali zbudować sobie szczęśliwe życie. Jednak ich marzenia i oczekiwania legły w gruzach podczas konfrontacji z rzeczywistością.

W ostatnich chwilach bohater uzmysławia sobie, że jest przegrany. To co kochał i na czym mu zależało zostało odebrane. Jednak w samej śmierci jest coś pozytywnego, poniekąd stanowiące szczęśliwe zakończenie. Co? Odpowiedź na ostatnich kartach Śmierci przewodnika rzecznego.

Śmierć przewodnika rzecznego – książka o odnajdywaniu tożsamości

Flanagan wykorzystał swoją powieść do dyskusji na temat Tasmanii. Pokazując bohaterów walczących z tragicznym losem, ich przemyślenia oraz wiedzę i podejście do historii Ziemi van Diemena, próbuje ocenić to, co spotkało ten obszar w przeszłości.

Nie jest to ocena pochlebna. Wręcz przeciwnie. Oskarża przybyszów ze Starego Świata o zniszczenie tego, co zastali w Tasmanii wraz ze swoim przybyciem. Kolonizacja oraz zsyłanie skazańców doprowadziły do śmierci tubylców, którym odebrano siłą rodzinny dom. Na kartach Śmierci przewodnika rzecznego czytamy:

Zastanawiam się, czy pamięć o nieszczęściu tej utraty noszą też w sobie ci, którzy pierwotnie zaludniali tę ziemię. Czy zaczęło się od walki o nią? Bo chociaż Anglicy wiedzieli, że tubylcy są częścią tej ziemi, to hołdowali koncepcji, że jej właścicielem może dla własnych korzyści zostać jeden człowiek? Czy może wynikało to z idei ziemi nie jako źródła wiedzy, lecz bogactwa? Czy było tak, że biała wyobraźnia, która mocowała się z wiedzą czarnych, pokonała ją, bo wzięła w posiadanie tę krainę, która leżała u źródeł czarnej wiedzy?

Co więcej, Flanagan rozpacza nad losem ludu zamieszkującego obszar. Został on tak stłumiony, że jego przedstawiciele starali wyprzeć ze swej pamięci pochodzenie.

Nikt nie mówił nic. Przez całe stulecia nie słyszano ani słowa. Nawet pisarze i poeci milczeli na temat swojego świata.

Jednak pamięć o przodkach wygrywa starcie z europejskim kolonializmem, upomina się o swoich ludzi. A Ci odchodzą od narzuconych chrześcijańskich wierzeń do religii przodków, budzą w sobie aborygeńskiego ducha i dołączają do swojego plemienia. Jednak dzieje się to dopiero w ostatnich chwilach ich życia.

Śmierć przewodnika rzecznego – ocena

Mam kłopot z obiektywną oceną książki – bardzo cenię prozę Flanagana. I właśnie z tej miłości wpisuję 9/10. Jednak klasyfikując pod względem innych jego książek, umieszczam ją na drugim miejscu, zaraz po Księdze ryb.

Moja ocena: 9/10

Richard Flanagan, Śmierć przewodnika rzecznego, Wydawnictwo Literackie, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie książki

BEST SCI FI – międzynarodowy przegląd kina science-fiction

Ależ wczoraj miałem filmową ucztę! Białostockie kino Forum zorganizowało BEST SCI FI – międzynarodowy przegląd kina science-fiction. W trakcie seansu zaprezentowano shorty  z Hiszpanii (najwięcej, bo aż 5 na 10), USA, Francji, Rosji oraz Izraela. Mega uczta dla wszystkich kochających gatunki science fiction”, a także…. fantasy.

Krótkometrażowe filmy reprezentujące z drugi z wymienionych gatunków najmniej przypadły mi do gustu. Mister Dentonn okazał się opowieścią zainspirowaną legendami o potworze czyhającym na śpiące niewinne dzieci, taki krótki Babadook. 9 minut nudy.

Ciemna syrena była trochę ciekawsza. Monolog krwiożerczej syreny żyjącej w kanałach, bardziej przypadł mi do gustu, gdyby nie przegadanie. Siedemnaście minut wydłużanej na siłę historii pozwala widzowi odpłynąć i powrócić, bez straty, że coś przeoczył.

Jednak to tylko dwa takie  filmy z całego zestawienia. W przypadku science-fiction organizator przygotował doskonałe  krótkometrażówki S-F. Najbardziej podobał mi się Magiczny ołówek. Perfekcyjnie opowiedziana historia o mocy wyobraźni, jednocześnie parodiująca spotkania motywacyjne w korporacjach. W przypadku tego filmu, chciałbym pogratulować osobie tłumaczącej tytuł i zadać jej pytanie: od kiedy pointles znaczy magiczny?

Drugi short, który wbił mnie w fotel swoja pomysłowością, a w pełnej sali wzbudził salwy śmiechu to Apolo 81. Opowieść dzieje się w barze. Do środka wchodzi mężczyzna rzuca kośćmi, siada do stolika, przy którym znajduje się już kobieta. Wyciągają karty i zaczyna się gra. Obowiązkowe „musisz zobaczyć” dla wszystkich miłośników gier planszowych i fabularnych.

Trzecim filmem, o  którym długo opowiadałem po seansie, była Julia. Jego inspiracją był Westworld (niedawno odtworzony przez J.J. Abramsa dla HBO). Tematem są androidy i ich miejsce w ludzkim świecie. To doskonałe 12 minut, podczas których widz śmieje się, wzrusza, a na koniec pozostaje z gęsią skórką z przerażenia. Po obejrzeniu tej krótkometrażówki pojawia się bardzo wiele zagadnień do przemyślenia. Gorąco polecam!

Ogólnie, jestem bardzo zadowolony z seansu. Dzięki spotkaniu zdobyłem wiele cennych inspiracji do własnej twórczości. Jak je wykorzystam? Sam jestem tego ciekaw. No i czekam na kolejne przeglądy w białostockim kinie Forum.

Oficjalna strona BEST SCI FI International Film Festival na FB: https://www.facebook.com/bestscifi/

Liternictwo: sztuka pięknego pisania

Liternictwo: sztuka pięknego pisania to wyjątkowa propozycja, skierowana do osób chcących nauczyć się ładnie pisać oraz tych, już dawno zarażonych pięknem kaligrafii.

No właśnie, „kaligrafii”. Dzięki podręcznikowi to pojęcie stanie się bardziej zrozumiałe dla nowicjuszy. Bowiem czwórka ekspertów od liter pokazuje, że piękne pisanie to nie tylko wyrobiona ręka, copperplate, italika, minuskuły, majuskuły i grupy liter, ale też kreatywność.

Co znajduje się w książce Liternictwo: sztuka pięknego pisania ? Szczegóły przedstawiam poniżej.

Liternictwo: sztuka pięknego pisania – 100% czystej przyjemności pisania

Odradzam Liternictwo: sztukę pięknego pisania wszystkim osobom, które są zdecydowane by solidnie nauczyć się podstaw tradycyjnego pięknego pisania. Temat został potraktowany pobieżnie. Dla nich jest Piękna litera, o której pisałem tutaj.

Liternictwo trafia doskonale do osób, które połknęły bakcyla pięknego pisania lub dopiero zaczynają przygodę ze stalówkami w obsadkach. Dzięki książce, początkujący kaligrafowie uzmysłowią sobie, dlaczego warto godzinami ślęczeć przed kartką i ćwiczyć rękę. Sztuka kreślenia perfekcyjnych kształtów, kiedyś przyniesie korzyść w postaci pisania tak jak autorzy podręcznika. A jak to robią można przekonać się klikając w poniższe linki:

http://www.lauralavender.com/q40kcz1rugmfc7skseemte0d8sbq6x/

http://flourishandwhim.com/blog/

https://www.instagram.com/gabrijoystudios/

http://shaunaparmesan.com/

Pretty much. Just one of those days. #handlettering #gabrijoystudios

Post udostępniony przez Gabri Joy Kirkendall (@gabrijoystudios)

Książka do kaligrafii podzielona jest na cztery części. Nowoczesna kaligrafia, to pobieżny opis jak pisać,  na co zwracać uwagę. Jest też tam trochę o akcesoriach. Dużo w niej porad, wzorów oraz inspiracji. Ozdobne napisy to najważniejsza część książki Liternictwo: sztukę pięknego pisania, wypełniona po brzegi zdjęciami i rycinami przedstawiającymi jak krok po kroku wykreować napisy działające na każdy zmysł, a nawet wzbudzające emocje. W trzecia część poświęcona jest Sztuce pięknego pisania kredą. Absolutny must read dla wszystkich właścicieli restauracji, którzy chcą posiadać ciekawie zaprezentowane menu. Natomiast czwarta część Liternictwa opisuje wykorzystanie kaligrafii w artystycznych rękodziełach.

Liternictwo: sztuka pięknego pisania – książka do kaligrafii

„Though the mountains may fall and the hills turn to dust yet the love of the Lord will stand as a shelter to all who call upon his name and sing the praises and the glory of God. He will not abandon you or forsake you.” (Paraphrase of Isaiah 54:10) When I’m having one of those days when God feels distant and I am discouraged this verse helps me get things into perspective. Things have been a little bit rough lately with a string of bad luck and getting sick and the distinct sensation that life is kicking you while you are already down. I was having a really hard time the other day and then when my husband got home he told me that he had been feeling very anxious earlier but when he prayed about it he was given peace and the knowledge that God would take care of us. Something so simple and yet exactly the reminder I needed. We are so blessed to have a big God who still cares for each of us. #handlettering #gabrijoystudios #blessed #loveofGod #praises #letteringscripture

Post udostępniony przez Gabri Joy Kirkendall (@gabrijoystudios)


Czy warto posiadać ten podręcznik? Tak, koniecznie kup go, jeśli interesujesz się liternictwem i chcesz poznać tajniki artystycznego pisania. Znajdziesz w nim dokładne instrukcje, jak osiągnąć określone efekty.  Książka jest też świetnym prezentem dla dziecka uwielbiającego lekcje plastyki – kto wie czy jej lektura nie uczyni z malucha wyjątkowego artysty, którego styl liter rozpoznawalny jest na całym świece.

Moja ocena: 9/10

Laura Lavender, Julie Manwaring, Gabri Joy Kirkendall, Shauna Lynn Panczyszyn, Liternictwo: sztuka pięknego pisania, Wydawnictwo Arkady, 2017

Dziękuję wydawnictwu Arkady za podesłanie książki Liternictwo: sztuka pięknego pisania

Mroczny zaułek – co się dzieje, gdy fantazja zaczyna przesłaniać prawdziwe życie

Po przeczytaniu kilkunastu stron powieści Mroczny zaułek, stwierdziłem, że mam przyjemność obcować z czytadłem typu „ileś tam twarzy Greya”. Przyjemność, bo napisanej językiem nie brukowym, ale językiem literackim, ze świetnie skonstruowaną narracją pierwszo osobową.

Po przekroczeniu granicy 100 stron, wiedziałem, że teksty umieszczone w blurbie nie kłamią.  Tak, to jest frapująca i z odwagą napisana książka (Hilary Mantel), napisana ku przestrodze, o tym co się dzieje, gdy fantazja zaczyna przesłaniać prawdziwe życie (The Guardian), naprawdę, naprawdę dobra (Jojo Moyes). Choć wciąż zaliczam ją do czytadeł, uważam, że Mroczyny zaułek jest „literacką delicją” – taką thrillerowatą Panią Bovary naszych czasów.

Mroczny zaułek – jak to starsza pani genetyk poznała starszego pana agenta

Yvonne, z zawodu jest genetykiem i mimo, że pracuje jako freelancer, jest doceniana przez środowiska naukowe i akademickie. Również jest żoną innego naukowca, z którym ma dwójkę dorosłych dzieci. Pewnego dnia jest zaproszona do Portcullis House, by wystąpić przed rządową komisją w roli eksperta. Tam poznaje tajemniczego mężczyznę, któremu daje się uwieść i oddaje się w kaplicy. Później zaczyna pisać do niego listy, które ukrywa na swoim komputerze, następnie robi wszystko, by go spotkać. Oczywiście, że udaje się jej dopiąć swego, tym samym rozpoczyna burzliwy związek. Wciąż tajemniczy mężczyzna działa w taki sposób, iż Yvonne dochodzi do wniosku, że ma  do czynienia z agentem wywiadu.

Prawda, że brzmi to jak wstęp do szmiry o Greyu lub harlequina ? Jednak Mroczny zaułek nie jest taką książką. Louise Doughty, autorka, potrafi budować napięcie narracji oraz dawkować informacje. Wraz z kolejnymi kartami czytelnik, odkrywa prawdę o życiu osobistym Yvonne, a później poznaje imię mężczyzny oraz inne jego sekrety. Pojawia się zbrodnia. W połowie powieści odbiorca zaczyna rozumieć, że dał się wciągnąć w świetną zabawę z autorką. Towarzyszące mu na początku historii przekonania muszą ulec zmianie.

Mroczny zaułek – serial, książka i coś o Flaubercie

Po zamknięciu ostatniej karty powieści, czułem ogromną satysfakcję z przeczytania doskonale opowiedzianej historii. Należy ona do tych, umieszczanych często w gazetach szukających sensacji i literaturze niskich lotów. Ale to w jaki sposób wykorzystała ją Louise Doughty, czyni z Mrocznego zaułka książkę podobną do wspominanego dzieła Flauberta.

W styczniu 2017 roku ukazał się w sieci BBC One pierwszy odcinek mini serialu, opartego na powieści Doughty. Nie obejrzę go, bo nie chcę psuć sobie smaku po udanej lekturze. Jestem przekonany, widząc poniższy trailer, że wyszła taka sama ekranizacja jak w przypadku Dziewczyny z pociągu– nie znalazłem w filmie tego napięcia co w lekturze).

Komu polecam Mroczny zaułek? Na pewno fanom thrillerów i powieści kryminalnych, a także tym czytelniczkom i czytelnikom, którzy chcą przekonać się o tym, do czego może doprowadzić wprowadzanie w życie fantazji płynących z głupkowatych seriali i harlequinów.

Moja ocena: 9/10

Louise Doughty, Mroczny zaułek, Burda Publishing Polska, 2017

Powieść Louise Doughty otrzymałem od Wydawnictwa Burda Publishing Polska. Dziękuję.

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi?

Spotykamy ich na co dzień. Niektórzy wrzeszczą, inni siedzą cicho, by za chwilę wybuchnąć, ukąsić lub zranić słowem.  Wielu zachowuje się w taki sposób, że nawet u najspokojniejszych osób podnosi poziom agresji do maksimum. Trudni ludzie naprawdę potrafią zatruć innym życie.

Jednak istnieją na nich przemyślne sposoby. Wystarczy tylko postępować z trudnymi ludźmi zgodnie z określonymi regułami. I choć nie znikną z naszego życia, ba, nawet nie zmienią swojego charakteru, to jednak przestaną nam utrudniać życie.  Jak to zrobić, o tym opowiada Gill Hasson.

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? – oswajanie wrednego szefa, współpracownika, członka rodziny

Amerykańska autorka książek, trenerka oraz nauczycielka  jest już trochę bliska polskiemu czytelnikowi. Jej nazwisko jest doskonale znane każdemu, kto interesuje się tematyką mindfulness. Jednak tym razem Hasson nie opowiada o treningu uważności, ale o wrednych, podłych i przebiegłych osobach, z którymi należy (w jakiś sposób) sobie poradzić.

Książka Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi podzielona jest na trzy części. W pierwszej Gill Hasson sięga do teorii, określa kim są trudni ludzie, jak z nimi komunikować się i stawiać im czoła. To bardzo ważna część, gdyż ukryta w niej jest ogólna porada: jeśli stwierdzasz, że masz do czynienia z trudną osobą, najpierw spójrz na siebie, a dopiero później zacznij działać. Druga część Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi poświęcona jest praktyce, a trzecia ludziom niemożliwym, czyli takim, z którymi nikt nie daje sobie rady.

Poradnik Gill Hasson czyta się doskonale. Liczne przykłady z różnych dziedzin i sytuacji pozwalają zrozumieć jak postępować wobec bezpośredniej, pośredniej wrogością oraz biernością  płynących od otaczających nas osób. Autorka nie ukrywa, że jest to bardzo trudne i wymaga indywidualnego podejścia, ale jest możliwe.

Jestem przekonany, że książka Hasson pomoże wielu osobom uporać się z trudnymi ludźmi w swoim otoczeniu. Wystarczy tylko uważnie ją przeczytać i zastosować się do porad. Warto też odpowiadać na pytania z ramek. Znajdują się wewnątrz rozdziałów i służą w ocenie relacji z osobami uprzykrzającymi nam życie.

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? – ocena

Książka jest poradnikiem prawie doskonałym. Przyda się każdemu, kto chce zacząć sobie radzić z trudnymi ludźmi. Szkoda, że tak krótkim – ciekawy język publikacji, aż się prosi o kolejne case study opisujące reguły.

Ocena: 8/10

Gill Hasson, Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi?, PWN, 2017

Książkę podesłało Wydawnictwo PWN. Dziękuję Bardzo!

Pobierz fragment książki

Trainspotting 2 czyli Porno

Trainspotting 2, noszący w oryginale tytuł Porno, nie należy do książek łatwych i (niekoniecznie) przyjemnych. Stąd czytelnicy zafascynowani iluś tam twarzami Greya, domami nad rozlewiskiem oraz innymi czytadłami, nawet nie powinni patrzeć na księgarniane półki z publikacją Welsha. Zachęcam do tego tylko miłośników prozy Burroughsa, Thompsona i Laferrière`a, a także osoby, które nie boją się czytać o wiecznym ćpaniu, seksie i pornografii.

To powieść odważna. Właśnie ukazała się ponownie na rynku (wcześniej dostępna pod oryginalnym tytułem) z racji wejścia na ekrany kin drugiej części kultowego Trainspottingu.

T2 Trainspotting  – nakręćmy sobie porno

Akcja powieści rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach przedstawionych w pierwszej części. Ci sami bohaterowie znów spotykają się ze sobą, współdziałają, konfrontują, wyjaśniają sobie pewne zajście, które spowodowało, że jeden z nich znalazł się z dużą ilością pieniędzy w Amsterdamie, a inny za więziennymi kratkami.

Powieść Trainspotting 2 różni się jednak od pierwszej części.  Książka, która dała sławę Welshowi, zawiera w sobie mnóstwo „przyjmowania narkotyków”, szczególnie heroiny. Bohaterowie dosłownie wtłaczają ją w siebie. Natomiast w wydarzeniach rozgrywających się 10 lat później na pierwszym miejscu jest seks, a dopiero na drugim ostre ćpanie.

Seks obecny jest  w głównej linii fabularnej – bohater odziedziczając po ciotce pub woli zająć się zarabianiem na handlu dragami i produkcji porno, niż stawiając na uczciwą pracę. Widzi w  tym co niebezpieczne oraz na bakier z prawem, coś co ma go uczynić bardzo wpływowym i niezwykle bogatym. Czy to mu się uda? O tym przekonają się osoby sięgające po Trainspotting2.

Obecność seksu przesyca mnóstwo wątków pobocznych. Bohaterowie uprawiają go, rozmyślają, fantazjują i rozmawiają o nim. Co więcej „kto z kim” wpływa na przebieg opisanych wydarzeń. Jest naprawdę ostro. Jako, że „łóżkowy” temat jest ostatnio popularny, co chwila powstają literackie szmiry o iluś tam twarzach kogoś tam, stwierdzam, że autorzy tacy jak E. L. James powinni uczyć się od Welsha jak pisze się o seksie.

Trainspotting 2 – narracja, język i ocena

Narrację Welsh powierzył swoim bohaterom. Każdy z rozdziałów to opis wydarzeń z innej perspektywy, wypełniony monologami wewnętrznymi. Te ostatnie trafnie komentują rzeczywistość i nadają snutej opowieści pikantności oraz humoru.

Język, którym posługują się bohaterowie Trainspotting 2 jest taki sam jak ich życie. Pełen wulgaryzmów i obsceniczności. Sprawia to, że powieść Welsha czyta się tak samo jak Krótką historię siedmiu zabójstw. Z jednej strony przeraża, z drugiej fascynuje.

Myślę, że z powyższego opisu książki wyłania się u czytelnika wniosek, że po powieść mogą sięgać tylko pełnoletnie osoby. To nie jest powieść dla młodzieży. I nie mam na myśli tylko pozbawienie historii moralności. Świat przedstawiony w Trainspotting 2 to miejsce, którego należy unikać. Osobom dorosłym i (muszę to dodać) myślącym, spodoba się opowieść  Welsha i wysnują z niej odpowiednie wnioski. Natomiast „pokolenie gimnazjum” może widzieć w publikacji tylko pochwałę ostrego ćpania i seksu dla zaspokojenia swoich potrzeb.

Ocena: 8,5/10

Irvine Welsh, T2 Trainspotting, Wydawnictwo Burda, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Burda za udostępnienie książki.