Metamorphosis – kiedy literatura spotyka się z grami

Warszawskie studio Ovid Works inspirując się twórczością Franza Kafki stworzyło grę z gatunku puzzle platforming adventure. Punkt wyjścia do historii jest znany z “Przemiany” ― gracz wcielający się w rolę Gregora budzi się w ciele insekta ― ale od tego miejsca historia krąży też wokół procesu Józefa K. z książki pod tym samym tytułem, czy nawet “Zamku”.

Gracz trafia do świata, który przytłacza go rozmiarami. Kałamarz staje się nagle potężną barierą, a plama inkaustu niebezpieczną przeszkodą ― i jednocześnie przydatną, bo oblana tuszem pionowa ściana pozwoli się na nią wspiąć. Podstawą gry jest eksploracja i rozwiązywanie zagadek logicznych. Uważna obserwacja otoczenia oraz dodatkowe ujęcie kamery „z góry” pozwala lepiej rozeznać się w środowisku i wykorzystać je do własnych potrzeb. By przedostać się dalej, gracz musi wchodzić w interakcję z otoczeniem, wykorzystywać ciecz do ułatwiania sobie wędrówki po stromych i śliskich powierzchniach, przestawiać takie elementy jak pokrętło w radiu, ale i wykazać się zręcznością przy platformowych sekwencjach.


To niezwykła wędrówka przez trzy światy. Jeden to ten prawdziwy, doskonale nam znany, choć przytłaczający dla robaka – powierzchnia stołu czy wnętrze szuflady. Drugi to ukryty, tajemniczy świat owadów – zapomniane przestrzenie między ścianami i pod podłogą, zakurzone przesmyki, dziwne obszary zamieszkane przez inne insekty. I wreszcie trzeci, stworzony przez abstrakcyjne miejsca, takie jak automatycznie sortująca się szafa z dokumentami. Na swej drodze Gregor napotka wiele wyzwań, pułapek, ale i niezwykłych stworzeń, których pomoc może okazać się nieodzowna.

Kluczowymi dla gry cechami są piękne, ręcznie malowane tekstury oraz swobodna eksploracja, która łączy się z oryginalnymi łamigłówkami logicznymi rozsianymi po całym świecie. Wszystkiemu specjalnego wydźwięku nadaje podwójna narracja – jedna rozgrywająca się „wewnątrz” świata Gregora i jedna tocząca się „na zewnątrz”.

“Metamorphosis” ukaże się na PC, PlayStation 4, Xbox One i Nintendo Switch jesienią 2019 roku. Tutaj można zobaczyć zwiastun gry:

Dziewczynka z atramentu i gwiazd

Po przeczytaniu pierwszych stron powieści Kiran Millwood Hargrave miałem wrażenie, że w rękach trzymam kolejną opowieść napisaną według schematu – tyran więzi mieszkańców, aż do czasu przeciwstawienia się jego władzy przez wybrańca, którym jest dziecko/nastolatek. Jednak, na szczęście, myliłem się! Dziewczynka z atramentu i gwiazd to historia trochę wykorzystująca powyższy wzór, ale tak bardzo pozytywnie zaskakująca czytelnika.

Książkę skończyłem w jeden wieczór. A po lekturze, odczułem lekki niedosyt – co świadczy o wysokiej jakości opowieści

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – mapy, gwiazdy i przygoda

Na początku czytelnik zostaje zasypany mnóstwem informacji. Oto mamy Arintę- tytułową dziewczynkę, która mieszka na wyspie z ojcem, zdolnym kartografem. Wiadomo, że byli kiedyś szczęśliwi, współtworząc czteroosobową rodzinę. Jednak śmierć zabrała matkę oraz brata Arinty. Ze stratą wiąże się przybycie na wyspę gubernatora – człowieka, który pojawił się znikąd, obejmując rządy nad wyspą. Bohaterka przyjaźni się z jego córką.

Pewnego dnia na wyspie zostaje odkryte ciało koleżanki dziewczynek. Wówczas lekcje zostają odwołane, gubernator w trybie natychmiastowym zabiera córkę do swojej posiadłości, a mężczyźni zmuszeni zostają do wszczęcia poszukiwań. A to dopiero początek niebezpiecznej przygody, która najpierw zmusi dziewczynkę do ścięcia długich włosów, a następnie porwie ją w wir niebezpiecznych zdarzeń.

Ogromną rolę w powieści Kiran Millwood Hargrave pełnią mapy oraz wszystko co związane z kartografią. Umiejętność czytania z gwiazd położenia oraz odwzorowania go na mapie gra kluczową rolę w odkryciu tajemnicy śmierci dziewczynki, a także i samej bohaterce kilkukrotnie pomaga ujść cało z życiem.

Priorytetem w Dziewczynce z atramentu i gwiazd też jest legenda. Żyją nią mieszkańcy, a Arinta traktuje ją jako autentyczną historię. Opowieść dotyczy – nastolatki, która przeciwstawiła się demonowi, pragnącemu władać wyspą. W celu zmierzenia się z nim udała się pod ziemię wyspy, gdzie stoczyła krwawą walkę. To było dawno temu, a demon został unicestwiony na określony czas. Mieszkańcy wyspy przekazują sobie z ust do ust, że zło kiedyś powróci.

Wymienione elementy są rewelacyjnie połączone ze sobą, co piorunująco działa na odbiór publikacji. Opowieść jest idealna do ekranizacji – mamy bowiem w niej zagadkę kryminalną, historię miłosną i przygodę, której nie powstydziłby się sam Indiana Jones. Bardzo chciałbym ją zobaczyc na duzym ekranie. Jest naprawdę nieźle. Dlatego wystawiam książce Kiran Millwood Hargrave wysoką notę.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – przekaz

Różnorodnie można odczytać powieść o dziewczynce. Odkryty przeze mnie przekaz dotyczy dojrzewania do czynu oraz tego osobistego.

Bohaterka wyruszając w podróż po wyspie jest jeszcze dzieckiem. Rządzi nią strach. Kończąc ją zyskuje doświadczenie oraz odwagę. Ponosi porażki i zwycięstwa, które dają jej cenną lekcję. Uczy się odpowiedzialności oraz poznaje smak podejmowania decyzji za siebie i otaczające ją osoby.

To bardzo ważny przekaz.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – podsumowanie

Dodatkowy punkt zdobywa dziewczynka za oprawę wizualną. Treść każdej ze stron otaczają elementy graficzne symbolizujące mapę. Kompasy, południki oraz wiele innych – to wszystko uatrakcyjnia fizycznie publikację, ale też i wzmacnia odbiór dzieła. Świetna robota!

Książka adresowana jest do młodzieży. Jednak i dorosły czytelnik będzie czerpał przyjemność z lektury. Wszystko dzięki powyżej wspomnianemu przekazowi. Zapewne dla wielu odbiorców dużym zaskoczeniem będzie zakończenie powieści. Zdradzę, że kończy się ona na pierwszy rzut oka przysłowiowym happy endem. Jednak po przemyśleniu treści zacząłem wątpić, czy aby na pewno jest to szczęśliwe rozwiązanie.

Gorąco polecam.

Ocena 9/10

Kiran Millwood Hargrave, Dziewczynka z atramentu i gwiazd, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie prebooka.

7 ulubionych książek – Marta Guśniowska

Źródło: https://www.btl.bialystok.pl

W lutym bohaterką cyklu 7 ulubionych książek jest Marta Guśniowska. Postać niezwykle ważna w środowisku teatralnym i coraz bardziej rozpoznawalna w literackim. Jest autorką ponad 100 tekstów o przyjaźni, byciu sobą, akceptacji, czy też walce ze stereotypami. Jednak to jej sztuki dla dzieci i młodzieży są przysłowiową wisienką na (artystycznym) torcie.

Marta Guśniowska współpracuje z wieloma teatrami w Polsce oraz Europie. O wysokim poziomie literackim jej tekstów świadczą liczne nagrody w konkursach dramaturgicznych. Sięgnęła między innymi po: Nagrodę Komisji Artystycznej, Brązowy Medal Zasłużony Kulturze – Gloria Artis, wielokrotnie wygrała konkursy Na wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej oraz  ten, organizowany przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu, Na Sztukę dla Dzieci i Młodzieży.

Gdy zapytałem Martę Guśniowską o 7 ulubionych książek, wypisała następujące tytuły z krótkim uzasadnieniem:

Lewis Carroll, Alicja w Krainie Czarów
Najcudowniejsza książka na świecie! Pierwsze słuchowisko, którego słuchałam jako mała Martusia. Od tamtej pory wciąż do niej wracam – oczywiście w oryginale (mimo że niektóre polskie tłumaczenia są świetne). Alicję kocham za wszystko – sens-w-pozornym-bezsensie, absurd, surrealizm, wielo-wielo-poziomowość – humor, język – wszystko. Myślę, że to właśnie ona ukształtowała mnie jako pisarkę – stąd moja teza: tak ważne jest nie tylko to, żeby dzieciaki czytały, ale też to, czym nasączymy ich jako pierwszym.

Lewis Carroll, Alicja po Drugiej Stronie Lustra
Zastanawiałam się, czy nie podłączyć Jej pod pierwszą pozycję – zyskałabym dodatkowe miejsca dla innych ważnych dla mnie książek – ale nie. Obydwie są dla mnie zbyt ważne, żeby wrzucać je do tego samego wora – choć cenię je właściwie z tych samych względów, to jednak są różne i zasługują na dwie oddzielne pozycje. Alicję po drugiej stronie lustra przeczytałam dużo później, ale z niemniejszym zachwytem i miłością. To również pozycja obowiązkowa, do której wciąż wracam i wracać będę. Cudowne książki mają to do siebie, że w każdym momencie życia odnajdujemy w nich coś zupełnie innego, coś, czego – moglibyśmy przysiąc! – nie było tam, gdyśmy do nich wcześniej sięgali. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że dopełnieniem mojej szaleńczej miłości do obu książek jest kolekcjonowanie przeróżnych wydań – mam ich pewnie z pięćdziesiąt, z różnych lat, z różnych krajów (najcenniejsza pochodzi z Chin ) i z najróżniejszymi ilustracjami. Ale dosyć, bo o Alicji mogłabym rozprawiać godzinami – a przecież czekają jeszcze inne książki…

A.A.Milne, Kubuś Puchatek oraz Chatka Puchatka
Pozwoliłam sobie wrzucić oba tytuły do jednego worka. Puchatek – arcydzieło literatury dziecięcej, cudowne, piękne, mądre, zabawne, głębokie – wzór do naśladowania dla wszystkich pisarzy parających się twórczością dla dzieci. A przy tym książka absolutnie filozoficzna – odniesienia do filozofii taoistycznej, gdzie „Pu” (wymowa podobna do „Pooh”) to nieciosany kloc, dosłownie: uczciwy, prosty, taki jak nasz Puchatek (pisałam o tym w mojej pracy magisterskiej „Tao Baśni. Elementy Filozofii Taoistycznej w wybranych baśniach chińskich”, UAM)

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
Absolutne arcydzieło literatury światowej! Nie mogłam się od niego oderwać – diabelsko wciągająca, wspaniała, hipnotyzująca lektura. Mam dwa wydania – jedno przepiękne, wielki wolumin z cudownymi ilustracjami Ivana Kulika (MUZA SA) – prezent od Rodziców, drugie – zwykłe, w cienkiej okładce. W domu czytałam jedno, a w podróży drugie – pierwszego nie dało się zabrać ze sobą do pociągu, a czekać, aż wrócę – nie miałam najmniejszego zamiaru.

William Shakespeare, Dzieła wszystkie
Nie wiem które wywarło na mnie największe wrażenie – zapewne Burza, Sen nocy letniej, Hamlet – sporo, żeby wszystkie wymienić. Jako anegdotkę przytoczę tu, że swoją pierwszą sztukę teatralną (to miało miejsce, gdy rozpoczynałam naukę w liceum) napisałam właśnie pod wpływem Szekspira. Była to ciężka gatunkowo tragedia, o miłości, zdradzie, zemście i honorze – pisana z patosem, powagą w czasie, gdy wszyscy myśleli, że zakuwam biologię… Wysłałam ją potem na warszawski konkurs Szukamy polskiego Szekspira, gdzie dostała wyróżnienie. Moja radość, że potrafię pisać szekspirowskie tragedie, nie trwała jednakże długo, bo już przy wręczaniu nagrody dowiedziałam się, że dostaję ją za (owszem, znam ten tekst na pamięć, takich rzeczy się nie zapomina ) „doskonały pastisz komedii fredrowskiej”. Na szczęście jako niepoprawna optymistka zamiast martwić się, że jednak nie potrafię pisać tragedii, ucieszyłam się, że potrafię pisać komedie – i tak mi już zostało.

Zbigniew Batko,  Z powrotem
Jedna z najcudowniejszych polskich książek dla dzieci – a właściwie to wcale nie tylko dla dzieci, jak każda dobra książka – jakie w życiu czytałam. Z absolutnie magicznymi ilustracjami Stasysa Eidrigevičiusa. Cudowna, absurdalna, wciągająca – i rażąco niedoceniana. Mało kto zna tę pozycję – a szkoda, bo podróż, w jaką zabiera nas autor wraz z bohaterami – Królikiem i Koniem – jest niezwykła, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i mojego ukochanego absurdu. Jeśli ktoś właśnie dowiedział się o jej istnieniu – gorąco polecam!

I tu mam problem…

Została mi jedna pozycja: i cóż mam tu zmieścić?!!! Całego Mrożka, Gombrowicza, Gogola, Czechowa? Albo Butenkę  – dlaczego nie? Kocham Gapiszona miłością wielką – a i sam Mistrz, z którym mam zaszczyt i szczęście się przyjaźnić, ma swoje miejsce w moim sercu. Poza tym najchętniej wrzuciłabym tu jeszcze komiksy – tak, komiksy! – Tadeusza Baranowskiego za Jego cudowne, absurdalne (znów – cóż zrobić, gdy ciągnie mnie w stronę absurdu i w duszy gra, tra-ta-ta) poczucie humoru – za język z wszelkimi jego wieloznacznościami. Myślę, że to również lektura, która wpłynęła na to, jak piszę.


Konstanty Ildefons Gałczyński, Dzieła wszystkie
Ale dobrze – skoro mam wybrać to wybieram mojego ukochanego Gałczyńskiego. Cudowną Zieloną Gęś (ja również – ukłon w stronę Mistrza – pokusiłam się o własną Gęś – co prawda nie zieloną, a chudą i z depresji, ale ukłon jest ukłon i nikt nie powinien się czepiać, jak się kto kłania ) A zatem – Gałczyński. I znów – wszystko, wszystko! Tomik z wierszami Gałczyńskiego mam zawsze na szafece przy łóżku – kończyć z nim dzień, czy zaczynać – takaż sama przyjemność i radość. I różnorodność od Zaczarowanej Dorożki po Strasną Zabę – geniusz, żartowniś, poeta – Gałczyński. To wszystko – nic dodać – kurtyna!

Bardzo brzydki dziennik – Iga Chmielewska

Zgadzam się z Igą Chmielewską, iż nadchodzące Walentynki wiążą się z zalewem różowej tandety, przy której bożenarodzeniowe dekoracje to szczyt elegancji i wyczucia dobrego smaku. Podobnie jak autorka prac na profilu Bardzo brzydkie rysunki, nie lubię Walentynek – o uczucie trzeba dbać cały rok, 24 godziny na dobę. A skąd znam jej poglądy? Z Bardzo brzydkiego dziennika.

Jeśli wciąż szukasz kalendarza lub chcesz zmienić właśnie rozpoczęty na taki, który rozbudzi twoją kreatywność, kup Bardzo brzydki dziennik.

Bardzo brzydki dziennik – niby adresowany do kobiet, ale…

Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż Iga Chmielewska adresuje swoją publikację do płci pięknej. Świadczy o tym słowo wstępne do miesiąca marzec. Autorka dzieli się z czytelnikami tym, czym dla niej znaczy „bycie kobietą” oraz zadaje pytania, motywuje. Jednak każdy odbiorca myślący, ze Brzydki dziennik skierowany jest do dziewczyn, jest w błędzie.

Pozostała zawartość zainteresuje każdą z płci.

Bardzo brzydki dziennik – co w nim znajdziesz?

Książkowy planner składa się ze standardowego kalendarza (tydzień rozplanowany jest na dwóch stronach) oraz dodatków. Każdy miesiąc rozpoczyna tekst – list od autorki. W swoich przekazach  Iga Chmielewska opowiada czytelnikowi o tym jak postrzega świat oraz motywuje odbiorcę. Do czego? Do wyrwania się ze szpon nudnego życia, docenienia obecnej chwili oraz tego, co już posiadamy.

Jej teksty są proste, tak jak rysunki, i tak jak one powodują, że odbiorca musi się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, a następnie podjąć jakieś działanie. Stosując się do opisanych przez autorkę zasad oraz próśb, uzupełniając na bieżąco kolejne karty kalendarza, odbiorca stworzy własne dzieło – opisujące jego codzienne życie w 2019 roku. Fajna koncepcja.

Publikację wieńczą dodatkowe zadania. Pierwszym jest napisanie listu do siebie za pięć lat. Kolejne ćwiczenia to: „książkowy bucket list”, odpowiedzi na pytania pozwalające zrozumieć nasze inspiracje, najdziwniejsze sny, czy też ustalające listę filmów do obejrzenia. Krótko mówiąc jest to pozycja ogólnorozwojowa, a do tego świetny kalendarz.

Bardzo brzydki dziennik – podsumowanie

Planner otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Protestowałem i mogę stwierdzić, że nie jest to idealny kalendarz dla osób prowadzących własną działalność. Za mało miejsca na zapisywanie wszystkich zadań, telefonów i termonów spotkań.

Jednak Bardzo brzydki dziennik sprawdzi się w rekach osób stawiających na własny rozwój, poznanie siebie i to, co określane jest obecnie terminem „mindfulness”. Zarówno format książki, jej wytrzymałość, zawartość i ilość miejsca do zapisywania są perfekcyjne.

Dziękuję Wydawnictwo Znak za podesłanie książki do recenzji.

7 ulubionych książek – Andrzej Kalinowski

źródło Poranny.pl

Bohaterem styczniowego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Andrzej Kalinowski. Jedna z najważniejszych postaci na polskim rynku wydawniczym – pełni funkcję Prezesa Fundacji Sąsiedzi (w zarządzie zasiadają między innymi Ignacy Karpowicz oraz Grzegorz Kasdepke), która poprzez literaturę i działania promuje Podlasie oraz organizuje jedne z najważniejszych targów w Polsce, Międzynarodowe Targi Książki w Białymstoku.

To także osoba, która wpłynęła na gusta czytelnicze wielu mieszkańców Białegostoku. Pamiętam, chodziłem wtedy do podstawówki, jak w centrum miasta nad rzeką Białą otworzono księgarnię z prawdziwego zdarzenia. Nazywała się „Akcent”, miała najwięcej książek ze wszystkich sklepów tego typu, a z jej pracownikami można było godzinami rozmawiać o książkach. Jej współwłaścicielem był Andrzej Kalinowski.

Poproszony o wymienienie 7 ulubionych tytułów bohater styczniowego wpisu opowiedział mi, przy ciepłej herbacie, w otoczeniu książek, o następujących pozycjach:

Józef Maria Bocheński, Podręcznik mądrości tego świata
Jedna z najważniejszych książek, która trafiła w moje ręce. Ojciec Bocheński napisał ją już po 80-tce stwierdzając, że poznał wiele religii oraz filozofii i u schyłku życia może napisać prawdę i coś ważnego Dlatego stworzył książeczkę– niewielką, jednak jakże wartościową. Mówi w niej o życiu, wierze oraz roli rozumu.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
W pierwszej warstwie znakomity kryminał. Jednak gdy sięgniemy głębiej, odkryjemy w Braciach Karamazow książkę o duszy, o tym jak można obronić się przed najgorszymi rzeczami i pozostać czystym, albo też o tym jak ideologia może doprowadzić do skrajnego zła. To książka o nas, o tym co w nas siedzi, zagubieniu i naszym „pogmatwanym świecie”. Jest tak doskonała, że można lekturę rozpoczynać od razu po zamknięciu ostatniej strony – odkrywając na nowo uniwersalne prawdy.

Michał Książek Droga 816
Książka dostrzeżona przez środowisko literackie, była w finale ważnych konkursów, w tym zdobyła nagrodę Gdyni i Kazaneckiego. Michał Książek po raz pierwszy inaczej popatrzył na wszystko, co nas otacza. Zrobił to przez pryzmat przyrody. Wyrusza wraz czytelnikiem w podróż, której szlak ciągnie się od Białowieży, wzdłuż granicy polsko białoruskiej i polsko-ukraińskiej, na południe Polski. W czasie tej wędrówki odbiorca zaczyna dostrzegać to, czego nie zauważał do tej pory, rzeczy niewiarygodne. Poza historią, odkrywa ciekawych ludzi, świat przyrody, który jest wolny jak ptak, bez granic.

Milan Kundera, Święto nieistotności
W tej powieści mistrz języka i nastroju opowiada o czterech przyjaciołach. Pragną oni zrozumieć problemy, na które trafiają w życiu. To opowieść, w której radość i uśmiech przeplatają się ze smutkiem. Na pozór książka nieskomplikowana, jednak nie dajmy się zwieść. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom dobrze napisanych historii.

Wiktor Wołkow, Czar Podlasia
Nie ma już między nami Wiktora, ale pozostały jego cudowne zdjęcia. Ten wybitny mistrz obiektywu mówił, że to co wydrukowane, to ocalone. W swojej pracy dokonywał czegoś niewiarygodnego– po prostu rejestrował najpiękniejszy region Polski, w wyjątkowy sposób. Pokazywał szczątki utraconego raju i dawał wskazówki, gdzie go można szukać. To album o Podlasiu, przyrodzie, życiu w zgodzie z naturą, no i oczywiście o miejscach, w których zobaczymy najpiękniejsze wschody i zachody słońca.

Charles Bukowski, Kobiety
Czasami trzeba dotknąć życia do trzewi. Żeby słuchać języka zwykłych ludzi, nie wymyślonego, nie do końca literackiego, trzeba czytać Charlesa Bukowskiego. Właściwie każda jego książka wyróżnia się przewrotnością, ostrością, a i często wulgarnością. W Kobietach dotykamy samego życia. Wraz z autorem przemierzamy dzielnice portowe,  sutereny, dziwne miejsca, gdzie leje się alkohol, a kobieta jest jednym z elementów życia mężczyzn. To ciężki i brutalny świat. Jednak autor pokazuje, że może być to rzeczywistość, w której da się odnaleźć i w pewien sposób żyć.

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
Dzieło znane chyb każdemu. Podobnie jak Braci Karamazow, Mistrza i Małgorzatę można odkrywać ciągle na nowo. To opowieść o widzeniu prawdziwego zła –  ziemskiego, w jego czystej naturze, ale też często i metafizycznego. Książka Bułhakowa pozwala nam inaczej patrzeć na świat i na zło, które w tym świecie próbuje pokonać dobro. To bardzo trudna walka.

7 ulubionych książek – Łukasz „Wiśnia” Wiśniewski

Źródło: Facebook

Grudniowy gościem w cyklu 7 ulubionych książek jest jeden z posiadaczy najciekawszych głosów, uzdolniony muzyk, którego kojarzą zarówno widzowie komercyjnych kanałów telewizyjnych, jak też osoby interesujące się bluesem oraz grą na harmonijce (określany jest mianem jednego z najlepszych w tej dziedzinie  w Polsce). Jest nim Łukasz „Wiśnia” Wiśniewski, frontman zespołów Kraków Street Band oraz Hard Times Trio.

Jako, że od trzech lat jestem zachwycony jego charyzmatycznym głosem, a płyta Siedem jest jedną z najczęściej słuchanych przeze mnie, postanowiłem zapytać Łukasza „Wiśnię” Wiśniewskiego o jego 7 ulubionych książek. Odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła jest w niej dużo ciekawych tytułów:

J.R.R.Tolkien, Hobbit
Pierwsza prawdziwa książka w moim życiu, przeczytana we wczesnej podstawówce. Dostałem ją od taty, któremu niedługo później podprowadziłem całego Władcę pierścieni,  do dzisiaj będącego moją ulubioną książką fabularną.

Edward Stachura, Fabula rasa
Po latach patrzę na tę książkę już  z lekkim dystansem, na pewno jednak wywarła na mnie ogromny wpływ w okresie licealnym. Zupełnie nie wiem jakim dziwnym trafem trafiła do szkolnej biblioteki oraz jakim, kolejnym, dziwnym trafem znalazła się moich rękach. Nie miałem wcześniej styczności ze Stachurą. Jest to dzieło z jego schyłkowego, obłąkańczego już okresu, w którym toczy filozoficzne dysputy ze swoim alter-ego, Człowiekiem-Nikt.  Zwoje mózgowe niemalże przegrzewały mi się podczas czytania, jednak przebrnąłem przez tę książkę kilkukrotnie, by dopiero po tym przejść do wcześniejszych utworów pisarza, na punkcie których zwariowałem na kolejne kilka lat.

Agnieszka Osiecka, Za chwilę
Uwielbiam zarówno wiersze, jak i piosenki Osieckiej. Poruszają mnie jej nieustanne zmagania z własnym mrokiem, od którego im bardziej chce uciec, tym bardziej do niego wraca. Wybór wierszy Za chwilę jest tym bardziej cenny, że dokonała go sama Osiecka.

Wisława Szymborska, Ludzie na moście
Na pewno nie będę oryginalny oznajmiając, że Szymborska jest jedną z moich ulubionych poetek. Wracam do wierszy pisarki jak do słuchania ulubionych piosenek. A jej umiejętność mówienia o rzeczach wielkich poprzez opisywanie rzeczy małych, wywołuje u mnie zarówno podziw, jak i najzwyklejszą zazdrość!

Jeremi Przybora, Piosenki prawie wszystkie
Zbiór piosenek nie tylko z Kabaretu Starszych Panów, ale i słuchowisk, spektakli czy „różnych szuflad”. Wspaniałe poczucie humoru, bezbłędne puenty, wirtuozeria warsztatu. Mistrzostwo w czystej postaci – przeczytałem tych piosenek już chyba kilkaset i nie napotkałem choćby jednej niezgrabności. Nic, tylko czytać i próbować się uczyć!

Mateusz Wabik, Porażki poety z rynkiem pracy i kobietami
Porażki poety
na pewno znalazłyby się na mojej liście wydawnictw najbardziej intrygujących, gdyby nie pewne wydarzenie. Kupiłem ten tomik na chybił-trafił u sprzedawców używanych książek pod krakowską Halą Targową. Wabik pisze o Krakowie; miejscach, w których byłem, sytuacjach, które znam. O samym autorze bardzo trudno jednak gdziekolwiek znaleźć  jakiekolwiek informacje, co daje bardzo rzadką w dobie internetu okazję do poznawania twórcy tylko i wyłącznie przez pryzmat jego wierszy. Poeta-widmo!

David Carter, Motyle
Na koniec zostawiłem sobie książkę, która jest bez wątpienia jedną z moich ulubionych, jednak nie ze względów artystycznych, lecz sentymentalnych. Jako dziecko fascynowałem się entomologią, a z nowiutkim atlasem motyli praktycznie się nie rozstawałem. Zabrałem go do sanatorium, do którego pojechałem wraz z mamą. Pewnej nocy wybuchł pożar, z którego uciekaliśmy nie mając czasu na zabranie niczego ze sobą. I właśnie tej książki było mi najbardziej żal gdy z bezpiecznej odległości oglądałem płonący budynek. Okazało się jednak, że strażakom udało się ugasić płomienie zanim nasz pokój spłonął! Odzyskałem Motyle, które do dzisiaj delikatnie pachną dymem, a kartki mają pofalowane od wody ze strażackich węży.

7 ulubionych książek – Jerzy Owsiak

Jerzy Owsiak

Źródło: https://www.facebook.com/jerzyowsiak/

Bohaterem listopadowego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Jerzy Owsiak – wybitny dziennikarz, słynny działacz charytatywny i społeczny. Chyba nie ma w Polsce osoby, która nie słyszałaby o jego wielkim dziele – Fundacji Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Bardzo cenię pracę Jerzego Owsiaka. Dlatego jestem zaszczycony, że zgodził się on opowiedzieć o swoich ulubionych książkach. Poniżej publikuję otrzymaną od niego listę z krótkim uzasadnieniem:

 

Ferenc Molnár, Chłopcy z Placu Broni
Książka Ferenc Molná wywarła na mnie, jako kilkunastoletnim dziecku, ogromne wrażenie. Łączę ją z czasem, gdy fascynowałem się innymi tytułami należącymi do serii, o której poniżej.

Alfred Szklarski,  seria o Tomku Wilmowskim
Specjalnie nie wymieniam tu pojedynczego tytułu, bo każda z opowieści o Tomku zdobyła moje serce. Zaczytywałem się  przygodami Wilmowskiego, wyobrażając sobie, jak byłoby fajnie tak samo podróżować po różnych kontynentach.

Erich Maria Remarque, Na Zachodzie Bez Zmian
Uwielbiam powieści Remarquea. Jednak najbardziej cenię Na zachodzie bez zmian. Zaraz po tej powieści umieszczam Czarny Obelisk oraz Łuk Triumfalny i pozostałą „furę” książek pisarza .

Gabriel García Márquez, Sto Lat Samotności
Wiążę z tą książką sentymentalne wspomnienie. Aby ją dostać musiałem cały dzień stać w kolejce na Pradze. Warto było, bo to fajna historia, opowiedziana w bardzo ciekawy sposób!

Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć
Z Vonnegutem jest podobnie jak z Remarquem. Na pierwszym miejscu umieszczam niesamowitą opowieść rozliczającą się z okrucieństwem wojny. Tuż za nią znajduje się Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater

Joseph Heller, Paragraf 22
Na szóstej pozycji ląduje mistrzowski Paragraf 22. Bardzo mi się podobał, w przeciwieństwie do innych książek autora. Reszta książek Hellera to nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Anna Reid, Leningrad
Ostatnią z tej listy pozycję przeczytałem w minione wakacje. Bardzo przejmująca lektura. Autorka skupia się na potwornych wydarzeniach, które rozegrały się w oblężonym przez Niemców Leningradzie. Mieszkańcy miasta przeżyli wówczas dosłowne 2-letnie piekło. Polecam wszystkim miłośnikom historii.

 

 

7 ulubionych książek – Maciej Orłoś

Źródło: http://maciejorlos.pl/

Bohaterem październikowej odsłony cyklu 7 ulubionych książek jest Maciej Orłoś – znany aktor, dziennikarz oraz prezenter. Jest to również postać rozpoznawalna w świecie literackim. Popularny dziennikarz jest autorem książek dla najmłodszych, których bohaterami są Kuba i Melania (ich pierwowzorami są syn i córka pisarza), jak też tej, skierowanej do starszych czytelników, chcących nauczyć się Jak występować i zabłysnąć. Bohater tego wpisu działa również jako Ambasador kampanii Cała Polska czyta dzieciom, promując czytelnictwo w naszym kraju.

Jako, że zawsze podziwiałem aktorstwo i dziennikarskie działania Macieja Orłosia, byłem bardzo zainteresowany jakie 7 ulubionych książek znajduje się na jego liście. Wysłałem więc zaproszenie do udziału, na które szybko otrzymałem pozytywną odpowiedź.

Zapytany o 7 ulubionych książek Maciej Orłoś wymienił następującą listę:

 

Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie
Pierwszą książką jest przepiękna powieść przygodowa Trzej Muszkieterowie. Lubię całą trylogię Dumasa, ale pierwszy tom darzę wyjątkową sympatią. Po raz pierwszy otworzyłem Trzech Muszkieterów gdy byłem licealistą. Książka spodobała się mi tak bardzo, że postanowiłem symulować chorobę, by nie przerywać lektury. Opłacało się nie iść do szkoły, bo pochłonąłem wszystkie tomy przygód Atosa, Portosa, Aramisa i d’Artagnana.

 

Witold Gombrowicz, Operetka
Trudny wybór! Cała twórczość Gombrowicza znaczy dla mnie wiele. Odkrywając ją, dosłownie, pochłaniałem dzieło po dziele Mistrza. Co więcej, napisałem pracę magisterską z teatru Gombrowicza. Dlatego tak trudno jest mi wybrać ten jedyny tytuł. Może niech to będzie sztuka, Operetka. Zapadła w mej pamięci, bo czytałem ją w chwili pełnego ekscytacji zakochania się w Gombrowiczu – zagłębiałem się w świat jego dzieł, bardzo przeżywając ich treść. Po drugie, w tym czasie w świecie kultury i sztuki dużo mówiło się wtedy o twórczości pisarza. Co przełożyło się na wystawienie Operetki w Teatrze Dramatycznym. To był rok 1980, a reżyserował Maciej Prus. Jego mistrzowska inscenizacja zapadła mi głęboko w pamięci.

 

Kazimierz Wierzyński, Kufer na plecach
Bardzo ciekawy tom poezji, w którym znajduje się pewien wiersz, ten tytułowy. Poprowadził mnie on do sukcesu. Recytując Kufer na plecach powygrywałem trochę konkursów recytatorskich. Prawie do dziś go pamiętam. To utwór ponadczasowy, o rozdarciu emigranta. Czuje się on Polakiem, a jednocześnie siedzi na walizkach – gdzieś bliżej czy dalej od kraju– nie czując się dobrze w żadnym miejscu.

 

Aleksander Sołżenicyn, Archipelag Gułag
Jedna z tych słynnych książek zakazanych. Dzięki Archipelagowi Gułag odkrywało się to, o czym zupełnie nikt nie mówił, nie pisał czasów za PRLu. Mówiliśmy o strasznych Niemczech i o tym wszystkim, co nam zgotowała III Rzesza. Jednak o tym, co nas spotkało ze strony Związku Radzieckiego, nie wolno było mówić. Archipelag Gułag odsłaniał przed wszystkimi prawdę. Opowiadał, że oprócz strasznych Niemców byli też i tak samo straszni Sowieci, którzy mordowali ludzi oraz zsyłali do obozów.

 

Harold Pinter, Zdrada
Pintera zaliczam do grona moich ulubionych dramatopisarzy, bo zachwyciły mnie jego specyficzny styl, gra pauzą oraz ta subtelność opowieści o relacjach między ludźmi – czyli wszystko to, co do dziś cenię w teatrze. Jako odbiorca sztuki zawsze umieszczam na drugim miejscu inscenizację, triki, efekty. Bardziej interesuje mnie kameralność, to co dzieje się między bohaterami w dialogu, w pauzach. I właśnie to zawsze znajduję u Pintera. Polecam Zdradę wszystkim, którzy chcą przeczytać mistrzowski tekst o tym, co sami sobie robimy zatajając prawdę i posługując się małymi kłamstewkami.

 

Kazimierz Orłoś, Dzieje dwóch rodzin. Mackiewiczów z Litwy i Orłosiów z Ukrainy
Publikacja mojego taty, będąca z jednej strony książką historyczną, z drugiej piękną sagą rodzinną. Nasza rodzina ma bogatą, niesamowitą historię, dlatego na kartach publikacji wiele się dzieje. Jej lektura wielokrotnie mnie zaskoczyła. Bardzo lubię styl w jakim pisze mój tata. Mogę zdradzić, że autor pracuje nad kolejną częścią, rozpoczynającą się w tym punkcie na linii czasu, gdzie kończyły się Dzieje dwóch rodzin.

 

Józef Mackiewicz, Droga donikąd
Pozostańmy w kręgach rodzinnych. Muszę się przyznać, że ciągle odczuwam zaległości, jeśli chodzi o twórczość mojego stryjecznego dziadka. Bowiem Józef Mackiewicz, tak jak i Stanisław „Cat” Mackiewicz, jest rodzonym bratem mojej babci – czyli matki mojego ojca. Z przeczytanych jego książek najbardziej utkwiła w moje pamięci Droga donikąd. Bardzo ją cenię. To wielka powieść. Wiem, że kiedyś były próby jej ekranizacji, lecz wciąż nie została sfilmowana. Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, bo Józef Mackiewicz na to zasługuje.

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci – Aby nie wyrosło nam pokolenie idiotów!!!

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci Anne Lene Johnsen to książka, która powinna znaleźć się w każdym domu. Mając stały kontakt z dziećmi (od kilku lat prowadzę zajęcia dla najmłodszych Projektowanie gier planszowych i karcianych, uczestniczę w spotkaniach dla najmłodszych– w tym dwa lata pracowałem w podstawówce– tworzę dedykowane im gry i scenariusze przedstawień oraz komiksów), już dawno uogólniając stwierdziłem, że rośnie nam pokolenie idiotów.

A wszystko to za sprawą rodziców i opiekunów zapisujących dzieci na zajęcia taneczne i piłkarskie – przez nich rośnie nam pokolenie, którego tylko niewielka część przedstawicieli będzie odnosić zwycięstwa na murawie i parkiecie ,a reszta będzie przekonana o tym, że potrafi tańczyć i grać w piłkę. Również owi opiekunowie wolą wręczyć dziecku komórkę lub tablet, kupić konsolę, niż spędzić z nim czas. Swoje działanie tłumaczą tym, że dbają o rozwój dziecka. Jednak wielu z nich nie zwraca uwagi na odnajdywane przez najmłodszych treści – sam rodzicielski zakaz gry w brutalne GTA nie uchroni dziecka przed ogłupiającymi gierkami, w których należy szybko machać palcem po ekranie… poza tym zakazy są po to by je łamać.

Efekt postępowania opiekunów? Mizerny. Dzieci mają kłopoty w nauce, posiadają mierny zasób słownictwa, mają trudności z liczeniem i stworzeniem poprawnej wypowiedzi. Co więcej, nawet te, uważane za zdolne, przypisują narkotykom kreatywność Ani z Zielonego Wzgórza (i są zdziwione, że tak nie jest), czy też publicznie, na lekcji w podstawówce, niszczą autorytet nauczyciela.

Oczywiście jest mnóstwo rodziców, dziadków, wujków i cioć, którzy wiedzą, że szkoła wszystkiego nie nauczy, a podstawy zawsze wynosi się z domu. Dlatego zwracają uwagę na rozwój najmłodszych, organizują im ciekawe zajęcia, dbają o pogłębianie wiedzy.  Do nich to właśnie kierowana jest książka Anne Lene Johnsen Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci. Publikacja wspomoże ich działania i przyniesie najmłodszemu czytelnikowi wiele radości.

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  – zalecane dla dzieci w wieku 5-11 lat

Książka ma dwóch odbiorców pierwszym są rodzice i opiekunowie, do których pisze Anne Lene Johnsen. Autorka Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  we wprowadzeniu wyjaśnia, iż rodzic opiekun dziecka jest jego pierwszym nauczycielem, opowiada o 10 sprytnych pomysłach dla rodziców, takich jak: dbanie odżywianie, trening fizyczny, kupowanie mądrych zabawek, czy też dbanie o dostęp do książek i informacji. W kolejnych rozdziałach Anne Lene Johnsen opowiada o tym, że myślenia można się nauczyć, wyjaśnia czym tak naprawdę jest inteligencja i do czego służy, dlaczego przyswajanie nowej wiedzy jest tak ważne, a puzzle są obowiązkowe w każdym domu, jak wielką rolę pełnią szyfry, radzi jak zachęcić dziecko do czytania, pomóc mu  w matematyce,  odkrywa tajniki kreatywności. Wyjaśnia również działanie treningu umysłu w zabawie i życiu codziennym, a w ostatnich trzech rozdziałach opowiada o pożytecznych ćwiczeniach poprawiających koncentrację i umiejętność uczenia się,  pożywieniu dla mózgu oraz jak rozwiązywać problemy w nauce które przesłaniają prawdziwe zdolności dziecka. Jest tego sporo. Jednak wszystkie zagadnienia zostały opisane w sposób łatwy i zrozumiały.

Drugim odbiorcą Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci są najmłodsi czytelnicy, do których skierowane są ćwiczenia. Znajdą ich na kartach publikacji mnóstwo, tak więc przy książce zostaną bardzo długo. Każde z zadań, oprócz budowy za pomocą angażującego tekstu, opatrzone jest ciekawymi, kolorowymi ilustracjami, które przyciągną oko dziecka oraz dorosłego.

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  – dbasz o dziecko, kup koniecznie książkę

Jeżeli jesteś rodzicem lub opiekunem i dbasz o rozwój dziecka, musisz koniecznie zapoznać się z treścią tej książki oraz zachęcić dziecko do rozwiązania zamieszczonych w niej zagadek i ćwiczeń. Na okładce Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  znajduje się informacja o tym, że publikacja jest skierowana do dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Moim zdaniem śmiało sięgać po nią mogą też i młodsze w wieku już od 4 roku życia. Gorąco polecam.

Ocena: 10/10

Anne Lene Johnsen, Rusz Głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci, Wydawnictwo PWN, 2018

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję!

7 ulubionych książek – Marek Niedźwiecki

źródło: www.marekniedzwiecki.pl

Wrześniowym bohaterem wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest postać, którą znam od dzieciństwa. Nie osobiście, lecz z Programu III Polskiego Radia. Właściwie, sięgając do wspomnień, to wychowałem się na jego głosie. Dzięki jego audycjom poznałem zespoły, których muzyki słucham do dziś – tu muszę przyznać się, że fajne to były czasy, gdy poszerzałem kolekcję piosenek nagrywając je z radia na kasety. Dlatego postanowiłem zapytać go o 7 ulubionych tytułów.

Marek Niedźwiecki, bo o nim mowa, udzielił mi odpowiedzi. Gdy spojrzałem na przesłaną przez dziennikarza listę, byłem pozytywnie zaskoczony obecnością  kilku tytułów. Jakie publikacje znalazły się na liście 7 ulubionych książek Marka Niedźwieckiego? Oto one:

 

Alfred Szklarski, Tomek w krainie kangurów

Książka mojego dzieciństwa! Być może to była moja pierwsza inspiracja do podróży na Antypody? Bohater serii książek, Tomek Wilmowski był nastolatkiem i podróżował.  Też tak chciałem. Pierwszy raz przeczytałem książkę około 1964 roku i zacząłem marzyć o podróżach i pochłaniać kolejne tomy przygód Tomka. Znałem na pamięć całą serię, bo lubię wracać do przeczytanych książek.

 

Henryk Sienkiewicz, Trylogia

Te księgi przeczytałem najwięcej razy. Zdradę, że najbardziej darzę sympatią Ogniem i mieczem. Przepiękna opowieść. Trylogię odkryłem w latach 70. Urzekła mnie historiami, w które do dziś lubię „zapadać się”– zawsze mnie wzruszają. Przez te prawie 50 lat pasjonującej lektury nastąpiła mała zmiana. Gdy natrafiam na opis bitwy, omijam ten fragment.

 

Joanna Chmielewska, Lesio. Powieść, nie da się ukryć, humorystyczna

Sięgnąłem po nią, bo całe moje pokolenie pochłaniało książki Chmielewskiej. Mnie zauroczyło w utworach pisarki poczucie humory, lekkość języka i bawienie się nim… I taki właśnie jest Lesio –opowieść o trochę roztargnionym, żeby nie napisać „pierdółkowatym”, architekcie, któremu mogło się przytrafić prawie wszystko. Polecam każdemu, kto jeszcze nie poznał magii książek Joanny Chmielewskiej.

 

Halina Poświatowska, Opowieść dla Przyjaciela

W tym miejscu mógłbym wymienić tytuł jednego z tomików poetyckich mojej ulubionej poetki. Wybrałem Opowieść dla Przyjaciela ze względu na sentyment. Doskonale pamiętam chwile, gdy odbijaliśmy powieść na ksero i oprawialiśmy u introligatora. Takie były czasy.  Drugie wspomnienie z Opowieścią dla Przyjaciela wiąże się z moim liceum, konkretnie z kołem recytatorskim, do którego należałem. Udało nam się wystawić tę pozycję na akademii szkolnej… i to chyba właśnie wtedy zakochałem się po uszy w wierszach Pani Haliny.

 

Finn Alnaes, Kolos

Książka z grupy tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Jednak przeczytałem ją za wcześnie. Byłem nastolatkiem i cały świat zwalił mi się na głowę. Studium samotności i wyobcowania. Co ja mogłem wtedy o tym wiedzieć? Taki trochę owoc zakazany, a to zawsze wciąga.

 

Dan Brown, Kod Leonarda da Vinci

Zabrałem tę książkę na wakacje. Po dwóch dniach zorientowałem się, że przeczytam ją za szybko. Wyznaczyłem sobie przeczytanie 50 stron dziennie,by wystarczyło do końca wypoczynku. Przyznam się, że było ciężko, bo Kod Leonarda da Vinci nie pozwala oderwać się od siebie. Miałem ulubioną ławkę, na której siadałem i czytałem. Prawie jak zawsze, książka lepsza od filmu, bo…

 

Robert Ludlum, Tożsamość Bourne’a

… czasem film dorównuje historii opowiedzianej na kartach powieści. Tak właśnie jest w przypadku Tożsamości Bourne’a. Uważam, że Matt Damon jest genialny jako Jason. Ale i tak wolę poczytać… z tym, że kiedy czytam o Bournie, to jednak widzę Damona.