Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi?

Spotykamy ich na co dzień. Niektórzy wrzeszczą, inni siedzą cicho, by za chwilę wybuchnąć, ukąsić lub zranić słowem.  Wielu zachowuje się w taki sposób, że nawet u najspokojniejszych osób podnosi poziom agresji do maksimum. Trudni ludzie naprawdę potrafią zatruć innym życie.

Jednak istnieją na nich przemyślne sposoby. Wystarczy tylko postępować z trudnymi ludźmi zgodnie z określonymi regułami. I choć nie znikną z naszego życia, ba, nawet nie zmienią swojego charakteru, to jednak przestaną nam utrudniać życie.  Jak to zrobić, o tym opowiada Gill Hasson.

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? – oswajanie wrednego szefa, współpracownika, członka rodziny

Amerykańska autorka książek, trenerka oraz nauczycielka  jest już trochę bliska polskiemu czytelnikowi. Jej nazwisko jest doskonale znane każdemu, kto interesuje się tematyką mindfulness. Jednak tym razem Hasson nie opowiada o treningu uważności, ale o wrednych, podłych i przebiegłych osobach, z którymi należy (w jakiś sposób) sobie poradzić.

Książka Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi podzielona jest na trzy części. W pierwszej Gill Hasson sięga do teorii, określa kim są trudni ludzie, jak z nimi komunikować się i stawiać im czoła. To bardzo ważna część, gdyż ukryta w niej jest ogólna porada: jeśli stwierdzasz, że masz do czynienia z trudną osobą, najpierw spójrz na siebie, a dopiero później zacznij działać. Druga część Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi poświęcona jest praktyce, a trzecia ludziom niemożliwym, czyli takim, z którymi nikt nie daje sobie rady.

Poradnik Gill Hasson czyta się doskonale. Liczne przykłady z różnych dziedzin i sytuacji pozwalają zrozumieć jak postępować wobec bezpośredniej, pośredniej wrogością oraz biernością  płynących od otaczających nas osób. Autorka nie ukrywa, że jest to bardzo trudne i wymaga indywidualnego podejścia, ale jest możliwe.

Jestem przekonany, że książka Hasson pomoże wielu osobom uporać się z trudnymi ludźmi w swoim otoczeniu. Wystarczy tylko uważnie ją przeczytać i zastosować się do porad. Warto też odpowiadać na pytania z ramek. Znajdują się wewnątrz rozdziałów i służą w ocenie relacji z osobami uprzykrzającymi nam życie.

Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi? – ocena

Książka jest poradnikiem prawie doskonałym. Przyda się każdemu, kto chce zacząć sobie radzić z trudnymi ludźmi. Szkoda, że tak krótkim – ciekawy język publikacji, aż się prosi o kolejne case study opisujące reguły.

Ocena: 8/10

Gill Hasson, Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi?, PWN, 2017

Książkę podesłało Wydawnictwo PWN. Dziękuję Bardzo!

Pobierz fragment książki

Trainspotting 2 czyli Porno

Trainspotting 2, noszący w oryginale tytuł Porno, nie należy do książek łatwych i (niekoniecznie) przyjemnych. Stąd czytelnicy zafascynowani iluś tam twarzami Greya, domami nad rozlewiskiem oraz innymi czytadłami, nawet nie powinni patrzeć na księgarniane półki z publikacją Welsha. Zachęcam do tego tylko miłośników prozy Burroughsa, Thompsona i Laferrière`a, a także osoby, które nie boją się czytać o wiecznym ćpaniu, seksie i pornografii.

To powieść odważna. Właśnie ukazała się ponownie na rynku (wcześniej dostępna pod oryginalnym tytułem) z racji wejścia na ekrany kin drugiej części kultowego Trainspottingu.

T2 Trainspotting  – nakręćmy sobie porno

Akcja powieści rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach przedstawionych w pierwszej części. Ci sami bohaterowie znów spotykają się ze sobą, współdziałają, konfrontują, wyjaśniają sobie pewne zajście, które spowodowało, że jeden z nich znalazł się z dużą ilością pieniędzy w Amsterdamie, a inny za więziennymi kratkami.

Powieść Trainspotting 2 różni się jednak od pierwszej części.  Książka, która dała sławę Welshowi, zawiera w sobie mnóstwo „przyjmowania narkotyków”, szczególnie heroiny. Bohaterowie dosłownie wtłaczają ją w siebie. Natomiast w wydarzeniach rozgrywających się 10 lat później na pierwszym miejscu jest seks, a dopiero na drugim ostre ćpanie.

Seks obecny jest  w głównej linii fabularnej – bohater odziedziczając po ciotce pub woli zająć się zarabianiem na handlu dragami i produkcji porno, niż stawiając na uczciwą pracę. Widzi w  tym co niebezpieczne oraz na bakier z prawem, coś co ma go uczynić bardzo wpływowym i niezwykle bogatym. Czy to mu się uda? O tym przekonają się osoby sięgające po Trainspotting2.

Obecność seksu przesyca mnóstwo wątków pobocznych. Bohaterowie uprawiają go, rozmyślają, fantazjują i rozmawiają o nim. Co więcej „kto z kim” wpływa na przebieg opisanych wydarzeń. Jest naprawdę ostro. Jako, że „łóżkowy” temat jest ostatnio popularny, co chwila powstają literackie szmiry o iluś tam twarzach kogoś tam, stwierdzam, że autorzy tacy jak E. L. James powinni uczyć się od Welsha jak pisze się o seksie.

Trainspotting 2 – narracja, język i ocena

Narrację Welsh powierzył swoim bohaterom. Każdy z rozdziałów to opis wydarzeń z innej perspektywy, wypełniony monologami wewnętrznymi. Te ostatnie trafnie komentują rzeczywistość i nadają snutej opowieści pikantności oraz humoru.

Język, którym posługują się bohaterowie Trainspotting 2 jest taki sam jak ich życie. Pełen wulgaryzmów i obsceniczności. Sprawia to, że powieść Welsha czyta się tak samo jak Krótką historię siedmiu zabójstw. Z jednej strony przeraża, z drugiej fascynuje.

Myślę, że z powyższego opisu książki wyłania się u czytelnika wniosek, że po powieść mogą sięgać tylko pełnoletnie osoby. To nie jest powieść dla młodzieży. I nie mam na myśli tylko pozbawienie historii moralności. Świat przedstawiony w Trainspotting 2 to miejsce, którego należy unikać. Osobom dorosłym i (muszę to dodać) myślącym, spodoba się opowieść  Welsha i wysnują z niej odpowiednie wnioski. Natomiast „pokolenie gimnazjum” może widzieć w publikacji tylko pochwałę ostrego ćpania i seksu dla zaspokojenia swoich potrzeb.

Ocena: 8,5/10

Irvine Welsh, T2 Trainspotting, Wydawnictwo Burda, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Burda za udostępnienie książki.

 

 

Księgobójca

„Biblioteki to burdele dla intelektualistów, przytułki dla biedoty, która nie jest w stanie zgromadzić prawdziwego księgozbioru.” – pisze w swojej najnowszej książce Księgobójca Maja Wolny. Wyjątkowym thrillerze, bo przesiąkniętym do cna książkami oraz księgarnianym klimatem. Jej lektura wywoływała we mnie podobne uczucia, jak przygoda z Klubem Dumas Arturo Pérez-Reverte – gdzie również składany jest hołd książkom.

Długo myślałem o tym uwielbieniu i doszedłem do wniosku, że Maja Wolny pod płaszczykiem kryminału, chciała opowiedzieć o czymś co my, czytelnicy, kochamy najbardziej – obcowanie z książką. Świadczy o tym tematyka Księgobójcy, mnogość wypowiedzi na temat książek, lektury, przechowywania i korzystania z woluminów, a także cytatów z książki Historia starości. Od Montaigne`a do pierwszych emerytur. Uznaję to za pierwszy powód, by sięgnąć po ten thriller.

Księgobójca –morderstwo z książkami w tle

Maja Wolny opowiada w swojej najnowszej publikacji zwykłą historię śledztwa. Jednak robi to w bardzo niezwykły sposób, ale o nim za chwilę.

Opowieść zaczyna się od śmierci artysty i znanego specjalisty od renowacji mebli. Sprawą zajmuje się detektyw Eva, która zaczyna iść po tropach. Szybko okazuje się, że ślady zaczynają łączyć się ze sobą, a obcy sobie podejrzani zaczynają mieć ze sobą wiele wspólnego.

Całość podzielona jest na rozdziały, w których uwaga poświęcona jest poszczególnym osobom, Evie, księgarzowi Wiktorowi, jego klientce Mariannie i siostrze Lucynie, a także przyjaciółce Marianny Damaris. Jednak największe skupienie skierowane jest na pierwszą trójkę.

Księgobójca – emigracja w Amsterdamie

Wiktor i Marianna to postaci, które, oprócz znaczenia w śledztwie i źródła wypowiedzi na temat książek, wykorzystywane są do poruszenia tematu emigracji. Poznajemy ich jako mieszkańców Amsterdamu, ale oboje zamieszkali w Holandii z przymusu. Pierwszy z nich znalazł się na uchodźctwie z powodu II Wojny Światowej. Natomiast Marianna to ofiara nagonki, którą „zafundowali” Żydom Polacy w 1968 roku. Dwie historie służą Wolny do dyskusji na temat patriotyzmu i rozważań nad tęsknotą lub miłością do kraju.

Aktualność tematu jest ogromna. Dlatego warto by Księgobójca znalazł się w rękach Polaków przebywających w kraju, jak i za jego granicą.

Księgobójca – ocena

Książka spodoba się na pewno wszystkim miłośnikom thrillerów. Jest niezwykle podobnie napisana (tylko układ rozdziałów i sposób prowadzenia narracji) do Dziewczyny z pociągu.

W mojej skali dostaje mocne 8,5 na 10. Zasłużyła na tę ocenę.

Ocena: 8,5/10

Maja Wolny, Księgobójca, Czarna Owca, 2017

Książkę podesłało Wydawnictwo Czarna Owca. Dziękuję bardzo!

Piękna litera – naucz się kaligrafii

Na właśnie taką książkę o kaligrafii czekało wiele osób. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, ukazała się na rynku. W rolę Mikołajów, a raczej Mikołajowych, wcieliły się Ewa Landowska oraz Barbara Bodziony, a wsparło je Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów. Dzięki nim na twarzach wielu osób zagościł szczery uśmiech.

Nareszcie mogą nauczyć się ładnie pisać.

Piękna litera – podręcznik do kaligrafii

Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów postawiło na coś więcej, niż wydanie zwykłej książki do nauki kaligrafii. Piękna litera  to doskonały, ba, perfekcyjny kurs nauki pięknego pisania – taki, w którym czytelnik sam decyduje o czasie i ilości ćwiczeń.

Wszystko jest wytłumaczone od podstaw, językiem zrozumiałym dla laika. Po zapisie bardzo ciekawej rozmowy o autorkach, pisaniu oraz fascynacji kształtem liter, dowiadujemy się na temat akcesoriów do kaligrafii, pozycji ciała, przygotowań, czy też ćwiczeń usprawniających pisanie. Następnie przechodzimy do nauki  pisma uncjalnego (uncjała) oraz italiki. Opis każdego rodzaju pisma jest poprzedzony wprowadzeniem zawierającym podstawowe informacje o kroju liter.

Wielkim plusem, decydującym o wartości książki, jest wykształcenie oraz doświadczenie autorek. Ewa Landowska (www.ewalandowska.com) jest znaną i cenioną ekspertką od pięknego pisania. To właśnie dla niej Kancelaria Sejmu powierzyła przepisanie Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej – o tym wyjątkowym egzemplarzu dużo mówiło się kilka lat temu. Jest też muzykiem, co widać w Pięknej literze, w języku opisującym italikę. Natomiast Barbara Bodziony (www.barbarabodziony.pl) to miniaturzystka i kaligraf, zafascynowana średniowiecznymi manuskryptami iluminowanymi. Obie panie od lat prowadzą autorskie warsztaty kaligrafii.

Piękna litera – to dopiero początek

Autorki chciałyby kontynuować swój książkowy kurs, stąd powinniśmy oczekiwać wydania kolejnych tomów w przyszłości. Zanim to jednak nastąpi, każdego czytelnika czeka mnóstwo pracy. Bowiem, by ruszać ku przygodzie z pięknym pismem, należy poznać podstawy – nauczyć się uncjały i italiki.

Ja już to robię i uczę się wielu rzeczy od nowa.

Pierwsze kroki w przygodzie z kaligrafią mam już za sobą. Dotychczas ćwiczyłem na materiałach znalezionych w sieci. Jednak Piękna litera dała mi „lekkie otrzeźwienie”, wskazując jak mało wiedzy i doświadczenia wciąż posiadam, a na koniec zaczęła pomagać. Najważniejszą rzeczą było „podkręcenie systematyczności”. Zrozumiałem, że zasiadanie co jakiś czas do pisania nie dawało satysfakcjonujących efektów. Piękna litera zainspirowała mnie tak mocno do ćwiczeń, że spędzam z książką co najmniej 30 minut dziennie. Dopiero niedawno pojawiły się efekty. Drugą rzeczą, którą zrozumiałem, jest posiadanie wydrukowanego liniuszka do kaligrafii. Do tej pory pisałem na papierze w kratkę. Przestawiając się na czysty papier, pod którym leży wydrukowany liniuszek, zobaczyłem jak koślawe litery kreśliłem do tej pory. Trzecią nauką było ułożenie ręki…. i tak mógłbym wymieniać bez końca.

Piękna litera – ocena

To specjalistyczna publikacja, po którą  mogą śmiało sięgać początkujący kaligrafowie. Pozycja jest warta swojej ceny. Uncjała i italika wyjaśnione są szczegółowo – każdy fragment poszczególnej litery jest ujęty w pracy Landowskiej i Bodziony.

Moja ocena: 10/10

Ewa Landowska, Barbara Bodziony, Piękna litera, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, 2016

Podziękowania składam Wydawnictwu Benedyktynów za udostępnienie publikacji

Pragnienie –książka, którą zapamiętasz

Literacka perła!

Pragnienie pokazuje, że jeszcze 9 lat temu Flanagan był mistrzem narracji (Ścieżek północy nie czytałem, więc nie mogę wypowiadać się o formie pisarza z 2013 roku). Na początku roku, dzięki Wydawnictwu Literackiemu, ukazało się polskie wydanie tej intrygującej powieści. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich czytelników kochających dobrze opowiedziane historie.

Pragnienie –  autor Klubu Pickwicka i kolonizacja Ziemi Van Diemena

Akcja powieści rozgrywa się w dwóch miejscach.

Pierwszym jest środowisko Tasmanii, czyli lokalizacja, w którą  Flanagan kocha pakować bohaterów swoich książek. Tam to przybywa wraz z małżonką nowy gubernator wyspy. Sir John Franklin jest znanym angielskim odkrywcą, lubującym się w podróżach w lodowe ostępy. Swoje stanowisko dostaje tylko ze względu na poważanie w Starym Świecie. Natomiast Lady Jane jest wzorową żoną, zrozpaczoną niemożliwością posiadania własnych dzieci. Para przybywając na wyspę zostaje powitana występem artystycznym  garstki Indian, tych którzy przeżyli przyjazd kolonizatorów. Wśród tubylców jest śliczna dziewczynka, którą od razu postanawia zaadaptować Angielka.

Drugim miejscem jest Anglia, kilka lat po wydarzeniach rozgrywających się w Tasmanii, w której tworzy Charles Dickens. Uznany pisarz ma „mały kłopot” z małżeństwem. Wtem pojawia się propozycja od Lady Jane, by zaangażował się w sztukę, która uratuje dobre imię zmarłego podczas ekspedycji na Arktykę Sir Johna Franklina.

Nie zależnie od klimatu, czasu  i położenia geograficznego, każdego z bohaterów dręczy pragnienie osiągnięcia „czegoś, co uważa za istotne dla siebie lub ogółu”. Im bardziej są one donioślejsze, w tym większe kłopoty wpędzają bohaterów.

Pragnienie – gnoza na Ziemi Van Diema

Dawno nie czytałem powieści tak bardzo przesiąkniętej gnozą. Tadeusz Miciński byłby zachwycony.

W Księdze ryb Flanagan pisał o świecie złym, przepełnionym wielką niesprawiedliwością, ale z katorgo dało się „mniej lub bardziej” uciec. W Pragnieniu jest odwrotnie. Z ust bohaterów padają potwierdzenia, że Bóg nie interesuje się światem i ludźmi, pozostawił ich samym sobie. Niektórzy doświadczają oświecenia (o dziwo Ci, którzy wywodzą się z ludów prymitywnych) i odkrywają prawdę, tak bardzo przerażającą.

Rzeczywistość mieszańców Ziemi Van Diema – tubylców, osadników oraz osób związanych z kolonią karną —  jest naprawdę obłąkana. To świat brutalny, prowadzący donikąd, którym interesuje się tylko Szatan (nawet zaczynają go wyznawać). Porządne jednostki tracą morale, kryminaliści stają się jeszcze bardziej obojętni na krzywdę i ból, króluje nierząd i litry alkoholu.

Pragnienie – ocena

Czytając Pragnienie, miałem wrażenie, że siedzę w pociągu, który pędzi ku przepaści. Z kartki na kartkę losy bohaterów nabierają znamion coraz większej t­ragedii.

Powieść Flanagana nie należy do łatwych, ale jej lektura pozostawia po sobie doskonały smak. Jest to ambitna publikacja, której warto poświęcić czas.

Ocena: 9/10

Richard Flanagan, Pragnienie, Wydawnictwo Literackie, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za możliwość przeczytania książki

 

Indyk beltsville

Jestem przekonany, że Indyk beltsville na pewno już leży na półkach większości miłośników prozy Jerzego Pilcha. Szczególnie, że książka jest dostępna od listopada 2016. Dlatego ten tekst kieruję do wszystkich czytelników mojego bloga, którzy nie znają dzieł prozaika lub czytali tylko kilka historii spod jego pióra.

W tym miejscu chciałbym zwrócić się do osób, które osądzają twórczość pisarza po przeczytaniu Pod Mocnym Aniołem – a znam sporo takich. To powieść z 2000 roku, a więc z okresu gdy Pilch od 12 lat był na rynku wydawniczym, i nieźle już zdążył tam namieszać (Nagroda Fundacji im. Kościelskich, Paszport „Polityki” oraz podwójne zmagania się o Nike mówią same za siebie). Stąd, do wiadomości „oceniających po jednej książce” – Pilch inaczej pisał w swoich pierwszych publikacjach, inaczej u szczytu ponownego odkrycia (po Bezpowrotnie utracona leworęczności Pod Mocnym Aniołem), a inaczej teraz, gdy tkwi na pozycji liderów prozy polskiej.

Indyk beltsville – trzy tomy i kilka nowych opowiadań

A więc jak wygląda pisarstwo Pilcha? O tym można przekonać się sięgając po książkę Indyk beltsville. Jest to przekrojówka jego twórczości, będąca zestawieniem trzech tomów opowiadań – Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej (1988, debiut autora), Bezpowrotnie utracona leworęczność(1998) i Moje pierwsze samobójstwo (2006), Dodatkowo, w książce znajduje się 6 opowiadań, które ukazały się w druku, ale dopiero teraz znalazły się w książce sygnowanej nazwiskiem autora.

774 strony doskonałej prozy, udowadniającej jak wielki geniusz drzemie w Pilchu. Indyk to również świadectwo postrzegania rzeczywistości w ciągu minionych 30 lat, zmieniającego się wraz z kolejnym dziesięcioleciem, ale wciąż zawierającego pokłady nostalgii ironii oraz dobrego humoru. I ten język Pilcha – kto nie zna, musi koniecznie poznać mistrzowski storytelling.

Czyta się naprawdę nieźle. Mi Indyk smakował najlepiej z popołudniową mocną kawą lub szklanką dobrej whiskey wieczorową porą. Dawka 3-4 opowiadania na raz pozwalała naprawdę zrelaksować się po ciężkim dniu. I taki sposób czytania polecam wszystkim (pełnoletnim, jeżeli sięgną po alkohol) czytelnikom.

Indyk beltsville – ocena

Będzie krótko. Osoby, które poczuwają się do miana kulturalnych, chcących być  na czasie z literaturą współczesną, muszą znać twórczość Pilcha. Od kilku lat jest klasykiem literatury polskiej, którego każda nowa książka jest wyczekiwana od miesięcy.

Kto jeszcze nie czytał ma szansę.

Moja ocena: 10/10

Jerzy Pilch, Indyk beltsville, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuje Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.

 

Manchester by the Sea

Manchester by the Sea to film, który wyrywa z fotela widza na ponad dwie godziny. To bardzo dobry obraz, o czym świadczą wysokie oceny (w dniu pisania tekstu: Filmweb:8.3  IMDB: 8.4). Wcale nie zdziwię się jak opowieść Kennetha Lonergana zgarnie Oscara.

Jednak nie przeżyłem go tak bardzo emocjonalnie, jak inni widzowie na sali. A teraz dziwią się, że nie wzruszyłem się ani razu. Co mi nie przeszkadza nazwać Manchester by the Sea jednym z najważniejszych filmów minionych miesięcy.

Dużą rolę grają tu trzy czynniki  mocny scenariusz, sposób opowiedzenia historii oraz gra aktorska Casseya Afflecka.

Manchester by the Sea – tragedie z przeszłości i kłopoty z teraźniejszości

Film Kennetha Lonergana to opowieść o mężczyźnie, który wraca w rodzinne strony. Musi zaopiekować się po śmierci brata jego synem, który do grzecznych nie należy. W ten sposób bohater, grany przez Afflecka, zostaje niczym Hans Castorp, trochę dłużej w rodzinnych stronach. Nosi w sobie wspomnienie traumatycznego przeżycia, które w tym momencie atakuje go ze zdwojoną siłą.

Kenneth Lonergan napisał i wyreżyserował opowieść o ludzkiej tragedii oraz cierpieniu, które pożera i paraliżuje. Wszystko to wsadził w małomiasteczkowy klimat, opatrzył doskonałą muzyką i jeszcze lepszymi zdjęciami. Manchester by the Sea to film skrojony na miarę. Mimo poruszenia bardzo smutnego tematu, nostalgia nie wylewa się z ekranu w każdej scenie. Lonergan pozwala widzowi śmiać się, gniewać, a nawet bać się. Co więcej, reżyserowi udało się coś niesamowitego – połączył w opowieści dwie sprzeczności, monotonia przeplata się z nerwowością, dzięki czemu 2 godziny i 15 minut upływa niesamowicie szybko.

A do tego Cassey Affleck. Aktor udowadnia w filmie, że posiada talent  na miarę brata.Zasłużenie zgarnął za tę rolę Złotego Globa.

Manchester by the Sea – czy warto iść do kina?

Osoby nastawione na wartką akcję nie mają na co liczyć. Jednak te szukające mądrej historii o rodzinie, miłości, przyjaźni, osamotnieniu jednostki po traumatycznych przeżyciach muszą obejrzeć Manchester by the Sea.

To kawał dobrego filmu, o którym długo się myśli. Polecam!

Ocena: 9,5/10

Reż. Kenneth Lonergan, Manchester by the Sea, 2016

 

Xięgi Nefasa. W zaświatach

Czy Xięgi Nefasa stanowią konkurencyjne książkowe uniwersum dla Wiedźmina? Wątpię, to zupełnie inne style fantasy. Jednak jestem przekonany, że bohaterowie powieści Małgorzata Saramonowicz magią i mieczem zawojują serca czytelników Sapkowskiego. Co więcej, Nefas, jego przyjaciele oraz wrogowie, mogą podzielić los Geralta z Rivii i spółki, wyjść z kart Xiąg i zaistnieć w świecie popkultury.

Xięgi Nefasa. W zaświatach – opowieść toczy się dalej

Xięgi Nefasa. W zaświatach to kontynuacja Trygława– władcy losu, w której to były rycerz zakonny, szpieg, zabójca i ważny „człowiek” Bolesława Krzywoustego, Nefas zwraca się do mrocznych kapłanów Trygława, prosząc, by odmienili Przeznaczenie. Mają pomóc władcy doczekać się syna. Jednak Trygław, przebiegłe bóstwo, przeinacza spełnienie obietnicy. Efektem jest związanie ze sobą losów trójki dzieci i zawierzenie ich życia Nefasowi.

W  Xięgi Nefasa. W zaświatach historia jest kontynuowana. Nefas wiedząc, że jeśli jedno z dzieci umrze, zginie też i potomek Krzywoustego strzeże trójki, a do tego stara się uratować z zaświatów pewną szarowłosą kobietę. W wir niesamowitej akcji dorzucamy magię, pogańskie wierzenia, zbliżający się bunt i mamy ciekawą powieść. Polskie fantasy rozgrywające się w mrocznym średniowieczu.

Xięgi Nefasa. W zaświatach – zalety i wady powieści

Zacznijmy od plusów.  Drugi tom cyklu jest napisany na tym samym poziomie co pierwszy. Stąd widać, że rok pracy (pierwsza część cyklu ukazała się w lutym 2016 roku, a W zaświatach pojawi się równo po 12 miesiącach) nie osłabił formy Małgorzaty Saramonowicz. Wręcz przeciwnie, śmiało stwierdzę, że w tym czasie kreatywność pisarki nieco wzrosła.

Miłośnicy fantasy nie powinni się nudzić podczas lektury. Opowieść jest sprawnie napisana – wartka akcja, krótkie rozdziały – stąd oba tomy można szybko połknąć.

Trzecim plusem, jest fabuła, którą aż prosi się przenieść na ekran. Co więcej, rewelacyjnie by było, gdy twórcy i deweloperzy gier wideo pomyśleli o egranizacji. Doskonale wiem, że żyjemy w kraju, w którym rzadko przerabia się literaturę w scenariusz gry, ale… przygoda dziejąca się w XII-wiecznej Polsce, z magią, orężem i tak ciekawie opowiedzianym pogańskim świecie, aż prosi się o przeniesienie do cyfrowego świata. Wierzę, że może wyjść z tego RPG na wzór The Dwarves Markusa Heitza lub Skyrima, Neverwinter nights, Pillars of Eternity, czy też Baldur’s Gate. Doskonały materiał już jest. Teraz wszystko zależy od twórców.

Minus jest jeden. Wspomniane za krótkie rozdziały. To co idealnie sprawdza się w podróży metrem lub autobusem, zaczyna denerwować, gdy zasiadamy do lektury w domu. Wsiąknięcie w opowieść, by za chwilę została przerwana, trochę pobudza nerwy.

Dlatego od mocnej 8.5 odejmę 0,5 punktu.

Małgorzata Saramonowicz, Xięgi Nefasa. W zaświatach, Wydawnictwo Znak, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie egzemplarza recenzenckiego

Najsłynniejsze drzewko świata – Historia świątecznej choinki

Dobrze jest usiąść w zimowy wieczór pod choinką, zaparzyć herbatę, chwycić ze świątecznego stołu ostatnie kawałki ciasta i odpłynąć wraz z książką Historia świątecznej choinki. Sprawdziłem to i potwierdzam, książka ks. Józefa Naumowicza „zwiększa magię świąt w Świętach Bożego Narodzenia”.

Publikacja jest też świetnym dopełnieniem do drugiej książki księdza, która również ukazała się w tym roku – Narodziny Bożego Narodzenia. Natomiast dla osób zainteresowanych tematem choinki od strony historii kultury i sztuki Historia świątecznej choinki może być doskonałym wstępem do rozpoczęcia badań. Polecam im połączenie lektury z publikacją Katarzyny Smyk Choinka w kulturze polskiej. Symbolika drzewka i ozdób.

Jak powstała choinka? – Historia świątecznej choinki

Moje kochane dzieci,
był taki czas na świecie,
ze wcale nie było choinek,
ani jednej, i dzięcioł wyrywał sobie piórka
z rozpaczy, i płakała wiewiórka,
co ma ogonek jak dymiący kominek.

Ciężkie to były czasy niepospolicie,
bo cóż to, proszę was, za życie
na święta bez choinki, czyste kpinki.

Tak pisał Kontenty Ildefons Gałczyński,  jeden z najwybitniejszych polskich poetów. Jego słowa mogłyby stać się mottem do książki ks. Naumowicza z dwóch powodów: pięknie wprowadzają do tekstu publikacji, a także są napisane takim samym ciepłym językiem jak Historia świątecznej choinki. Opowieść o choince czyta się, a raczej pochłania się, wybornie.

Jednakże ciepłym nie znaczy, pozbawionym naukowości. Wręcz przeciwnie. Ks. Naumowicz badacz i członek PAN  świetnie sobie radzi jako pisarz. Ma niezwykły dar przekształcania suchych i nudnych informacji w inspirującą opowieść o świątecznym drzewku. Historię świątecznej choinki czyta się jak gawędę i już planuje się co nowego wprowadzi podczas świętowania kolejnego Bożego Narodzenia.

Publikacja odpowiadająca na pytanie „jak powstała choinka?” podzielona jest na siedem rozdziałów. Pierwsze trzy dotyczą genezy oraz znaczenia tradycji ubierania drzewa (na początku wcale to nie była choinka, ale o tym więcej w tekście). Czwarta część nosi miano Debata o pochodzeniu i na pewno spodoba się kulturoznawcom i antropologom.  Kolejna przypadnie do gustu miłośnikom dobrej literatury, jej tytuł mówi sam za siebie – Choinka w literackiej szacie. Książkę zamykają rozdziały odnoszące się do choinki w polskiej tradycji oraz rzymskiej i papieskiej.

Historia świątecznej choinki – komu spodoba się książka

Historia świątecznej choinki została wydana tak, by zdobyć serca jak największej liczby czytelników. Ciekawie napisana treść wzbogacona jest o ilustracje, szkice oraz zdjęcia. Jest ich naprawdę mnóstwo, a co za tym idzie wzbudzą zainteresowanie małych i dużych odbiorców. Ogromną rolę pełni tu czcionka. Jej przejrzystość i wielkość spodobają się osobom w podeszłym wieku.

Moja ocena: 8,5/10

Ks. Józef Naumowicz, Historia świątecznej choinki, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

 

Muza

Jessie Burton, po „wielkim wejściu” do świata literatury, nie spoczęła na laurach. Dwa lata po Miniaturzystce  wydala drugą powieść, którą przyjęto z ogromnym entuzjazmem.

Muzę trzymałem w dłoniach jeszcze kilka tygodni przed polską premierą. Jednak nie przypadła mi ona do gustu (skąd więc ocena 8/10? Odpowiedź znajduje się w tekście).

Muza  to „średniej jakości opowiastka” rozgrywająca się w dwóch przestrzeniach czasowych. W pierwszej, czarnoskóra emigrantka próbuje odnaleźć się w Londynie z lat 70-tych. Otrzymując upragnioną pracę – stenotypistki w galerii sztuki, trafia na zagadkę niezwykłego obrazu.  Malowidło prawdopodobnie jest nieznanym dziełem hiszpańskiego malarza, który zginął podczas wojny. W drugiej przestrzeni pojawia się  hiszpańska prowincja, w przeddzień wybuchu wojny domowej. Bohaterką rozgrywającej się tam historii jest dziewczyna, która ma talent malarski, ale obawia się rozpoczęcia profesjonalnej kariery artystycznej – drzwi do jej sukcesu zamyka ojciec z przestarzałymi poglądami .

Mimo, że oba czasy powieści dzieli trzydzieści lat różnicy, to czarnoskórą dziewczynę z Londynu i mieszkańców posiadłości w Andaluzji łączy o wiele więcej, niż zagadkowy obraz. Muza to opowieść o szukaniu akceptacji i jej wiecznym braku ze strony otoczenia. Takie gonienie za króliczkiem. Zarówno środowisko londyńskie, jak też artystyczne są zamknięte na obie bohaterki. Problemem stają się: pochodzenie, kolor skóry oraz płeć.

Autorka pokazuje, że dyskryminacja wciąż była i jest w modzie. Nie ważne, czy czytelnik przeniesie się do czasów generała Franco, czy 30 lat później do Londynu, czy też spojrzy na otaczającą go teraz rzeczywistość, zawsze natrafi na rzesze ksenofobów, osób zabraniających, szufladkujących i zawistnych wobec wszystkiego, co inne lub co nie idzie w parze z ich religią lub przekonaniami.

Burton nie akceptuje tych krzywdzących klasyfikacji. Stawia swoje bohaterki do konfrontacji ze złem, każe im walczyć do końca. Tym samym uczy czytelnika, że nie może być on biernym na zło czynione wobec innych oraz przestrzega, by sam nie był źródłem upokorzeń.

To właśnie najpiękniejsze jest w tej powieści i dlatego wystawiam Muzie wysoką ocenę.

Moja ocena: 8/10

Jessie Burton, Muza, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki