Wzlot i upadek D.O.D.O

Podróże w czasie, czarownice oraz zmienianie biegu historii na rzecz „poprawnej” geopolityki. A to wszystko upchnięte do jednej powieści. Brzmi nierealnie? Być może. Jednak sprawdza się znakomicie, dając satysfakcję przebrnięcia przez opasłe tomiszcze.

Słowo „przebrnięcie” nie jest na miejscu. Bo Wzlot i upadek D.O.D.O. to 630 stron czystej przyjemności. Jeżeli przeraża cię ta objętość – koniecznie sprawdź tę książkę – nie poczujesz upływu czasu, gdy skończysz pierwsze 100 stron. Mało tego, moim zdaniem, Wzlot i upadek D.O.D.O. to jedna z najważniejszych książek science- fiction, ale o tym na koniec.

Wzlot i upadek D.O.D.O. – jak zdobyć pieniądze i władzę? Zatrudnij wiedźmę

Tytułowe D.O.D.O. jest wydziałem rządowej agencji. Pod tajemniczym skrótem kryje się nazwa Departament Od Diachronicznych Operacji. Do jego zadań należy wysyłanie agentów w przeszłość, by móc kontrolować teraźniejszość.

Neal Stephenson i Nicole Galland zaczynają swoją historię od chwili, gdy Melisande Stokes, uwięziona w XIX wieku, zaczyna pisać wspomnienia. Opowiada o tym, jak została zwerbowana przez pracownika wojskowego wywiadu do współtworzenia wydziału. Tristan Lyons wytłumaczył jej, że właśnie może spełnić się jej marzenie – może rzucić swoją pracę na uczelni i zająć się tym, co najbardziej kocha, badaniem zapomnianych języków w praktyce. Agent przedstawił również dowody na to, że magia oraz uprawiające ją wiedźmy występują nie tylko w bajkach. Istniały też kiedyś, ale zaczęły powoli zanikać, by popaść w zapomnienie – dokładnie w czasie Wielkiej Wystawy w londyńskim Kryształowym Pałacu. W tym samym czasie, z Melisande kontaktuje się prawdziwa wiedźma, która tłumaczy badaczce, że czeka właśnie na nią ponad sto lat.

Pozostałe fragmenty powieści współtworzą wspomnienia wiedźmy żyjącej w czasach Szekspira, rządowe raporty, czy też służbowe notatki. Ich treść daje czytelnikowi odpowiedź na pytanie: co właściwie się wydarzyło, że Melisande została uwięziona w XIX wieku?

Odpowiedź na nie jest prosta, wszystko rozegrało się o pieniądze i władzę. Bowiem, wiedząc, że agencje rządowe innych państw mają również wiedzę o magii i o tym, że dzięki niej mogą podróżować w czasie, rząd USA decyduje się na rozwój tej dziedziny, by wieść prym na świecie. Dzięki działalności D.O.D.O. wychodzą na jaw dwie istotne rzeczy. Po pierwsze, zmiany dokonane w przeszłości mają wpływ na to historię ludzkości. Po drugie, zakopując przedmiot w przeszłości i odkopując w teraźniejszości można nieźle się wzbogacić – a pieniądze przeznaczyć na przykład na finansowanie działalności D.O.D.O.

Wzlot i upadek D.O.D.O. – uniwersalna przestroga

Neal Stephenson i Nicole Galland napisali opowieść o tym do czego doprowadzić mogą rządza pieniądza i władzy. Wskazują przy tym, że w każdej korporacji, która działa w określony sposób, a jej członkowie to maleńkie tryby kolosalnej maszyny, znajdzie się jednostka, która zechce wolności. A gdy się zbuntuje, cała machina psuje się i kolos na glinianych nogach upada. Uniwersalna prawda, uwieczniona w oryginalny sposób.

Wzlot i upadek D.O.D.O. to też książka o współczesnym wywiadzie. Osoby zainteresowane tematyką szpiegów oraz agencji rządowych na pewno spojrzą na książkę Neala Stephensona i Nicole Galland nie tylko jako czystą fantastykę. Jeżeli zajrzymy do publikacji o współczesnym wywiadzie, artykułów lub filmów (nie tylko tych z żółtymi napisami 🙂 ), możemy zauważyć kilka wspólnych elementów z D.O.D.O.– na przykład takich jak zdobywanie środków.

Wzlot i upadek D.O.D.O. – ocena

Moim zdaniem Wzlot i upadek D.O.D.O. to książka do obowiązkowego przeczytania. Umieszczam ją obok takich tytułów jak Ubik czy Diuna. Rewelacyjna narracja, ciekawa historia i udana próba sklejenia ze sobą elementów, które na pierwszy rzut oka nie pasują do siebie – to wszystko wpływa na najwyższą ocenę.

Niecierpliwie czekam na kontynuację Wzlotu i upadku D.O.D.O., która niedawno pojawiła się na rynku. Nosi tytuł: Master of the Revels.

Moja ocena: 10/10

Neal Stephenson, Nicole Galland, Wzlot i upadek D.O.D.O., Wydawnictwo MAG, 2018

Nagrody Bookera – tytuły z długiej listy Bookera po polsku

Poniżej znajduje się zestawienie tytułów z corocznych nominacji do Nagrody Bookera. Kolorem czerwonym oznaczone są pozycje przetłumaczone na język polski. Lista będzie systematycznie aktualizowana.

The International Booker Prize 2021

  • Can Xue „I Live in the Slums”,
  • David Diop „At Night All Blood is Black”,
  • Nana Ekvtimishvili „The Pear Field”,
  • Mariana Enriquez „The Dangers of Smoking in Bed”,
  • Benjamin Labatut „When We Cease to Understand the World”,
  • Ngũgĩ wa Thiong’o „The Perfect Nine: The Epic Gikuyu and Mumbi”,
  • Olga Ravn „The Employees”,
  • Jaap Robben „Summer Brother”,
  • Judith Schalansky „An Iventory of Losses”,
  • Adania Shibli „Minor Detail”,
  • Maria Stiepanowa „In Memory of Memory”, („Pamięć pamięci”)
  • Andrzej Tichý „Wretchedness”,
  • Éric Vuillard „The War of the Poor”

The International Booker Prize 2020

  • Willem Anker „Red Dog”
  • Shokoofeh Azar „The Enlightenment of The Greengage Tree”
  • Gabriela Cabezón Cámara „The Adventures of China Iron”
  • Jon Fosse „The Other Name: Septology I – II”
  • Nino Haratischwili „The Eighth Life” („Ósme życie”)
  • Michel Houellebecq „Serotonina”
  • Daniel Kehlmann „Tyll”
  • Fernanda Melchor „ Hurricane Season”
  • Yoko Ogawa „The Memory Police”
  • Emmanuelle Pagano  „Faces on the Tip of My Tongue”
  • Samanta Schweblin „Little Eyes”
  • Marieke Lucas Rijneveld „The Discomfort of Evening” („Niepokój przychodzi o zmierzchu”)
  • Enrique Vila-Matas „Mac and His Problem”

The International Booker Prize 2019

  • Margaret Atwood – „The Testaments („Testamenty”)
  • Kevin Barry – „Night Boat to Tangier”
  • Oyinkan Braithwaite – „My Sister, The Serial Killer” („Moja siostra morduje seryjnie”)
  • Lucy Ellmann – „Ducks, Newburyport” 
  • Bernardine Evaristo – „Girl, Woman, Other” („Dziewczyna, kobieta, inna”)
  • John Lanchester – „The Wall” 
  • Deborah Levy – „The Man Who Saw Everything” 
  • Valeria Luiselli – „Lost Children Archive” („Archiwum zaginionych dzieci”)
  • Chigozie Obioma – „An Orchestra of Minorities”  („Orkiestra Bezbronnych”)
  • Max Porter – „Lanny”
  • Salman Rushdie – „Quichotte” 
  • Elif Shafak – „10 Minutes 38 Seconds in This Strange World” (‚”10 minut i 38 sekund na tym dziwnym świecie”) 
  • Jeanette Winterson – „Frankissstein”

Grass Kings – tom 1

W trakcie lektury Grass Kings miałem wrażenie, że oglądam kolejny odcinek Outsiderso serialu pisałem pięć lat temu na Bazgrolku. To samo zestawienie: „ci dobrzy, choć kawały łobuzów” wybierający życie poza miastem oraz „ci źli” – stróże prawa, „miastowi”. Jednak komiksowa opowieść smakuje wybornie! Zero odgrzewanego serialowego kotleta.

Grass Kings – azyl dla wykluczonych

„Z powodu rosnących cen amunicji, nie będzie strzału ostrzegawczego” głosi napis przed wejściem na teren samozwańczych władców enklawy przyczep kempingowych i azylu dla wykluczonych. W tym jednym ostrzeżeniu kryje się wszystko, co dostanie czytelnik wkraczający do Królestwa Traw.

Są pościgi, strzelaniny, rajdy i patrolowanie terenu w celu wyłapania intruzów łamiących zakaz wstępu. Tymi intruzami są policjanci, którym nie podoba się to, że społeczność wyrzutków upodobała sobie osiedlenie się w pobliżu ich rodzinnych domów.

Jednak ze stróżami prawa outsiderów wiążą dwa wątki. Bruce, jest byłym policjantem, który musiał przejść na drugą stronę. Natomiast Robert, przed staniem się szefem wyrzutków, żył spokojnie, dopóki nie stracił córki, a śledczy zawiedli go „po całości”.

Grass KingsWilk stepowy dla współczesnych

Podczas lektury spostrzegłem, że pomiędzy Grass Kings a dziełem Hermana Hessego można postawić kilka znaków równości. Oczywiście, Wilk stepowy to powieść o zupełnie innej tematyce, o wiele trudniejsza w wymowie niż komiks Kindta i Jenkinsa. Jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę zachowanie bohaterów ich stosunek do rzeczywistości, zastanego ładu i porządku, to otrzymamy postaci podobne do Harryego Hallera.

Co więcej, patrząc z punktu rozpatrywania dzieła poprzez (upraszczając wywód z Traktatu o wilku stepowym) mówienie o analizie utworu poprzez potraktowanie jego bohaterów jako całości, zyskujemy jakże ciekawą hellerową „złożoność duszy”.

Jaki nam się jawi ów komiksowy wilk stepowy? Uważam, że podobny do tego z dzieła Hessego. Tak samo  zbuntowany i przerażony światem, jak nie chcący i nie potrafiący być szczęśliwym.

Moja ocena: 8/10

Matt Kindt, Tyler Jenkins, Grass Kings, Nonstopcomics, 2018

Strażniczka Słońca – Maja Lunde powraca z nową opowieścią

Autorka Śnieżnej siostry powraca i to w jakim stylu. Strażniczka Słońca jest opowieścią napisaną w rozpoznawalnym dla Lunde stylu. Mamy niesamowite tajemnice, bohaterów stawiających wszystko na jedną kartę, no i zagadkową zmianę klimatu na Ziemi.

W świecie Strażniczki Słońca ludzie żyją w mroku. Zanim do tego doszło, na Ziemi panowała susza i przerażający upał. Ludzie cierpieli. Aż pewnego dnia, Słońce znikło z nieba, ustępując miejsce mrokowi i deszczowi. Kolorowy świat wyblakł, do tego stopnia, że o jaskrawych brawach ludziom przypominały tylko farby artystów i plastyków. A do tego, co najgorsze, zapanował głód.

Powyższy opis przypomina Historię pszczół, Błękit oraz Ostatniego Lunde? Być może. Jednak to tylko pozory.

Strażniczka Słońca – uwięzione Słońce, to nie wróży najlepiej

Lilia, bohaterka książki, wychowuje się pod czujnym okiem dziadka. Mężczyzna pełni we wsi niebywałą rolę. Co kilka dni znika w swojej szklarni, a gdy wraca ma warzywa i owoce dla wszystkich współmieszkańców.

Szklarnia jest miejscem, do którego nikt nie ma wstępu. Oczywiście, zakaz ten zostaje złamany przez Lilię. Dziewczynka odkrywa, że w budynku nie ma nic ważnego. Za to tuż za nim znajduje się zakazany las, przez który biegnie ścieżka prowadząca do zielonej doliny, a tam uwięzione jest Słońce. Nadzorują je, na zlecenie Strażniczki Słońca, Chłopiec z Psem. Pomiędzy dziećmi nawiązuje się nić przyjaźni. Lilia zaczyna wyglądać lepiej, dzięki trosce Chłopca, który karmi ja do syta owocami.

Pewnego dnia mieszkanka wsi zabiera kolegę do osady. Pokazuje jak wygląda świat bez Słońca. Chłopiec jest przerażony.

Tak zaczyna się najnowsza na polskim rynku książka Mai Lunde, której głównym tematem, wbrew pozorom… wcale nie jest katastrofa klimatyczna.

Strażniczka Słońca – wyczekując na wiosnę

Powieść Lunde zmusza czytelnika do zastanowienia się nad kwestiami takimi jak: miłość, macierzyństwo, fizyczna obecność bliskich w codziennym życiu dziecka, w tym rola dotyku. Są one potrzebne, tak samo jak Słońce. Bez nich nie da się żyć.

Strażniczka Słońca to też opowieść o nadziei i o tym, że wszystko zmienia się cyklicznie. Po zimie przychodzi wiosna, a po nim lato i jesień, a to co złe, kiedyś się kończy. Autorka pisze o tym w bardzo wyważony sposób, bez moralizowania i zbędnego wciskania dobrze znanych od wieków ludzkości prawideł.

Jednak najważniejszy, jak dla mnie, w książce Lunde jest temat straty. Lilia, co chwila musi się mierzyć z utratą lub zyskaniem czegoś lub kogoś. Czasami to, co zyskuje okazuje się wcale nie tak niezbędne, jak się wydawało. W zależności od sytuacji dziewczynka musi osądzać, co jest dla niej i jej bliskich dobre, a co złe.

Strażniczka Słońca – ocena

Strażniczka Słońca jest rewelacyjnym tekstem, noszącym znamiona mrocznej baśni. Właśnie, mrocznej.

Lektura książki Mai Lunde to wejście do świata pełnego szarości, zła i smutku. Co chwila wyczuwalny jest ciężki klimat. Podobnie jest z zakończeniem. Na pewno jest pozytywne, ale nosi znamiona „ciemnej strony ludzkiej natury”. Dlatego na pewno nie polecam Strażniczki Słońca młodszym czytelnikom.

Myślę, że idealnym wiekiem na zmierzenie się z przygodami Lilii i Chłopca, jest skończone 12 lat. Na pewno polecam Strażniczkę Słońca dorosłym – świadomym rodzicom. To bardzo mądra opowieść, która naprawdę uczy.

Moja ocena: 9/10

Maja Lunde, Strażniczka Słońca, Wydawnictwo Literackie, 2021

Infidel – komiks o demonach, islamie i rasizmie

W języku angielskim „infidel” oznacza „niewiernego”. Dlatego sięgając po komiks Pichetshote`a i Cambella z okładką jaką widać na zdjęciu, miałem świadomość, że wejdę do opowieści, w której główną rolę odgrywa islam. Właściwie to mnie podkusiło do sięgnięcia po album. Nie wiedziałem o nim nic. Ba, szereg rekomendacji z ostatniej strony okładki (nawet ich nie czytałem, uznając, że Wydawnictwo Nonstopcomics musi jakoś sprzedawać swoje tytuły) tylko mnie odstraszył przed zapoznaniem się z tekstem blurbu.

Zakochałem się w tej opowieści!

To, co znajduje się w środku to połączenie mega strasznej opowieści z opowieścią społeczną. Rysunek i warstwa narracyjna wgniatają w fotel i nie pozwalają przerwać lektury.

Infidel to tytuł obowiązkowy, dla każdego fana komiksów, a także przerażającej historii grozy. Na pewno zadowoleni z lektury będą fani oscarowego filmu Uciekaj! –  tu też religia, kolor skóry i poglądy mają ogromne znaczenie, a do tego straszą.

Infidel – jak leczyć rasizm?

Rasizm to rak, którego nie da się wyleczyć. Jedyne, na co możesz liczyć, to remisja.

Powyższe słowa mówi jedna z bohaterek, oceniając nastawienie społeczne do osób o innym kolorze skóry lub wyznających nie tę religię, co trzeba. Ma rację, bo świat w komiksie Infdel to Nowy Jork, w którym każdy patrzy na „innych” we wrogi sposób. Wszystko wygląda ładnie, dopóki nie zdarzy się incydent. Wystarczy tylko iskra, by z bliźniego wyszło to, co najgorsze.

Pewnego dnia amerykańska muzułmanka, zamieszkująca dom będący celem domniemanego ataku terrorystycznego, zaczyna kogoś lub coś widzieć. Zaczyna się od koszmarów sennych. Później są wizje na jawie. Sytuacja ze strony na stronę robi się niezrozumiałą (słowo „dziwną”tu nie pasuje), a przez to groźniejszą. Zaczynają umierać jej bliscy.

Nad wszystkim wydarzeniami unosi się widmo rasizmu – nienawiści wobec koloru skóry i religii. I to ono dodaje i wzmacnia ciarki przebiegające po plecach czytelnika. Uważny odbiorca znajdzie, oprócz świetnego horroru, odpowiedź na pytanie: czy można się wyleczyć z tego rasizmu?

Infidel – komiks na nasze czasy

Tak jak komiks Kajko i kokosz wpisany jest na listę lektur szkolnych w podstawówce, tak Infidel  powinien być obecny w ostatniej klasie liceum. Ostatniej, bo to nie jest opowieść dla młodszych odbiorców. Dzięki temu, o wiele lepiej będzie można dotrzeć do młodego pokolenia z tematami takimi jak: nienawiść, rasizm, homofobia.

Gorąco polecam i wystawiam zasłużoną najwyższą ocenę. Opowieść godna swojej ceny.

Moja ocena: 10/10

Pornsak Pichetshote, Aaron Cambel, Infidel, Nonstopcomics, 2019

Willa, dziewczyna z lasu

Trzy powody zadecydowały o sięgnięciu po książkę Willa, dziewczyna z lasu. Pierwszym jest wydawca.  Wydawnictwo Literackie nigdy mnie nie zawiodło w kwestii literatury dziecięcej i młodzieżowej. Dziewczynka, która wypiła księżyc, Dziewczynka z atramentu i gwiazd, Best seler i zagadka znikających warzyw – to tytuły z ciekawą fabułą i interesującym przekazem, które się pamięta na długo. Drugi powód tkwił w treści – czytając zapowiedź miałem przeczucie, że opowieść Roberta Beatty`ego to połączenie powieści Kelly Barnhill z czołową produkcją Studia Ghibli Księżniczką Mononoke. To było dobre przekonanie. A w środku lektury zacząłem wyczuwać inspiracje jeszcze jednym dziełem, ale o tym napiszę na koniec.

Willa, dziewczyna z lasu – opowieść dla miłośników filmu Księżniczka Mononoke

Opowieść Roberta Beatty`ego to historia dziewczyny, która po stracie rodziców wychowuje się pod opieką babci. Obie kobiety mają niesamowitą moc, która pochodzi z pierwotnych czasów i łączy się z naturą. Mieszkają, wraz z innymi członkami plemienia w Głuchej Jamie, którą zarządza bezwzględny padaran. Na rozkaz władcy, Willa trudni się złodziejstwem. Tak jak inne dzieci ma za zadanie zakradać się na zewnątrz Głuchej Jamy i przynosić zdobyte łupy padaranowi.

Pewnego razu Willa zakrada się dalej, niż pozwalają plemienne zasady – do ludzkiego domu. Wszystko po to, by udowodnić swoją odwagę oraz z ciekawości. Tam zostaje postrzelona, przez co nie wraca na czas do domu. Tym samym, uruchamia lawinę zdarzeń, które doprowadzają ją do końca, którego nikt się nie spodziewał.

Co ma ta historia wspólnego, z Księżniczką Mononoke? O wiele więcej, niż okładkę przedstawiającą dziewczynę z wilkiem. Bowiem mamy tu bohaterkę, która pochodzi z lasu, jest związana z naturą i broni jej. Przekaz ekologiczny w książce Willa, dziewczyna z lasu jest niezwykle istotny. Willa i bohaterka filmu mają wspólny cel – obronę lasu przed wycięciem. Wspólny element to tez relacja z mężczyzną. W obu opowieściach, to płeć piękna otacza tarczą ochronną męskiego bohatera.

Willa, dziewczyna z lasu – książka dla dzieci z wartościami

Książka Roberta Beatty`ego należy do tych, które uczą. „Bądź tym, kim chcesz”, „możesz wszystko”, „czasami warto zniszczyć coś, by móc zbudować coś nowego”, „stary porządek musi runąć”, „poświęcenie się dla rodziny, przyjaciół i szczytnych celów jest najważniejsze” – to wartości, które wybijają się na pierwszy plan w trakcie lektury. Część z nich jest przedstawiona w trochę infantylny sposób, ale, jak to mówi młodzież, „daje radę”.

Właśnie ta infantylność oraz niektóre elementy linii fabularnej opowieści wzbudziły w moim umyśle odczucie czytania historii rodem z bajek Disney`a. W połowie lektury wpisałem w internetowej wyszukiwarce imię i nazwisko autora i okazało się, że Robert Beatty  jest związany z ową korporacją. Co więcej, w podziękowaniach, deklaruje swą dumę z przynależności do Disney Hyperion. Nic dziwnego, że Willa, dziewczyna z lasu jest disneyowska.

Czy to szkodzi opowieści? Akurat tej nie.

Disney, moim zdaniem, tworzył świetne opowieści, z których ostatnie to animacje Król Lew oraz Mulan. Prawie wszystkie późniejsze  są przekombinowane. Prawie, bo Kraina Lodu oraz Willa, dziewczyna z lasu pokazują, że w korporacja czasami potrafi zatrudnić ludzi, którzy potrafią wymyśleć historię, która porusza wyobraźnię i rozbudza wrażliwość.

Willa, dziewczyna z lasu – ocena

Brak możliwości oderwania się od lektury dużych fragmentów książki, edukacyjny charakter, ciekawie zbudowani bohaterowie – to one pozwalają mi dać Willi, dziewczynie z lasu najwyższą ocenę. Pół punktu odejmuję za wspomnianą infantylność.

Moja ocena: 9,5/10

Robert Beatty, Willa, dziewczyna z lasu, Wydawnictwo Literackie, 2021

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję bardzo.

Usterka na skraju galaktyki

Tytuł sugeruje, że to o nas, ludzkości, napisała moja koleżanka w facebookowym komentarzu pod zdjęciem książki Usterka na skraju galaktyki. Przyznałem jej rację, przytaczając wyznanie Etgara Kereta zamieszczone na blurbie, o tym jak autor miał towarzyszące wypadkowi uczucie, że jego śmierć w globalnej skali nic nie znaczy.

Informacja z okładki i tytuł sugerujący, że ludzkość jest tylko usterką na skraju galaktyki, jest czubkiem literackiej góry lodowej. Tego właśnie mogłem spodziewać się po Etgarze Kerecie, którego uważam za mistrza krótkiej formy.

Usterka na skraju galaktyki – 22 opowiadania o nas samych

Keret w Usterce na skraju galaktyki robi to, co umie najlepiej – przygląda się współczesnemu człowiekowi. Na wierzch wyciąga wszystko: samotność, niezrozumienie, ból po stracie bliskiej osoby, radość, miłość pożądanie fizyczne. Jego bohaterowie to my, z wszystkim uczuciami i wspomnieniami. Nie koniecznie zniszczeni, ale posiadający jakieś doświadczenie lub dopiero je nabywający.

Śmiało mogę powiedzieć, że Usterka na skraju galaktyki jest najciekawszym zbiorem opowiadań Kereta wydanym na polskim rynku. Pamiętam, jak byłem zachwycony jego Siedmioma dobrymi latami, w których robi to samo, co w Usterce – portretuje współczesnego człowieka. Jednak teksty z najnowszej książki są jeszcze bardziej ambitne, chyba mogę użyć tego słowa w przypadku tej książki, doskonalsze.

Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Tabula rasa. Tekst podzielony jest na kilka podrozdziałów i opowiada o dziecku, które żyje w sierocińcu z takim jak on, osobami chorymi na „staractwo” – dziwną przypadłość, która przyśpiesza starzenie się niemowląt. Opowiadanie czytałem późno w nocy, tuż po lekturze bardzo intymnych Chipsów, i tak naprawdę miałem go dość po dwóch podrozdziałach. Zastanawiałem się, dlaczego tak kiepski tekst znalazł się w zbiorze i po co marnuję na niego czas. Jak wielkie miałem szczęście, że nie odłożyłem książki i nie poszedłem wypoczywać! Pomysł i jego realizacja świadczą tylko o tym, że Keret jest w czołówce najlepszych prozaików.

Ponieważ nie pisałem dotychczas, mimo, że znam i od dawna uwielbiam twórczość Kereta, wspomnę o tym teraz. Ciekawym tematem na artykuł, ba myślę, że i dobra praca licencjacka mogła by z tego powstać, jest rola marihuany w opowiadaniach Kereta.

Autor Usterki na skraju galaktyki nie promuje używki w tak infantylny sposób jak Snoop Dogg. Służy mu do innego celu. Bohaterowie jego tekstów często sięgają po „zioło”, jednak najczęściej jest ono źródłem do nawiązania pewnego rodzaju relacji. Takiej z rodzaju tych, jakie nawiązujemy idąc z kimś na kawę lub herbatę. Różniącą się od wymienionych tym, że wspólne zapalenie jointa przenosi dwójkę w sferę bardziej intymną, w której zaczynają się bardziej rozumieć.

Wszystkich zainteresowanych napisaniem w przyszłości tekstu o takiej tematyce, zachęcam do sięgnięcia najpierw po wcześniejsze opowiadania Kereta, a dopiero na końcu przyjrzenie się Usterce na skraju galaktyki – ze względu na dojrzałość opowiadań.

Usterka na skraju galaktyki – ocena

Te teksty są tak doskonałe, że zalecam dawkowanie ich po 2-3 opowiadania dziennie. Wszystko po to, by delektować się i dostrzegać z jak rewelacyjnym prozaikiem mamy do czynienia.

Moja ocena: 10/10

Etgar Keret, Usterka na skraju galaktyki, Wydawnictwo Literackie, 2020

Książkę podesłało Wydawnictwo Literackie

Jezioro Ognia – templariusze kontra obcy

Jezioro Ognia Nathana Fairbairna i Matta Smitha to trzymająca w napięciu, cudownie narysowana, opowieść o templariuszach, którzy decydują się zejść do tytułowego jeziora, by uratować z niego porwanych mieszkańców twierdzy. Gdy znajdują się na miejscu, bramy piekielne okazują się statkiem obcych, a demony, kosmitami, niezwykle przypominającymi obcych z serii Aliens.

Komiks spodoba się zarówno czytelnikom szukającym doskonale opowiedzianej historii, jak też osobom wymagającym czegoś o wiele ambitniejszego, niż obrona przed niebezpiecznymi stworami.

Jezioro Ognia – ogniem i mieczem w kosmitę

Zacznijmy od elementu popkulturowego.

Moda na kosmitów rodem z Aliens trwa już 40 lat – wtedy xenomorph pojawił się po raz pierwszy na ekranie. Jak widać nie przemija, a artyści potrafią jeszcze z niej wyrzeźbić wiele oryginalnych koncepcji. Przykładem może być publikacja Nathana Fairbairna i Matta Smitha.

Scenariusz Jeziora Ognia składa się z trzech części: rozpoczęcia wyprawy, natrafienia na obcych, obrony i wędrówki do statku. W to są wpisane: spory w grupie, hektolitry krwi, krwiożercze bestie. Krótko mówiąc, prosty i logiczny schemat dobrej opowieści z mocną akcją.

Jest naprawdę nieźle! Bo całość czyta się jednym tchem i nie da się odejść. Tak bardzo wciąga.

Jezioro Ognia – komiksowe Jądro ciemności

Jezioro Ognia rozpoczynają dwa odwołania do tekstów kultury. Pierwszym jest Apokalipsa Św. Jana. Drugim tekst piosenkiLike of Fire kultowej grupy Meat Puppets. W obu opisywane jest miejsce, do którego trafiają grzesznicy.

Nie przypadkiem porównuję historię do powieści Conrada. Bowiem bohaterowie od samego początku zmierzają ku piekielnym bramom. I nie jest to tylko tytułowe Jezioro Ognia. Zanim wejdą do statku, odkryją drzemiące w nich samych piekło . Wykorzystywanie religii do niszczenia innych od siebie, wzbogacania poprzez grabieże, uleganie pysze i pokusom – okazują się być tak samo niebezpieczne jak zęby kosmitów.

Na płaszczyźnie rozważań z zakresu filozofii i etyki Jezioro Ognia nie ma sobie równych.

Jezioro Ognia – ocena

Fairbairn i Smith udowodnili, że można stworzyć komiks, który zachwyci nawet najbardziej wymagającego odbiorcę. Ba, spodoba się nawet osobom stroniącym od historii obrazkowych. Czyta się jednym tchem

Solidna najwyższa ocena

Moja ocena: 10/10

Nathan Fairbairn, Matt Smith, Jezioro Ognia, Nonstopcomics, 2017

Reszta świata – katastrofa naturalna w komiksie

Reszta świata zaczyna się niewinnie. Matka z dwoma synami spędza ostatnie godziny wakacji, korzystając z uroków francuskiej wsi. Nazajutrz mają wyruszyć do Paryża, gdzie wrócą do szkół – ona uczyć, oni uczyć się. Przed wyjazdem kobieta decyduje się zostawić dzieci pod opieką znajomych. Robi to, by mieć chwilę na posprzątanie miejsca, w którym trójka spędzała wakacje. Gdy wraca do domu, nadchodzi burza.

Reszta świata  to pierwszy tom opowieści o przygodach Marii, Hugona i Julesa, którzy muszą poradzić sobie z, no właśnie, z końcem świata. Oto natura buntuje się. Burza, trzęsienie ziemi, powódź, wszystko następuje po sobie, niszcząc ludzki ład i porządek.

Reszta świata – człowiek w obliczu zagłady

Kataklizm w komisie Reszta świata  służy tylko przedstawieniu emocjonującej historii. Jednak nie ona jest najważniejsza. Służy tylko podjęciu dyskusji  na temat: na ile i jak się zmienimy w obliczu tragedii. Bowiem, ci, którzy przeżywają w Reszcie świata muszą zmierzyć się z drzemiącymi w nich  zwierzęcymi instynktami. Mamy tu matkę, która broni swoich dzieci i szuka im pożywienia. W pewnym momencie jest tak zdeterminowana, że popełnia przestępstwa. Mamy też tłum, który buntuje się przeciw służbom porządkowym. Jak też mamy szabrowników, gwałcicieli i stado, które selekcjonuje silniejszych od słabszych.

Mamy też tytułową resztę świata, czyli wszystkie osoby, znajdujące się poza granicą miasteczka, w których schroniła się Maria z synami. Resztę świata, która milczy, nie przybywa na ratunek, i nikt nie wie dlaczego.

Reszta świata – ocena

Reszta świata jest nieźle opowiedzianą historią. Niby po raz kolejny raz poruszony jest temat zagłady, a do tego nie wprowadzono nic odkrywczego w scenariuszu, ale czyta się naprawdę świetnie. I wcale nie jest to zasługa czasów pandemii.

Moja ocena: 8,5/10

Jean-Christophe Chauzy, Reszta świata, Non Stop Comics, 2019

Umbrella Academy – Suita apokaliptyczna

Do  Suity Apokaliptycznej zabierałem się od dawna, ale dopiero po obejrzeniu Umbrella Academy postanowiłem sięgnąć po komiks. Byłem oczarowany serialem, oczekiwałem czegoś na tym samym poziomie. Dostałem więcej niż spodziewałem się.

Jeżeli serial przypadł Ci do gustu, koniecznie zajrzyj do opowieści, której autorami są Gerard Way i Gabriel Ba. Jeżeli nie, oszczędź sobie czas. Opowieść graficzna jest jeszcze bardziej pokręcona, wypełniona chaosem i pewną dawką specyficznego, BARDZO specyficznego, humoru.

Jak dla mnie, czyta się naprawdę świetnie!

Umbrella Academy – Suita apokaliptyczna

W pierwszej części, w której skład wchodzi sześć zeszytów, znajdziemy opowieść, którą spróbowano adaptować w pierwszym sezonie serialu. Od zebrania rodzeństwa do walki z Vanyą. Jednak komiks różni się od serialu, nie tylko zakończeniem, ale też kilkoma innymi wątkami. Nie chcę spolerować, dlatego skupię się na trzech najważniejszych różnicach,.

Po pierwsze, bohaterowie. Wyglądają i nazywają się inaczej. Luther to w pierwowzorze Kosmiczny Chłopak. Jego goryle ciało jest o wiele lepiej oddane niż w Netflixowej produkcji. W komiksie nie ma głupkowatego Diego. Za to jest Kraken, będący niezłym zakapiorem – bardziej przypomina Batmana, niż serialowego zagubionego w samym sobie nożownika. Jest on, tak jak Plotka, białej rasy. Netflixowy Klaus to Seans, ma zdolności kinetyczne ( w serialu wątek został wyśmiany w drugim sezonie ekranizacji). Vanya to Białe Skrzypce, a Piątka nazywany jest Chłopakiem.

Po drugie, poprawność. Komiksowi Umbrella Academy jest bliżej do Lobo. W serialu zastosowano wzorową poprawność – idealnie wpisującą się w najnowsze wyznaczniki przyznawania Oscarów. Tu krótki komentarz dotyczący serialu. Jak dla mnie, a jestem osobą bardzo tolerancyjną – uważającą, że każdy musi żyć w spokoju, wierząc w to co chce i kochając kogo chce (i nikomu nic do tego), homoseksualne zainteresowania Klausa idealnie pasują  do postaci. Jednak wątek miłości, jaką przeżywa Vanya, był „męczący” – tak to najlepsze słowo. Jestem przekonany, że upchnięto go na siłę. Podobnie jest w ekranizacji Dallas, drugiej części komiku, ale o tym napiszę w przyszłości.

Po trzecie, anarchia. Serialowa historia jest szalona, ale uporządkowana. Przy komiksie wypada statycznie. Historia obrazkowa, autorstwa wokalisty zespołu My Chemical Romance, jest identyczna jak muzyka, którą gra z chłopakami – nieokiełznana, szalona, pędząca gdzieś w stronę zagłady takiej, którą potrafi wywołać tylko Vanya.

Umbrella Academy –Suita apokaliptyczna do oceny

Bohaterowie spod znaku parasoliki, zachwycili mnie. Serial uważam za znakomity, a komks jeszcze lepszy. Dlatego mocne 10.

Moja ocena: 10/10

Gerard Way, Gabriel Ba, Umbrella Academy. Suita apokaliptyczna, Wydawnictwo Kboom, 2019