Wydawnictwo Znak

Wywiad z Samanthą M. Baily

Autorka Kobiety na krawędzi zdradza co stało się inspiracją dla tej intrygującej historii, jak nasze oraz cudze doświadczenia mogą inspirować do tworzenia (i jaką rolę w tym odgrywa przypadek), a także odpowiada na pytania: Czy w thrillerze jest miejsce na kwestie ważne, a które rzadko porusza się w literaturze – jak depresja poporodowa i brutalna manipulacja? oraz Czy debiutującemu pisarzowi naprawdę tak ciężko jest się przebić?.

Poniżej transkrypcja wywiadu:

Dzień dobry Polsko, jestem Samantha M. Bailey, autorka „Kobiety na krawędzi” i niezmiernie się cieszę, że będę mogła odpowiedzieć na parę pytań od Wydawnictwa Znak i Chilli Books. Najpierw jednak chciałabym podziękować z całego serca polskim czytelnikom i czytelniczkom. Jestem ogromnie wdzięczna za wsparcie, ciepło i niesamowite zdjęcia i recenzje, które widzę na Instagramie. To wiele, wiele dla mnie znaczy. Bardzo dziękuję!

„Kobieta na krawędzi” to thriller psychologiczny, który szturmem zdobył listy bestsellerów. Spodziewałaś się tego?

Nie – zupełnie się nie spodziewałam. Piszę już od siedemnastu lat i napisałam w tym czasie pięć książek. Moim marzeniem od zawsze było, by jedna z nich dotarła do czytelników. Nigdy nawet nie pomyślałam o wydaniu za granicą, o polskim tłumaczeniu, to niesamowite, ogromne szczęście, jestem niezmiernie wdzięczna. Kiedy książka stała się nr. 1 w Kanadzie, popłakałam się, moja rodzina płakała, moi przyjaciele płakali… To była tak długa droga, by osiągnąć sukces… To wciąż wydaje się nierealne, jestem strasznie wdzięczna.

„Kobieta na krawędzi” to Twoja pierwsza opublikowana książka, ale to nie była Twoja pierwsza literacka próba?

To moja piątka książka, ale pierwsza oficjalnie wydana. Zaczęłam pisać, gdy miałam dziesięć lat i już wtedy wysłałam opowiadanie do wydawcy – wydawnictwo je odrzuciło. To była moja pierwsza lekcja wytrwałości. Pierwszą książkę napisałam, gdy miałam 29 lat, była to komedia romantyczna, później napisałam jeszcze jedną, też komedię romantyczną, obie nie zostały opublikowane, i wtedy napisałam dwie kolejne książki, horror i „literaturę kobiecą” – i przerzuciłam się na thrillery. Koniec końców, gdy miałam 46 lat, po raz pierwszy wydałam swoją książkę w Kanadzie, w USA, rok później wyszedł e-book i wreszcie publikacja w Polsce.

Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na thriller psychologiczny. Jesteś fanką gatunku?

Jestem ogromną fanką! Czytam każdy thriller, który wpadnie mi w ręce. Jestem zafascynowana psychologią i ludźmi. Jestem magistrem pedagogiki lingwistycznej, zwłaszcza psychologii języka, ponieważ ciekawi mnie, jak ludzie mówią, co mówią, a czego nie. Też jako matka często się boję o moje dzieci, co mogłoby się stać, i przenoszę te lęki na papier – myślę, że to mi pomaga.

W „Kobiecie na krawędzi” znajdziemy nie tylko żywą akcję, pości i intrygi, ale też prawdziwych ludzi z całą ich psychologią. Co jest dla Ciebie ważniejsze w thrillerze – akcja czy psychologia?

Oba aspekty po równo. Potrzeba dużego rozpędu, zwrotów akcji i mocnych momentów, a postacie muszą mieć cele, motywacje i muszą podjąć ryzyko. I psychologia stojąca za tymi celami, powód, dla którego podejmują ryzyko, jest dla mnie równie ważny.

Co było inspiracją do takiej historii? Poruszasz kwestie, które rzadko pojawiają się w thrillerach, jak połączenie depresji poporodowej z brutalną manipulacją. Skąd ten pomysł?

Z komunikacji miejskiej w Toronto. To był zimowy dzień, sześć lat temu, czekałam na stacji na pociąg i zobaczyłam kobietę trzymającą noworodka… Stała bardzo blisko krawędzi, żadnych barierek, zaczęłam się niepokoić. Zaczęłam wtedy myśleć o moich własnych dzieciach, zwłaszcza o synu jako pierwszym dziecku, zazwyczaj bardziej boimy się o pierwsze dziecko, i wtedy pomyślałam „A CO BY BYŁO, GDYBY…”.Pomysł uderzył mnie niespodziewanie. Wyrwałam paczkę gum z torebki i szybko go naskrobałam. Nim przyjechał pociąg, pomysł na „Kobietę na krawędzi” był już w mojej głowie.

Depresję poporodową wybrałam, ponieważ miałam wrażenie, że w literaturze za mało się o niej mówi. Od czasu, gdy napisałam tę książkę, pojawiło się parę pozycji, jak świetne „Little Voices” Vanessy Lillie. Nie doświadczyłam depresji poporodowej, więc polegałam na bliskich mi przyjaciołach, byłam bezpośrednim świadkiem tego, przez co przechodzili: ich lęków, strachu, by poprosić o pomoc. Bali się, co mogłoby się stać z dzieckiem. Rozpadali się, podczas gdy powinni być szczęśliwi, pełni radości… To było straszne przeżycie, ale wszyscy to pokonali.

Osobiście zdecydowanie doświadczyłam niepokoju, jako że nagle miałam małe dziecko, za które byłam odpowiedzialna i nie ważne, ile książek na ten temat przeczytałam, nie miałam pojęcia, co robię. Na szczęście mój syn dopiero co skończył 13 lat, więc udało mi się.

Traktujesz pisanie wyłącznie jako pracę, czy jest to też Twoja pasja, Twoje życie?

To jest moje życie – poza moimi dziećmi. Pisanie to moje życie, to wewnętrzna potrzeba. Piszę od dziesiątego roku życia, jako dziecko odnalazłam się w pisaniu i czytaniu opowieści. Słowa są dla mnie wszystkim, nie wiem, czy mogłabym żyć bez pisania, więc jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogę realizować się jako pisarka. Mieć pracę, w której się realizujemy, to zaszczyt.

Jedna z bohaterek decyduje się podjąć drastyczne kroki, by ochronić swoje dziecko. Myślisz, że postąpiła słusznie? Nie było innego sposobu?

Wracając jeszcze do depresji poporodowej, gdy twoje zdrowie psychiczne jest narażone, poproszenie o pomoc jest skrajnie trudne. Nie chcesz być oceniana i jako matka boisz się oceny, gdy powiesz: „źle się czuję, boję się, czuję się samotna, nie mogę przestać płakać, nie wiem, co robię”. Bohaterka jest spełniona, ambitna, typ człowieka sukcesu. I to właśnie dla niej to nagłe załamanie było druzgoczące, nie wiadomo nawet, czy sama dostrzegła, jak szybko i boleśnie się stacza, dopóki nie sięgnęła punktu bez powrotu. Bez wątpienia ma pieniądze i mogłaby pozwolić sobie na opiekę medyczną… Po prostu się bała powiedzieć lekarzom, swojemu bratu, co naprawdę czuła, bo sama nie była pewna, czy to się dzieje naprawdę. Uświadomiła sobie, zanim podjęła decyzję, że znalazła się w sytuacji, w której zrobiłaby wszystko, by ochronić swoje dziecko, jak z resztą każda matka… Była gotowa poświęcić swoje życie.

Planujesz coś w najbliższym czasie?

Aktualnie pracuję nad kolejnym thrillerem… Po raz pierwszy miejscem akcji będzie Kanada. Jednak na razie nie mam planów co do dnia premiery ze względu na COVID-19. Jest o macierzyństwie w wieku średnim, o obsesji, sekretach, sąsiadach… i morderstwie.

Jest coś, co chciałabyś powiedzieć swoim polskim fanom?

Dziękuję z całego serca, olbrzymie, szczere „dziękuję” za przyjęcie mojej książki, za zdjęcia bookstagramerów i czytelników, którzy publikują recenzje z pięknymi zdjęciami… Wasz kraj jest piękny… Mam nadzieję, że pewnego dnia uda mi się przyjechać, by spotkać się z moimi czytelnikami, gdy świat wróci do normy. Naprawdę doceniam wsparcie, to wiele dla mnie znaczy, że książka została przetłumaczona na polski, że poleciła ją Magda Stachula, doceniam zaangażowanie wszystkich polskich czytelników i autorów.

Niezmiernie dziękuję!

Mam nadzieję, że wszystko u Was dobrze i jesteście bezpieczni, jeszcze raz – dziękuję!


Cyberpunk 1982-2020

Cyberpunk na dobre opanował współczesną kulturę. Nie tylko książki oraz filmy, ale także i gry, muzyka, czy tez moda odwołują się do tego zjawiska. No właśnie gry, a szczególnie ta, na którą wszyscy czekają, stworzona przez twórców Wiedźmina 3. Cyberpunk 2077 jest jednym z najbardziej wyczekiwanych od kilku lat produktów. Świadczy o tym nawet samo wpisanie frazy „cyberpunk” w wyszukiwarkę Google. Pierwsze wyniki wcale nie dotyczą hasła w Wiki, ale produktu CD Projekt Red. Dlatego dobrze jest przed jej premierą sięgnąć po książkę Michała Wojtasa Cyberpunk 1982-2020.

Cyberpunk – z czym się to je?

 Za nim przejdę do książki, kilka słów o tym czym jest cyberpunk.

Na pewno, postawą życiową, filozofią czy też ideologią, w których głównym tematem jest relacja ludzkości z technologią. Wszystko zaczęło się od literatury, ojcem gatunku jest William Gibson, a samą nazwę podał w opowiadaniu Bruce’a Bethke.

Jednak cyberpunk to nie tylko literatura. Dużą rolę w jego rozwoju odegrał film. Szczególnie Łowca androidów oraz anime Ghost In the Shell i Akira. A później przyszedł czas na gry, w których najważniejszą jest Cyberpunk 2020, z której to wywodzi się komputerowy Cyberpunk 2077.

Najważniejsze elementy cyberpunka, za http://extra.innpoland.pl/cyberpunk to: dystopijny obraz stechnicyzowanego i rządzonego przez korporacje świata przyszłości, rozkład moralny towarzyszący postępowi technologicznemu, istnienie związanej z technologią kontrkultury, z której wywodzą się bohaterowie, istnienie sieci przesyłu danych łączącej cały realny świat, a tworzącej osobną rzeczywistość (cyberprzestrzeń), w której często rozgrywa się znacząca część fabuły, uwypuklenie znaczenia informacji, jej przetwarzania i przesyłu dla świata przedstawionego, stechnicyzowanie języka narracji, połączone z wulgaryzacją i wprowadzaniem elementów gwar środowiskowych (przestępczych, młodzieżowych, zawodowych) zarówno do narracji jak i języka używanego przez postaci, powszechność scalania elementów ludzkich i technicznych (cyborgizacje, wprowadzanie świadomości w cyberprzestrzeń, przenoszenie ludzkiej świadomości do SI), mroczny, pesymistyczny klimat utworów.

Cyberpunk 1980-2020

Michał Wojtas zrobił niesamowitą robotę decydując się na napisanie książki Cyberpunk 1982-2020. W tej  ponad 350-stronicowej publikacji wyjaśnia czym właściwie jest cyberpunk oraz przede wszystkim to, jakie znaczenie ma dla współczesny kultury. Wskazuje, też, że samo zjawisko było znane trochę wcześniej niż w latach 80-tych ubiegłego wieku, ale nie potrafiliśmy go nazwać.

https://www.instagram.com/p/B_ZWQ-EpsRt/

W poszczególnych rozdziałach Wojtas opowiada skąd wziął się cyberpunk, kto jest jego ojcem, a kto odpowiedzialny był za jego rozwój oraz o tym jak cyberpunk na dobre zadomowił się w literaturze, filmie, grach komputerowych i co z tego dobrego wynika dla świata rozrywki.

Książkę na pewno polecam osobom stroniącym od science fiction (może przekonają się jak wielka siła drzemie w tym gatunku) oraz wszystkim czytelnikom, którzy chcą dowiedzieć się czym jest cyberpunk.  Czyta się szybko i co najważniejsze treść wciąga jak w dobrej powieści scienie fiction.

Moja ocena: 8,5/10

Michał Wojtas, Cyberpunk 1982-2020, Wydawnictwo Znak, 2020

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Dziękuję bardzo.

Wojna w kanałach

Książkę Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy rozpocząłem w czerwcu, gdy musiałem spędzić tydzień w szpitalu. Pierwsze rozdziały pochłonąłem błyskawicznie. Lepsze to było od wpatrywania się w sufit podczas czekania na kolejne badania. I nagle, tuż przed przekroczeniem połowy objętości  książki, opanowała mnie niemoc czytelnicza. To co było ciekawe, przestało absorbować. Pozostało mi wpatrywanie się w sufit.

Czy to znaczy, że Sebastian Pawlina przyłożył się tylko do początku książki Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy? Czy udało mi się dobrnąć do ostatniej strony? Odpowiedzi znajdują się poniżej.

Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy –  bohaterowie tacy jak my

Warszawskie kanały są tematem książki Pawliny. Publikację rozpoczyna ciekawa geneza powstania warszawskiego systemu odprowadzania nieczystości. Następnie czytelnik poznaje pierwsze przejścia śmiałków kanałami, wykorzystanie ich w przemieszczaniu się żołnierzy i ludności cywilnej w trakcie rozpoczęcia powstańczych walk, aż do zamieniania podziemnych przesmyków w drogę ucieczki.

W powyższe wpisani są ludzie, tacy jak my, zmuszeni do bohaterskiej walki o wolność. Za pomocą kanałów przemieszczają się oni z rozkazami oraz informacjami od dowództwa lub próbują uratować życie. Pawlina opisuje, a także przytacza relacje świadków, iż piekło wojny, która toczyła się na powierzchni, czasami było lżejsze niż to, gdy znalazło się w kanałach.

Wojna w kanałach pokazuje, że aby wejść do środka trzeba było odznaczać się odwagą, lecz tylko osoby odznaczające się niebywałym męstwem mogły opuścić podziemny system bez uszczerbku na zdrowiu. Bowiem ciemność i kiepskie warunki utrudniające przemieszczanie umiały złamać nawet najsilniejsze charaktery. Pawlina kilkukrotnie opisuje sytuacje, gdy zaprawieni w walce z okupantem mężczyźni dosłownie wymiękli podczas godzinnych wędrówek w ciemności.

Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy – książka godna uwagi

Widać, że autor wykonał niesamowitą robotę.  Wojna w kanałach to przede wszystkim świetnie opowiedziana historia Powstania Warszawskiego. Język Pawliny czasami przypomina storytellerów, snujących gawędy o heroicznych czynach, z tą różnicą, że autor książki nie dorzuca do swojej historii nic od siebie. Wszystko jest prawdziwe. A do tego poparte fragmentami wypowiedzi powstańców.

Treść dopełniają fotografie. Oddają one klimat opisywanych chwil, pomagają czytelnikowi zrozumieć grozę nierównej walki, a także wyjaśniają jak wyglądały opisywane przez Pawlinę postacie.

Całość robi wrażenie, ale….

Jak dla mnie jest za długa. Wojnę w kanałach skończyłem, ale po trzech podejściach. Być może ma wpływ na to sytuacja, że nie jestem historykiem, a zamiast literatury faktu wole wybrać fikcję.Jednak jestem przekonany, że miłośnicy tematów związanych z II Wojną Światową oraz Warszawą w czasie wojny i okupacji będą zachwyceni książką Pawliny.

Moja ocena: 7,5/10

Sebastian Pawlina, Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy, Wydawnictwo Znak, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie egzemplarza.

Strażnik kruków

Munin, Merlina, Erin, Rocky, Jubileusz II, Gripp II, Harris oraz on – Christopher Skaife, strażnik kruków w londyńskiej Tower. Każde z nich ma inny charakter, zwyczaje oraz upodobania. Różnią się też tym, że wymieniona siódemka to ptaki, a ostatni jest ich opiekunem. Relacja pomiędzy nimi nabiera czasami cech komicznych, czasami stwarza zagrożenie dla zdrowia lub życia. I właśnie owo codzienne obcowanie człowieka i skrzydlatych osobowości jest głównym tematem książki Strażnik kruków.

https://www.instagram.com/p/BxKXFHUhon1/

Czy przyjaźń z krukami jest możliwa? Nie do końca, odpowiada strażnik kruków w swojej prawie 300 stronicowej relacji.

Strażnik kruków – coś więcej niż opowieść o ptakach

Kiedy kruki znikną z Tower, wtedy twierdza upadnie, a wraz z nią Anglia. Tak głosi legenda. Ponieważ Anglicy nie chcą sprawdzić owej zależności, powierzyli ptaki powołanemu specjalnie do tej funkcji królewskiemu strażnikowi. Obecnie tę rolę pełni w twierdzy autor książki Strażnik kruków.

Christopher Skaife nie spodziewał się, że będzie opiekował się siódemką ptaków. W młodości nie był potulną osobą, szukał przygód. I jedną z takich było wstąpienie do wojska. Dwadzieścia pięć lat służby pozwoliło mu na zwiedzenie świata. Później poznał kruki.

Obecnie opiekuje się nimi, czuwa nad pracą zespołu osób, które mu pomagają, a także oprowadza wycieczki. Same ptaki stwarzają mu mnóstwo wyzwań. Oprócz karmienia skrzydlatych podopiecznych, musi łapać uciekinierów i dbać o komfort ich życia w Tower. A kruki to ptaki wymagające, których hodowla wymaga dbania o najmniejsze szczegóły, na przykład należy wypuszczać je w określonej kolejności. Krótko mówiąc, nie nudzi się, co zaznacza wielokrotnie na kartach swojej książki.

W to wszystko wpisane jest jego codzienne życie prywatne– Christopher Skaife mieszka, tak jak inni strażnicy, w Tower. Łączy się ono z obowiązkami zawodowymi, a taka mieszanka często okazuje się wybuchową, na przykład gdy mężczyzna zamiast iść na randkę z żoną musi uganiać się za skrzydlatym uciekinierem.

Strażnik kruków – czy można oswoić ptaki?

Książka Strażnik kruków pokazuje relację pomiędzy człowiekiem a ptakami, z którymi można się zaprzyjaźnić, ale nie da się ich do końca oswoić. Kruki mimo, że same łączą się w pary, nie przepadają za towarzystwem.

Publikacja ma również na celu ocieplenie wizerunku stworzeń. Pokazuje, że są one inne niż wmówili nam na przestrzeni wieków starożytni, ludzie średniowiecza, renesansu i kolejnych epok. Bowiem kruk to ptak odznaczający się bystrością, pamięcią, okazujący uczucia tak bardzo podobne do ludzkich.

Strażnik kruków – ocena

Książka Skaife jest dobrym początkiem do zdobycia informacji na temat kruków. Na jej końcu czytelnik znajdzie spis rozwijającej temat literatury. Warto do niej zajrzeć.

Strażnik kruków jest wart polecenia nie tylko w formie papierowej, ale też i elektronicznej. Pod adresem https://www.instagram.com/ravenmaster1/ znajduje się instagramowy profil Skaife, na którym zobaczymy codzienną relację strażnika i jego podopiecznych.

Ocena: 8,5/10

Christopher Skaife,  Strażnik kruków, Wydawnictwo Znak, 2019

Książkę podesłało Wydawnictwo Znak. Dziękuję!

Bardzo brzydki dziennik – Iga Chmielewska

Zgadzam się z Igą Chmielewską, iż nadchodzące Walentynki wiążą się z zalewem różowej tandety, przy której bożenarodzeniowe dekoracje to szczyt elegancji i wyczucia dobrego smaku. Podobnie jak autorka prac na profilu Bardzo brzydkie rysunki, nie lubię Walentynek – o uczucie trzeba dbać cały rok, 24 godziny na dobę. A skąd znam jej poglądy? Z Bardzo brzydkiego dziennika.

Jeśli wciąż szukasz kalendarza lub chcesz zmienić właśnie rozpoczęty na taki, który rozbudzi twoją kreatywność, kup Bardzo brzydki dziennik.

Bardzo brzydki dziennik – niby adresowany do kobiet, ale…

Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż Iga Chmielewska adresuje swoją publikację do płci pięknej. Świadczy o tym słowo wstępne do miesiąca marzec. Autorka dzieli się z czytelnikami tym, czym dla niej znaczy „bycie kobietą” oraz zadaje pytania, motywuje. Jednak każdy odbiorca myślący, ze Brzydki dziennik skierowany jest do dziewczyn, jest w błędzie.

Pozostała zawartość zainteresuje każdą z płci.

Bardzo brzydki dziennik – co w nim znajdziesz?

Książkowy planner składa się ze standardowego kalendarza (tydzień rozplanowany jest na dwóch stronach) oraz dodatków. Każdy miesiąc rozpoczyna tekst – list od autorki. W swoich przekazach  Iga Chmielewska opowiada czytelnikowi o tym jak postrzega świat oraz motywuje odbiorcę. Do czego? Do wyrwania się ze szpon nudnego życia, docenienia obecnej chwili oraz tego, co już posiadamy.

Jej teksty są proste, tak jak rysunki, i tak jak one powodują, że odbiorca musi się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, a następnie podjąć jakieś działanie. Stosując się do opisanych przez autorkę zasad oraz próśb, uzupełniając na bieżąco kolejne karty kalendarza, odbiorca stworzy własne dzieło – opisujące jego codzienne życie w 2019 roku. Fajna koncepcja.

Publikację wieńczą dodatkowe zadania. Pierwszym jest napisanie listu do siebie za pięć lat. Kolejne ćwiczenia to: „książkowy bucket list”, odpowiedzi na pytania pozwalające zrozumieć nasze inspiracje, najdziwniejsze sny, czy też ustalające listę filmów do obejrzenia. Krótko mówiąc jest to pozycja ogólnorozwojowa, a do tego świetny kalendarz.

Bardzo brzydki dziennik – podsumowanie

Planner otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Protestowałem i mogę stwierdzić, że nie jest to idealny kalendarz dla osób prowadzących własną działalność. Za mało miejsca na zapisywanie wszystkich zadań, telefonów i termonów spotkań.

Jednak Bardzo brzydki dziennik sprawdzi się w rekach osób stawiających na własny rozwój, poznanie siebie i to, co określane jest obecnie terminem „mindfulness”. Zarówno format książki, jej wytrzymałość, zawartość i ilość miejsca do zapisywania są perfekcyjne.

Dziękuję Wydawnictwo Znak za podesłanie książki do recenzji.

Lincoln w Bardo – o związkach żywych z umarłymi, albo odwrotnie

Lincoln w bardoLincoln w Bardo jest hitem. Z jednej strony otoczka marketingowa plus prestiżowa nagroda Man Booker Prize robią swoje. z drugiej, prawdziwy hit drzemie tuż pod okładką. Lincoln w Bardo jest historią opowiedzianą w taki sposób, że po przeczytaniu nadal przeszywa pozytywnymi dreszczami po skórze.

Nie jest to książka dla wszystkich. Na pewno nie polecam jej osobom, które są w żałobie, przeżywają odejście kogoś bliskiego im sercu. Lincoln w Bardo niesie zbyt mocny ładunek emocjonalny. Dlatego wspomniane osoby, otwierając książkę Saundersa, robią to na własną odpowiedzialność.

I nie jest to książka łatwa w odbiorze. Mimo, że szybko się ją czyta. Już samo pojęcie bardo – nie wyjaśnione w książce, a jestem przekonany, że większość czytelników nie wie co ono opisuje – zmusza czytelnika do myślenia.

Lincoln w Bardo – opowieść o duchach i prezydencie

No właśnie, odpowiedzmy na pytanie czym jest bardo?  Nie, to nie miasto, wieś i nie gmina w Polsce. Nie jest to też szczyt oraz maszyna tkacka. Aby wyjaśnić znaczenie należy sięgnąć do buddyzmu. jego wyznawcy uważają, że bardo to przejściowy stan egzystencji pomiędzy: życiem, medytacją, snem i śmiercią. Zazwyczaj używa się go odnosząc do stanu, w którym tkwimy po śmierci, a kolejnymi narodzinami – jeżeli rozpoznamy naturę zjawisk w stanie bardo, doprowadzi nas to do osiągnięcia całkowitego wyzwolenia.

Lincoln w Bardo to historia o tym, co stało się po śmierci syna Abrahama Lincolna. Willie odchodzi, gdy u Lincolnów odbywa się przyjęcie, zostaje pochowany, a jego duch opuszcza grobowiec i widzi inne zjawy, aż w końcu na cmentarzu pojawia się ojciec – tak w skrócie można opisać początek powieści George`a Saundersa.

Chłopiec oraz inne duchy znajdują się właśnie w stanie bardo. Syn prezydenta nie wie o tym, że nie żyje. Jemu podobni mają tę świadomość, choć nie wiedzą, że „jest coś dalej”. Jest jednak postać znająca ową tajemnicę, lecz tkwi wciąż na ziemi. Oczywiście każdy z duchów doświadczy oświecenia. Jednak żeby doszło do odkryć musi się „coś” wydarzyć.

Bardo dotyczy też Abrahama Lincolna. Tyle tylko, że jest tu metaforą. Prezydent jest z jednej strony żywy, lecz wewnątrz martwy. Pozbawiony życiowych sił po stracie syna, jak też sytuacją w Ameryce, wciąż trwa wojna, o której przebiegu on decyduje, tkwi w pewnego rodzaju marazmie, oczywiście też nieświadomy jak otaczające go duchy.

Lincoln w Bardo –  niezwykła moc polifonii

Z jednej strony dopuszczenie wielu głosów do opowiedzenia historii oceniam za geniusz, z drugiej za przekleństwo. O tym, co dzieje się dowiadujemy z przeplatających się ze sobą cytatów książek oraz głosów wielu duchów. Opowiadają też one o swojej przeszłości i komentują sytuację w Ameryce. Mnogość wypowiedzi czyni z Lincolna w Bardo głos bólu i rozpaczy. Czytając książkę czułem się jakbym słuchał Weeping song Nicka Cava i Blixy Bargelda i autentycznie cierpiałem.

Takiej polifonii jak na razie nie spotkałem w żadnej innej książce. Pod tym względem powieść Saundersa jest udanym eksperymentem.

Moja ocena: bardzo mocne 10/10

George Saunders, Lincoln w Bardo, Wydawnictwo Znak, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podniesienie książki

 

Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach

Po przeczytaniu kilku stron, spodziewałem się nużącej książki, jednak dalsza lektura Imperium boga Hanumana przyniosła mi pozytywne rozczarowanie. Publikacja Piotra Kłodkowskiego naprawdę „daje radę” i nawet pierwsza z jej trzech tytułowych odsłon może zainteresować Indiami czytelnika. Należy tylko dać jej szansę. Dlaczego wystawiam jej mocne 8/10, o tym poniżej.

Tytułowe bóstwo jest niezwykle popularne w Indiach, gdzie symbolizuje nieśmiertelność, męstwo, pobożność, oddanie Bogu, uczoność i zręczność w wykonywaniu najtrudniejszych zadań. Dlatego Hanumana kochają politycy, biznesmani, sportowcy, marketingowcy, sprzedawcy, hotelarze, rzemieślnicy, artyści i inne grupy. Postaci, mimo obecności w polityce i biznesie, nie można skojarzyć z wyłącznie jedną opcją ideologiczną. Dlatego, zdaniem Piotra Kłodkowskiego, tytułowe imperium boga Hanumana idealnie określa stan współczesnych Indii.

Były ambasador RP widzi ten kraj, jako miejsce sprzeczności, skrajności, na pierwszy rzut oka, nie do pogodzenia. Jednak jest to olbrzymi kraj, który wciąż się rozwija, realizuje wyzwania i pokonuje problemy oraz fascynuje niespotykanym nigdzie orientem. Kłodkowski pisze o nim jako osoba, która poznała Indie od podszewki, dzięki temu posiadająca zupełnie inny obraz niż obserwatorzy z Europy.

Imperium boga Hanumana – trzy odsłony

Pierwsza, najdłuższa, część poświęcona jest polityce. Na początku Władza i władcy wzbudzała we mnie wspomnianą obawę o nużącą treść książki. Na szczęście Piotr Kłodkowski potrafi świetnie opowiadać. Lektura z dłuższymi przerwami 196 stron przebiegła w sposób przyjemny.

To fragment obowiązkowy do przeczytania, bo pozwala lepiej zrozumieć pozostałe dwie odsłony. Czytelnik znajdzie w nim opis współczesnej sytuacji politycznej w Indiach– wewnętrznej, ale też i zewnętrznej. Autor poświęca mnóstwo stron dla obecnego premiera, uwielbianego i krytykowanego, Narendry Modiego oraz rządzącemu przez wiele lat klanowi Nehru-Gandhi.

Dużym plusem jest w rozdziale Władza i władcy przekazywanie informacji za pośrednictwem krótkich rozdziałów. Pozwala to na ich przyswojenie w kontrolowanych dawkach, bez efektów „wybicia się z toku lektury”.

Druga odsłona, Tradycja i buntownicy, to cztery rozdziały przybliżające to, co dzieje się z tamtejszym społeczeństwem. Jak wskazuje autor, Indie zamieszkują mniejszości wyznających różne religie. Wspólnie wciąż się uczą żyć kolo siebie między innymi wyznawcy hinduizmu, islamu, buddyzmu, a także chrześcijaństwa i sikhizmu. Uczą, bo każda z grup ma swoje potrzeby, swój język, wierzenia oraz tradycje, i tu zaczyna się problem.

Trzecia, moim zdaniem najlepsza, odsłona poświęcona jest dwóm postaciom. Pierwszą jest nasz rodak, malarz Stefan Norblin. Uciekający przez Indie do Stanów, utknął na jakiś czas w imperium boga Hanumana, gdzie tworzył, miedzy innymi malował w gigantycznym pałacu maharadży. Warto zwrócić uwagę na tą niezwykłą postać, która przed II wojną światową była rozpoznawalną w Polsce, a później na długo zaginął o niej słuch.

Drugim bohaterem jest mężczyzna, który zagrał w ponad 200 filmach, o którym krążą niesamowite legendy, a fani dziękują, że w obecnym wcieleniu jest aktorem. Amitabha Bachchan, bo o nim mowa, jest nazywany mianem Cesarza, trafnie, bo rządzi w Boolywood.

Arcydzieła i Geniusze to także odsłona opisująca świat tamtejszego kina, jego schematy oraz flirt z europejskim światem filmu. Gorąco polecam wszystkim kulturoznawcom i filmoznawcom. Dla niego warto zakupić Imperium boga Hanumana.

Imperium boga Hanumana – ocena

Do tej pory Indie znałem tylko z książek Gregorego Davida Robertsa. Imperium boga Hanumana pokazuje kraj z zupełnie innej strony niż autor Shantaram i Cienia góry. Czy zachęcająco? Na pewno tak, bo w przyszłości planuję poszukać książek o Indiach.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Piotr Kłodkowski, Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach, Wydawnictwo Znak, 2018

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Dziękuję!

Xięgi Nefasa. W zaświatach

Czy Xięgi Nefasa stanowią konkurencyjne książkowe uniwersum dla Wiedźmina? Wątpię, to zupełnie inne style fantasy. Jednak jestem przekonany, że bohaterowie powieści Małgorzata Saramonowicz magią i mieczem zawojują serca czytelników Sapkowskiego. Co więcej, Nefas, jego przyjaciele oraz wrogowie, mogą podzielić los Geralta z Rivii i spółki, wyjść z kart Xiąg i zaistnieć w świecie popkultury.

Xięgi Nefasa. W zaświatach – opowieść toczy się dalej

Xięgi Nefasa. W zaświatach to kontynuacja Trygława– władcy losu, w której to były rycerz zakonny, szpieg, zabójca i ważny „człowiek” Bolesława Krzywoustego, Nefas zwraca się do mrocznych kapłanów Trygława, prosząc, by odmienili Przeznaczenie. Mają pomóc władcy doczekać się syna. Jednak Trygław, przebiegłe bóstwo, przeinacza spełnienie obietnicy. Efektem jest związanie ze sobą losów trójki dzieci i zawierzenie ich życia Nefasowi.

W  Xięgi Nefasa. W zaświatach historia jest kontynuowana. Nefas wiedząc, że jeśli jedno z dzieci umrze, zginie też i potomek Krzywoustego strzeże trójki, a do tego stara się uratować z zaświatów pewną szarowłosą kobietę. W wir niesamowitej akcji dorzucamy magię, pogańskie wierzenia, zbliżający się bunt i mamy ciekawą powieść. Polskie fantasy rozgrywające się w mrocznym średniowieczu.

Xięgi Nefasa. W zaświatach – zalety i wady powieści

Zacznijmy od plusów.  Drugi tom cyklu jest napisany na tym samym poziomie co pierwszy. Stąd widać, że rok pracy (pierwsza część cyklu ukazała się w lutym 2016 roku, a W zaświatach pojawi się równo po 12 miesiącach) nie osłabił formy Małgorzaty Saramonowicz. Wręcz przeciwnie, śmiało stwierdzę, że w tym czasie kreatywność pisarki nieco wzrosła.

Miłośnicy fantasy nie powinni się nudzić podczas lektury. Opowieść jest sprawnie napisana – wartka akcja, krótkie rozdziały – stąd oba tomy można szybko połknąć.

Trzecim plusem, jest fabuła, którą aż prosi się przenieść na ekran. Co więcej, rewelacyjnie by było, gdy twórcy i deweloperzy gier wideo pomyśleli o egranizacji. Doskonale wiem, że żyjemy w kraju, w którym rzadko przerabia się literaturę w scenariusz gry, ale… przygoda dziejąca się w XII-wiecznej Polsce, z magią, orężem i tak ciekawie opowiedzianym pogańskim świecie, aż prosi się o przeniesienie do cyfrowego świata. Wierzę, że może wyjść z tego RPG na wzór The Dwarves Markusa Heitza lub Skyrima, Neverwinter nights, Pillars of Eternity, czy też Baldur’s Gate. Doskonały materiał już jest. Teraz wszystko zależy od twórców.

Minus jest jeden. Wspomniane za krótkie rozdziały. To co idealnie sprawdza się w podróży metrem lub autobusem, zaczyna denerwować, gdy zasiadamy do lektury w domu. Wsiąknięcie w opowieść, by za chwilę została przerwana, trochę pobudza nerwy.

Dlatego od mocnej 8.5 odejmę 0,5 punktu.

Małgorzata Saramonowicz, Xięgi Nefasa. W zaświatach, Wydawnictwo Znak, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie egzemplarza recenzenckiego

Uczeń architekta –chłopiec z białym słoniem w XVI-wiecznym Stambule

Uczeń architektaDo sięgnięcia po powieść Uczeń architekta skłoniły mnie pozytywne rekomendacje umieszczone w blurbie, w tym słowa Joanny Bator. Pisarka miała rację, książka Elif Shafak to prawdziwe arcydzieło.

Uczeń architekta – kilka słów o konstrukcji

Jak przyznaje Shafak, opisana przez nią historia jest fikcją, ale taką, która wykorzystuje realne miejsca i postaci. Autorka, na potrzeby opowieści, czasami wydłużała rzeczywistą linię czasu, czasami ją  skracała, a wraz z tym poddawała przeminie (często je przestawiając) chronologię faktycznych wydarzeń.

Uczeń architekta to zgrabnie skomponowane dzieło. W opowieści znajdziemy, wraz z narracją w 3 osobie, listy, opowieść szkatułkową, którym towarzyszy najważniejsze – orientalizm języka. Czytając książkę Uczeń architekta momentalnie przenosimy się do XVI-wiecznego Stambułu. Barwne opisy i język bohaterów pozwalają nam poczuć się, jakbyśmy sami byli uczestnikami wydarzeń. Pozwala to nawet niedoświadczonemu czytelnikowi, przebrnąć przez ponad 170 stron w sposób łagodny i dość szybki, z pewnym poczuciem satysfakcji, że przeczytało się „coś wartościowego”.

Uczeń architekta – o czym właściwie jest ta powieść

Chłopak z białym słoniem trafiają na dwór sułtana, przeżywają tam mnóstwo przygód, a on sam dorasta i zdobywa cenną wiedzę od swego mistrza architekta. Tak w skrócie można streścić Ucznia architekta. Rozpisanie powyższego zdania, dałoby nam recenzję typowego czytadła, doskonale wpisującego się w nurt Katedr z Barcelony. Jednak uważny czytelnik dostrzeże, że Elif Shafak wykonała kawał dobrej roboty, wybijając się nad poziom współczesnej literatury popularnej.

Uczeń architekta to opowieść o XVI wiecznym świecie, w którym religie walczą ze sobą, ale też i współpracują. Z rozdziału na rozdział czytelnik jest informowany o kolejnych walkach wyznawców Allacha  z chrześcijanami. Jednak gdy uważnie przeanalizuje treść powieści dostrzeże, że wojna rozgrywa się tylko w sferze politycznej. Przedstawiciele obu religii świetnie dogadują się w życiu codziennym – pracują ze sobą, podróżują pomiędzy swoimi krajami, wymieniają się wiedzą i dobrami kulturowymi.

To również opowieść o tworzeniu budowli. Choć nie daje odpowiedzi na pytanie : jak zostać architektem?, ukazuje piękno tego zawodu. A do tego wyjaśnia sens cyklu budować, by zburzyć i ponownie zbudować.

Znajduje się tu również warstwa kryminalna. Na pierwszy rzut oka nie jest ona widoczna, ale ma ogromne znaczenie dla zakończenia powieści. Dlatego nie rozpisuję się na jej temat.

Uczeń architekta – największy plus i ocena książki

Atutem powieści Shafak jest to, że bardzo dobrze się ją czyta. Nie ma momentu, w którym czytelnik poczułby nudę. A to dlatego, że cały czas coś tam się dzieje, treść pozbawiona jest na siłę wstawionych opisów, a rozdziały nie są wydłużane. Ważne jest też umiejętne podtrzymywanie uwagi czytelnika – przecież Uczeń architekta to prawie 500-set stronicowa książka. Shafak robi to za pomocą mieszanki złożonej z budowania napięcia, rozbudzania emocji i wprowadzana humoru.

Warto przeczytać!

Ocena:: 9/10

Elif Shafak, Uczeń architekta, Wydawnictwo Znak, 2016

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Dziękuję bardzo!

Robert Koch, Ludwik Pasteur, Artur Conan Doyle i spółka – Cudowny lek

cudowny lekKsiążka Thomasa Goetza Cudowny lek to studium nad gruźlicą i rozwojem podwalin współczesnej mikrobiologii oraz diagnostyki i leczenia chorób zakaźnych, a także wspaniała opowieść o wielkich umysłach XIX stulecia i początku XX wieku.

Robert Koch –  Ludwik Pasteur – Artur Conan Doyle

Na pierwszym planie śledzimy życie prywatne oraz pionierskie dokonania naukowe Roberta Kocha i to jego możemy śmiało nazwać głównym bohaterem. Na drugim poznajemy postać lekarza, który wszystkim współczesnym jest bardziej znany jako autor powieści o błyskotliwym detektywie Sherlocku Holmesie – Arthura Conan Doyla. Natomiast historia Ludwika Pasteura stanowi przede wszystkim doskonałe tło dla zrozumienia motywów postępowania i działań Kocha, wskazując na nieustanną naukową rywalizację tych dwóch wielkich postaci XIX-wiecznej medycyny.

Systematyczna praca oparta na licznych doświadczeniach i dowodach naukowych zapoczątkowała sukces Roberta Kocha – lekarza i pasjonata medycyny. Odkrycie wąglika, który stanowił poważne utrapienie przede wszystkim wśród hodowców zwierząt, stało się kamieniem milowym w życiu ubogiego lekarza z Wolsztyna. Sukces szybko przerodził się w spotęgowany głód zdobywania wiedzy, a następnie zaślepił Kocha i ufiksował na bezwzględny wyścig odkryć naukowych, stawiając mu za głównego przeciwnika Ludwika Pasteura – zamożnego francuskiego badacza.

Uporczywe negowanie odkryć Kocha i niedocenianie go przez środowisko XIX-wieczne środowisko naukowe, na czele z Pasteurem oraz Virchowem potęgowało frustrację pruskiego badacza oraz jego zacięcie do odkrywania.

„Napływali do Berlina całymi dniami, tygodniami i miesiącami…”

Pragnienie gloryfikacji było na tyle silne u Roberta Kocha, że po wyizolowaniu Mycobacterium tuberculosis niezwłocznie rozpoczął pracę nad lekiem na wywoływaną przez ów patogen – gruźlicę, która stanowiła w tamtych czasach najczęstszą przyczynę zgonów. Pierwsze sukcesy uznał za pewniki, porzucił dobrą praktykę naukową i postanowił zachować w tajemnicy skład cudownego leku na gruźlicę – „limfy” – tuberkuliny. Tymczasem miliony ludzi ślepo zawierzyły w jego panaceum na wszystkie postaci gruźlicy.

Niezwykle ciężko wypracowana przez Kocha pozycja w medycznym środowisku naukowym zaczęła się chwiać niczym domek  z kart.

A z ukrycia przyglądał się Sherlock Holmes

Całości sytuacji przyglądał się młody zdolny lekarz Artur Conan Doyle, przede wszystkim w nadziei na wyleczenie chorej na galopujące suchoty żony oraz pragnąc wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenie nie tylko lecząc ludzi. Jego pasją i ostatecznym zajęciem stało się pisanie, a postać osławionego na całym świecie Sherlocka Holmesa – nawet uśmiercona przez autora, musiała powrócić na wyraźne polecenie czytelników powieści o inteligentnym detektywie.

Rozwój mikrobiologii opisywany w książce Goetza wiązał się nie tylko z poznawaniem nowych organizmów odpowiedzialnych za nękające ludzkość choroby, ale także stał się przyczynkiem do wprowadzenia i doskonalenia zasad antyseptyki, a także pierwszych szczepionek, a co za tym idzie do pojawienia się pierwszych ruchów antyszczepionkowych.

Cudowny lek jest powieścią doskonale utrzymaną w klimacie książek Jurgena Thorwalda (Stulecie chirurgów, Godzina detektywów, itd.), które od lat porywają całe pokolenia czytelników, wprowadzając ich w zakamarki historii medycyny oraz nauk o człowieku.

Ocena: 8/10

Thomas Goetz, Cudowny lek. Robert Koch, Ludwik Pasteur i prątki gruźlicy, Wydawnictwo Znak, 2015

 

Aktualizacja: Zainteresowanych tematem oraz tych, którzy przeczytali już książkę Goetza zachęcam do obejrzenia tego wideo, dostępnego pod tym adresem: http://library.fora.tv/2014/09/24/Thomas_Goetz_The_Remedy