2015

Życie animowane – film o autyzmie

Życie animowane jest filmem wybitnym, zasługującym na ocenę 10/10. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich. Osoby pracujące z dziećmi cierpiącymi na autyzm na pewno go już widziały. Dlatego propozycję obejrzenia filmu Rogera Rossa Williamsa kieruję do tych, które słysząc słowo „autyzm” dostają gęsiej skórki i są przerażone.

Zacznijmy od odpowiedzi na najprostsze pytanie:

Co to jest autyzm?

Jest to zespół zaburzeń interakcji społecznych i komunikacji. Najlepiej zobrazują tę krótką definicję słowa jednej z Bojowniczek z JoeMonstera. W TYM artykule opisuje swoje zmagania z autyzmem oraz wyjaśnia dlaczego autyzm nie jest chorobą.

W swoim życiu zawodowym mam zaszczyt pracować z osobami cierpiącymi na autyzm. Dlatego mogę śmiało dodać, że każdy przypadek jest inny. Tak samo jak każdy z nas jest indywidualną osobowością.

Życie animowane – kandydat do Oscara 2016

Świat dowiedział się kim jest Owen Suskind od jego ojca Rona – postaci nieznanej w Polsce, ale rozpoznawalnej w Stanach (pisał dla The Wall Street Journal, stworzył książki o administracji Busha i Obamy). Starszy Suskind w książce Life, Animated: A Story of Sidekicks, Heroes, and Autism opisał to co stało się z jego synem.

Owen do 3 roku życia rozwijał się tak jak każde dziecko. Później pojawił się autyzm. Dziecko zamknęło się samo w sobie, przestało się odzywać do swoich najbliższych. Zapewne tkwiło w tym milczeniu, we własnym świecie, do dziś, gdyby nie filmy Disneya.

Dzięki nim Owen rozpoczął komunikację ze światem. Najpierw zaczął mówić – używając dialogów z kreskówek. Później Król Lew, Aladyn, Bambi czy też Mala Syrenka pomogły mu w autotłumaczeniu świata oraz prostych relacji między ludzkich. Dziś Owen jest w pełni żyjącym człowiekiem, pracującym, kochającym i posiadającym własne hobby. I o tym jest właśnie Życie animowane.

Życie animowane – dokument, który wciska w fotel.

Dokument jest opowieścią o dzieciństwie Owena, dorastaniu, a kończy się jego wystąpieniem na konferencji we Francji poświęconej autyzmowi. To piękna opowieść, z doskonałym zakończeniem, którą obejrzę po raz drugi.

Moja ocena: 10/10

reż. Roger Ross Williams, Życie animowane, 2015

Dziewczyna z pociągu – czytadło z zasłużoną wysoką oceną

Dziewczyna z pociągu Pauli Hawkins jest czytadłem. Dość popularnym, bo podobno co 6 sekund ktoś w Stanach kupuje tę książkę. Literacko daleko jej do kryminałów spod pióra Borisa Akunina lub Marka Krajewskiego, ale jako thriller-psychologiczny ma coś w sobie, co trzyma uwagę czytelnika do ostatniej kartki. Jest na tyle interesującym czytadłem, że daję jej wysoką notę.

Dziewczyna z pociągu – jedno jest pewne, ktoś na pewno nie wyjdzie stąd cały

dziewczyna z pociąguBohaterem powieści jest Rachel Watson, bezrobotna alkoholiczka, która każdego dnia wyrusza pociągiem do Londynu – okłamując otoczenie, że wciąż zmierza do pracy. Po drodze pojazd zatrzymuje się w okolicy, w której niegdyś mieszkała bohaterka. Wówczas bohaterka wpatruje się w okno domu, w którym żyje pewna para nieznajomych. Nadała im już imiona, wymyśliła historie ich życia i określiła jak wielkie szczęście panuje w ich związku. Pewnego razu bohaterka widzi kobietę z mijanego domu w towarzystwie innego mężczyzny, a kilka dni potem pojawia się w prasie informacja, że owa zaginęła.. Rozpoczyna się dochodzenie. Losy Rachel, jej byłego męża, jego obecnej żony oraz męża zaginionej splatają się ze sobą, napięcie rośnie i jedno jest pewne, ktoś na pewno nie wyjdzie stąd cały.

Standardowa historia, z której można stworzyć ciekawą kryminalną intrygę, ale też napisać nudną powieść z przewidywalnym zakończeniem. Na szczęście Pauli Hawkins udało się zamienić ją w pierwszy rodzaj opowieści. Dziewczyna z pociągu trzyma w niepewności do końca, a także bawi się czytelnikiem. Podsuwa szczątkowe informacje, zachęcające do ułożenia układanki, aby po chwili przeprosić za to, że elementy nie pasują do siebie. Chwyt sprawdzony przez wielu pisarzy, tu też działa rewelacyjnie.

Trzy narratorki – Dziewczyna z pociągu

Choć powieść zaczyna się od zapisków postaci Rachel Watson. Po chwili pojawia się druga narratorka. Jest nią zaginiona dziewczyna. Wprowadzenie wspomnień Megan, bo tak ma na imię, służy retrospekcji. Pozwala ona przedstawić historię drugiej strony, tak bardzo inną od spostrzeżeń Watson na temat pary z mijanego domu.

Narracje prowadzone są naprzemiennie , na początku oddzielcie, ale w końcu zaczynają się przenikać. Wielki plus dla autorki za tę konstrukcję.

Jest jednak w Dziewczynie z pociągu trzecia narratorka – Anna, obecna żona byłego męża Rachel. Mimo, że jest to kluczowa postać, wprowadzenie jej jako narratorki uważam, za kiepski pomysł. Niewiele porusza do przodu akcję powieści i jest zbyt denerwująca jako postać – budzi złe odczucia.

Dziewczyna z pociągu – film i audiobook

Niedługo pojawi się ekranizacja powieści Hawkins. Będzie wiernie odtwarzała to co zapisane zostało w książce. Skąd to wiem? Z zapowiedzi, która opowiada całą treść, włącznie z zakończeniem. Kto jeszcze nie czytał, a chce poznać finał i ma spostrzegawcze oko, zapraszam do obejrzenia.

Kto zaś chce poczuć moc słowa, powinien sięgnąć po audiobooka. Karolina Gruszka w mistrzowski sposób wciela się w trzy narratorki, gwarantując niezapomnianą magię dla uszu.

Gorąco polecam!

Ocena 9/10

Paula Hawkins, Dziewczyna z pociągu, Świat Książki, 2015

Jak to jest żyć bez bólu – Przemyślny ból

MillerPrzemyślny ból to przetłumaczona na 37 języków pierwsza powieść Andrew Millera. Za ten debiutancki utwór pisarz został  nagrodzony między innymi prestiżową International IMPAC Dublin Literary Award, James Tate Black Memorial Prize, a także włoską nagrodą Premio Grinzane Cavour.

Pasjonująca historia o utalentowanym lekarzu, który swój geniusz zawdzięczał niemożności odczuwania bólu

Historia Jamesa Dyer`a jest zataczającą krąg opowieścią o drodze do człowieczeństwa. Na pierwszych stronach utworu poznajemy głównego bohatera jako bliskiego śmierci, ale pogodzonego z losem i spełnionego człowieka, który budzi sympatię, a nawet współczucie czytelnika. Natomiast kolejne karty powieści wyzwalają przeciwne emocje oraz niechęć, a nawet potępienie w stosunku do postaci Dyer`a.

Zrodzony jako niechciany owoc gwałtu James Dyer jest  jest całkowicie pozbawiony odczuwania bólu fizycznego, a dodatkowo jest także niezdolny do odczuwania i wyrażania emocji. Empatia, sympatia, gniew, złość są dla niego obce, a głębokie rany, poważne urazy oraz rozległe uszkodzenia jego ciała nie robią na nim wrażenia i goją się niezwykle szybko. Nie do końca akceptowany przez „ojca”  i matkę, a także rówieśników staje się jarmarczną atrakcją oraz naciągaczem i oszustem, wykorzystując niecnie swój dar. Ale jednocześnie budzą się w nim potężne aspiracje…

Książka Przemyślny ból osadzona jest w realiach XVIII-wiecznej Europy, gdy rozpoczyna się gwałtowny rozwój medycyny i nauk o człowieku. Mają miejsce pierwsze duże operacje, transfuzje krwi, ruchy szczepionkowe. W tle tych wydarzeń pojawia się błyskotliwa postać lekarza-chirurga, który przyćmiewa swoim talentem, wyczuciem i zdolnościami swoich kolegów po fachu, znacznie wyprzedzając swoją epokę. Dzięki nieznajomości bólu decyduje się na zabiegi, procedury i eksperymenty, które innych medyków przyprawiają o gęsią skórkę, na które nigdy by się sami nie odważyli.

Przemyślny ból – Czy można być dobrym lekarzem traktując przedmiotowo pacjenta?

Geniusz Jamesa Dyera – lekarza, fachowca w swojej dziedzinie przyćmiewa jego ułomność do współodczuwania, bo czyż można być dobrym lekarzem traktując przedmiotowo pacjenta – drugiego człowieka?  Jest to pytanie, które nadal pozostaje aktualne i które każdy student medycyny powinien sobie zadać zanim rozpocznie naukę. Główny bohater na każdego pacjenta patrzy jak na przypadek, casus medyczny, kolejny sukces w nieustającym paśmie swoich zwycięstw, gubiąc człowieka w ciele człowieka.

Co doprowadzi do zmiany tak wyrachowanego i zimnego człowieka, który wszędzie gdzie się pojawi potrafi uleczyć niemalże każdego pacjenta, a jednocześnie rani ludzi go otaczających, będąc niezdolnym do żadnego uczucia? Aby się tego dowiedzieć warto sięgnąć po powieść Przemyślny ból, która zdecydowanie zadowoli nawet najwybredniejszego czytnika.

Ocena: 8/10

Andrew Miller, Przemyślny ból, Wydawnictwo Znak, 2015

 

Demon – dybuk na weselu


Żeby zrozumieć film Demon Marcina Wrony trzeba znać kilka dzieł z zakresu literatury i filmu. Cynizm wyciągnięty z prac Smarzowskiego, wesele rodem z Wyspiańskiego, Wajdy (i znów) Smarzowskiego, słowa dialogów oraz monologów przekalkowane z utworów de la Barci, Szekspira, (ponownie) Wyspiańskiego i jeszcze kilku innych. Jednak najbardziej istotnymi są utwór literacki Szymona An-Skiego Dybuk i jego ekranizacja z 1937 roku.

Dybuk – zawładnięcie ciałem żywego człowieka przez ducha zmarłej osoby

Tekst dramatu dostępny jest pod adresem http://literat.ug.edu.pl/~literat/dybuk/index.htm Zachęcam do przeczytania. Moim zdaniem jest ciekawszy niż powieści Kinga i reszty ‚mistrzów grozy’.

Natomiast film w jidysz można obejrzeć w całości tutaj:

Historia opowiedziana w tekście literackim i ekranizacji dotyczy obietnicy danej sobie przez dwóch Żydów, odnosi się ona ślubu dzieci owych Mężczyzn. Jednak nie zostaje spełniona przez splot nieszczęśliwych wypadków.  W wyniku tego niedoszły pan młody wstępuje w ciało panny młodej i dopiero teraz zaczynają się prawdziwe kłopoty.

Co to ma wspólnego z filmem Demon? Naprawdę wiele.

Demon – wesele po polsku, demon po żydowsku

Zarówno Dybuk jak i Demon powstały na kanwie tekstów dramatów (Wrona inspirował się Przylgnięciem Piotra Rowickiego). W obu filmach duch osoby zmarłej wstępuje w żywego i ujawnia się przed szeroką publicznością w najbardziej niepożądanym momencie, czyli na weselu. Zbieżne są też próby wypędzenia niechcianego gościa i sposób w jaki kończą opętani.

Demon jest znakomitym filmem, który trzyma w napięciu, ale tez i bawi. Sposób w jaki Wrona żongluje konwencją oraz w jaki pokazuje przekrój polskiego społeczeństwa zasługuje na uznanie. Dostaje się wszystkim od egoistycznego ojca młodej przez księdza poddającego się i tracącego wiarę w religie rozwiązanie, po racjonalistę, który zaczyna wierzyć i odprawia egzorcyzm po świecku. A takich barwnych postaci w Demonie jest wiele.

Na uwagę zasługuje rola Itaya Tarina, izraelskiego aktora, który podobno wszystkich dialogów odgrywanej przez siebie (pierwszoplanowej) postaci nauczył się na pamięć. Zagrał rewelacyjnie.

Gorąco polecam! Nie tylko fanom horrorów i kina ambitnego.

Ocena: 8/10

Demon, reżyseria Marcin Wrona, 2015

Przypadki Lenza Buchmanna – kilka słów o książce

Osiem lat, tyle czasu dzieli polskie wydanie Przypadków Lenza Buchmanna od portugalskiego. Na szczęście już jest, dzięki Wydawnictwu Literackiemu, które zdecydowało się na wypuszczenie powieści Goncalo M. Tavaresa.

Powieści wybitnej, czerpiącej ze wzorów literatury końca XIX i początku XX wieku, ale też zawierającej wszystko co zaciekawi współczesnego czytelnika. Skonstruowanej w dość interesujący sposób, o nim za chwilę, przetłumaczonej (przez Wojciecha Charchalisa) tak, że od Przypadków nie można się oderwać. Ale…

Przed napisaniem tego tekstu zadałem sobie pytanie: Ilu najbliższym osobom mógłbym polecić powieść Tavaresa? i zacząłem liczyć. Wystarczyły palce jednej ręki. Uważam, że tę książkę zrozumieją tylko osoby bardzo otwarte na świat, kochające czytelnicze wyzwania i ambitne książki oraz znające choć trochę klasykę światowej literatury.

Jeżeli nie boisz się przeczytać opinii godzących w Twoją wiarę oraz poglądy, kochasz książki o trudnej treści, zmuszającej do myślenia, ale zachwycającej – sięgnij po nowego Tavaresa. Jest naprawdę świetny!

Tytułowego bohatera poznajemy w momencie wymuszonej przez ojca inicjacji seksualnej. Później zostaje lekarzem, by porzucić zawód na rzecz polityki. Dużo rozmyśla, a na końcu umiera. Tak można streścić Przypadki Lenza Buchmanna, dla wszystkich osób, które nie zdecydują się sięgnąć po książkę.

Wydawca określił powieść: to prawdziwie CZARNA KSIĄŻKA!, zgodzę się z nim. To jest książka o współczesnym źle. Tym, które tkwi w każdym z nas – rodzącym się poprzez wpływ otoczenia, kultury, religii i spełniania własnych potrzeb. Źle, które świadomie rodzimy myśleniem oraz działaniem, by sprawdzić jak smakuje i wcielamy na stałe do naszego życia, delektując się nim. Do tego rodzaju zaliczają się zarówno szalone pomysły, jak też możliwości jakie daje władza. To także książka o źle jakim są fizycznie niszczące nas choroby.

Informacja skierowana do wszystkich miłośników House of Cards. Frank Underwood przy Lenzie Buchmannie mógłby się nauczyć wiele. Tak jak bohater serialu jest on wcieleniem czystego zła, które często decyduje o losie społeczeństwa i życiu poszczególnych jednostek.

W powieści widzę wiele elementów wspólnych z twórczością takich pisarzy jak Diderot,Wolter, czy Gide. Najwięcej jednak inspiracji widzę z Na wspak Huysmansa. Lenz Buchmann to wykapany diuk Jan des Esseintestylko, że żyje kilkanaście lat później. Tak samo jak bohater Huysmansa rozkoszuje się w istocie zła – poniżenie żebraka poprzez nakazanie obserwacji stosunku płciowego i śpiewanie hymnu za chleb równe jest dawaniu pieniędzy dziecku na zabawę w burdelach, by stało się mordercą. Podobnie jak diuk, Lenz dużo rozmyśla o współczesnym świecie, religii, władzy oraz egzystencji, często dochodząc do wniosków wielokrotnie będących herezją.

Ważnym motywem jest postać ojca. To ona jest kluczem do tego w jaki sposób myśli i działa bohater. Mimo, że jest on martwy, wciąż oddziałuje na Lenza, do ostatnich chwil jego tchnienia. Co więcej jego postać jest traktowana jako niezniszczalna, superman, nadczłowiek– który jednym strzałem, by nie odkryć przed światem swojej słabości, zadecydował o długości swojego życia. Rozumiejąc wpływ wychowania i nauk przekazanych przez rodziciela synowi, można pokusić się nawet o wybaczenie Lenzowi.

Zachwycającym elementem powieści jest jej język. Sposób konstrukcji zdań, nie będących jednak strumieniem świadomości, oddaje wizję postrzegania świata przez Lezna. Co więcej, pozwala czytelnikowi wejść we wnętrze jego umysłu. Pełno w nim obrazów, dźwięków, zapachów, niczym w umyśle wspominanego diuka Jana porównującego alkohole do dźwięków instrumentów. Krótko mówiąc, MISTRZOSTWO!

Na koniec minus, jeden – związany z chwalonym przeze mnie tłumaczeniem oraz językiem. Nie wiem kto wpadł na pomysł zamienienia Aprender a rezar na Era da Técnica (Dowiedz się jak modlić się w erze techniki) na Przypadki Lenza Buchmana, ale to był naprawdę kiepski pomysł. Oryginalny tytuł nadaje sens treści, jest przysłowiową wisienką na torcie.

Co więcej, w innych krajach tytuł został zachowany. Angielskie wydanie nosi tytuł Learning to Pray In the Age of Technique, a francuskie Apprendre à prier à l’ère de la technique. Natomiast włoskie łączy oryginał z polską propozycją.

Dlaczego „czepiam się” tej dowiedzenia się jak modlić/ nauki modlitwy? Nie zdradzę tego, ze względu na czytelników, którzy zdecydują się sięgnąć po powieść Tavaresa. Ową zdolność modlitwy dostrzegą po przeczytaniu ostatniego zdania Przypadków:

I on poszedł; zgodził się odejść.

Ocena: zasłużone 10+/10

Goncalo M. Tavares Przypadki Lenza Buchmanna, Wydawnictwo Literackie, 2015

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za egzemplarz recenzencki