2019

Wojna w kanałach

Książkę Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy rozpocząłem w czerwcu, gdy musiałem spędzić tydzień w szpitalu. Pierwsze rozdziały pochłonąłem błyskawicznie. Lepsze to było od wpatrywania się w sufit podczas czekania na kolejne badania. I nagle, tuż przed przekroczeniem połowy objętości  książki, opanowała mnie niemoc czytelnicza. To co było ciekawe, przestało absorbować. Pozostało mi wpatrywanie się w sufit.

Czy to znaczy, że Sebastian Pawlina przyłożył się tylko do początku książki Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy? Czy udało mi się dobrnąć do ostatniej strony? Odpowiedzi znajdują się poniżej.

Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy –  bohaterowie tacy jak my

Warszawskie kanały są tematem książki Pawliny. Publikację rozpoczyna ciekawa geneza powstania warszawskiego systemu odprowadzania nieczystości. Następnie czytelnik poznaje pierwsze przejścia śmiałków kanałami, wykorzystanie ich w przemieszczaniu się żołnierzy i ludności cywilnej w trakcie rozpoczęcia powstańczych walk, aż do zamieniania podziemnych przesmyków w drogę ucieczki.

W powyższe wpisani są ludzie, tacy jak my, zmuszeni do bohaterskiej walki o wolność. Za pomocą kanałów przemieszczają się oni z rozkazami oraz informacjami od dowództwa lub próbują uratować życie. Pawlina opisuje, a także przytacza relacje świadków, iż piekło wojny, która toczyła się na powierzchni, czasami było lżejsze niż to, gdy znalazło się w kanałach.

Wojna w kanałach pokazuje, że aby wejść do środka trzeba było odznaczać się odwagą, lecz tylko osoby odznaczające się niebywałym męstwem mogły opuścić podziemny system bez uszczerbku na zdrowiu. Bowiem ciemność i kiepskie warunki utrudniające przemieszczanie umiały złamać nawet najsilniejsze charaktery. Pawlina kilkukrotnie opisuje sytuacje, gdy zaprawieni w walce z okupantem mężczyźni dosłownie wymiękli podczas godzinnych wędrówek w ciemności.

Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy – książka godna uwagi

Widać, że autor wykonał niesamowitą robotę.  Wojna w kanałach to przede wszystkim świetnie opowiedziana historia Powstania Warszawskiego. Język Pawliny czasami przypomina storytellerów, snujących gawędy o heroicznych czynach, z tą różnicą, że autor książki nie dorzuca do swojej historii nic od siebie. Wszystko jest prawdziwe. A do tego poparte fragmentami wypowiedzi powstańców.

Treść dopełniają fotografie. Oddają one klimat opisywanych chwil, pomagają czytelnikowi zrozumieć grozę nierównej walki, a także wyjaśniają jak wyglądały opisywane przez Pawlinę postacie.

Całość robi wrażenie, ale….

Jak dla mnie jest za długa. Wojnę w kanałach skończyłem, ale po trzech podejściach. Być może ma wpływ na to sytuacja, że nie jestem historykiem, a zamiast literatury faktu wole wybrać fikcję.Jednak jestem przekonany, że miłośnicy tematów związanych z II Wojną Światową oraz Warszawą w czasie wojny i okupacji będą zachwyceni książką Pawliny.

Moja ocena: 7,5/10

Sebastian Pawlina, Wojna w kanałach. Podziemna walka Warszawy, Wydawnictwo Znak, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie egzemplarza.

Strażnik kruków

Munin, Merlina, Erin, Rocky, Jubileusz II, Gripp II, Harris oraz on – Christopher Skaife, strażnik kruków w londyńskiej Tower. Każde z nich ma inny charakter, zwyczaje oraz upodobania. Różnią się też tym, że wymieniona siódemka to ptaki, a ostatni jest ich opiekunem. Relacja pomiędzy nimi nabiera czasami cech komicznych, czasami stwarza zagrożenie dla zdrowia lub życia. I właśnie owo codzienne obcowanie człowieka i skrzydlatych osobowości jest głównym tematem książki Strażnik kruków.

https://www.instagram.com/p/BxKXFHUhon1/

Czy przyjaźń z krukami jest możliwa? Nie do końca, odpowiada strażnik kruków w swojej prawie 300 stronicowej relacji.

Strażnik kruków – coś więcej niż opowieść o ptakach

Kiedy kruki znikną z Tower, wtedy twierdza upadnie, a wraz z nią Anglia. Tak głosi legenda. Ponieważ Anglicy nie chcą sprawdzić owej zależności, powierzyli ptaki powołanemu specjalnie do tej funkcji królewskiemu strażnikowi. Obecnie tę rolę pełni w twierdzy autor książki Strażnik kruków.

Christopher Skaife nie spodziewał się, że będzie opiekował się siódemką ptaków. W młodości nie był potulną osobą, szukał przygód. I jedną z takich było wstąpienie do wojska. Dwadzieścia pięć lat służby pozwoliło mu na zwiedzenie świata. Później poznał kruki.

Obecnie opiekuje się nimi, czuwa nad pracą zespołu osób, które mu pomagają, a także oprowadza wycieczki. Same ptaki stwarzają mu mnóstwo wyzwań. Oprócz karmienia skrzydlatych podopiecznych, musi łapać uciekinierów i dbać o komfort ich życia w Tower. A kruki to ptaki wymagające, których hodowla wymaga dbania o najmniejsze szczegóły, na przykład należy wypuszczać je w określonej kolejności. Krótko mówiąc, nie nudzi się, co zaznacza wielokrotnie na kartach swojej książki.

W to wszystko wpisane jest jego codzienne życie prywatne– Christopher Skaife mieszka, tak jak inni strażnicy, w Tower. Łączy się ono z obowiązkami zawodowymi, a taka mieszanka często okazuje się wybuchową, na przykład gdy mężczyzna zamiast iść na randkę z żoną musi uganiać się za skrzydlatym uciekinierem.

Strażnik kruków – czy można oswoić ptaki?

Książka Strażnik kruków pokazuje relację pomiędzy człowiekiem a ptakami, z którymi można się zaprzyjaźnić, ale nie da się ich do końca oswoić. Kruki mimo, że same łączą się w pary, nie przepadają za towarzystwem.

Publikacja ma również na celu ocieplenie wizerunku stworzeń. Pokazuje, że są one inne niż wmówili nam na przestrzeni wieków starożytni, ludzie średniowiecza, renesansu i kolejnych epok. Bowiem kruk to ptak odznaczający się bystrością, pamięcią, okazujący uczucia tak bardzo podobne do ludzkich.

Strażnik kruków – ocena

Książka Skaife jest dobrym początkiem do zdobycia informacji na temat kruków. Na jej końcu czytelnik znajdzie spis rozwijającej temat literatury. Warto do niej zajrzeć.

Strażnik kruków jest wart polecenia nie tylko w formie papierowej, ale też i elektronicznej. Pod adresem https://www.instagram.com/ravenmaster1/ znajduje się instagramowy profil Skaife, na którym zobaczymy codzienną relację strażnika i jego podopiecznych.

Ocena: 8,5/10

Christopher Skaife,  Strażnik kruków, Wydawnictwo Znak, 2019

Książkę podesłało Wydawnictwo Znak. Dziękuję!

słowo okamgnienie jest zrostem – „Środki transportu” Magdaleny Kicińskiej

Plan był taki, przeczytać Środki transportu Magdaleny Kicińskiej w pociągu z Białegostoku do Warszawy, ewentualnie skończyć w metrze na Imielin. Nie udało się. Po przeczytaniu czterech wierszy odłożyłem książkę do torby. Ponownie wróciłem do tomiku tydzień później. Korzystając z nadejścia wiosny, usiadłem na parkowej ławce i zacząłem czytać. Wówczas wiersze „zaskoczyły”.

Dlaczego nie udało się im to za pierwszym razem? Miałem inne oczekiwania, co do tekstów Kicińskiej, którą znałem jako autorkę innej książki. Tkwiłem w błędzie, bo  Pani Stefa Kicińskiej to reportaż, a tu do czynienia miałem z poezją. Dopiero jak uświadomiłem sobie, że należy spróbować przestać widzieć w Kicińskiej dziennikarkę, Środki transportu zyskały pewne walory.

Środki transportu – wiersze Kicińskiej

Nie wszystkie wiersze z tego tomiku przypadły mi do gustu. Nieliczne wywołały na mej twarzy zdziwioną minę, a w głowie pytanie: co autorka miała na myśli?. Na szczęście, nieliczne.

Poetycka twórczość Magdaleny Kicińskiej ma coś w sobie wyjątkowego. Najlepiej pasuje tu określenie „prawdziwość”. Zawierające ją utwory to wiersze o tematyce związanej z miłością, uczuciem do drugiej osoby sposobami  komunikacji interpersonalnej  oraz utwory dotyczące obserwacji otaczającej podmiot rzeczywistości. Pozostają na długo w pamięci.

Kicińska, pisząc o uczuciu do drugiej osoby, robi to, mogę śmiało powiedzieć, tak doskonale jak czołowe damy polskiej poezji – moim zdaniem, gdyby Poświatowska i Świrszczyńska żyły w 2019 roku, pisałyby podobnie. Miłość u Kicińskiej to coś, co trudno znaleźć. Próbuje odkryć ją w nagości, sytuacjach dziejących się w łóżku (szczególnie po stosunku), jak też w braku (fizycznym oraz duchowym) siebie nawzajem. Czy jej udaje się to? Odczytuję, że nie.

Jakbym miał wybrać najlepszy z utworów o wspominanej tematyce, bez zastanowienia wymieniłbym Rzym. Zaraz po nim polecam *** jeszcze nie ma północy, *** mała muszę iść, czy też Handlarz.

Rzeczywistość w Środkach transportu skupia się na życiu w mieście, ale czytelnik znajdzie tez teksty związane z naturą.  To też czas wspomnień kisielu z tą usypaną na wierzchu skorupką cukru z dzieciństwa czy też burzonego budynku Universamu. Kicińska, mówią c o teraźniejszości i przeszłości, zwraca uwagę na detale. To one definiują jej myśli, budują w wyobraźni czytelnika określone obrazy. Bardzo mi się to podoba.

Kicińska ma wypracowany warsztat poetycki.  Jej utwory wyróżniają się minimalizm języka, który może czasami razić wysublimowane gusta odbiorców. Jej poetyckości bliżej do utworów Piotra Macierzyńskiego, Krzysztofa Jaworskiego, czy Darka Foksa, niż do współczesnych  klasyków z lektur szkolnych. Co by o niej nie pisać, jest oryginalna.

Środki transportu – ocena

Poezja to specyficzny twór. Na pewno mi ciężko się ją dziś czyta, ciężej niż 20-15 lat temu, kiedy sam „popełniałem wiersze”. Jednak Środki transportu są tomikiem, do którego na pewno wrócę – nie dziś, nie jutro, ale na pewno za kilka miesięcy. Powodem jest poszukiwanie i chęć analizy wspominanej „prawdziwości”.

Ocena: 8/10

Magdalena Kicińska, Środki transportu,Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuje Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Pierwsza osoba – robiąc za literackiego murzyna

Pierwsza osoba to książka warta uwagi. Jako fan twórczości Flanagana, mogę śmiało napisać – to jego najgorsza, a zarazem najlepsza z powieści. Dlaczego? O tym poniżej w tekście.

Pierwsza osoba – ghostwriter w akcji

Okładka książki Pierwsza osoba

Powieść Flanagana to historia o młodym, początkującym pisarzu, podejmującym się niebywałego zadania. Kiff Kehlmann, w ciągu kilku tygodni, ma napisać autobiografię najsłynniejszego oszusta w dziejach Australii. Autobiografię, czyli dzieło, pod które stworzy samodzielnie, ale nie będzie mógł się pod nim podpisać. Wyzwanie ma w sobie coś niesamowitego, co mocno kusi pisarza do podjęcia działania. Bowiem, Siegfried Heidl, bohater biografii, podobno ukradł bankom 700 milionów, za co te wydały na niego wyrok śmierci, jest też podejrzewany o zabójstwo wspólnika. A do tego ukończenie dzieła w ciągu sześciu tygodni, sprawi pojawienie się na koncie Kiffa honorarium, które pomoże mu skończyć jego własną powieść.

Główny zarys fabuły i sposób jej przedstawienia przypominają czysty schemat czytadła typu sensacja, thriller. Pod tym względem Pierwsza osoba, w porównaniu z książkami Flanagana, takimi jak Williama Goulda Księga Ryb czy Śmierć przewodnika rzecznego , wypada marnie. Bliżej jej do Nieznanej terrorystki, również bazującej na sensacyjności, lecz zawierającej bardziej dynamiczną akcję.

Powoli tocząca się akcja to jest właśnie ten minus powieści. Teraz czas na omówienie tego , co najlepsze.

Pierwsza osoba – dlaczego to najlepsza powieść Flanagana?

Po pierwsze postaci. Flanagan z książki na książkę mistrzowsko buduje swoich bohaterów. Czytelnik otrzymuje w Pierwszej osobie coś wspaniałego.Autor opowiadając o Kiffie, jego rodzinie, przyjacielu, czy też Siegfriedzie dawkuje informacje w taki sposób, by grać uczuciami czytelnika. Raz świat Kehlmanna wydaje się tym dobrym, a Heidla tym negatywnym, by za chwilę zamienić się rolami.

Budowa bohaterów to też ich dorastanie. Kiff dorasta pisarsko, a także do ostatecznego zmierzenia się z Siegfridem, a właściwie z jego legendą. Wraz z żoną odkrywają, dlaczego ich związek nigdy nie miał sensu bytu. Natomiast jego przyjaciel porzuca postawę i styl życia awanturnika. Trzeba tu też powiedzieć i o rozwoju powieści. Czytelnik Pierwszej osoby śledzi losy autobiografii Heidla, która najpierw ślamazarnie się rozwija, by zmienić się w coś, co jest efektem pracy ghostwritera – o nim samym za chwilę.

Po drugie, Pierwsza osoba to rozprawienie się ze współczesną literaturą. Czytając książkę szybko można spostrzec, że Flanagan nieźle się bawił pisząc fragmenty o rynku wydawniczym i pisarzach. Na szczególną uwagę zasługuje mityczny Jez Dempster. Go można nie czytać, ale każdy powinien go znać. Bowiem o nim mówi się, na niego zawsze warto się powołać. Wszyscy wokół Kiffa zachwycają się Dempsterem. Jednak gdy obaj pisarze się poznają… łatwo domyśleć się, co się dzieje.

Pisarz świetnie tez pokazuje jak rynek wydawniczy traktuje młodych twórców – wydawanie powieści, ocena podczas konkursów literackich. Znamienitym fragmentem jest opis wysłania powieści na konkurs. Gdy Kiff otrzymuje zwrócony maszynopis odkrywa, że wydające werdykt jury nie przeczytało ani jednej strony.    

Po trzecie, ghostwriting, Kiff, podpisując umowę na napisanie za kogoś książki, słyszy od wydawcy:

Wiesz, że to Francuzi nazwali takich pisarzy murzynami?
Nie.
Nègres. I tutaj, dodał, kiedy złożyłem pierwszy podpis. Znalazł kolejną stronę w umowie i palcem pokazał mi odpowiednie miejsce. I tutaj.
Podpisałem, potem znowu, a podpisując, odczuwałem wdzięczność, nawet dumę.
Czarni?
Niewolnicy, odpowiedział cicho, odwracając stronę

Takich słów krytycznych wobec pisania za innych jest wiele w Pierwszej osobie. Flanagan broni „czystej literatury”, opowiada się za twórczością płynącą spod palców twórcy. Jest za tym, co prawdziwe, a nie udawane.

Czy ma rację? Na pewno. Dziś ilość zaczyna przewyższać jakość. Jesteśmy zalewani kolejnymi, pod którymi podpisują się znane nazwiska. Płynące na fali mainstreamu społeczeństwo kupuje i pochłania te papki, wierząc w to, co napisane.

Pierwsza osoba – ocena

Pierwszej osoby, mimo mojej najwyższej oceny, nie polecam wszystkim. Czytelnicy szukającej wartkiej akcji, sensacji nie znajdą jej w powieści Flanagana. To książka dla tych, którzy lubią książki zmuszające do myślenia. Warto by sięgnęli po nią, bo powieść „zostaje w głowie” jeszcze przez kilka dobrych dni po zakończeniu lektury.

Ocena: 10/10

Richard Flanagan, Pierwsza osoba, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd

Po przeczytaniu pierwszych stron powieści Kiran Millwood Hargrave miałem wrażenie, że w rękach trzymam kolejną opowieść napisaną według schematu – tyran więzi mieszkańców, aż do czasu przeciwstawienia się jego władzy przez wybrańca, którym jest dziecko/nastolatek. Jednak, na szczęście, myliłem się! Dziewczynka z atramentu i gwiazd to historia trochę wykorzystująca powyższy wzór, ale tak bardzo pozytywnie zaskakująca czytelnika.

Książkę skończyłem w jeden wieczór. A po lekturze, odczułem lekki niedosyt – co świadczy o wysokiej jakości opowieści

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – mapy, gwiazdy i przygoda

Na początku czytelnik zostaje zasypany mnóstwem informacji. Oto mamy Arintę- tytułową dziewczynkę, która mieszka na wyspie z ojcem, zdolnym kartografem. Wiadomo, że byli kiedyś szczęśliwi, współtworząc czteroosobową rodzinę. Jednak śmierć zabrała matkę oraz brata Arinty. Ze stratą wiąże się przybycie na wyspę gubernatora – człowieka, który pojawił się znikąd, obejmując rządy nad wyspą. Bohaterka przyjaźni się z jego córką.

Pewnego dnia na wyspie zostaje odkryte ciało koleżanki dziewczynek. Wówczas lekcje zostają odwołane, gubernator w trybie natychmiastowym zabiera córkę do swojej posiadłości, a mężczyźni zmuszeni zostają do wszczęcia poszukiwań. A to dopiero początek niebezpiecznej przygody, która najpierw zmusi dziewczynkę do ścięcia długich włosów, a następnie porwie ją w wir niebezpiecznych zdarzeń.

Ogromną rolę w powieści Kiran Millwood Hargrave pełnią mapy oraz wszystko co związane z kartografią. Umiejętność czytania z gwiazd położenia oraz odwzorowania go na mapie gra kluczową rolę w odkryciu tajemnicy śmierci dziewczynki, a także i samej bohaterce kilkukrotnie pomaga ujść cało z życiem.

Priorytetem w Dziewczynce z atramentu i gwiazd też jest legenda. Żyją nią mieszkańcy, a Arinta traktuje ją jako autentyczną historię. Opowieść dotyczy – nastolatki, która przeciwstawiła się demonowi, pragnącemu władać wyspą. W celu zmierzenia się z nim udała się pod ziemię wyspy, gdzie stoczyła krwawą walkę. To było dawno temu, a demon został unicestwiony na określony czas. Mieszkańcy wyspy przekazują sobie z ust do ust, że zło kiedyś powróci.

Wymienione elementy są rewelacyjnie połączone ze sobą, co piorunująco działa na odbiór publikacji. Opowieść jest idealna do ekranizacji – mamy bowiem w niej zagadkę kryminalną, historię miłosną i przygodę, której nie powstydziłby się sam Indiana Jones. Bardzo chciałbym ją zobaczyc na duzym ekranie. Jest naprawdę nieźle. Dlatego wystawiam książce Kiran Millwood Hargrave wysoką notę.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – przekaz

Różnorodnie można odczytać powieść o dziewczynce. Odkryty przeze mnie przekaz dotyczy dojrzewania do czynu oraz tego osobistego.

Bohaterka wyruszając w podróż po wyspie jest jeszcze dzieckiem. Rządzi nią strach. Kończąc ją zyskuje doświadczenie oraz odwagę. Ponosi porażki i zwycięstwa, które dają jej cenną lekcję. Uczy się odpowiedzialności oraz poznaje smak podejmowania decyzji za siebie i otaczające ją osoby.

To bardzo ważny przekaz.

Dziewczynka z atramentu i gwiazd – podsumowanie

Dodatkowy punkt zdobywa dziewczynka za oprawę wizualną. Treść każdej ze stron otaczają elementy graficzne symbolizujące mapę. Kompasy, południki oraz wiele innych – to wszystko uatrakcyjnia fizycznie publikację, ale też i wzmacnia odbiór dzieła. Świetna robota!

Książka adresowana jest do młodzieży. Jednak i dorosły czytelnik będzie czerpał przyjemność z lektury. Wszystko dzięki powyżej wspomnianemu przekazowi. Zapewne dla wielu odbiorców dużym zaskoczeniem będzie zakończenie powieści. Zdradzę, że kończy się ona na pierwszy rzut oka przysłowiowym happy endem. Jednak po przemyśleniu treści zacząłem wątpić, czy aby na pewno jest to szczęśliwe rozwiązanie.

Gorąco polecam.

Ocena 9/10

Kiran Millwood Hargrave, Dziewczynka z atramentu i gwiazd, Wydawnictwo Literackie, 2019

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie prebooka.