Bez kategorii

7 ulubionych książek – Mikołaj Marcela

Bohaterem tego wpisu jest Mikołaj Marcela – pisarz, nauczyciel akademicki, badacz kultury popularnej, autor tekstów piosenek i promotor zdrowego trybu życia. Miłośnikom literatury grozy nie trzeba przedstawiać postaci badacza – bo to najpopularniejszy w Polsce ekspert od zombie, wampirów i innych potworów.

W dniu dzisiejszym (23 maja 2018 r.) na księgarnianych półkach pojawiła się nowa książka Mikołaja Marceli. Inna od pozostałych, gdyż skierował ją do najmłodszych czytelników. Premiera vege kryminału  Best Seler i zagadka znikających warzyw (Więcej o książce) to bardzo dobry powód, aby zapytać znawcę potworów wszelakich o listę 7 ulubionych książek.

Przed prezentacją spisu Mikołaj Marcela wskazuje, że aby w pełni zrozumieć dlaczego ceni właśnie te 7 książek, należy poznać jego literacką wędrówkę, która doprowadziła do napisania vege kryminału dla dzieci w każdym wieku. Zatem oddajmy głos bohaterowi tego wpisu:

źródło: https://www.facebook.com/mikolajmarcela.oficjalna.strona/

Moje związki z literaturą są burzliwe i skomplikowane, na pewno bardziej zagmatwane niż można byłoby się spodziewać po literaturoznawcy i filozofie (przynajmniej z wykształcenia!). W dzieciństwie byłem wielkim fanem Jana Brzechwy, jednak lista lektur obowiązkowych w szkole podstawowej mocno osłabiła moją młodzieńczą fascynację literaturą. Znacznie lepiej przemawiały do mnie w tamtym czasie filmy czy seriale animowane i poniekąd tak jest do dziś.

Wszystko zmieniło się w liceum, głównie za sprawą mojej nauczycielki języka polskiego. Pamiętam lekcje poświęcone „Makbetowi” Williama Szekspira, „Tygrysowi” Williama Blake’a czy „Jądru Ciemności” Josepha Conrada, które na nowo rozbudziły we mnie zainteresowanie literaturą. Swój udział miał w tym również mój przyjaciel, który w tamtym czasie zachęcił mnie do zmierzenia się z twórczością H.P. Lovecrafta.

Potem przyszło (dość niespodziewane) zainteresowanie filozofią i (jeszcze bardziej zaskakujące) studia filologiczne. Czytałem bardzo dużo, dzięki znakomitym wykładom prof. Tadeusza Sławka z literatury angielskiej i amerykańskiej, zainteresowałem się literaturą anglosaską, z jednej strony zaczytując się na przykład „Waldenem” Davida Thoreau, z drugiej mierząc się ponownie z lekturami dzieciństwa, w tym przede wszystkim z „Alicją w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla. Ale z czasem ta fascynacja musiała ustąpić miejsca teorii literatury, która pochłonęła mnie znacznie bardziej niż moich kolegów i koleżanki. Ale to także teoria zaprowadziła mnie z powrotem zarówno do „Soli Ziemi” Józefa Wittlina, którą do dziś uważam za jedną z najlepszych polskich powieści, jak i klasyki grozy, czyli do tekstów Mary Shelley, Roberta Louisa Stevensona czy Brama Stokera.

Przejdźmy teraz do głównej części wpisu. Lista 7 ulubionych książek Mikołaja Marceli prezentuje się następująco:

Jan Brzechwa, Na wyspach Bergamutach
W młodości, kiedy jeszcze nie potrafiłem czytać, mogłem słuchać tego wiersza Jana Brzechwy bez końca. Nigdy mi się nie nudził, co więcej, przy każdej lekturze zaśmiewałem się do rozpuku. Jednak, jeśli mam być szczery, powróciłem do niego dopiero niedawno, kiedy zostałem poproszony o przygotowanie tego zestawienia. I od razu przypomniałem sobie, za co go tak kochałem – jak zresztą całego Jana Brzechwę. Bez jego wierszy na pewno nie byłoby mojego zamiłowania do rymowania, ale także gonienia za wszystkim tym, co na swój sposób cudowne i nieosiągalne zarazem. Zresztą mam wrażenie, że ta gonitwa za niemożliwym dobrze określa całe moje życie.

George Orwell, Folwark zwierzęcy
Świat bez człowieka, w którym zwierzęta rządzą sobą same – ta niezwykła wizja oczarowała mnie, kiedy byłem nastolatkiem. Oczywiście Orwell w ten sposób alegorycznie przedstawił stalinizm, by przeprowadzić jego krytykę, ale dla mnie liczył się i wciąż największe znaczenie ma sam pomysł. Nie ukrywam, że od zawsze interesowali mnie rozmaici nieludzcy bohaterowie, zarówno w literaturze, jak i kinie. A postaci Orwella są wyraziste i błyskawicznie wciągają czytelnika w świat niesamowitego folwarku. Dlatego polecam tę lekturę każdemu, nie tylko miłośnikom historii i polityki!

Lewis Carroll, O tym, co Alicja znalazła po drugiej stronie lustra
W obu powieściach Lewisa Carrolla opisujących przygody Alicji nie sposób się nie zakochać. Co innego jednak lektura dziecięca, a co innego powrót do tych książek po latach. Jak chyba każdy znałem Alicję w Krainie Czarów z dzieciństwa, ale dopiero jej ponowna lektura na studiach pozwoliła mi w pełni docenić kunszt Carrolla. Fascynuje mnie przede wszystkim dwukodowość obu części, w tym głównie wymiar filozoficzny, ale także świadomość językowa, która swoje apogeum osiągnęła w Dżabbersmoku (koniecznie w przekładzie Macieja Słomczyńskiego!). Ostatecznie to książki Carrolla ukształtowały moje rozumienie literatury dziecięcej i w tym kontekście są dla mnie wzorem tego, jak należy pisać.

Maria Janion, Wampir. Biografia symboliczna
Przez wiele lat zawodowo – zarówno na uczelni, jak i jako pisarz – zajmowałem się horrorem. Byłem wprawdzie specjalistą od zombie, ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od tej niesamowitej książki Marii Janion. Do dziś pamiętam jej pierwszą lekturę. Przedstawione w niej analizy i interpretacje pozwoliły mi spojrzeć inaczej na teksty XIX wieku, ale i kulturę popularną wieku XX. Zrozumiałem dzięki niej, że wampir jest czymś więcej niż zwykłym potworem – jest jednym z kluczy do rozumienia współczesności. Oczywiście nie mogę też pominąć pięknego wydania książki, jak również wykorzystania dużej ilości ilustracji oraz zdjęć, co czyni z Wampira wyjątkową pozycję.

Mary Shelley, Frankenstein albo nowoczesny Prometeusz
Z dzisiejszej perspektywy powieść zapewne nie robi już tego wrażenia, co w chwili wydania, czyli w 1818 roku, ale to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów grozy, science fiction, a także miłośników monstrów. Trudno nawet dziś ocenić wpływ, jaki wywarła nie tylko na kulturę, ale i naukę czy politykę. To opowieść o marzeniach człowieka, by pokonać śmierć, ale również by tworzyć życie. Jednak przede wszystkim pokazuje, w jaki sposób tworzymy prześladujące nas potwory. Monstrum stworzone przez Wiktora Frankensteina wykrzykuje: „Jestem nienawistny, bo uczyniono mnie nędznikiem!” Powieść Mary Shelley to historia wykluczenia tego, co inne. Natomiast jej geniusz literacki pozwolił już w XIX wieku wykorzystać literaturę, by oddać głos temu, który jest go pozbawiony – potworowi. Według mnie to ciągle lektura nie do przecenienia.

Bram Stoker, Drakula
Wszyscy na pewno kojarzymy wampirycznego hrabiego Drakulę, który powołany został do życia w 1897 roku na kartach powieści Brama Stokera, ale znamy go raczej z jednej z niezliczonych ekranizacji. Tak było i ze mną. Jednak pierwszą lekturę tej powieści, która nastąpiła dopiero pod koniec studiów, muszę zaliczyć do najbardziej przełomach wydarzeń mojego życia. Nie tylko dlatego, że okazała się podstawą mojej książki doktorskiej Monstruarium nowoczesne, ale przede wszystkim przez jej doniosłość i znaczenie dla właściwego rozumienia całego XX i XXI wieku. Chociaż książka Stokera opowiada historię wampiryczną, mam wrażenie, że krwiopijca ma w niej najmniejsze znaczenie (niemniej związki powieściowego hrabiego z Arminem Vamberym, brytyjskim szpiegiem we wschodniej Europie, są doprawdy fascynujące!). Drakula to historia o procesach społecznych (przemianach ról płciowych w wiktoriańskiej Anglii), rewolucjach technologicznych (znaczeniu nowych mediów w kulturze zachodniej) czy odkryciach naukowych (zapowiedź tego, czego w dwudziestym stuleciu dokona psychoanaliza). Wszystko to sprawia, że powieść Stokera uważam za jedną z najważniejszych książek dla całego XIX i XX wieku.

Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie
Ta powieść to dowód, że dobrą literaturę dziecięcą można czytać w każdym wieku. Niestety nie trafiłem na Muminki, gdy byłem dzieckiem. Na szczęście nigdy nie jest za późno, by nadrobić niektóre zaległości. Spośród całego cyklu Tove Jansson wybrałem ostatni tom, ponieważ to właśnie za niego wziąłem się w pierwszej kolejności za namową mojej dziewczyny. I jest w nim wszystko, co kocham – niezwykła, a nawet dziwaczna opowieść, atmosfera grozy (historia Homka Tofta!), ale przede wszystkim niezwykłe postacie. Brakuje jednak samych Muminków i to jedyny problem tej książki, ale mimo to (a może właśnie przez to) jest w niej coś niesamowitego, co przez całą jej lekturę wywoływało u mnie ciarki na plecach.

Straszny dwór w Twoim domu

straszny dwór

Już 19 listopada o godzinie 19:00 odbędzie się premiera bezpłatnej platformy streamingowej Teatru Wielkiego – Opery Narodowej!

Pierwszym spektaklem transmitowanym za jej pośrednictwem będzie Straszny dwór Stanisława Moniuszki, uznawany za jedną z najważniejszych polskich oper. Reżyserię powierzono Davidowi Pountneyowi, reprezentantowi światowej ekstraklasy operowej, brytyjskiemu wizjonerowi, który zmierzy się z legendą „polskiej opery narodowej”.
O swojej wizji reżyser opowiada tak: https://www.youtube.com/watch?v=2ITWYy7OUHg

Transmisja, którą poprowadzą Małgorzata Walewska oraz Wojciech Pszoniak, rozpocznie się o godzinie 19:00 na vod.teatrwielki.pl

Spektakl będzie również transmitowany za pośrednictwem The Opera Platform.

Sońka – spektakl

Krótki powrót do Sońki, precyzując do historii przedstawionej w książce, o której pisałem TUTAJ.

Od tego weekendu można obejrzeć Sońkę w Białostockim Teatrze Dramatycznym. Adaptacją zajął się sam Ignacy Karpowicz (autor Sońki), a reżyserią Agnieszka Korytkowska-Mazur (dyrektor Teatru Dramatycznego w Białymstoku). Zapowiada się ciekawie!

fot.Bartek Warzecha

fot.Bartek Warzecha

fot.Bartek Warzecha

Storna spektaklu: http://dramatyczny.pl/spektakl/sonka/

Starość aksolotla – prototyp książki przyszłości

Jak będzie wyglądać przyszłość książki? O tym może świadczyć ta grafika.

 

źródło: http://jacekdukaj.allegro.pl

Tak właśnie wygląda najnowsza powieść Jacka Dukaja, nosząca tytuł Starość aksolotla. Całość jest kompozycją tekstu oraz grafik, które dostępne są jedynie w wersji cyfrowej. Do tego książkę zapowiada wideo

Novum w polskiej literaturze jest to, że możemy wydrukować figurki bohaterów– postaci dwóch robotów. Dzięki czemu czytelnik otrzymuje nie tylko gadżet, ale może zobaczyć i dotknąć wyobrażenia autora książki.

W trakcie lektury Starości aksolotla poprosiłem kilka firm o pomoc w wydruku 3D projektów mechów. Od większości z nich otrzymałem odpowiedzi takie jak:

„Niestety przesłane modele odznaczają się dużym stopniem skomplikowania i poprawny ich wydruk będzie bardzo trudny, stąd zmuszeni jesteśmy odmówić na Pana propozycję. Dodam od siebie iż jeżeli znajdzie Pan firmę która wydrukuje figurki dla Pana z chęcią obejrzałbym zdjęcia wydruków.”

„Za dużo szczegółów (…) tego nikt Ci nie wydrukuje!”

„(…) koszt wydrukowania takiej figurki to około 250 PLN przy najgorszej jakości powierzchni”

Jednak udało mi się znaleźć Partnera, który podjął się zadania. Jest nim wrocławska firma Three Dimensions Lab . To co od nich otrzymałem, przeszło moje oczekiwania.

Wydruk 3D postaci z książki Dukaja jest możliwy. Nawet tej wyróżniającej się szczegółami. Spójrzmy jak okazjonalnie się prezentują:

Zafascynowany efektami poprosiłem Pana Piotra z Three Dimensions Lab o opowiedzenie jak wyglądał wydruk 3D figurek oraz jak zapatruje się na takie rozwiązania w przyszłości książki. Oto czego się dowiedziałem:

Na czas wydruku 3D składa się kilka czynników. Najistotniejsze to: wysokość modelu, wielkość w pozostałych wymiarach oraz jakościowy parametr, którym jest tzw. wysokość warstwy.
W naszym przypadku figurki były smukłe i wysokie. Budowane były z tworzywa PLA (Polilaktyd) biodegradowalnego, wytwarzanego z mączki kukurydzianej. Modele zostały wydrukowane w wielkości zaproponowanej przez autora książki, tj. 150mm na warstwie 0.2mm. Oznacza to, iż warstw było 750 na całą sylwetkę. Ze względu na smukłość (mały przekrój poprzeczny) budowały się jedynie przez około 5 godzin każda. Naszym rekordem jest figurka o wysokości 300mm, na warstwie 0.1mm, druk trwał wtedy około 40 godzin.

Osobiście uważam, że druk 3D jest to naprawdę ciekawym sposobem na pobudzenie zmysłów czytelnika. Przede wszystkim te modele są obłędne i robią wrażenie. Osoba czytająca książkę może zobaczyć, dotknąć, postawić obok siebie figurkę 3D, która przenosi doznania na jeszcze wyższy poziom. Natomiast osobom o mniej wybujałej wyobraźni wydruk trójwymiarowych modeli pozwoli lepiej wczuć się w klimat powieści. Podsumowując myślę, że jest to bardzo kreatywne wykorzystanie technologii przyrostowych (druk 3D), które przenosi czytelnika jeszcze bliżej świata zobrazowanego w książce, a przy okazji popularyzuje nowoczesne technologie.

Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia kwestia ceny. Wydruk jest pięć razy tańszy niż określiła to firma , którą cytowałem na początku tekstu. Aby się o tym przekonać wystarczy tylko zajrzeć na stronę http://threedimensionslab.com i wgrać projekt do wyceny.

Dziękuję firmie Three Dimensions Lab za pomoc w przygotowaniu tego tekstu i wydruku figurek, a także za miłą konwersację. Dzięki wielkie!

Projekty figurek dostępne są na stronie http://jacekdukaj.allegro.pl/#druk3d

Texas Jim –kilka słów o sztuce

O tym, że western można wystawić na teatralnej scenie, a do tego zrobić z niego takie widowisko, że publiczność niemal cały czas się śmieję, przekonałem się oglądając Texas Jima w Białostockim Teatrze Lalek. Dawno nie widziałem tak doskonale wyreżyserowanej sztuki.

O wyjątkowości spektaklu może świadczyć już ilość osób chętnych do jego obejrzenia. Cała sala zapełniona była po brzegi. Z niecierpliwością na odsłonięcie kurtyny czekali zarówno młodzi, ich rodzice, jak też i osoby starsze. Co w tym dziwnego? Texas Jim jest wystawiany w białostockich Lalkach od dwóch lat, a wciąż przyciąga tłumy.

Po odsłonięciu kurtyny od razu zostałem przeniesiony w realia kowbojskiego świata, w którym tytułowy bohater (Ryszard Doliński), zwany smutnym kowbojem, zostaje wysłany z misją do Bangtown, z którego mieszkańcami-poszukiwaczami złota nie ma kontaktu. Ową mieściną władają bracia Brozer: Kain, Cham i Kanaan (Michał Jarmoszuk, Mateusz Smaczny, Błażej Piotrowski). Kiedyś byli bandytami, których schwytał Texas Jim, ale teraz, jak zapewniają wszystkich, przeszli resocjalizację i brzydzą się gangsterką. Jim po drodze spotyka, artystkę bardzo dramatyczną Desolacion Rodriguez (Sylwia Janowicz-Dobrowolska), z którą dociera do miasta i w tym momencie zostałem wciągnięty wir niesamowicie wesołej przygody, którą na chwilę przerwała teatralna przerwa.

Jak potoczyły się dalsze losy Texas Jima? Tego dowie się każdy, kto obejrzy spektakl. Naprawdę warto!

Jest on na pewno czymś więcej niż godnym podziwu odegraniem ról. Reżyser Paweł Aigner sięgnął po dość stary tekst, Pierre Gripari napisał Texas Jim ou le coboye triste w 1977 roku, dostosowując go do odbioru przez współczesnego widza. Widoczne jest to w oprawie – pojawiają się wstawki wideo, jednym z miejsc, w którym przez chwilę rozgrywa się akcja, jest reżyserka dźwiękowca, jak też w warstwie tematycznej – w inicjującej akcję dramatu rozmowie przywołana jest postać Borysa Szyca, w jednym z dialogów zostają mocno wyartykułowane słowa przywołujące na myśl nazwę partii Prawo i Sprawiedliwość.

Texsas Jim to nie tylko western, to przede wszystkim komentarz do otaczającej nas rzeczywistości . Bohaterowie pod teatralnym płaszczem walki dobra ze złem, krytykują przedstawicieli prawa, duchowieństwa, polityków, złoczyńców, rasizm, mit amerykańskiego bohatera, popkulturę, a nawet samych siebie – Texsas Jim stwierdza, że „prawdziwi mężczyźni nie chodzą do teatru”. Obrywa się każdemu, nawet mieszkańcom Krakowa.

Reżyserując teatralny-western Aigner zwrócił również uwagę na dobór obsady. Texas Jim jest udanym połączeniem doświadczonego aktorstwa z nowym, spojrzeniem na sztukę. Obok znanych aktorów, takich jak: Ryszard Doliński, Piotr Damulewicz, Adam Zieleniecki, czy też Barbara Muszyńska-Piecka pojawiają się młode osoby, które niedawno opuściły mury akademii teatralnej. Ma to również bezpośredni związek z tekstem dramatu.

Wielkim atutem spektaklu jest warstwa językowa. Mnóstwo w niej gier słownych (np. zabawa znaczeniami wyrazów, wprowadzenie zamierzonych przejęzyczeń, słowo cowboy tłumaczone jest jako syn krowy, czyli cielak) oraz śmiesznych powiedzonek (typu: częstowany skrętem z marihuany Texas Jim odpowiada: „Przyjechali kowboje, każdy pali swoje”). Obecne są też wulgaryzmy, tekst jest nimi lekko nasycony, pełniące bardzo ważną rolę ekspresywnego podkreślenia dramatu sytuacji.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na cztery wyjątkowe role. Pierwszą jest postać głównego bohatera. Stylizowany na wszystkich znanych z ekranu macho, jest tylko ich wielką parodią. Jest stary, gruby, często wypowiadający oklepane kwestie, z przerysowaną manierą ruchów. Pozostałe trzy należą do młodego pokolenia aktorów. To w jaki sposób Michał Jarmoszuk, Mateusz Smaczny i Błażej Piotrowski zamienili się w przestępców (noszących imiona przeklętych bohaterów z biblijnego początku ludzkości) naprawdę zasługuje na podziw. Ich pomalowane na biało twarze z uwidocznieniem czerwieni ust od razu przywołały w mej pamięci Jokera z Batmana. Natomiast ubiór oraz styl poruszania się (często chodzą rzędem za sobą, wyważając każdy swój krok) skojarzyły się z bandą Alexa DeLargea z ekranizacji Mechanicznej pomarańczy. Doskonała robota!

Pełen zachwytu nad spektaklem wiem, że na pewno wybiorę się na Texas Jima ponownie. Wystawiam najwyższą notę.

Ocena: 10/10

Pierre Gripari Texas Jim, reżyseria Paweł Aigner, Białostocki Teatr Lalek

Strona spektaklu

After Play – kilka słów o sztuce

Podczas pierwszego spotkania dwójki nieznajomych w moskiewskiej restauracji, padło wiele słów. On mówił o samodzielności swoich dzieci, ubolewał nad śmiercią żony, snuł opowieść o życiu zawodowego muzyka Operowego. Ona zdradzała mu tajemnice urokliwego zarządzania gospodarstwem wuja, szczyciła się przyjaźnią z niemal idealnym mężczyzną. Na drugi dzień, gdy spotkali się w tym samym miejscu, czar prysł.

Każde ich słowo okazuje się „małą fikcją”. Zaczynają się przepraszać, dopowiadać szczegóły do historii z zeszłego dnia, a przy tym wpadają w coraz większe „pułapki słowne”. Prawda okazuje się zupełnie inna, a oni sami obdzierając się z masek wspaniałości, pozostawiają to co szare, zwyczajne i pospolite.

Tak w skrócie wygląda fabuła After Play Briana Friela. Sztukę w reżyserii Bogdana Michalika można obejrzeć w Białostockim Teatrze Lalek. W role spotykających się przypadkiem bohaterów wcielili się Sylwia Janowicz-Dobrowolska oraz Ryszard Doliński.

O tej inscenizacji można wiele pisać. Twórcy zadbali o każdy szczegół, od nadania scenie kawiarnianego wyglądu, przez stroje i rekwizyty, przyciągającą uwagę zabawę drugim planem (przesuwają się po nim miniaturowe przedmioty, typu kolejka, konik na biegunach), po subtelną zabawę światłem. W tle słychać dźwięki Little Thing Jesus Tomasz Stańko Quartet.

Wchodząc na salę od razu czuć kawiarnianą kameralność. Gdy rozpoczyna się spektakl światło pada na stolik, przy którym już siedzi Sylwia Janowicz-Dobrowolska, później na leżące nieopodal krzesła, wtedy na scenie pojawia się Ryszard Doliński obładowany bagażem i talerzami z jedzeniem. Zaczyna się spokojna rozmowa, która szybko przybiera formę, o jakiej pisałem na początku.

After Play można oglądać jako spotkanie dwóch nieznajomych. Jednak warto pokusić o zwrócenie uwagi, kim są naprawdę. On jest bratem Trzech sióstr, ona siostrzenicą Wujaszka Wani, czyli pochodzą z dramatów Czechowa. After Play pozwala widzom śledzić dalsze ich losy.

Firelowi udało się zachować to co Czechowowi bliskie, sentymentalizm i okrutny świat, w którym próbuje odnaleźć się przytłoczona mnóstwem problemów jednostka. Doskonale zostało uwidocznione, charakterystyczne dla twórczości pisarza, dochodzenie do prawdy za pomocą wypowiedzi, w których mieszają się ironia, smutek i rozczarowanie.

Spektakl w reżyserii Bogdana Michalika jest dowodem na to, że w dobie cyfryzacji teatr może obyć się bez wideo czy też animacji atakujących widza. Wystarczy tylko dwóch świetnych aktorów i ciekawy tekst. Tyle wystarczy, by wywołać u widza wspomnienie sztuki, nawet kilka dni po jej obejrzeniu.

Ocena 10/10

Briana Friel After Play, reżyseria Bogdan Michalik, Białostocki Teatr Lalek

Strona spektaklu

Zostań książkowym Mikołajem

Czy chciałbyś zamienić się w Świętego Mikołaja, Gwiazdora lub Śnieżynkę? Możesz! Wystarczy tylko, że dołączysz do akcji organizowanej przez dwie miłośniczki interesujących książek: Karolinę z http://biblioteczkamalucha.pl/ oraz Natalię z http://kotnakrecacz.blogspot.com/.

Dziewczyny postanowiły wesprzeć akcję organizowaną przez Zaczytanych, a dokładnie: zebrać książki dla Biblioteczki Małego Pacjenta w Szpitalu Klinicznym Nr 1 im. prof. Tadeusza Sokołowskiego w Szczecinie.

Jeżeli masz ochotę przyłącz się do nich! Zanim jednak podejmiesz decyzję, przeczytaj co o projekcie i początkach działania mówi Karolina:

Pomysł klarował się stopniowo. Z jednej strony byłam zafascynowana działalnością Zaczytani.org, którzy otworzyli już kilkadziesiąt szpitalnych bibliotek w całym kraju. Z drugiej, myślałam o książkach, które jako recenzentka często otrzymuję od wydawnictw za darmo. Chciałam się nimi podzielić, proponując to samo innym miłośnikom słowa pisanego.

Karolina szybko wciągnęła do akcji Natalię, którą poznała wiele lat temu podczas studiów w Krakowie. Potem przyciągnęły do siebie kolejne osoby, które piszą o akcji na swoich blogach i zachęcają do przekazania książek. Dołączam się do nich.

A jak wziąć udział w akcji? To takie proste!

Do 31 grudnia 2014 r. należy przesłać przynajmniej jedną książkę na adres:
Centrum Administracyjne Placówek Opiekuńczo- Wychowawczych w Brzegu
Poprzeczna 3
49-304 Brzeg
Z dopiskiem „ Biblioteczka Małych Pacjentów”

Gorąco zapraszam do udziału!

Łanuszka/Cohen

Kilka dni temu pojawiła się na polskim rynku płyta, której określanie „wyjątkową” to za mało. Jej autorem jest Michał Łanuszka, który to interpretuje teksty Leonarda Cohena w polskich przekładach. Co ważne, wszystkie translacje zostały w pełni zaakceptowane przez kanadyjskiego muzyka i pisarza.

Łanuszka jest wybitnym artystą, udowodnił to poprzednią płytą (A miało być tak pięknie). Potwierdza to też krążkiem Łanuszka/Cohen i jednocześnie podwyższa sobie poprzeczkę. Tak trudno oderwać się od tych piosenek – nawet po wciśnięciu klawisza pauzy usłyszane dźwięki wciąż grają w głowie.

Nie wiem czy lubisz piosenki Cohena, poezję pisaną,  ale… koniecznie posłuchaj materiały zarejestrowanego na tej płycie! Masz szansę sprawdzić go nie wydając złotówki. Płyta jest dostępna na portalu Spotify.