Książka

Lincoln w Bardo – o związkach żywych z umarłymi, albo odwrotnie

Lincoln w bardoLincoln w Bardo jest hitem. Z jednej strony otoczka marketingowa plus prestiżowa nagroda Man Booker Prize robią swoje. z drugiej, prawdziwy hit drzemie tuż pod okładką. Lincoln w Bardo jest historią opowiedzianą w taki sposób, że po przeczytaniu nadal przeszywa pozytywnymi dreszczami po skórze.

Nie jest to książka dla wszystkich. Na pewno nie polecam jej osobom, które są w żałobie, przeżywają odejście kogoś bliskiego im sercu. Lincoln w Bardo niesie zbyt mocny ładunek emocjonalny. Dlatego wspomniane osoby, otwierając książkę Saundersa, robią to na własną odpowiedzialność.

I nie jest to książka łatwa w odbiorze. Mimo, że szybko się ją czyta. Już samo pojęcie bardo – nie wyjaśnione w książce, a jestem przekonany, że większość czytelników nie wie co ono opisuje – zmusza czytelnika do myślenia.

Lincoln w Bardo – opowieść o duchach i prezydencie

No właśnie, odpowiedzmy na pytanie czym jest bardo?  Nie, to nie miasto, wieś i nie gmina w Polsce. Nie jest to też szczyt oraz maszyna tkacka. Aby wyjaśnić znaczenie należy sięgnąć do buddyzmu. jego wyznawcy uważają, że bardo to przejściowy stan egzystencji pomiędzy: życiem, medytacją, snem i śmiercią. Zazwyczaj używa się go odnosząc do stanu, w którym tkwimy po śmierci, a kolejnymi narodzinami – jeżeli rozpoznamy naturę zjawisk w stanie bardo, doprowadzi nas to do osiągnięcia całkowitego wyzwolenia.

Lincoln w Bardo to historia o tym, co stało się po śmierci syna Abrahama Lincolna. Willie odchodzi, gdy u Lincolnów odbywa się przyjęcie, zostaje pochowany, a jego duch opuszcza grobowiec i widzi inne zjawy, aż w końcu na cmentarzu pojawia się ojciec – tak w skrócie można opisać początek powieści George`a Saundersa.

Chłopiec oraz inne duchy znajdują się właśnie w stanie bardo. Syn prezydenta nie wie o tym, że nie żyje. Jemu podobni mają tę świadomość, choć nie wiedzą, że „jest coś dalej”. Jest jednak postać znająca ową tajemnicę, lecz tkwi wciąż na ziemi. Oczywiście każdy z duchów doświadczy oświecenia. Jednak żeby doszło do odkryć musi się „coś” wydarzyć.

Bardo dotyczy też Abrahama Lincolna. Tyle tylko, że jest tu metaforą. Prezydent jest z jednej strony żywy, lecz wewnątrz martwy. Pozbawiony życiowych sił po stracie syna, jak też sytuacją w Ameryce, wciąż trwa wojna, o której przebiegu on decyduje, tkwi w pewnego rodzaju marazmie, oczywiście też nieświadomy jak otaczające go duchy.

View this post on Instagram

ARCYDZIEŁO. LINK DO TEKSU PONIŻEJ

A post shared by Jakub Sosnowski (@jakubsosnowski) on

Lincoln w Bardo –  niezwykła moc polifonii

Z jednej strony dopuszczenie wielu głosów do opowiedzenia historii oceniam za geniusz, z drugiej za przekleństwo. O tym, co dzieje się dowiadujemy z przeplatających się ze sobą cytatów książek oraz głosów wielu duchów. Opowiadają też one o swojej przeszłości i komentują sytuację w Ameryce. Mnogość wypowiedzi czyni z Lincolna w Bardo głos bólu i rozpaczy. Czytając książkę czułem się jakbym słuchał Weeping song Nicka Cava i Blixy Bargelda i autentycznie cierpiałem.

Takiej polifonii jak na razie nie spotkałem w żadnej innej książce. Pod tym względem powieść Saundersa jest udanym eksperymentem.

Moja ocena: bardzo mocne 10/10

George Saunders, Lincoln w Bardo, Wydawnictwo Znak, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podniesienie książki

 

Powoli

Pisanie o książce Powoli jest trudnym zadaniem. Z poradnikami jest tak, że łatwo je ocenić – pisząc wprost, że jeden tytuł jest świetną książką o copywritingu, drugi zachwyci osoby szukające motywacji, a zaglądanie do trzeciego, uczącego jak zarządzać czasem, to strata owego czasu. Książka Brooke McAlary nie pozwala tak z sobą postąpić.

Powoli – jak żyć we własnym rytmie

Powoli książkaPowoli wymyka się wszelkim poradnikowym klasyfikacjom. Z jednej strony to opowieść o tym jak zmieniło się, życie Brooke i jej rodziny, po tym jak postanowili zwolnić i wyrwać się z „zaganianego życia” (takie małe case study). Z drugiej to wskazówki na odkrycie własnego rytmu życia.

Bowiem, jak podkreśla autorka, każdy ma swoje zainteresowania, pragnienia oraz rzeczy, działania, które go ograniczają. Obowiązki są potrzebne, ale z części można zrezygnować. Na przykład Brooke odpuściła sobie część prasowania i działań związanych z czystością w domu, co nie znaczy, że jej rodzina wygląda na zaniedbaną i żyją w brudzie.

Co więcej, dużą rolę odgrywa porządek, skoro o nim mowa. McAlary doradza od samego początku jego zrobienie we własnym otoczeniu oraz prywatnym życiu. Podobno gdy rozpocznie się owo działanie, zapewnia autorka, dzieli nas krok od życia we własnym rytmie. Nie jest to łatwa rzecz, jak wielu osobom się wydaje. Pozbywanie rzeczy wywołuje emocje, uruchamia w nas przekonanie „że ta rzecz jest nam jeszcze potrzebna”. Autorka nakazuje więc robienie porządków konsekwentnie, ale i z  głową. W jaki sposób, o tym w pierwszych rozdziałach Powoli.

To, co potrzebne do życia we własnym rytmie, to proste rzeczy. McAlary nie odkrywa niczego nowego. Pisze zarówno o dbaniu o siebie i bliskich, zachwycaniu się otoczeniem, byciu miłym dla innych ludzi, oddawaniu się pasji itp. Jednak wiele osób zatraciło umiejętność życia w społeczeństwie, zachwycania się przyrodą, zrezygnowało z hobby na rzecz kretyńskich programów w telewizji. Jednak to wszystko można zmienić.

Wystarczy zrobić wspominane porządki, oglądać to, co się lubi, uruchomić w sobie ważność (mindfulness) i wykonać jeszcze kilka zaleceń opisanych w Powoli, aby wyczuć własny rytm życia i zacząć nim żyć.

Sporo jest w książce McAlary o porażkach, klęskach, o „nieudawaniu się”. Nikt nie jest doskonały, wyjaśnia autorka, więc czasami plany giną w gruzach, pojawia się brak motywacji, kreatywność spada poniżej zera. Należy być tego świadomym i reagować w odpowiedni sposób, opisany na kartach poradnika.

Powoli – ocena

Czyta się świetnie.Napisana prostym językiem, opatrzona ciekawymi przykładami książka Powoli jest niemal idealną książką. Dałbym jej wyższą ocenę, gdyby nie dwa elementy. Pierwszym są elementy graficzne, na których widnieje tekst, z którego przeczytaniem miałem kłopoty. Font stylizowany na odręczne pismo, jest bardzo trudny do rozczytania. Drugim minusem są zwroty do płci pięknej. Wolę gdy autor zwraca się do czytelników, niż zaznacza w tekście jakiej płci jest odbiorca.

Ocena: 8/10

Brooke McAlary, Powoli. Jak żyć we własnym rytmie, Wydawnictwo Literackie, 2018 

Książkę otrzymałem miesiąc przed premierą od Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję bardzo.

Rozstanie

rozstanieKatie Kimura napisała wyjątkową powieść – nie zaprzeczę. Do sięgnięcia po Rozstanie zachęciły mnie interesujące rekomendacje – polecał ją sam Karl Ove Knausgard. Przeczytałem ją w 2 wieczory i przyznaję, że trudno się od niej oderwać. Ba, dodatkowo daję jej wysoką notę. Jednak przyznam się, że nie do końca mi się spodobała.

Rozstanie – książka o zrujnowanym związku

Rozstanie jest analizą wygasającej miłości. Bo, jedno jest pewne, bohaterka oraz Christopher niegdyś darzyli się uczuciem, tak mocnym, że podjęli decyzję o ślubie. Potem wszystko się posypało. Ich związek doszedł do takiego punktu, że oboje zdecydowali się na separację. On zniknął z jej życia, ona zamieszkała z jego kolegą. Na razie żadne nie wystąpiło o rozwód, ale sytuacja zmierzala ku temu.

Aż pewnego dnia bohaterka odebrała telefon od matki Christophera. Isabella poinformowała ją, że syn wyjechał do Grecji i nie ma z nim żadnego kontaktu. Stąd zwraca się z uprzejmą prośbą do synowej, by spakowała swe rzeczy i ruszyła do Gerolimenas. Bohaterka niechętnie spełnia prośbę teściowej.

Gdy ląduje w hotelu, w którym zatrzymał się mąż, okazuje się, że od kilku dni nikt nie widział Christophera. W międzyczasie Kobieta poznaje obsługę hotelu oraz pewnego taksówkarza. Próbuje wydobyć od nich informacje, lecz nie bardzo jej to wychodzi. I tu wchodzi do gry „kobiecy instynkt”.

Rozstanie – kobiecy punkt widzenia na rozpadający się związek

Kobiece spojrzenie na związek jest najważniejszym elementem książki. To oczywiste, autorka i narratorka Rozstania są przedstawicielkami płci pięknej. Jednak stworzenie całej powieści, w oparciu o domysły, trochę mnie zmęczyło.

Precyzując, już od pierwszego rozdziału, kobieta widzi coś i zaczyna interpretować. Oczywiście, każdy interpretuje rzeczywistość po swojemu, odwołując się do własnych doświadczeń. Ale nie każdy snuje łańcuch domyśleń i założeń, a tych w Rozstaniu są miliony. Spójrzmy na przykład:

Przyszło mi do głowy, że jego pierwsza myśl będzie bardzo prosta — uzna, że chcę, aby do mnie wrócił.

Z jakiego innego powodu kobieta pojechałaby za swoim mężem, z którym się poróżniła, do innego kraju, jeśli nie po to, by zakończyć separację? Był to ekstrawagancki gest, a ekstrawaganckie gesty między kobietą i mężczyzną pojmuje się na ogół jako romantyczne, nawet w kontekście nieudanego małżeństwa. Stanę przed nim, a on… Czy ogarnie go niepokój, czy zadrży mu serce, czy pomyśli o tym, czego chcę? Czy poczuje się osaczony, przestraszy się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia, że coś się stało z jego matką, że powinien był do niej oddzwonić?

A może wypełni go nadzieja, pomyśli, że ostatecznie pojednanie było nieuniknione (może to ta nadzieja leżała u źródeł obietnicy, którą ze mnie wyciągnął, i może nawet dzieliłam z nim tę nadzieję, bo w końcu się przecież zgodziłam), i poczuje się rozczarowany, jeszcze bardziej urażony, niż byłby w innym przypadku, moją prośbą o rozwód, którą mimo wszystko zamierzałam mu przedłożyć? Wstydziłam się za siebie i za niego, a głównie za tę całą sytuację. Zakładałam — nie miałam żadnego wcześniejszego doświadczenia, na którym mogłabym się oprzeć — że owszem, prośba o zakończenie małżeństwa wywołuje zapewne konsternację, chociaż trudno było mi uwierzyć, że zawsze to przebiega tak niezręcznie, a miejsce akcji i okoliczności zawsze są tak dwuznaczne.

Na szczęście Katie Kimura postanowiła napisać krótszą historię – polskie wydanie liczy 288 stron. Ta objętość jest idealna, choć, jak wspomniałem, trochę męczy. Gdybym miał przeczytać jakieś dodatkowe 100-200, pełne domysłów i założeń, trafiłby mnie szlag.

Rozstanie – jak naprawić związek w ruinie?

Rozstanie jest rewelacyjną analizą dogorywającego związku. Autorka pokazuje jak wygląda relacja pomiędzy „nią” a „nim”. Stawia sprawę jasno, sama zdrada partnera nie jest starterem rozpadu. Przed nią znajduje się więcej czynników. Przede wszystkim są to: brak komunikacji i rzetelnego poznania partnera.

Tytułowe rozstanie ukazane jest w bardzo ciekawy sposób, poprzez opis miejsc akcji powieści. Przypomina to zbliżanie się do „jądra ciemności”. Bohaterka pojawiając się w Grecji widzi wałęsające się bezpańskie psy, krajobraz zniszczony przez pożary – co pięknie odwzorowuje sytuację jej wnętrza i zniszczonego związku. Dopełnieniem są wydarzenia dziejące się wokół kobiety, słowa i czyny spotkanych osób.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na powyżej zadane pytanie. Kimura wskazuje czytelnikowi rozwiązanie na naprawę związku w ruinie. Przykładem są rodzice Christophera – Isabella i Mark. Jest to małżeństwo z bardzo długim stażem, które również zbliżyło się do owego „jądra ciemności”, ale przetrwało. W jaki sposób? Odpowiedź znajduje się na kartach powieści Rozstanie.

 

Rozstanie – ocena

Książka zostaje w pamięci i daje do myślenia. Na pewno spodoba się odbiorcom, którzy przeżyli w związku kilka lat,nawet tym szczęśliwym. Podczas lektury będą mogli odwołać się do swoich doświadczeń, co spotęguje odbiór powieści Kitamury.

Mimo wady, w postaci wspomnianego łańcucha domyśleń i założeń, uważam Rozstanie za jedną z najciekawszych książek, jakie mogłem przeczytać w 2018 roku. Na pewno jest jedną z najciekawszych książek opisujących rozbity związek. Dlatego wystawiam je ocenę:

Ocena: 8,5/10

Katie Kitamura, Rozstanie, Wydawnictwo Literackie, 2018

Książkę Rozstanie  podesłało Wydawnictwo Literackie. Dziękuję!

Upadłe Anioły – Richard Morgan

Węgiel modyfikowany – pierwsza część trylogii o przygodach Takeshi Kovacsa przeniósł czytelników i widzów serialu do miejskich przestrzeni, gdzie bohater rozwiązywał zagadkę tajemniczego morderstwa. Serial i książka zachowały klimat cyberpunku filmowego i książkowego – pisałem o nich tutaj oraz tutaj. Jeżeli czytelnikom mojego bloga spodobała się ekranizacja lub książka Richarda Morgana, a może wręcz przeciwnie, zawiedli się nimi, mam dla nich niespodziankę.

Upadłe anioły są opowieścią utrzymaną w zupełnie innym klimacie. Oczywiście, nadal czerpie z klasycznego cyberpunku, lecz jej treść przypomina połączenie powieści przygodowej z tymi o „pierwszym kontakcie”.

Węgiel modyfikowanyUpadłe anioły

Takeshi Kovacs, po wydarzeniach z pierwszej części, ląduje w zniszczonym ciele, by walczyć dla Protektoratu w wojnie domowej. Nastawiony jest na to, że posiedzi trochę w wojennym zamęcie i za jakiś czas, gdy zarobi, przerzuci swój stos korowy do zdrowszego ciała. Po prostu kolejna wojna emisariusza za pieniądze. Jednak Takeshi spotka na swojej drodze Jana Schneidera. Ten opowiada emisariuszowi o bramie, na którą natknęła się ekspedycja archeologiczna, której Jan był uczestnikiem, następnie przedstawia plan na zagarnięcie mnóstwa pieniędzy..

W ten sposób Takeshi Kovacs zaczyna podróż, podczas której między innymi: odbija z obozu panią archeolog, spotyka chłopca, którego nosi zombie, trafia do sortowni stosów, przeżywa wybuch ładunku nuklearnego, aż ląduje na statku Marsjan.

W między czasie, co chwila czyha na bohatera jakieś niebezpieczeństwo, przyjaciele okazują się wrogami, a antagoniści przyjaciółmi. A na koniec, zdradzę, Kovacsa czeka efektywny pojedynek – jego opis bardzo przypominał mi walkę z finalnym bossem w grach wideo.

Węgiel modyfikowany – książka o pierwszym kontakcie

Moim zdaniem najlepsze książki o pierwszym kontakcie to: Ślepowidzenie, Głos Pana. Czy powieść Morgana im dorównuje? Niekoniecznie, jednak jest bardzo bliska mojego ideału.

Samo spotkanie z obcymi, to co dzieje się na statku, czyta się miło i zaskakująco. Trochę to przypomina wspomnianą powieść Wattsa – ekipa dociera do statku i wchodzą do niego, a tam „same niespodzianki”. W Upadłych aniołach brakowało mi właśnie większej ilości tych „niespodzianek”.

Jednak nie jest tak źle, bo pomysł jest fajny.

Węgiel modyfikowany, Upadłe Anioły – porządny cyberpunk

W Upadłych aniołach brakuje jednego elementu, którym szczyci się tak wiele powieści z gatunku cyberpunk. To wielkiego moloch, po którym biega i rozwala przeciwników bohater. Jednak pozostałe elementy: wirtualna rzeczywistość, korporacje walczące o informacje, narkotyki i wszelkiego rodzaju ulepszenia człowieka, bohater-macho, są obecne w książce Morgana.

Upadłe Anioły to połączenie tego co najlepsze z amerykańskiego i japońskiego cyberpunku, zmieszane z opowieścią przygodową charakteryzującą się wartką akcją. Jak dla mnie czytało to się świetnie.

Co więcej, osoby, które nie czytały pierwszego tomu, mogą śmiało zacząć przygodę z trylogią Morgana od Upadłych Aniołów. Stracą przy tym naprawdę niewiele – w książce jest tylko kilka, mało znaczących przywołań do Węgla modyfikowanego.

Moja ocena: 8,5/10

Richard Morgan, Upadłe Anioły, Wydawnictwo Mag, 2018

7 ulubionych książek – Bartosz Węglarczyk

https://wiadomosci.onet.pl/bartosz-weglarczyk

Bohaterem piątej części serii wpisów 7 ulubionych książek jest Bartosz Węglarczyk. Jest osobą wyróżniającą się wielkim talentem dziennikarskim, którą można podziwiać w starych i nowych mediach. Znam osoby, które „nie przepadają” za stacjami, z którymi związany był/ jest Bartosz Węglarczyk, lecz z każdą napotkaną wypowiedzią tego dziennikarza zapoznają się do końca i nawet wypowiadają się o niej w sposób bardzo pozytywny. Nic dziwnego, Bartosz Węglarczyk potrafi przyciągnąć swoją osobowością odbiorców i w umiejętny sposób sprzedać informację.

Osobiście śledzę twitterowy profil bohatera dzisiejszego wpisu, bacznie wypatrując wpisów na temat kultury. Gdyby nie jego rekomendacje serialu The Stranger Things, nigdy bym nie obejrzał owej produkcji Netflixa. Jednak najbardziej cenię Bartosza Węglarczyka za erudycję. Zarówno tematy związane z polityką, społeczeństwem, czy też kulturą nie są mu obce i opowiada o nich bardzo szczerze.

Dlatego bardzo chciałem dowiedzieć się jakie książki czyta Bartosz Węglarczyk. Zwróciłem się do niego z zapytaniem i już po kilku godzinach wszystko było jasne. Poniżej znajduje się odpowiedź zawierająca listę 7 ulubionych tytułów dziennikarza, z krótkim uzasadnieniem:

 

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata

Zacznijmy od Mistrza i Małgorzaty, czyli najlepszego obrazu sowieckiej duszy, na jaki udało się mi trafić na książkowych kartach. Nic tak, jak powieść Michaiła Bułhakowa, nie tłumaczy Rosji jako stanu ducha. No i kocham koty.

 

Bolesław Prus, Lalka

Lalka znalazła się w tym zestawieniu z powodów bardzo osobistych. Jest to książka, którą traktuję niemal jako autobiograficzną – choć nie powiem, o którą postać chodzi. Poza tym to najlepsza powieść o miłości, jaką czytałem.

 

Arthur Conan Doyle, Studium w szkarłacie

Pierwsza z powieści o słynnym detektywie z 221B Baker Street. Uwielbiam postać Holmesa, szczególnie za jego pasję, żelazną logikę i tak często niedocenianą u niego empatię. To książka, którą przeczytałem chyba najwięcej razy w życiu.

 

Nelle Harper Lee, Zabić drozda

Ludzie prawie idealni są wśród nas, trzeba ich tylko poszukać. Wzruszam się za każdym razem, gdy czytam, jak Atticus tłumaczy świat córce. Naprawdę bardzo mądra powieść. Polecam ją wszystkim, którzy jej nie czytali.

 

Francis Scott Fitzgerald, Wielki Gatsby

Wielki Gatsby znalazł się na tej liście nie bez powodu. Po pierwsze cenię przesłanie tej powieści. To jest książka o tym, że pieniądze szczęścia nie dają, ale lepiej je mieć, niż nie mieć. Po drugie, wychowałem się w biednej dzielnicy Warszawy i znam takich Gatsbych osobiście.

 

Tom Wolfe, Najlepsi. Kowboje którzy polecieli w kosmos

Kocham ludzi z pasją, a to jest książka napisana przez człowieka, dla którego reportaże były pasją, o ludziach i ich nieprawdopodobnej pasji do adrenaliny. Krótko mówiąc, historia sukcesów ludzkości w pigułce.

 

Yuval Noah Harari, Sapiens. Od zwierząt do bogów

Znakomita lektura! Jest w niej wszystko, co musimy wiedzieć o tym, skąd i dokąd idziemy i po co tu jesteśmy. Najlepsza książka do złapania odpowiedniej perspektywy. Moim zdaniem, jedna z najlepiej napisanych książek w ogóle.

 

 

Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach

Po przeczytaniu kilku stron, spodziewałem się nużącej książki, jednak dalsza lektura Imperium boga Hanumana przyniosła mi pozytywne rozczarowanie. Publikacja Piotra Kłodkowskiego naprawdę „daje radę” i nawet pierwsza z jej trzech tytułowych odsłon może zainteresować Indiami czytelnika. Należy tylko dać jej szansę. Dlaczego wystawiam jej mocne 8/10, o tym poniżej.

Tytułowe bóstwo jest niezwykle popularne w Indiach, gdzie symbolizuje nieśmiertelność, męstwo, pobożność, oddanie Bogu, uczoność i zręczność w wykonywaniu najtrudniejszych zadań. Dlatego Hanumana kochają politycy, biznesmani, sportowcy, marketingowcy, sprzedawcy, hotelarze, rzemieślnicy, artyści i inne grupy. Postaci, mimo obecności w polityce i biznesie, nie można skojarzyć z wyłącznie jedną opcją ideologiczną. Dlatego, zdaniem Piotra Kłodkowskiego, tytułowe imperium boga Hanumana idealnie określa stan współczesnych Indii.

Były ambasador RP widzi ten kraj, jako miejsce sprzeczności, skrajności, na pierwszy rzut oka, nie do pogodzenia. Jednak jest to olbrzymi kraj, który wciąż się rozwija, realizuje wyzwania i pokonuje problemy oraz fascynuje niespotykanym nigdzie orientem. Kłodkowski pisze o nim jako osoba, która poznała Indie od podszewki, dzięki temu posiadająca zupełnie inny obraz niż obserwatorzy z Europy.

Imperium boga Hanumana – trzy odsłony

Pierwsza, najdłuższa, część poświęcona jest polityce. Na początku Władza i władcy wzbudzała we mnie wspomnianą obawę o nużącą treść książki. Na szczęście Piotr Kłodkowski potrafi świetnie opowiadać. Lektura z dłuższymi przerwami 196 stron przebiegła w sposób przyjemny.

To fragment obowiązkowy do przeczytania, bo pozwala lepiej zrozumieć pozostałe dwie odsłony. Czytelnik znajdzie w nim opis współczesnej sytuacji politycznej w Indiach– wewnętrznej, ale też i zewnętrznej. Autor poświęca mnóstwo stron dla obecnego premiera, uwielbianego i krytykowanego, Narendry Modiego oraz rządzącemu przez wiele lat klanowi Nehru-Gandhi.

Dużym plusem jest w rozdziale Władza i władcy przekazywanie informacji za pośrednictwem krótkich rozdziałów. Pozwala to na ich przyswojenie w kontrolowanych dawkach, bez efektów „wybicia się z toku lektury”.

Druga odsłona, Tradycja i buntownicy, to cztery rozdziały przybliżające to, co dzieje się z tamtejszym społeczeństwem. Jak wskazuje autor, Indie zamieszkują mniejszości wyznających różne religie. Wspólnie wciąż się uczą żyć kolo siebie między innymi wyznawcy hinduizmu, islamu, buddyzmu, a także chrześcijaństwa i sikhizmu. Uczą, bo każda z grup ma swoje potrzeby, swój język, wierzenia oraz tradycje, i tu zaczyna się problem.

Trzecia, moim zdaniem najlepsza, odsłona poświęcona jest dwóm postaciom. Pierwszą jest nasz rodak, malarz Stefan Norblin. Uciekający przez Indie do Stanów, utknął na jakiś czas w imperium boga Hanumana, gdzie tworzył, miedzy innymi malował w gigantycznym pałacu maharadży. Warto zwrócić uwagę na tą niezwykłą postać, która przed II wojną światową była rozpoznawalną w Polsce, a później na długo zaginął o niej słuch.

Drugim bohaterem jest mężczyzna, który zagrał w ponad 200 filmach, o którym krążą niesamowite legendy, a fani dziękują, że w obecnym wcieleniu jest aktorem. Amitabha Bachchan, bo o nim mowa, jest nazywany mianem Cesarza, trafnie, bo rządzi w Boolywood.

Arcydzieła i Geniusze to także odsłona opisująca świat tamtejszego kina, jego schematy oraz flirt z europejskim światem filmu. Gorąco polecam wszystkim kulturoznawcom i filmoznawcom. Dla niego warto zakupić Imperium boga Hanumana.

Imperium boga Hanumana – ocena

Do tej pory Indie znałem tylko z książek Gregorego Davida Robertsa. Imperium boga Hanumana pokazuje kraj z zupełnie innej strony niż autor Shantaram i Cienia góry. Czy zachęcająco? Na pewno tak, bo w przyszłości planuję poszukać książek o Indiach.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 8/10

Piotr Kłodkowski, Imperium boga Hanumana. Indie w trzech odsłonach, Wydawnictwo Znak, 2018

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Dziękuję!

7 ulubionych książek – Robert Rutkowski

źródło: https://www.robertrutkowski.pl/

Robert Rutkowski jest jednym z najbardziej znanych terapeutów. Psychoterapeuta zajmuje się leczeniem uzależnień, depresji, nerwic lękowych, ale też pomaga w rozwiązywaniu kryzysów rodzinnych, pokonywaniu sytuacji stresujących, podwyższeniu skuteczności działania. To wspaniały coach i znawca naszych zachowaniach.

Zaprosiłem go do udziału w projekcie 7 ulubionych książek. Z chęcią się zgodził, przesyłając w ciągu kilku dni zestawienie tytułów z uzasadnieniem. Oto one:

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
Miałem wtedy 15 lat, ostrą anginę i brak świadomości o tym, że właśnie otwieram pierwszą stronę arcydzieła literatury światowej. Zaparło mi dech w piersiach. Już po pierwszym rozdziale, wiedziałem, że moje wykształcenie będzie humanistyczne, a nie techniczne.

Henryk Sienkiewicz, Quo Vadis
Książkę przeczytałem w wieku 15 lat, gdy byłem już po lekturze Mitów Greckich Parandowskiego i zerknąłem w kierunku starożytnego Rzymu. Bardzo mile wspominam tę lekturę. Historia miłości, którą znalazłem na kartach powieści Sienkiewicza, była dla 15-latka jak obietnica, opowiedziana w pasjonującym przygodowym stylu, w dekoracjach imponującego Cesarstwa Rzymskiego.

Arkady Fiedler, Dywizjon 303
Przywołuję ten tytuł, ze względu na poczucie dumy z siły oręża polskiego, co w latach 80 było przyjemnym uczuciem dla zbuntowanego przeciwko ówczesnemu systemowi nastolatka.

Jerzy Krzysztoń, Obłęd
Tryptyk będący studium ludzkiego szaleństwa. Książka zafascynowała mnie dualizmem ludzkiej natury i jest początkiem mojej drogi ku zgłębiania tajników i zakamarków człowieczego umysłu.

Robert Bly, Żelazny Jan
Dlaczego ród męski niewieścieje i ginie we współczesnym świecie, nie dając sobie rady z obecnymi wyzwaniami? Ta książka pozwoliła mi to zrozumieć. Gorąco polecam wszystkim, którzy szukają odpowiedzi na powyższe pytanie.

Carl Jung, Wspomnienia Sny Myśli
Epokowe dzieło mistrza, który wzmocnił we mnie ciekawość ludzką naturą, jej genialnością i podłością.

Markiz de Sade, 120 dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu
Pozycja, która przesunęła mi granice wyobraźni, wskazując, że piekło jest tym, co mamy w naszych umysłach.

 

Tom Hanks – Kolekcja nietypowych zdarzeń

Aktorstwo Toma Hanksa nigdy mnie nie pociągało – mimo, że widziałem kilka rewelacyjnych filmów z jego udziałem. Jednak jego pisarstwo wprawiło mnie w zachwyt. Debiutancka książka Hanksa Kolekcja nietypowych zdarzeń to storytellingowy majstersztyk.

Jest ich 17. Każde jakże inne od pozostałych, ale wszystkie zapadające w pamięci. Krótko mówiąc, od opowiadań Hanksa trudno się oderwać. A miałem takie wątpliwości, gdy po raz pierwszy trzymałem w dłoniach. Kolekcję nietypowych zdarzeń

Kolekcja nietypowych zdarzeń – Tom Hanks pisze cudowne opowiadania

Każdy znajdzie coś dla siebie. Hanks pisze o codziennych, przyziemnych problemach, rzeczach i uczuciach – miłości, radości, smutku, rodzinie, przyjaźni, dotykających każdego z nas rozterkach – ale czyni to w tak nietypowy sposób. Hanks umie opowiadać i robi to jak najlepsi. W Kolekcji nietypowych zdarzeń znalazłem nutę Hemingwaya, Scott Fitzgeralda oraz Salingera. Autor świetnie radzi sobie z uczuciami odbiorcy, którymi żongluje w mistrzowski sposób.

A do tego ta umiejętność połączeń. Głównym spoiwem opowiadań jest maszyna do pisania – przedmiot, który odszedł do lamusa, jak świat przedstawiony w wielu opowiadaniach Hanksa, ale wciąż oddziałuje na pisarzy i ich czytelników, budzi w ich sercach nostalgię. Jej obecność podkreślona jest i na okładce oraz reklamie książki.

Połączeń jest jeszcze kilka. Są nimi bohaterowie, miejsca oraz rzeczy. Ich wynajdywanie sprawiło mi niezłą frajdę. Myślę, że spodoba się też i czytelnikom bloga.

Kolekcja nietypowych zdarzeń – opowiadania, które wywarły na mnie największe wrażenie

Kolekcja nietypowych zdarzeń zawiera teksty na najwyższym poziomie. Jednak wśród nich znalazłem prawdziwe perły.

Witaj na Marsie, Miesiąc na ulicy Greene to doskonale zbudowane teksty opisujące relacje międzyludzkie.  Od tych tekstów proponuję lekturę zbioru Kolekcja nietypowych zdarzeń. Tuż za nimi umieszczam Notę o aktorach, opowiadanie nie tyle o poszukiwaniu  pracy, co walki o upragniony sukces oraz Oto refleksje mojego serca, tekst o wyjątkowości maszyn do pisania. W pełen zachwyt wprawiło mnie też Przeszłość jest dla nas ważna. Jest to tekst, którego nie wstydziłby się popełnić Philip K. Dick, zawierający w sobie szalony świat przyszłości, przeszłość z początku ubiegłego wieku, która to „marzy o przyszłości”, a także zakochanie od pierwszego wejrzenia. Bardzo wybuchowa mieszanka, idealna na dobre opowiadanie.

Na oddzielną uwagę zasługują krótkie felietony prasowe Miejskie sprawy. Felieton Hanka Fiesta. Seria czterech krótkich tekstów jest jednym z wcześniej wspomnianych elementów spajających Kolekcję nietypowych zdarzeń, a także stanowi miłą odskocznię od nieco dłuższych, typowych opowiadań. Są to teksty o codzienności, napisane w sposób wesoły, ale i dający lekkiego pstryczka w nos tym osobom lub rzeczom, które podpadły tytułowemu Hankowi Fiestowi. Śmiało mogę powiedzieć, że Hanks nadaje się na redaktora gazety.

Kolekcja nietypowych zdarzeń – ocena

Wobec tej pozycji wydawniczej nie można przejść obojętnie. Polecam wszystkim miłośnikom książek, bo każdy znajdzie w książce Hanksa coś dla siebie.

Sam promuję Kolekcję nietypowych zdarzeń wśród znajomych, w tym kupiłem już kilka egzemplarzy na prezent. Odpowiedzi zwrotne otrzymuję takie jak przypuszczałem, książka Hanksa podoba się wszystkim.

Tom Hanks, Kolekcja nietypowych zdarzeń, Wielka Litera, 2017

Epoka milczenia

Epoka milczenia jest książką skierowaną do dojrzałego czytelnika. Odradzam sięganie po nią osobom niepełnoletnim oraz tym stroniącym od brutalności i przemocy. Polecam zaś odbiorcom chcącym przekonać się jak wiele perwersji, upodobań seksualnych oraz zboczeństw królowało tuż po odzyskaniu przez Polaków niepodległości.

Bowiem Epoka milczenia  jest opowieścią o Rzeczpospolitej pełnej hipokryzji, nigdy nieukaranych zbrodniach, prawie przyzwalającym na gwałty oraz szowinistycznym społeczeństwie. Kamil Janicki, autor książki, obnaża przed czytelnikiem zachowania naszych pradziadków i prababć, udowadniając, że XX-lecie międzywojenne, wcale nie było takie święte. Dostaje się każdemu: prawnikom, lekarzom i przeciętnemu Janowi Kowalskiemu. Czy wierzyć autorowi? Tak, bo jest rzetelnym historykiem i znawcą opisywanej epoki.

Książkę Janickiego czyta się błyskawicznie. Całość nie przypomina dokumentu, lecz serię mocnych opowieści upakowanych w rozdziały. Jednak przy pewnych fragmentach należy wstrzymać się z jedzeniem.

Epoka milczenia – Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić

Publikacja zaczyna się od Hitchcockowskiego trzęsienia ziemi – historią o porwaniu córki amerykańskiego konsula.  Kamil Janicki już tu pokazuje swój kunszt pisarski. Fabularyzując opowieść, zgrabnie żongluje informacjami o działaniach policji i reakcjach społeczeństwa. Czytelnik od początku śledzi wartką akcję, daje złapać się w pułapki detektywistycznego śledztwa i pełen emocji dociera do finału, który tylko w części jest wesoły. Z takim przygotowaniem odbiorca przerzuca kartę i przechodzi do pierwszego rozdziału książki Epoka milczenia.

Wszystkie poruszane tematy łączą się ze sobą dzięki ciekawej narracji. Historyk po kolei bierze na warsztat:  gwałt, stalking, mobbing i napastowanie seksualne, wykorzystywanie dzieci, handel żywym towarem, problem z podglądaczami, ekshibicjonistami oraz obmacywaczami, kazirodztwo, zoofilię, nekrofilię, masochizm i sadyzm. Przerażający zestaw? I właśnie taki ma być! Bo zmusza do myślenia.

Epoka milczenia  jest pewnym rozliczeniem się z treściami, którymi karmi się obecne pokolenia. Autor wskazuje na to, że cofając się w czasie wciąż borykamy się z takimi samymi problemami łamania praw i obyczajów, a nawet udowadnia identyczne upodobania seksualne współczesnych i osób żyjących na początku ubiegłego wieku.

Epoka milczenia –  rzecz o kobietach

Epoka milczenia  Kamila Janickiego jest książką idealną dla feministek, które to narzekają na kobiecy los. Piszę te słowa z gorzką nutą ironii, przesiąkniętą smutkiem. Z przedstawionych materiałów – opinie lekarzy pracujących z policją, przytoczone słowa osób związanych z sądownictwem, zachowanie mediów (na przykład w opisywanych sprawach gwałtów wymieniano pokrzywdzoną osobę  z imienia i nazwiska oraz podawano dane adresowe) i spragnionego brukowych historii społeczeństwa – wynika, że najsłabsi mieli najciężej.  Nie byli chronieni.

A jak jest teraz? Mimo  wielkich zmian, wciąż jesteśmy blisko naszych przodków, traktując pobieżnie gwałty, zamykając oczy na krzywdę dzieci, obojętniejąc na to, co dzieje się za murami więzień. Nasze społeczeństwo wciąż drwi z tematów upokarzających drugiego człowieka, a co więcej nie potrafi rozmawiać o seksie.

Epoka milczenia – podsumowanie

Epoka milczenia zostaje na długo w pamięci. Skończyłem ją tydzień temu, a wciąż myślę i dyskutuję,  no i polecam znajomym, studentom i klientom. To kawał dobrej literatury, jednak, jak wspomniałem, nie dla każdego.

Moja ocena: 9/10

Kamil Janicki, Epoka milczenia, Znak Horyzont, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie książki do recenzji.

 

7 ulubionych książek – Mikołaj Marcela

Bohaterem tego wpisu jest Mikołaj Marcela – pisarz, nauczyciel akademicki, badacz kultury popularnej, autor tekstów piosenek i promotor zdrowego trybu życia. Miłośnikom literatury grozy nie trzeba przedstawiać postaci badacza – bo to najpopularniejszy w Polsce ekspert od zombie, wampirów i innych potworów.

W dniu dzisiejszym (23 maja 2018 r.) na księgarnianych półkach pojawiła się nowa książka Mikołaja Marceli. Inna od pozostałych, gdyż skierował ją do najmłodszych czytelników. Premiera vege kryminału  Best Seler i zagadka znikających warzyw (Więcej o książce) to bardzo dobry powód, aby zapytać znawcę potworów wszelakich o listę 7 ulubionych książek.

Przed prezentacją spisu Mikołaj Marcela wskazuje, że aby w pełni zrozumieć dlaczego ceni właśnie te 7 książek, należy poznać jego literacką wędrówkę, która doprowadziła do napisania vege kryminału dla dzieci w każdym wieku. Zatem oddajmy głos bohaterowi tego wpisu:

źródło: https://www.facebook.com/mikolajmarcela.oficjalna.strona/

Moje związki z literaturą są burzliwe i skomplikowane, na pewno bardziej zagmatwane niż można byłoby się spodziewać po literaturoznawcy i filozofie (przynajmniej z wykształcenia!). W dzieciństwie byłem wielkim fanem Jana Brzechwy, jednak lista lektur obowiązkowych w szkole podstawowej mocno osłabiła moją młodzieńczą fascynację literaturą. Znacznie lepiej przemawiały do mnie w tamtym czasie filmy czy seriale animowane i poniekąd tak jest do dziś.

Wszystko zmieniło się w liceum, głównie za sprawą mojej nauczycielki języka polskiego. Pamiętam lekcje poświęcone „Makbetowi” Williama Szekspira, „Tygrysowi” Williama Blake’a czy „Jądru Ciemności” Josepha Conrada, które na nowo rozbudziły we mnie zainteresowanie literaturą. Swój udział miał w tym również mój przyjaciel, który w tamtym czasie zachęcił mnie do zmierzenia się z twórczością H.P. Lovecrafta.

Potem przyszło (dość niespodziewane) zainteresowanie filozofią i (jeszcze bardziej zaskakujące) studia filologiczne. Czytałem bardzo dużo, dzięki znakomitym wykładom prof. Tadeusza Sławka z literatury angielskiej i amerykańskiej, zainteresowałem się literaturą anglosaską, z jednej strony zaczytując się na przykład „Waldenem” Davida Thoreau, z drugiej mierząc się ponownie z lekturami dzieciństwa, w tym przede wszystkim z „Alicją w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla. Ale z czasem ta fascynacja musiała ustąpić miejsca teorii literatury, która pochłonęła mnie znacznie bardziej niż moich kolegów i koleżanki. Ale to także teoria zaprowadziła mnie z powrotem zarówno do „Soli Ziemi” Józefa Wittlina, którą do dziś uważam za jedną z najlepszych polskich powieści, jak i klasyki grozy, czyli do tekstów Mary Shelley, Roberta Louisa Stevensona czy Brama Stokera.

Przejdźmy teraz do głównej części wpisu. Lista 7 ulubionych książek Mikołaja Marceli prezentuje się następująco:

Jan Brzechwa, Na wyspach Bergamutach
W młodości, kiedy jeszcze nie potrafiłem czytać, mogłem słuchać tego wiersza Jana Brzechwy bez końca. Nigdy mi się nie nudził, co więcej, przy każdej lekturze zaśmiewałem się do rozpuku. Jednak, jeśli mam być szczery, powróciłem do niego dopiero niedawno, kiedy zostałem poproszony o przygotowanie tego zestawienia. I od razu przypomniałem sobie, za co go tak kochałem – jak zresztą całego Jana Brzechwę. Bez jego wierszy na pewno nie byłoby mojego zamiłowania do rymowania, ale także gonienia za wszystkim tym, co na swój sposób cudowne i nieosiągalne zarazem. Zresztą mam wrażenie, że ta gonitwa za niemożliwym dobrze określa całe moje życie.

George Orwell, Folwark zwierzęcy
Świat bez człowieka, w którym zwierzęta rządzą sobą same – ta niezwykła wizja oczarowała mnie, kiedy byłem nastolatkiem. Oczywiście Orwell w ten sposób alegorycznie przedstawił stalinizm, by przeprowadzić jego krytykę, ale dla mnie liczył się i wciąż największe znaczenie ma sam pomysł. Nie ukrywam, że od zawsze interesowali mnie rozmaici nieludzcy bohaterowie, zarówno w literaturze, jak i kinie. A postaci Orwella są wyraziste i błyskawicznie wciągają czytelnika w świat niesamowitego folwarku. Dlatego polecam tę lekturę każdemu, nie tylko miłośnikom historii i polityki!

Lewis Carroll, O tym, co Alicja znalazła po drugiej stronie lustra
W obu powieściach Lewisa Carrolla opisujących przygody Alicji nie sposób się nie zakochać. Co innego jednak lektura dziecięca, a co innego powrót do tych książek po latach. Jak chyba każdy znałem Alicję w Krainie Czarów z dzieciństwa, ale dopiero jej ponowna lektura na studiach pozwoliła mi w pełni docenić kunszt Carrolla. Fascynuje mnie przede wszystkim dwukodowość obu części, w tym głównie wymiar filozoficzny, ale także świadomość językowa, która swoje apogeum osiągnęła w Dżabbersmoku (koniecznie w przekładzie Macieja Słomczyńskiego!). Ostatecznie to książki Carrolla ukształtowały moje rozumienie literatury dziecięcej i w tym kontekście są dla mnie wzorem tego, jak należy pisać.

Maria Janion, Wampir. Biografia symboliczna
Przez wiele lat zawodowo – zarówno na uczelni, jak i jako pisarz – zajmowałem się horrorem. Byłem wprawdzie specjalistą od zombie, ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od tej niesamowitej książki Marii Janion. Do dziś pamiętam jej pierwszą lekturę. Przedstawione w niej analizy i interpretacje pozwoliły mi spojrzeć inaczej na teksty XIX wieku, ale i kulturę popularną wieku XX. Zrozumiałem dzięki niej, że wampir jest czymś więcej niż zwykłym potworem – jest jednym z kluczy do rozumienia współczesności. Oczywiście nie mogę też pominąć pięknego wydania książki, jak również wykorzystania dużej ilości ilustracji oraz zdjęć, co czyni z Wampira wyjątkową pozycję.

Mary Shelley, Frankenstein albo nowoczesny Prometeusz
Z dzisiejszej perspektywy powieść zapewne nie robi już tego wrażenia, co w chwili wydania, czyli w 1818 roku, ale to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów grozy, science fiction, a także miłośników monstrów. Trudno nawet dziś ocenić wpływ, jaki wywarła nie tylko na kulturę, ale i naukę czy politykę. To opowieść o marzeniach człowieka, by pokonać śmierć, ale również by tworzyć życie. Jednak przede wszystkim pokazuje, w jaki sposób tworzymy prześladujące nas potwory. Monstrum stworzone przez Wiktora Frankensteina wykrzykuje: „Jestem nienawistny, bo uczyniono mnie nędznikiem!” Powieść Mary Shelley to historia wykluczenia tego, co inne. Natomiast jej geniusz literacki pozwolił już w XIX wieku wykorzystać literaturę, by oddać głos temu, który jest go pozbawiony – potworowi. Według mnie to ciągle lektura nie do przecenienia.

Bram Stoker, Drakula
Wszyscy na pewno kojarzymy wampirycznego hrabiego Drakulę, który powołany został do życia w 1897 roku na kartach powieści Brama Stokera, ale znamy go raczej z jednej z niezliczonych ekranizacji. Tak było i ze mną. Jednak pierwszą lekturę tej powieści, która nastąpiła dopiero pod koniec studiów, muszę zaliczyć do najbardziej przełomach wydarzeń mojego życia. Nie tylko dlatego, że okazała się podstawą mojej książki doktorskiej Monstruarium nowoczesne, ale przede wszystkim przez jej doniosłość i znaczenie dla właściwego rozumienia całego XX i XXI wieku. Chociaż książka Stokera opowiada historię wampiryczną, mam wrażenie, że krwiopijca ma w niej najmniejsze znaczenie (niemniej związki powieściowego hrabiego z Arminem Vamberym, brytyjskim szpiegiem we wschodniej Europie, są doprawdy fascynujące!). Drakula to historia o procesach społecznych (przemianach ról płciowych w wiktoriańskiej Anglii), rewolucjach technologicznych (znaczeniu nowych mediów w kulturze zachodniej) czy odkryciach naukowych (zapowiedź tego, czego w dwudziestym stuleciu dokona psychoanaliza). Wszystko to sprawia, że powieść Stokera uważam za jedną z najważniejszych książek dla całego XIX i XX wieku.

Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie
Ta powieść to dowód, że dobrą literaturę dziecięcą można czytać w każdym wieku. Niestety nie trafiłem na Muminki, gdy byłem dzieckiem. Na szczęście nigdy nie jest za późno, by nadrobić niektóre zaległości. Spośród całego cyklu Tove Jansson wybrałem ostatni tom, ponieważ to właśnie za niego wziąłem się w pierwszej kolejności za namową mojej dziewczyny. I jest w nim wszystko, co kocham – niezwykła, a nawet dziwaczna opowieść, atmosfera grozy (historia Homka Tofta!), ale przede wszystkim niezwykłe postacie. Brakuje jednak samych Muminków i to jedyny problem tej książki, ale mimo to (a może właśnie przez to) jest w niej coś niesamowitego, co przez całą jej lekturę wywoływało u mnie ciarki na plecach.