Xięgi Nefasa. W zaświatach

Czy Xięgi Nefasa stanowią konkurencyjne książkowe uniwersum dla Wiedźmina? Wątpię, to zupełnie inne style fantasy. Jednak jestem przekonany, że bohaterowie powieści Małgorzata Saramonowicz magią i mieczem zawojują serca czytelników Sapkowskiego. Co więcej, Nefas, jego przyjaciele oraz wrogowie, mogą podzielić los Geralta z Rivii i spółki, wyjść z kart Xiąg i zaistnieć w świecie popkultury.

Xięgi Nefasa. W zaświatach – opowieść toczy się dalej

Xięgi Nefasa. W zaświatach to kontynuacja Trygława– władcy losu, w której to były rycerz zakonny, szpieg, zabójca i ważny „człowiek” Bolesława Krzywoustego, Nefas zwraca się do mrocznych kapłanów Trygława, prosząc, by odmienili Przeznaczenie. Mają pomóc władcy doczekać się syna. Jednak Trygław, przebiegłe bóstwo, przeinacza spełnienie obietnicy. Efektem jest związanie ze sobą losów trójki dzieci i zawierzenie ich życia Nefasowi.

W  Xięgi Nefasa. W zaświatach historia jest kontynuowana. Nefas wiedząc, że jeśli jedno z dzieci umrze, zginie też i potomek Krzywoustego strzeże trójki, a do tego stara się uratować z zaświatów pewną szarowłosą kobietę. W wir niesamowitej akcji dorzucamy magię, pogańskie wierzenia, zbliżający się bunt i mamy ciekawą powieść. Polskie fantasy rozgrywające się w mrocznym średniowieczu.

Xięgi Nefasa. W zaświatach – zalety i wady powieści

Zacznijmy od plusów.  Drugi tom cyklu jest napisany na tym samym poziomie co pierwszy. Stąd widać, że rok pracy (pierwsza część cyklu ukazała się w lutym 2016 roku, a W zaświatach pojawi się równo po 12 miesiącach) nie osłabił formy Małgorzaty Saramonowicz. Wręcz przeciwnie, śmiało stwierdzę, że w tym czasie kreatywność pisarki nieco wzrosła.

Miłośnicy fantasy nie powinni się nudzić podczas lektury. Opowieść jest sprawnie napisana – wartka akcja, krótkie rozdziały – stąd oba tomy można szybko połknąć.

Trzecim plusem, jest fabuła, którą aż prosi się przenieść na ekran. Co więcej, rewelacyjnie by było, gdy twórcy i deweloperzy gier wideo pomyśleli o egranizacji. Doskonale wiem, że żyjemy w kraju, w którym rzadko przerabia się literaturę w scenariusz gry, ale… przygoda dziejąca się w XII-wiecznej Polsce, z magią, orężem i tak ciekawie opowiedzianym pogańskim świecie, aż prosi się o przeniesienie do cyfrowego świata. Wierzę, że może wyjść z tego RPG na wzór The Dwarves Markusa Heitza lub Skyrima, Neverwinter nights, Pillars of Eternity, czy też Baldur’s Gate. Doskonały materiał już jest. Teraz wszystko zależy od twórców.

Minus jest jeden. Wspomniane za krótkie rozdziały. To co idealnie sprawdza się w podróży metrem lub autobusem, zaczyna denerwować, gdy zasiadamy do lektury w domu. Wsiąknięcie w opowieść, by za chwilę została przerwana, trochę pobudza nerwy.

Dlatego od mocnej 8.5 odejmę 0,5 punktu.

Małgorzata Saramonowicz, Xięgi Nefasa. W zaświatach, Wydawnictwo Znak, 2017

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podesłanie egzemplarza recenzenckiego

Najsłynniejsze drzewko świata – Historia świątecznej choinki

Dobrze jest usiąść w zimowy wieczór pod choinką, zaparzyć herbatę, chwycić ze świątecznego stołu ostatnie kawałki ciasta i odpłynąć wraz z książką Historia świątecznej choinki. Sprawdziłem to i potwierdzam, książka ks. Józefa Naumowicza „zwiększa magię świąt w Świętach Bożego Narodzenia”.

Publikacja jest też świetnym dopełnieniem do drugiej książki księdza, która również ukazała się w tym roku – Narodziny Bożego Narodzenia. Natomiast dla osób zainteresowanych tematem choinki od strony historii kultury i sztuki Historia świątecznej choinki może być doskonałym wstępem do rozpoczęcia badań. Polecam im połączenie lektury z publikacją Katarzyny Smyk Choinka w kulturze polskiej. Symbolika drzewka i ozdób.

Jak powstała choinka? – Historia świątecznej choinki

Moje kochane dzieci,
był taki czas na świecie,
ze wcale nie było choinek,
ani jednej, i dzięcioł wyrywał sobie piórka
z rozpaczy, i płakała wiewiórka,
co ma ogonek jak dymiący kominek.

Ciężkie to były czasy niepospolicie,
bo cóż to, proszę was, za życie
na święta bez choinki, czyste kpinki.

Tak pisał Kontenty Ildefons Gałczyński,  jeden z najwybitniejszych polskich poetów. Jego słowa mogłyby stać się mottem do książki ks. Naumowicza z dwóch powodów: pięknie wprowadzają do tekstu publikacji, a także są napisane takim samym ciepłym językiem jak Historia świątecznej choinki. Opowieść o choince czyta się, a raczej pochłania się, wybornie.

Jednakże ciepłym nie znaczy, pozbawionym naukowości. Wręcz przeciwnie. Ks. Naumowicz badacz i członek PAN  świetnie sobie radzi jako pisarz. Ma niezwykły dar przekształcania suchych i nudnych informacji w inspirującą opowieść o świątecznym drzewku. Historię świątecznej choinki czyta się jak gawędę i już planuje się co nowego wprowadzi podczas świętowania kolejnego Bożego Narodzenia.

Publikacja odpowiadająca na pytanie „jak powstała choinka?” podzielona jest na siedem rozdziałów. Pierwsze trzy dotyczą genezy oraz znaczenia tradycji ubierania drzewa (na początku wcale to nie była choinka, ale o tym więcej w tekście). Czwarta część nosi miano Debata o pochodzeniu i na pewno spodoba się kulturoznawcom i antropologom.  Kolejna przypadnie do gustu miłośnikom dobrej literatury, jej tytuł mówi sam za siebie – Choinka w literackiej szacie. Książkę zamykają rozdziały odnoszące się do choinki w polskiej tradycji oraz rzymskiej i papieskiej.

Historia świątecznej choinki – komu spodoba się książka

Historia świątecznej choinki została wydana tak, by zdobyć serca jak największej liczby czytelników. Ciekawie napisana treść wzbogacona jest o ilustracje, szkice oraz zdjęcia. Jest ich naprawdę mnóstwo, a co za tym idzie wzbudzą zainteresowanie małych i dużych odbiorców. Ogromną rolę pełni tu czcionka. Jej przejrzystość i wielkość spodobają się osobom w podeszłym wieku.

Moja ocena: 8,5/10

Ks. Józef Naumowicz, Historia świątecznej choinki, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

 

Muza

Jessie Burton, po „wielkim wejściu” do świata literatury, nie spoczęła na laurach. Dwa lata po Miniaturzystce  wydala drugą powieść, którą przyjęto z ogromnym entuzjazmem.

Muzę trzymałem w dłoniach jeszcze kilka tygodni przed polską premierą. Jednak nie przypadła mi ona do gustu (skąd więc ocena 8/10? Odpowiedź znajduje się w tekście).

Muza  to „średniej jakości opowiastka” rozgrywająca się w dwóch przestrzeniach czasowych. W pierwszej, czarnoskóra emigrantka próbuje odnaleźć się w Londynie z lat 70-tych. Otrzymując upragnioną pracę – stenotypistki w galerii sztuki, trafia na zagadkę niezwykłego obrazu.  Malowidło prawdopodobnie jest nieznanym dziełem hiszpańskiego malarza, który zginął podczas wojny. W drugiej przestrzeni pojawia się  hiszpańska prowincja, w przeddzień wybuchu wojny domowej. Bohaterką rozgrywającej się tam historii jest dziewczyna, która ma talent malarski, ale obawia się rozpoczęcia profesjonalnej kariery artystycznej – drzwi do jej sukcesu zamyka ojciec z przestarzałymi poglądami .

Mimo, że oba czasy powieści dzieli trzydzieści lat różnicy, to czarnoskórą dziewczynę z Londynu i mieszkańców posiadłości w Andaluzji łączy o wiele więcej, niż zagadkowy obraz. Muza to opowieść o szukaniu akceptacji i jej wiecznym braku ze strony otoczenia. Takie gonienie za króliczkiem. Zarówno środowisko londyńskie, jak też artystyczne są zamknięte na obie bohaterki. Problemem stają się: pochodzenie, kolor skóry oraz płeć.

Autorka pokazuje, że dyskryminacja wciąż była i jest w modzie. Nie ważne, czy czytelnik przeniesie się do czasów generała Franco, czy 30 lat później do Londynu, czy też spojrzy na otaczającą go teraz rzeczywistość, zawsze natrafi na rzesze ksenofobów, osób zabraniających, szufladkujących i zawistnych wobec wszystkiego, co inne lub co nie idzie w parze z ich religią lub przekonaniami.

Burton nie akceptuje tych krzywdzących klasyfikacji. Stawia swoje bohaterki do konfrontacji ze złem, każe im walczyć do końca. Tym samym uczy czytelnika, że nie może być on biernym na zło czynione wobec innych oraz przestrzega, by sam nie był źródłem upokorzeń.

To właśnie najpiękniejsze jest w tej powieści i dlatego wystawiam Muzie wysoką ocenę.

Moja ocena: 8/10

Jessie Burton, Muza, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie książki

Lunatyk – księża esbecy i czarnoskóry detektyw

dutka-lunatykDo Lunatyka podchodziłem dwa razy. Po raz pierwszy sięgnąłem po książkę Wojciecha Dutki na początku listopada, ale z miernym skutkiem. Odrzuciła mnie po kilkunastu stronach. Drugą szansę dałem jej po pięciu tygodniach. Wtedy było lepiej, o niebo lepiej.

Połknąłbym książkę w jeden wieczór (prawie 400 stron), ale z powodu nadmiaru obowiązków musiałem rozłożyć lekturę. Cieszę się, że dałem jej drugą szansę i wciąż się zastanawiam, co odstraszyło mnie w pierwszym podejściu.

Lunatyk – czarnoskóry detektyw, agenci SB i smród PRL-u

Priorytetem w każdej powieści jest perfekcyjne stworzenie bohaterów. Muszą czymś przyciągać czytelnika, intrygować, wzbudzać sympatię lub gniew. Lunatyk takich posiada.

Pierwszym jest czarnoskóry, Max Kwietniewski. Detektyw, syn Polki i Amerykanina, z ciężkim dzieciństwem i polskim zamiłowaniem do wysokich procentów. Ląduje w polskiej rzeczywistości dwukrotnie –  odwiedza Warszawę służbowo tuż po upadku komunizmu oraz w 2014 roku. Za każdym razem służbowo, jednak zawsze komplikując swoje życie prywatne.

Drugi bohater to Kazimierz Wiśniak. Moim zdaniem, na miano arcyłotra to ten esbek nie zasługuje, ale ma ogromne predyspozycje. Najpierw pomagał władzy rozpracowywać środowiska katolickie, w tym werbował duchownych, by później znaleźć się w placówce dyplomatycznej w Nigerii. Co ważne, Wiśniak wyjeżdża z Polski nie z powodu awansu, ale w celu zabezpieczenia bytu swoich podwładnych. Komunistyczne władze wiedzą, że system za chwilę runie, dlatego postanawiają przebranżowić się, wchodząc biznes naftowy.

Wojciech Dutka nie ogranicza się tylko do Kwietniewskiego i Wiśniaka. Ci są najważniejsi. Jednak wokół nich jest więcej postaci, którym autor stworzył pełną szczegółów przeszłość, umiejscowił w różnych miejscach oraz czasie. Co ważne, można ich podzielić na tych pozytywnych i złych, ale także pośrednich, zawieszonych pomiędzy biegunami dobra i niesprawiedliwości  Pisarz przyłożył się i wykonał zadanie na mocne 5+.

Lunatyk – niechciane dziedzictwo komunizmu

Lunatyk może służyć za wzór dla wszystkich, którzy marzą o napisaniu dobrego thrillera. Jest w nim mnóstwo akcji, sporo krwi oraz brutalności i ten klimat. Dutka pisze w rewelacyjny sposób, pozwalając czytelnikom znaleźć się w czasach komunizmu, poczuć mroczność, surowość i grozę tamtych czasów. Podobnie robi to w opisie czasów współczesnych. Dba o szczegóły, zwraca uwagę na topografię (np. Nowego Jorku, po którym porusza się Kwietniowski).

Thriller autorstwa Dutki to również refleksja na to co dzieje się teraz w naszym kraju. Uznając Lunatyka za gatunek political-fiction, ma się wrażenie, że nie jest on do końca „fiction”. Widmo znamion komunizmu w przeszłości osób sprawujących władzę, kłopotliwe współprace środowisk (nawet katolickich) z bezpieką to przecież tematy z pierwszych stron gazet. Dutka wykorzystuje je w umiejętny sposób, bawi się nimi, łączy, tworząc niesamowity thriller.

Obrywa się również współczesnym rządzącym. W jaki sposób, o tym na kartach powieści.

Lunatyk – ocena

Wraz z dotarciem na ostatnią stronę powieści, nie czułem niedosytu. Lunatyk nie jest za krótki, ani nie za długi. Budzi inne odczucie. A jest nim strach, przed tym, że opisywany przebieg wydarzeń to mógł lub może zdarzyć się naprawdę. To mocno przeraża, ale z drugiej strony świadczy o umiejętnościach pisarskich Dutki. Szczerze, mamy kolejnego znakomitego pisarza.

Moja ocena: 9/10

 

Dziękuję Wydawnictwu Albatros za podesłanie książki do recenzji.

Midnight Special – Nocny uciekinier

midnight-specialNiestety, nie było mi pisanym obejrzenie Midnight Special  na dużym ekranie, bo film nie trafił do kin. Na szczęście znalazł się polski dystrybutor i dzieło Jeffa Nicholsa weszło na polski rynek na płytach DVD.

Fanom science-fiction film może wydawać się trochę nudny. Jednak widzowie rzadko oglądający tego typu rodzaj opowieści na pewno będą zadowoleni ze spędzenia przed ekranem ponad 112 minut. Moim zdaniem to kolejny udany film Nicholsa, jeszcze lepszy od Uciekiniera  oraz Loving.

Z ostatnim z wymienionych tytułów Midnight Special ma kilka wspólnych elementów. Pierwszym jest praca reżysera z tymi samymi specjalistami od zdjęć, muzyki, scenografii, produkcji, którzy czynią filmy Nicholsa tak wspaniałymi.  Drugim, na ekranie pojawiają się znów Michael Shannon, Joel Edgerton, Sam Shepard, David Jensen, Bill Camp, czy też Paul Sparks. Towarzyszą im Kristen Dunst, Adam Driver oraz Jaeden Lieberher.

Midnight Special – tajna sekta, super moce i FBI

Fenomenem filmu Jeffa Nicholsa jest to, że widz nie nudzi się na nim. Już od samego początku znajduje się w wirze wydarzeń – wszystkie wprowadzenia, zapoznania się z bohaterami reżyser uznał za zbyteczne– i trwa w nim do końca. Zmienia to scenariusz typowego filmu o dziecku z aktywnością psioniczną (gdzieś w sieci znalazłem trafne określenie Mindnight Special mianem E.T. dla dorosłych) w wartką opowieść, mającą swoje zakończenie dopiero w końcowych napisach.

Głównym wątkiem historii jest ucieczka dwóch mężczyzn z dzieckiem o nadprzyrodzonych zdolnościach przed członkami tajnej sekty oraz agentami rządowymi. W tle opowieści pojawiają się pewne dopowiedzenia, pozwalające zrozumieć kim są bohaterowie, dlaczego uciekają i kim właściwie jest chłopiec, który musi w dzień spać, a nocą podróżuje.

Do przyjemnych należy  gra reżysera z widzem na płaszczyźnie opowieści o mocy chłopca. Z jednej strony odbiorca odczuwa tajemniczość postaci i drzemiące w nim umiejętności. Co więcej z rozmów i zachowania wnioskuje, że dzieciak jest kimś innym, niż niezwykłym człowiekiem. Z drugiej, wszystkie działania młodzieńca (odtwarzanie przekazów radiowych czy też zniszczenie satelity) zostają przypisane tylko jego paranormalnym zdolnościom – agenci oraz pomagający dziecku dorośli widzą w nim człowieka. Czy jest nim do końca… o tym przekonają się widzowie.

Midnight Special – ocena

Ten film jest stworzony w taki sposób, że nie wywołuje ocen pośrednich. Po prostu, albo przypada do gustu, albo nie. Jednakże nie daje o sobie zapomnieć, jak wszystkie filmy Nicholsa.

Osobiście daję mu bardzo wysoką ocenę i dodaję 0,5 za grę Kristen Dunst (ostatnio wątpiłem w jej zdolności aktorskie, a tu takie mile zaskoczenie).

Moja ocena: 9,5/10

Jeff Nichols, Midnight special, 2016

 

Życie animowane – film o autyzmie

Życie animowane jest filmem wybitnym, zasługującym na ocenę 10/10. To pozycja obowiązkowa dla wszystkich. Osoby pracujące z dziećmi cierpiącymi na autyzm na pewno go już widziały. Dlatego propozycję obejrzenia filmu Rogera Rossa Williamsa kieruję do tych, które słysząc słowo „autyzm” dostają gęsiej skórki i są przerażone.

Zacznijmy od odpowiedzi na najprostsze pytanie:

Co to jest autyzm?

Jest to zespół zaburzeń interakcji społecznych i komunikacji. Najlepiej zobrazują tę krótką definicję słowa jednej z Bojowniczek z JoeMonstera. W TYM artykule opisuje swoje zmagania z autyzmem oraz wyjaśnia dlaczego autyzm nie jest chorobą.

W swoim życiu zawodowym mam zaszczyt pracować z osobami cierpiącymi na autyzm. Dlatego mogę śmiało dodać, że każdy przypadek jest inny. Tak samo jak każdy z nas jest indywidualną osobowością.

Życie animowane – kandydat do Oscara 2016

Świat dowiedział się kim jest Owen Suskind od jego ojca Rona – postaci nieznanej w Polsce, ale rozpoznawalnej w Stanach (pisał dla The Wall Street Journal, stworzył książki o administracji Busha i Obamy). Starszy Suskind w książce Life, Animated: A Story of Sidekicks, Heroes, and Autism opisał to co stało się z jego synem.

Owen do 3 roku życia rozwijał się tak jak każde dziecko. Później pojawił się autyzm. Dziecko zamknęło się samo w sobie, przestało się odzywać do swoich najbliższych. Zapewne tkwiło w tym milczeniu, we własnym świecie, do dziś, gdyby nie filmy Disneya.

Dzięki nim Owen rozpoczął komunikację ze światem. Najpierw zaczął mówić – używając dialogów z kreskówek. Później Król Lew, Aladyn, Bambi czy też Mala Syrenka pomogły mu w autotłumaczeniu świata oraz prostych relacji między ludzkich. Dziś Owen jest w pełni żyjącym człowiekiem, pracującym, kochającym i posiadającym własne hobby. I o tym jest właśnie Życie animowane.

Życie animowane – dokument, który wciska w fotel.

Dokument jest opowieścią o dzieciństwie Owena, dorastaniu, a kończy się jego wystąpieniem na konferencji we Francji poświęconej autyzmowi. To piękna opowieść, z doskonałym zakończeniem, którą obejrzę po raz drugi.

Moja ocena: 10/10

reż. Roger Ross Williams, Życie animowane, 2015

Chichotnik – zabawne wiersze i oryginalne ilustracje

chichotnik_m_d99cd28a67_dc3ef3a38a-jpg1Napisać o książce Chichotnik, czyli księga śmiechu i uśmiechu, że to książka dla dzieci, to nic nie napisać. Barbara Gawryluk (osoba odpowiedzialna za wybór wierszy) i Elżbieta Wasiuczyńska (ilustratorka, która wykonała mega imponująca pracę), na 80 stronach zbioru, przeniosą  najmłodszych, a także każdego rodzica lub dziadka, do ich dziecięcego świata, zagrzebanego we wspomnieniach.

Czytelniku tego bloga, jeżeli w domu masz małe dzieci lub szukasz wyjątkowej książki na prezent dla przedszkolaka lub ucznia pierwszych klas szkoły podstawowej, doradzam Ci  wybór Chichotnika. Dlaczego? O tym poniżej.

Dwa powody, dla których warto posiadać Chichotnik

Dokonując wyboru wierszy, Dorota Gawryluk zwróciła uwagę na połączenie twórczości „starych” poetów ze współczesnymi. Oprócz Fredry, Tuwima i Brzechwy, pojawia się w Chichotniku twórczość Kerna, Chotomskiej, czy też Agnieszki Frączek (którą odkryłem dopiero kilka miesięcy temu i jestem zachwycony jej utworami dla dzieci).

Wszystkie wiersze mają wywołać u czytelników uśmiech i radość. Czy udaje się im? Ja świetnie się przy nich bawiłem. A co więcej, doceniam, że Chichotnik zawiera treść pozbawioną przemocy co w dobie zabawnych kreskówek i wesołych gier jest ewenementem.

Drugim powodem jest praca Elżbiety Wasiuczyńskiej. Artystka wykonała do każdego z utworów ilustracje, które wbijają w fotel. Własnoręcznie zaprojektowane postaci zostały wycięte i połączone z elementami tła, a następnie przeniesione na papier. Zabawa cieniami, kolorami, magią trójwymiaru utrwalonego na płaszczyznie kartki, daje ogromną frajdę w oglądaniu książki. Myślę, że osoby związane z branżą ilustratorską będą w 7 niebie, gdy otworzą Chochotnik na dowolnej stronie.

O tym jak wyglądała praca nad warstwą graficzną można dowiedzieć się zaglądając na stronę książki. Jej adres to: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4092/Chichotnik-czyli-ksiega-smiechu-i-usmiechu

Warto również zajrzeć do wideo. W nim to obie panie opowiadają o genezie książki.

Chichotnik – powrót do krainy dzieciństwa

Są utwory, do których się wraca po latach i odpływa się na fali wspomnień. Do czasów, gdy robiło się wszystko „po raz pierwszy”, zabrała mnie większość wierszy znalezionych w tej książce. Chichotnik jest magiczną publikacją, która zainteresowała mnie już samą okładką, a po otworzeniu pierwszej strony wciągnęła i na pewno coś we mnie zmieniła na lepsze.

No i zawiera zabawną treść, która pozwala się zrelaksować i doskonale poprawić humor. Dlatego daję jej najwyższą notę.

Moja ocena: 10/10

Chochotnik, czyli księga śmiechu i uśmiechu, Wydawnictwo Literackie, 2016

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za podesłanie Chichotnika.

The Rolling Stones – Olé Olé Olé

ole-rolling-stonesThe Rolling Stones – Olé Olé Olé Paula Dugdalea to opowieść o koncertowej trasie Micka Jaggera z kolegami po Ameryce Południowej. Film podzielony jest na części – przystanki grupy w kolejnych miastach, które przeplatają się z przygotowaniami do najważniejszego występu. Tą perełką na „muzycznym torcie” jest darmowy koncert w Hawanie – bardzo ważny dla Stonesów, bo jeszcze niedawno na Kubie panował zakaz słuchania ich utworów.

Dlaczego warto zobaczyć The Rolling Stones – Olé Olé Olé

Każdy z przystanków zespołu The Rolling Stones to chwile, gdy muzycy widują się ze swoimi fanami, poznają lokalną kulturę, a także mają czas opowiedzieć o sobie samych, 55-letniej więzi przyjaźni oraz odnieść się do własnej twórczości. I chyba to właśnie jest najpiękniejsze w The Rolling Stones – Olé Olé Olé.

Ujmującym fragmentem filmu jest ten, gdy poruszony jest temat sławy, tego wielkiego fenomenu jakim cieszy się zespół. Jagger (jeżeli dobrze zapamiętałem) kwituje to słowami, że nie czuje owej wielkości, a występy to zwykła praca.

Jednak dla mieszkańców Ameryki Południowej, szczególnie w krajach objętych strasznym reżimem, muzyka Stonesów to symbol.  Ich twórczość to przede wszystkim ikona wolności, która została niedawno odzyskana. Tym samym muzycy są kimś więcej niż artystami.

The Rolling Stones – Olé Olé Olé – minusy

Idąc na film o trasie The Rolling Stones oczekiwałem na „mniejsze i większe” smaczki, nie tylko muzyczne. Co więcej,  nastawiałem się na treść z lekką otoczką z pogranicza skandalu i życia rock`n`rollowców.

Nadaremnie.

Jedyną kontrowersją jaką dostrzegłem, było przeciwstawienie się prośbie Papieża, który apelował o zmienienie daty występu (koncert w Hawanie odbył się w Wielki Piątek). Zabrakło mi ujęć z „wesołego życia” Keitha Richardsa, kontrowersyjnego zachowania fanów (przez cały film wszyscy grzecznie się bawią, a moment, gdy jedna z uczestniczek koncertu ściąga bluzkę jest w umiejętny sposób wyciszony) oraz pewnego wydarzenia, o którym było bardzo głośno w świecie muzyki. 11 lutego muzycy z The Rolling Stones otrzymali ochronę policji w Buenos Aires. Był to efekt strzelaniny, z lokalnym gangiem w której zginął jeden z ochroniarzy ekipy Jaggera.

Podsumowując, The Rolling Stones – Olé Olé Olé jest zbyt grzecznym filmem. Stąd oceniam go wysoko, bo miło spędziłem czas w kinie, ale za niedosyt odejmuję punkt.

Moja ocena: 7,5/10

The Rolling Stones – Olé Olé Olé, reż. Paul Dugdal, 2016

Londyn w czasach Sherlocka Holmesa

523338303oAleż to były wspaniałe czasy – można zakrzyknąć po lekturze książki Londyn w czasach Sherlocka Holmesa. Krystyna Kaplan opowiada w niej o stolicy Anglii i jej mieszkańcach. Przeczytamy w niej zarówno o arystokracji, jak też biednych sferach, naukowcach i odkryciach, a także o ciemniej stronie Londynu.

Przełom XIX i XX wieku, czyli czas gdy pod numerem 221B na Baker Street żył najsłynniejszy na świecie detektyw, to naprawdę arcyciekawy moment w dziejach Londynu. Londyn w czasach Sherlocka Holmesa daje nam do zrozumienia, że czas przed pierwszym światowym konfliktem był na swój sposób nie tylko wyjątkowy, ale wręcz magiczny. Styl bycia, rodzaje rozrywki, czy też podejście do techniki odeszły już w zapomnienie. A szkoda, bo świat na tym ucierpiał.

Publikację czyta się znakomicie. Ba, śmiało mogę nazwać ją „literackim wehikułem”, który przenosi do dawno minionej epoki. Dużą rolę odgrywają tu materiały graficzne. Jest ich mnóstwo. Zdjęcia, szkice, reprodukcje mniej lub bardziej znanych obrazów – wszystkie sprawiają, że czytelnik może jeszcze lepiej poznać wiktoriański i edwardiański Londyn.

Jest też sporo wątków poświęconych naszym rodakom, którzy gościli w mieście Sherlocka. Chopin, Norwid, Modrzejewska, czy też Conrad zatrzymali się w Londynie na jakiś czas. Co tam robili, jak im podobało się światowej sławy miasto,  o tym więcej w Londynie w czasach Sherlocka Holmesa.

Książkę polecam wszystkim kulturoznawcom i historykom. To kopalnia wiedzy z wieloma reprodukcjami ciekawych dokumentów. Warto, by do książki zajrzały też osoby, które do tej pory nie interesowały się kulturą, ale żyją w Anglii lub planują do niej wyjechać. Publikacja przybliży im miasto, a także okaże się lustrem pokazującym współczesne niedoskonałości oraz pozytywne (po zmianach) oblicze miasta Holmesa.

Moja ocena: 8,5/10

Krystyna Kaplan, Londyn w czasach Sherlocka Holmesa, PWN,2016

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję bardzo.

Czytaj w oryginale – propozycja Wydawnictwa [ze słownikiem]

Jeżeli masz kłopoty z nauką języka angielskiego, chcesz nauczyć się go lub utrwalić swoje umiejętności lingwistyczne, lecz czujesz mdłości na wspomnienie podręcznika z gramatyką i tysiącem słówek do wykucia – możesz to zrobić w przyjemny sposób. Pod jednym warunkiem, musisz lubić czytać.

Właśnie na rynku pojawiło się wydawnictwo zapewniające, że dzięki ich książkom można uniknąć nudnego  procesu nauki języka angielskiego. W jaki sposób? Wystarczy tylko sięgnąć po ich ofertę.

Książki [ze słownikiem]

zeslownikiemplPublikacje od [ze słownikiem] to książki zawierające podręczny słownik angielsko-polski. Każda z nich składa się z trzech części. Pierwszą stanowi słownik z najczęściej występującymi słowami w danej publikacji. To pozwala zrozumieć, zdaniem wydawcy, aż 80% treści. Druga część to oryginalny tekst wraz ze słownikiem umieszczonym na marginesach książki – zawiera nowo pojawiające się słowa.  Powieść zamyka słownik wszystkich słów i form występujących na jej kartach.

Czytanie w języku angielskim staje się przyjemnością, ale też uczy. Na warsztat wziąłem Frankensteina oraz Drakulę, dzięki którym poznałem mnóstwo nowych słów. Na początku myślałem, że uda mi się poznać treść bez zaglądania do pierwszej lub trzeciej z wymienionych części. Jednak po kilkunastu kartach zmieniłem zdanie. Co więcej, czytając każdą z powieści utrwaliłem świeżo poznane słownictwo. Stąd mogę śmiało napisać, książki [ze słownikiem] są praktycznym narzędziem do doskonalenia języka angielskiego.

Wróżę projektowi duży sukces.  W ofercie znajdziemy tytuły dla dzieci, jak też i dla dorosłych. Mnogość gatunków pozwoli znaleźć każdemu coś dla siebie. Pełna lista tytułów: http://zeslownikiem.pl/ksiazki-po-angielsku-ze-slownikiem . Ceny publikacji wahają się od 26 do 53 złotych, co jest dobrą ceną za produkt doskonalący umiejętności językowe.