Bardzo brzydki dziennik – Iga Chmielewska

Zgadzam się z Igą Chmielewską, iż nadchodzące Walentynki wiążą się z zalewem różowej tandety, przy której bożenarodzeniowe dekoracje to szczyt elegancji i wyczucia dobrego smaku. Podobnie jak autorka prac na profilu Bardzo brzydkie rysunki, nie lubię Walentynek – o uczucie trzeba dbać cały rok, 24 godziny na dobę. A skąd znam jej poglądy? Z Bardzo brzydkiego dziennika.

Jeśli wciąż szukasz kalendarza lub chcesz zmienić właśnie rozpoczęty na taki, który rozbudzi twoją kreatywność, kup Bardzo brzydki dziennik.

Bardzo brzydki dziennik – niby adresowany do kobiet, ale…

Na pierwszy rzut oka wydaje się, iż Iga Chmielewska adresuje swoją publikację do płci pięknej. Świadczy o tym słowo wstępne do miesiąca marzec. Autorka dzieli się z czytelnikami tym, czym dla niej znaczy „bycie kobietą” oraz zadaje pytania, motywuje. Jednak każdy odbiorca myślący, ze Brzydki dziennik skierowany jest do dziewczyn, jest w błędzie.

Pozostała zawartość zainteresuje każdą z płci.

Bardzo brzydki dziennik – co w nim znajdziesz?

Książkowy planner składa się ze standardowego kalendarza (tydzień rozplanowany jest na dwóch stronach) oraz dodatków. Każdy miesiąc rozpoczyna tekst – list od autorki. W swoich przekazach  Iga Chmielewska opowiada czytelnikowi o tym jak postrzega świat oraz motywuje odbiorcę. Do czego? Do wyrwania się ze szpon nudnego życia, docenienia obecnej chwili oraz tego, co już posiadamy.

Jej teksty są proste, tak jak rysunki, i tak jak one powodują, że odbiorca musi się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, a następnie podjąć jakieś działanie. Stosując się do opisanych przez autorkę zasad oraz próśb, uzupełniając na bieżąco kolejne karty kalendarza, odbiorca stworzy własne dzieło – opisujące jego codzienne życie w 2019 roku. Fajna koncepcja.

Publikację wieńczą dodatkowe zadania. Pierwszym jest napisanie listu do siebie za pięć lat. Kolejne ćwiczenia to: „książkowy bucket list”, odpowiedzi na pytania pozwalające zrozumieć nasze inspiracje, najdziwniejsze sny, czy też ustalające listę filmów do obejrzenia. Krótko mówiąc jest to pozycja ogólnorozwojowa, a do tego świetny kalendarz.

Bardzo brzydki dziennik – podsumowanie

Planner otrzymałem od Wydawnictwa Znak. Protestowałem i mogę stwierdzić, że nie jest to idealny kalendarz dla osób prowadzących własną działalność. Za mało miejsca na zapisywanie wszystkich zadań, telefonów i termonów spotkań.

Jednak Bardzo brzydki dziennik sprawdzi się w rekach osób stawiających na własny rozwój, poznanie siebie i to, co określane jest obecnie terminem „mindfulness”. Zarówno format książki, jej wytrzymałość, zawartość i ilość miejsca do zapisywania są perfekcyjne.

Dziękuję Wydawnictwo Znak za podesłanie książki do recenzji.

7 ulubionych książek – Andrzej Kalinowski

źródło Poranny.pl

Bohaterem styczniowego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Andrzej Kalinowski. Jedna z najważniejszych postaci na polskim rynku wydawniczym – pełni funkcję Prezesa Fundacji Sąsiedzi (w zarządzie zasiadają między innymi Ignacy Karpowicz oraz Grzegorz Kasdepke), która poprzez literaturę i działania promuje Podlasie oraz organizuje jedne z najważniejszych targów w Polsce, Międzynarodowe Targi Książki w Białymstoku.

To także osoba, która wpłynęła na gusta czytelnicze wielu mieszkańców Białegostoku. Pamiętam, chodziłem wtedy do podstawówki, jak w centrum miasta nad rzeką Białą otworzono księgarnię z prawdziwego zdarzenia. Nazywała się „Akcent”, miała najwięcej książek ze wszystkich sklepów tego typu, a z jej pracownikami można było godzinami rozmawiać o książkach. Jej współwłaścicielem był Andrzej Kalinowski.

Poproszony o wymienienie 7 ulubionych tytułów bohater styczniowego wpisu opowiedział mi, przy ciepłej herbacie, w otoczeniu książek, o następujących pozycjach:

Józef Maria Bocheński, Podręcznik mądrości tego świata
Jedna z najważniejszych książek, która trafiła w moje ręce. Ojciec Bocheński napisał ją już po 80-tce stwierdzając, że poznał wiele religii oraz filozofii i u schyłku życia może napisać prawdę i coś ważnego Dlatego stworzył książeczkę– niewielką, jednak jakże wartościową. Mówi w niej o życiu, wierze oraz roli rozumu.

Fiodor Dostojewski, Bracia Karamazow
W pierwszej warstwie znakomity kryminał. Jednak gdy sięgniemy głębiej, odkryjemy w Braciach Karamazow książkę o duszy, o tym jak można obronić się przed najgorszymi rzeczami i pozostać czystym, albo też o tym jak ideologia może doprowadzić do skrajnego zła. To książka o nas, o tym co w nas siedzi, zagubieniu i naszym „pogmatwanym świecie”. Jest tak doskonała, że można lekturę rozpoczynać od razu po zamknięciu ostatniej strony – odkrywając na nowo uniwersalne prawdy.

Michał Książek Droga 816
Książka dostrzeżona przez środowisko literackie, była w finale ważnych konkursów, w tym zdobyła nagrodę Gdyni i Kazaneckiego. Michał Książek po raz pierwszy inaczej popatrzył na wszystko, co nas otacza. Zrobił to przez pryzmat przyrody. Wyrusza wraz czytelnikiem w podróż, której szlak ciągnie się od Białowieży, wzdłuż granicy polsko białoruskiej i polsko-ukraińskiej, na południe Polski. W czasie tej wędrówki odbiorca zaczyna dostrzegać to, czego nie zauważał do tej pory, rzeczy niewiarygodne. Poza historią, odkrywa ciekawych ludzi, świat przyrody, który jest wolny jak ptak, bez granic.

Milan Kundera, Święto nieistotności
W tej powieści mistrz języka i nastroju opowiada o czterech przyjaciołach. Pragną oni zrozumieć problemy, na które trafiają w życiu. To opowieść, w której radość i uśmiech przeplatają się ze smutkiem. Na pozór książka nieskomplikowana, jednak nie dajmy się zwieść. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom dobrze napisanych historii.

Wiktor Wołkow, Czar Podlasia
Nie ma już między nami Wiktora, ale pozostały jego cudowne zdjęcia. Ten wybitny mistrz obiektywu mówił, że to co wydrukowane, to ocalone. W swojej pracy dokonywał czegoś niewiarygodnego– po prostu rejestrował najpiękniejszy region Polski, w wyjątkowy sposób. Pokazywał szczątki utraconego raju i dawał wskazówki, gdzie go można szukać. To album o Podlasiu, przyrodzie, życiu w zgodzie z naturą, no i oczywiście o miejscach, w których zobaczymy najpiękniejsze wschody i zachody słońca.

Charles Bukowski, Kobiety
Czasami trzeba dotknąć życia do trzewi. Żeby słuchać języka zwykłych ludzi, nie wymyślonego, nie do końca literackiego, trzeba czytać Charlesa Bukowskiego. Właściwie każda jego książka wyróżnia się przewrotnością, ostrością, a i często wulgarnością. W Kobietach dotykamy samego życia. Wraz z autorem przemierzamy dzielnice portowe,  sutereny, dziwne miejsca, gdzie leje się alkohol, a kobieta jest jednym z elementów życia mężczyzn. To ciężki i brutalny świat. Jednak autor pokazuje, że może być to rzeczywistość, w której da się odnaleźć i w pewien sposób żyć.

Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
Dzieło znane chyb każdemu. Podobnie jak Braci Karamazow, Mistrza i Małgorzatę można odkrywać ciągle na nowo. To opowieść o widzeniu prawdziwego zła –  ziemskiego, w jego czystej naturze, ale też często i metafizycznego. Książka Bułhakowa pozwala nam inaczej patrzeć na świat i na zło, które w tym świecie próbuje pokonać dobro. To bardzo trudna walka.

7 ulubionych książek – Łukasz „Wiśnia” Wiśniewski

Źródło: Facebook

Grudniowy gościem w cyklu 7 ulubionych książek jest jeden z posiadaczy najciekawszych głosów, uzdolniony muzyk, którego kojarzą zarówno widzowie komercyjnych kanałów telewizyjnych, jak też osoby interesujące się bluesem oraz grą na harmonijce (określany jest mianem jednego z najlepszych w tej dziedzinie  w Polsce). Jest nim Łukasz „Wiśnia” Wiśniewski, frontman zespołów Kraków Street Band oraz Hard Times Trio.

Jako, że od trzech lat jestem zachwycony jego charyzmatycznym głosem, a płyta Siedem jest jedną z najczęściej słuchanych przeze mnie, postanowiłem zapytać Łukasza „Wiśnię” Wiśniewskiego o jego 7 ulubionych książek. Odpowiedź bardzo mnie zaskoczyła jest w niej dużo ciekawych tytułów:

J.R.R.Tolkien, Hobbit
Pierwsza prawdziwa książka w moim życiu, przeczytana we wczesnej podstawówce. Dostałem ją od taty, któremu niedługo później podprowadziłem całego Władcę pierścieni,  do dzisiaj będącego moją ulubioną książką fabularną.

Edward Stachura, Fabula rasa
Po latach patrzę na tę książkę już  z lekkim dystansem, na pewno jednak wywarła na mnie ogromny wpływ w okresie licealnym. Zupełnie nie wiem jakim dziwnym trafem trafiła do szkolnej biblioteki oraz jakim, kolejnym, dziwnym trafem znalazła się moich rękach. Nie miałem wcześniej styczności ze Stachurą. Jest to dzieło z jego schyłkowego, obłąkańczego już okresu, w którym toczy filozoficzne dysputy ze swoim alter-ego, Człowiekiem-Nikt.  Zwoje mózgowe niemalże przegrzewały mi się podczas czytania, jednak przebrnąłem przez tę książkę kilkukrotnie, by dopiero po tym przejść do wcześniejszych utworów pisarza, na punkcie których zwariowałem na kolejne kilka lat.

Agnieszka Osiecka, Za chwilę
Uwielbiam zarówno wiersze, jak i piosenki Osieckiej. Poruszają mnie jej nieustanne zmagania z własnym mrokiem, od którego im bardziej chce uciec, tym bardziej do niego wraca. Wybór wierszy Za chwilę jest tym bardziej cenny, że dokonała go sama Osiecka.

Wisława Szymborska, Ludzie na moście
Na pewno nie będę oryginalny oznajmiając, że Szymborska jest jedną z moich ulubionych poetek. Wracam do wierszy pisarki jak do słuchania ulubionych piosenek. A jej umiejętność mówienia o rzeczach wielkich poprzez opisywanie rzeczy małych, wywołuje u mnie zarówno podziw, jak i najzwyklejszą zazdrość!

Jeremi Przybora, Piosenki prawie wszystkie
Zbiór piosenek nie tylko z Kabaretu Starszych Panów, ale i słuchowisk, spektakli czy „różnych szuflad”. Wspaniałe poczucie humoru, bezbłędne puenty, wirtuozeria warsztatu. Mistrzostwo w czystej postaci – przeczytałem tych piosenek już chyba kilkaset i nie napotkałem choćby jednej niezgrabności. Nic, tylko czytać i próbować się uczyć!

Mateusz Wabik, Porażki poety z rynkiem pracy i kobietami
Porażki poety
na pewno znalazłyby się na mojej liście wydawnictw najbardziej intrygujących, gdyby nie pewne wydarzenie. Kupiłem ten tomik na chybił-trafił u sprzedawców używanych książek pod krakowską Halą Targową. Wabik pisze o Krakowie; miejscach, w których byłem, sytuacjach, które znam. O samym autorze bardzo trudno jednak gdziekolwiek znaleźć  jakiekolwiek informacje, co daje bardzo rzadką w dobie internetu okazję do poznawania twórcy tylko i wyłącznie przez pryzmat jego wierszy. Poeta-widmo!

David Carter, Motyle
Na koniec zostawiłem sobie książkę, która jest bez wątpienia jedną z moich ulubionych, jednak nie ze względów artystycznych, lecz sentymentalnych. Jako dziecko fascynowałem się entomologią, a z nowiutkim atlasem motyli praktycznie się nie rozstawałem. Zabrałem go do sanatorium, do którego pojechałem wraz z mamą. Pewnej nocy wybuchł pożar, z którego uciekaliśmy nie mając czasu na zabranie niczego ze sobą. I właśnie tej książki było mi najbardziej żal gdy z bezpiecznej odległości oglądałem płonący budynek. Okazało się jednak, że strażakom udało się ugasić płomienie zanim nasz pokój spłonął! Odzyskałem Motyle, które do dzisiaj delikatnie pachną dymem, a kartki mają pofalowane od wody ze strażackich węży.

7 ulubionych książek – Jerzy Owsiak

Jerzy Owsiak

Źródło: https://www.facebook.com/jerzyowsiak/

Bohaterem listopadowego wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest Jerzy Owsiak – wybitny dziennikarz, słynny działacz charytatywny i społeczny. Chyba nie ma w Polsce osoby, która nie słyszałaby o jego wielkim dziele – Fundacji Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Bardzo cenię pracę Jerzego Owsiaka. Dlatego jestem zaszczycony, że zgodził się on opowiedzieć o swoich ulubionych książkach. Poniżej publikuję otrzymaną od niego listę z krótkim uzasadnieniem:

 

Ferenc Molnár, Chłopcy z Placu Broni
Książka Ferenc Molná wywarła na mnie, jako kilkunastoletnim dziecku, ogromne wrażenie. Łączę ją z czasem, gdy fascynowałem się innymi tytułami należącymi do serii, o której poniżej.

Alfred Szklarski,  seria o Tomku Wilmowskim
Specjalnie nie wymieniam tu pojedynczego tytułu, bo każda z opowieści o Tomku zdobyła moje serce. Zaczytywałem się  przygodami Wilmowskiego, wyobrażając sobie, jak byłoby fajnie tak samo podróżować po różnych kontynentach.

Erich Maria Remarque, Na Zachodzie Bez Zmian
Uwielbiam powieści Remarquea. Jednak najbardziej cenię Na zachodzie bez zmian. Zaraz po tej powieści umieszczam Czarny Obelisk oraz Łuk Triumfalny i pozostałą „furę” książek pisarza .

Gabriel García Márquez, Sto Lat Samotności
Wiążę z tą książką sentymentalne wspomnienie. Aby ją dostać musiałem cały dzień stać w kolejce na Pradze. Warto było, bo to fajna historia, opowiedziana w bardzo ciekawy sposób!

Kurt Vonnegut, Rzeźnia numer pięć
Z Vonnegutem jest podobnie jak z Remarquem. Na pierwszym miejscu umieszczam niesamowitą opowieść rozliczającą się z okrucieństwem wojny. Tuż za nią znajduje się Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater

Joseph Heller, Paragraf 22
Na szóstej pozycji ląduje mistrzowski Paragraf 22. Bardzo mi się podobał, w przeciwieństwie do innych książek autora. Reszta książek Hellera to nuda, nuda i jeszcze raz nuda.

Anna Reid, Leningrad
Ostatnią z tej listy pozycję przeczytałem w minione wakacje. Bardzo przejmująca lektura. Autorka skupia się na potwornych wydarzeniach, które rozegrały się w oblężonym przez Niemców Leningradzie. Mieszkańcy miasta przeżyli wówczas dosłowne 2-letnie piekło. Polecam wszystkim miłośnikom historii.

 

 

7 ulubionych książek – Maciej Orłoś

Źródło: http://maciejorlos.pl/

Bohaterem październikowej odsłony cyklu 7 ulubionych książek jest Maciej Orłoś – znany aktor, dziennikarz oraz prezenter. Jest to również postać rozpoznawalna w świecie literackim. Popularny dziennikarz jest autorem książek dla najmłodszych, których bohaterami są Kuba i Melania (ich pierwowzorami są syn i córka pisarza), jak też tej, skierowanej do starszych czytelników, chcących nauczyć się Jak występować i zabłysnąć. Bohater tego wpisu działa również jako Ambasador kampanii Cała Polska czyta dzieciom, promując czytelnictwo w naszym kraju.

Jako, że zawsze podziwiałem aktorstwo i dziennikarskie działania Macieja Orłosia, byłem bardzo zainteresowany jakie 7 ulubionych książek znajduje się na jego liście. Wysłałem więc zaproszenie do udziału, na które szybko otrzymałem pozytywną odpowiedź.

Zapytany o 7 ulubionych książek Maciej Orłoś wymienił następującą listę:

 

Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie
Pierwszą książką jest przepiękna powieść przygodowa Trzej Muszkieterowie. Lubię całą trylogię Dumasa, ale pierwszy tom darzę wyjątkową sympatią. Po raz pierwszy otworzyłem Trzech Muszkieterów gdy byłem licealistą. Książka spodobała się mi tak bardzo, że postanowiłem symulować chorobę, by nie przerywać lektury. Opłacało się nie iść do szkoły, bo pochłonąłem wszystkie tomy przygód Atosa, Portosa, Aramisa i d’Artagnana.

 

Witold Gombrowicz, Operetka
Trudny wybór! Cała twórczość Gombrowicza znaczy dla mnie wiele. Odkrywając ją, dosłownie, pochłaniałem dzieło po dziele Mistrza. Co więcej, napisałem pracę magisterską z teatru Gombrowicza. Dlatego tak trudno jest mi wybrać ten jedyny tytuł. Może niech to będzie sztuka, Operetka. Zapadła w mej pamięci, bo czytałem ją w chwili pełnego ekscytacji zakochania się w Gombrowiczu – zagłębiałem się w świat jego dzieł, bardzo przeżywając ich treść. Po drugie, w tym czasie w świecie kultury i sztuki dużo mówiło się wtedy o twórczości pisarza. Co przełożyło się na wystawienie Operetki w Teatrze Dramatycznym. To był rok 1980, a reżyserował Maciej Prus. Jego mistrzowska inscenizacja zapadła mi głęboko w pamięci.

 

Kazimierz Wierzyński, Kufer na plecach
Bardzo ciekawy tom poezji, w którym znajduje się pewien wiersz, ten tytułowy. Poprowadził mnie on do sukcesu. Recytując Kufer na plecach powygrywałem trochę konkursów recytatorskich. Prawie do dziś go pamiętam. To utwór ponadczasowy, o rozdarciu emigranta. Czuje się on Polakiem, a jednocześnie siedzi na walizkach – gdzieś bliżej czy dalej od kraju– nie czując się dobrze w żadnym miejscu.

 

Aleksander Sołżenicyn, Archipelag Gułag
Jedna z tych słynnych książek zakazanych. Dzięki Archipelagowi Gułag odkrywało się to, o czym zupełnie nikt nie mówił, nie pisał czasów za PRLu. Mówiliśmy o strasznych Niemczech i o tym wszystkim, co nam zgotowała III Rzesza. Jednak o tym, co nas spotkało ze strony Związku Radzieckiego, nie wolno było mówić. Archipelag Gułag odsłaniał przed wszystkimi prawdę. Opowiadał, że oprócz strasznych Niemców byli też i tak samo straszni Sowieci, którzy mordowali ludzi oraz zsyłali do obozów.

 

Harold Pinter, Zdrada
Pintera zaliczam do grona moich ulubionych dramatopisarzy, bo zachwyciły mnie jego specyficzny styl, gra pauzą oraz ta subtelność opowieści o relacjach między ludźmi – czyli wszystko to, co do dziś cenię w teatrze. Jako odbiorca sztuki zawsze umieszczam na drugim miejscu inscenizację, triki, efekty. Bardziej interesuje mnie kameralność, to co dzieje się między bohaterami w dialogu, w pauzach. I właśnie to zawsze znajduję u Pintera. Polecam Zdradę wszystkim, którzy chcą przeczytać mistrzowski tekst o tym, co sami sobie robimy zatajając prawdę i posługując się małymi kłamstewkami.

 

Kazimierz Orłoś, Dzieje dwóch rodzin. Mackiewiczów z Litwy i Orłosiów z Ukrainy
Publikacja mojego taty, będąca z jednej strony książką historyczną, z drugiej piękną sagą rodzinną. Nasza rodzina ma bogatą, niesamowitą historię, dlatego na kartach publikacji wiele się dzieje. Jej lektura wielokrotnie mnie zaskoczyła. Bardzo lubię styl w jakim pisze mój tata. Mogę zdradzić, że autor pracuje nad kolejną częścią, rozpoczynającą się w tym punkcie na linii czasu, gdzie kończyły się Dzieje dwóch rodzin.

 

Józef Mackiewicz, Droga donikąd
Pozostańmy w kręgach rodzinnych. Muszę się przyznać, że ciągle odczuwam zaległości, jeśli chodzi o twórczość mojego stryjecznego dziadka. Bowiem Józef Mackiewicz, tak jak i Stanisław „Cat” Mackiewicz, jest rodzonym bratem mojej babci – czyli matki mojego ojca. Z przeczytanych jego książek najbardziej utkwiła w moje pamięci Droga donikąd. Bardzo ją cenię. To wielka powieść. Wiem, że kiedyś były próby jej ekranizacji, lecz wciąż nie została sfilmowana. Mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, bo Józef Mackiewicz na to zasługuje.

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci – Aby nie wyrosło nam pokolenie idiotów!!!

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci Anne Lene Johnsen to książka, która powinna znaleźć się w każdym domu. Mając stały kontakt z dziećmi (od kilku lat prowadzę zajęcia dla najmłodszych Projektowanie gier planszowych i karcianych, uczestniczę w spotkaniach dla najmłodszych– w tym dwa lata pracowałem w podstawówce– tworzę dedykowane im gry i scenariusze przedstawień oraz komiksów), już dawno uogólniając stwierdziłem, że rośnie nam pokolenie idiotów.

A wszystko to za sprawą rodziców i opiekunów zapisujących dzieci na zajęcia taneczne i piłkarskie – przez nich rośnie nam pokolenie, którego tylko niewielka część przedstawicieli będzie odnosić zwycięstwa na murawie i parkiecie ,a reszta będzie przekonana o tym, że potrafi tańczyć i grać w piłkę. Również owi opiekunowie wolą wręczyć dziecku komórkę lub tablet, kupić konsolę, niż spędzić z nim czas. Swoje działanie tłumaczą tym, że dbają o rozwój dziecka. Jednak wielu z nich nie zwraca uwagi na odnajdywane przez najmłodszych treści – sam rodzicielski zakaz gry w brutalne GTA nie uchroni dziecka przed ogłupiającymi gierkami, w których należy szybko machać palcem po ekranie… poza tym zakazy są po to by je łamać.

Efekt postępowania opiekunów? Mizerny. Dzieci mają kłopoty w nauce, posiadają mierny zasób słownictwa, mają trudności z liczeniem i stworzeniem poprawnej wypowiedzi. Co więcej, nawet te, uważane za zdolne, przypisują narkotykom kreatywność Ani z Zielonego Wzgórza (i są zdziwione, że tak nie jest), czy też publicznie, na lekcji w podstawówce, niszczą autorytet nauczyciela.

Oczywiście jest mnóstwo rodziców, dziadków, wujków i cioć, którzy wiedzą, że szkoła wszystkiego nie nauczy, a podstawy zawsze wynosi się z domu. Dlatego zwracają uwagę na rozwój najmłodszych, organizują im ciekawe zajęcia, dbają o pogłębianie wiedzy.  Do nich to właśnie kierowana jest książka Anne Lene Johnsen Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci. Publikacja wspomoże ich działania i przyniesie najmłodszemu czytelnikowi wiele radości.

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  – zalecane dla dzieci w wieku 5-11 lat

Książka ma dwóch odbiorców pierwszym są rodzice i opiekunowie, do których pisze Anne Lene Johnsen. Autorka Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  we wprowadzeniu wyjaśnia, iż rodzic opiekun dziecka jest jego pierwszym nauczycielem, opowiada o 10 sprytnych pomysłach dla rodziców, takich jak: dbanie odżywianie, trening fizyczny, kupowanie mądrych zabawek, czy też dbanie o dostęp do książek i informacji. W kolejnych rozdziałach Anne Lene Johnsen opowiada o tym, że myślenia można się nauczyć, wyjaśnia czym tak naprawdę jest inteligencja i do czego służy, dlaczego przyswajanie nowej wiedzy jest tak ważne, a puzzle są obowiązkowe w każdym domu, jak wielką rolę pełnią szyfry, radzi jak zachęcić dziecko do czytania, pomóc mu  w matematyce,  odkrywa tajniki kreatywności. Wyjaśnia również działanie treningu umysłu w zabawie i życiu codziennym, a w ostatnich trzech rozdziałach opowiada o pożytecznych ćwiczeniach poprawiających koncentrację i umiejętność uczenia się,  pożywieniu dla mózgu oraz jak rozwiązywać problemy w nauce które przesłaniają prawdziwe zdolności dziecka. Jest tego sporo. Jednak wszystkie zagadnienia zostały opisane w sposób łatwy i zrozumiały.

Drugim odbiorcą Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci są najmłodsi czytelnicy, do których skierowane są ćwiczenia. Znajdą ich na kartach publikacji mnóstwo, tak więc przy książce zostaną bardzo długo. Każde z zadań, oprócz budowy za pomocą angażującego tekstu, opatrzone jest ciekawymi, kolorowymi ilustracjami, które przyciągną oko dziecka oraz dorosłego.

Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  – dbasz o dziecko, kup koniecznie książkę

Jeżeli jesteś rodzicem lub opiekunem i dbasz o rozwój dziecka, musisz koniecznie zapoznać się z treścią tej książki oraz zachęcić dziecko do rozwiązania zamieszczonych w niej zagadek i ćwiczeń. Na okładce Rusz głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci  znajduje się informacja o tym, że publikacja jest skierowana do dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Moim zdaniem śmiało sięgać po nią mogą też i młodsze w wieku już od 4 roku życia. Gorąco polecam.

Ocena: 10/10

Anne Lene Johnsen, Rusz Głową! Gimnastyka mózgu dla dzieci, Wydawnictwo PWN, 2018

Książkę otrzymałem od Wydawnictwa PWN. Dziękuję!

7 ulubionych książek – Marek Niedźwiecki

źródło: www.marekniedzwiecki.pl

Wrześniowym bohaterem wpisu z cyklu 7 ulubionych książek jest postać, którą znam od dzieciństwa. Nie osobiście, lecz z Programu III Polskiego Radia. Właściwie, sięgając do wspomnień, to wychowałem się na jego głosie. Dzięki jego audycjom poznałem zespoły, których muzyki słucham do dziś – tu muszę przyznać się, że fajne to były czasy, gdy poszerzałem kolekcję piosenek nagrywając je z radia na kasety. Dlatego postanowiłem zapytać go o 7 ulubionych tytułów.

Marek Niedźwiecki, bo o nim mowa, udzielił mi odpowiedzi. Gdy spojrzałem na przesłaną przez dziennikarza listę, byłem pozytywnie zaskoczony obecnością  kilku tytułów. Jakie publikacje znalazły się na liście 7 ulubionych książek Marka Niedźwieckiego? Oto one:

 

Alfred Szklarski, Tomek w krainie kangurów

Książka mojego dzieciństwa! Być może to była moja pierwsza inspiracja do podróży na Antypody? Bohater serii książek, Tomek Wilmowski był nastolatkiem i podróżował.  Też tak chciałem. Pierwszy raz przeczytałem książkę około 1964 roku i zacząłem marzyć o podróżach i pochłaniać kolejne tomy przygód Tomka. Znałem na pamięć całą serię, bo lubię wracać do przeczytanych książek.

 

Henryk Sienkiewicz, Trylogia

Te księgi przeczytałem najwięcej razy. Zdradę, że najbardziej darzę sympatią Ogniem i mieczem. Przepiękna opowieść. Trylogię odkryłem w latach 70. Urzekła mnie historiami, w które do dziś lubię „zapadać się”– zawsze mnie wzruszają. Przez te prawie 50 lat pasjonującej lektury nastąpiła mała zmiana. Gdy natrafiam na opis bitwy, omijam ten fragment.

 

Joanna Chmielewska, Lesio. Powieść, nie da się ukryć, humorystyczna

Sięgnąłem po nią, bo całe moje pokolenie pochłaniało książki Chmielewskiej. Mnie zauroczyło w utworach pisarki poczucie humory, lekkość języka i bawienie się nim… I taki właśnie jest Lesio –opowieść o trochę roztargnionym, żeby nie napisać „pierdółkowatym”, architekcie, któremu mogło się przytrafić prawie wszystko. Polecam każdemu, kto jeszcze nie poznał magii książek Joanny Chmielewskiej.

 

Halina Poświatowska, Opowieść dla Przyjaciela

W tym miejscu mógłbym wymienić tytuł jednego z tomików poetyckich mojej ulubionej poetki. Wybrałem Opowieść dla Przyjaciela ze względu na sentyment. Doskonale pamiętam chwile, gdy odbijaliśmy powieść na ksero i oprawialiśmy u introligatora. Takie były czasy.  Drugie wspomnienie z Opowieścią dla Przyjaciela wiąże się z moim liceum, konkretnie z kołem recytatorskim, do którego należałem. Udało nam się wystawić tę pozycję na akademii szkolnej… i to chyba właśnie wtedy zakochałem się po uszy w wierszach Pani Haliny.

 

Finn Alnaes, Kolos

Książka z grupy tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Jednak przeczytałem ją za wcześnie. Byłem nastolatkiem i cały świat zwalił mi się na głowę. Studium samotności i wyobcowania. Co ja mogłem wtedy o tym wiedzieć? Taki trochę owoc zakazany, a to zawsze wciąga.

 

Dan Brown, Kod Leonarda da Vinci

Zabrałem tę książkę na wakacje. Po dwóch dniach zorientowałem się, że przeczytam ją za szybko. Wyznaczyłem sobie przeczytanie 50 stron dziennie,by wystarczyło do końca wypoczynku. Przyznam się, że było ciężko, bo Kod Leonarda da Vinci nie pozwala oderwać się od siebie. Miałem ulubioną ławkę, na której siadałem i czytałem. Prawie jak zawsze, książka lepsza od filmu, bo…

 

Robert Ludlum, Tożsamość Bourne’a

… czasem film dorównuje historii opowiedzianej na kartach powieści. Tak właśnie jest w przypadku Tożsamości Bourne’a. Uważam, że Matt Damon jest genialny jako Jason. Ale i tak wolę poczytać… z tym, że kiedy czytam o Bournie, to jednak widzę Damona.

Lincoln w Bardo – o związkach żywych z umarłymi, albo odwrotnie

Lincoln w bardoLincoln w Bardo jest hitem. Z jednej strony otoczka marketingowa plus prestiżowa nagroda Man Booker Prize robią swoje. z drugiej, prawdziwy hit drzemie tuż pod okładką. Lincoln w Bardo jest historią opowiedzianą w taki sposób, że po przeczytaniu nadal przeszywa pozytywnymi dreszczami po skórze.

Nie jest to książka dla wszystkich. Na pewno nie polecam jej osobom, które są w żałobie, przeżywają odejście kogoś bliskiego im sercu. Lincoln w Bardo niesie zbyt mocny ładunek emocjonalny. Dlatego wspomniane osoby, otwierając książkę Saundersa, robią to na własną odpowiedzialność.

I nie jest to książka łatwa w odbiorze. Mimo, że szybko się ją czyta. Już samo pojęcie bardo – nie wyjaśnione w książce, a jestem przekonany, że większość czytelników nie wie co ono opisuje – zmusza czytelnika do myślenia.

Lincoln w Bardo – opowieść o duchach i prezydencie

No właśnie, odpowiedzmy na pytanie czym jest bardo?  Nie, to nie miasto, wieś i nie gmina w Polsce. Nie jest to też szczyt oraz maszyna tkacka. Aby wyjaśnić znaczenie należy sięgnąć do buddyzmu. jego wyznawcy uważają, że bardo to przejściowy stan egzystencji pomiędzy: życiem, medytacją, snem i śmiercią. Zazwyczaj używa się go odnosząc do stanu, w którym tkwimy po śmierci, a kolejnymi narodzinami – jeżeli rozpoznamy naturę zjawisk w stanie bardo, doprowadzi nas to do osiągnięcia całkowitego wyzwolenia.

Lincoln w Bardo to historia o tym, co stało się po śmierci syna Abrahama Lincolna. Willie odchodzi, gdy u Lincolnów odbywa się przyjęcie, zostaje pochowany, a jego duch opuszcza grobowiec i widzi inne zjawy, aż w końcu na cmentarzu pojawia się ojciec – tak w skrócie można opisać początek powieści George`a Saundersa.

Chłopiec oraz inne duchy znajdują się właśnie w stanie bardo. Syn prezydenta nie wie o tym, że nie żyje. Jemu podobni mają tę świadomość, choć nie wiedzą, że „jest coś dalej”. Jest jednak postać znająca ową tajemnicę, lecz tkwi wciąż na ziemi. Oczywiście każdy z duchów doświadczy oświecenia. Jednak żeby doszło do odkryć musi się „coś” wydarzyć.

Bardo dotyczy też Abrahama Lincolna. Tyle tylko, że jest tu metaforą. Prezydent jest z jednej strony żywy, lecz wewnątrz martwy. Pozbawiony życiowych sił po stracie syna, jak też sytuacją w Ameryce, wciąż trwa wojna, o której przebiegu on decyduje, tkwi w pewnego rodzaju marazmie, oczywiście też nieświadomy jak otaczające go duchy.

Lincoln w Bardo –  niezwykła moc polifonii

Z jednej strony dopuszczenie wielu głosów do opowiedzenia historii oceniam za geniusz, z drugiej za przekleństwo. O tym, co dzieje się dowiadujemy z przeplatających się ze sobą cytatów książek oraz głosów wielu duchów. Opowiadają też one o swojej przeszłości i komentują sytuację w Ameryce. Mnogość wypowiedzi czyni z Lincolna w Bardo głos bólu i rozpaczy. Czytając książkę czułem się jakbym słuchał Weeping song Nicka Cava i Blixy Bargelda i autentycznie cierpiałem.

Takiej polifonii jak na razie nie spotkałem w żadnej innej książce. Pod tym względem powieść Saundersa jest udanym eksperymentem.

Moja ocena: bardzo mocne 10/10

George Saunders, Lincoln w Bardo, Wydawnictwo Znak, 2018

Dziękuję Wydawnictwu Znak za podniesienie książki

 

Powoli

Pisanie o książce Powoli jest trudnym zadaniem. Z poradnikami jest tak, że łatwo je ocenić – pisząc wprost, że jeden tytuł jest świetną książką o copywritingu, drugi zachwyci osoby szukające motywacji, a zaglądanie do trzeciego, uczącego jak zarządzać czasem, to strata owego czasu. Książka Brooke McAlary nie pozwala tak z sobą postąpić.

Powoli – jak żyć we własnym rytmie

Powoli książkaPowoli wymyka się wszelkim poradnikowym klasyfikacjom. Z jednej strony to opowieść o tym jak zmieniło się, życie Brooke i jej rodziny, po tym jak postanowili zwolnić i wyrwać się z „zaganianego życia” (takie małe case study). Z drugiej to wskazówki na odkrycie własnego rytmu życia.

Bowiem, jak podkreśla autorka, każdy ma swoje zainteresowania, pragnienia oraz rzeczy, działania, które go ograniczają. Obowiązki są potrzebne, ale z części można zrezygnować. Na przykład Brooke odpuściła sobie część prasowania i działań związanych z czystością w domu, co nie znaczy, że jej rodzina wygląda na zaniedbaną i żyją w brudzie.

Co więcej, dużą rolę odgrywa porządek, skoro o nim mowa. McAlary doradza od samego początku jego zrobienie we własnym otoczeniu oraz prywatnym życiu. Podobno gdy rozpocznie się owo działanie, zapewnia autorka, dzieli nas krok od życia we własnym rytmie. Nie jest to łatwa rzecz, jak wielu osobom się wydaje. Pozbywanie rzeczy wywołuje emocje, uruchamia w nas przekonanie „że ta rzecz jest nam jeszcze potrzebna”. Autorka nakazuje więc robienie porządków konsekwentnie, ale i z  głową. W jaki sposób, o tym w pierwszych rozdziałach Powoli.

To, co potrzebne do życia we własnym rytmie, to proste rzeczy. McAlary nie odkrywa niczego nowego. Pisze zarówno o dbaniu o siebie i bliskich, zachwycaniu się otoczeniem, byciu miłym dla innych ludzi, oddawaniu się pasji itp. Jednak wiele osób zatraciło umiejętność życia w społeczeństwie, zachwycania się przyrodą, zrezygnowało z hobby na rzecz kretyńskich programów w telewizji. Jednak to wszystko można zmienić.

Wystarczy zrobić wspominane porządki, oglądać to, co się lubi, uruchomić w sobie ważność (mindfulness) i wykonać jeszcze kilka zaleceń opisanych w Powoli, aby wyczuć własny rytm życia i zacząć nim żyć.

Sporo jest w książce McAlary o porażkach, klęskach, o „nieudawaniu się”. Nikt nie jest doskonały, wyjaśnia autorka, więc czasami plany giną w gruzach, pojawia się brak motywacji, kreatywność spada poniżej zera. Należy być tego świadomym i reagować w odpowiedni sposób, opisany na kartach poradnika.

Powoli – ocena

Czyta się świetnie.Napisana prostym językiem, opatrzona ciekawymi przykładami książka Powoli jest niemal idealną książką. Dałbym jej wyższą ocenę, gdyby nie dwa elementy. Pierwszym są elementy graficzne, na których widnieje tekst, z którego przeczytaniem miałem kłopoty. Font stylizowany na odręczne pismo, jest bardzo trudny do rozczytania. Drugim minusem są zwroty do płci pięknej. Wolę gdy autor zwraca się do czytelników, niż zaznacza w tekście jakiej płci jest odbiorca.

Ocena: 8/10

Brooke McAlary, Powoli. Jak żyć we własnym rytmie, Wydawnictwo Literackie, 2018 

Książkę otrzymałem miesiąc przed premierą od Wydawnictwa Literackiego. Dziękuję bardzo.

Rozstanie

rozstanieKatie Kimura napisała wyjątkową powieść – nie zaprzeczę. Do sięgnięcia po Rozstanie zachęciły mnie interesujące rekomendacje – polecał ją sam Karl Ove Knausgard. Przeczytałem ją w 2 wieczory i przyznaję, że trudno się od niej oderwać. Ba, dodatkowo daję jej wysoką notę. Jednak przyznam się, że nie do końca mi się spodobała.

Rozstanie – książka o zrujnowanym związku

Rozstanie jest analizą wygasającej miłości. Bo, jedno jest pewne, bohaterka oraz Christopher niegdyś darzyli się uczuciem, tak mocnym, że podjęli decyzję o ślubie. Potem wszystko się posypało. Ich związek doszedł do takiego punktu, że oboje zdecydowali się na separację. On zniknął z jej życia, ona zamieszkała z jego kolegą. Na razie żadne nie wystąpiło o rozwód, ale sytuacja zmierzala ku temu.

Aż pewnego dnia bohaterka odebrała telefon od matki Christophera. Isabella poinformowała ją, że syn wyjechał do Grecji i nie ma z nim żadnego kontaktu. Stąd zwraca się z uprzejmą prośbą do synowej, by spakowała swe rzeczy i ruszyła do Gerolimenas. Bohaterka niechętnie spełnia prośbę teściowej.

Gdy ląduje w hotelu, w którym zatrzymał się mąż, okazuje się, że od kilku dni nikt nie widział Christophera. W międzyczasie Kobieta poznaje obsługę hotelu oraz pewnego taksówkarza. Próbuje wydobyć od nich informacje, lecz nie bardzo jej to wychodzi. I tu wchodzi do gry „kobiecy instynkt”.

Rozstanie – kobiecy punkt widzenia na rozpadający się związek

Kobiece spojrzenie na związek jest najważniejszym elementem książki. To oczywiste, autorka i narratorka Rozstania są przedstawicielkami płci pięknej. Jednak stworzenie całej powieści, w oparciu o domysły, trochę mnie zmęczyło.

Precyzując, już od pierwszego rozdziału, kobieta widzi coś i zaczyna interpretować. Oczywiście, każdy interpretuje rzeczywistość po swojemu, odwołując się do własnych doświadczeń. Ale nie każdy snuje łańcuch domyśleń i założeń, a tych w Rozstaniu są miliony. Spójrzmy na przykład:

Przyszło mi do głowy, że jego pierwsza myśl będzie bardzo prosta — uzna, że chcę, aby do mnie wrócił.

Z jakiego innego powodu kobieta pojechałaby za swoim mężem, z którym się poróżniła, do innego kraju, jeśli nie po to, by zakończyć separację? Był to ekstrawagancki gest, a ekstrawaganckie gesty między kobietą i mężczyzną pojmuje się na ogół jako romantyczne, nawet w kontekście nieudanego małżeństwa. Stanę przed nim, a on… Czy ogarnie go niepokój, czy zadrży mu serce, czy pomyśli o tym, czego chcę? Czy poczuje się osaczony, przestraszy się, że doszło do jakiegoś nieszczęścia, że coś się stało z jego matką, że powinien był do niej oddzwonić?

A może wypełni go nadzieja, pomyśli, że ostatecznie pojednanie było nieuniknione (może to ta nadzieja leżała u źródeł obietnicy, którą ze mnie wyciągnął, i może nawet dzieliłam z nim tę nadzieję, bo w końcu się przecież zgodziłam), i poczuje się rozczarowany, jeszcze bardziej urażony, niż byłby w innym przypadku, moją prośbą o rozwód, którą mimo wszystko zamierzałam mu przedłożyć? Wstydziłam się za siebie i za niego, a głównie za tę całą sytuację. Zakładałam — nie miałam żadnego wcześniejszego doświadczenia, na którym mogłabym się oprzeć — że owszem, prośba o zakończenie małżeństwa wywołuje zapewne konsternację, chociaż trudno było mi uwierzyć, że zawsze to przebiega tak niezręcznie, a miejsce akcji i okoliczności zawsze są tak dwuznaczne.

Na szczęście Katie Kimura postanowiła napisać krótszą historię – polskie wydanie liczy 288 stron. Ta objętość jest idealna, choć, jak wspomniałem, trochę męczy. Gdybym miał przeczytać jakieś dodatkowe 100-200, pełne domysłów i założeń, trafiłby mnie szlag.

Rozstanie – jak naprawić związek w ruinie?

Rozstanie jest rewelacyjną analizą dogorywającego związku. Autorka pokazuje jak wygląda relacja pomiędzy „nią” a „nim”. Stawia sprawę jasno, sama zdrada partnera nie jest starterem rozpadu. Przed nią znajduje się więcej czynników. Przede wszystkim są to: brak komunikacji i rzetelnego poznania partnera.

Tytułowe rozstanie ukazane jest w bardzo ciekawy sposób, poprzez opis miejsc akcji powieści. Przypomina to zbliżanie się do „jądra ciemności”. Bohaterka pojawiając się w Grecji widzi wałęsające się bezpańskie psy, krajobraz zniszczony przez pożary – co pięknie odwzorowuje sytuację jej wnętrza i zniszczonego związku. Dopełnieniem są wydarzenia dziejące się wokół kobiety, słowa i czyny spotkanych osób.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na powyżej zadane pytanie. Kimura wskazuje czytelnikowi rozwiązanie na naprawę związku w ruinie. Przykładem są rodzice Christophera – Isabella i Mark. Jest to małżeństwo z bardzo długim stażem, które również zbliżyło się do owego „jądra ciemności”, ale przetrwało. W jaki sposób? Odpowiedź znajduje się na kartach powieści Rozstanie.

Rozstanie – ocena

Książka zostaje w pamięci i daje do myślenia. Na pewno spodoba się odbiorcom, którzy przeżyli w związku kilka lat,nawet tym szczęśliwym. Podczas lektury będą mogli odwołać się do swoich doświadczeń, co spotęguje odbiór powieści Kitamury.

Mimo wady, w postaci wspomnianego łańcucha domyśleń i założeń, uważam Rozstanie za jedną z najciekawszych książek, jakie mogłem przeczytać w 2018 roku. Na pewno jest jedną z najciekawszych książek opisujących rozbity związek. Dlatego wystawiam je ocenę:

Ocena: 8,5/10

Katie Kitamura, Rozstanie, Wydawnictwo Literackie, 2018

Książkę Rozstanie  podesłało Wydawnictwo Literackie. Dziękuję!