Białostocki Teatr Lalek

Texas Jim –kilka słów o sztuce

O tym, że western można wystawić na teatralnej scenie, a do tego zrobić z niego takie widowisko, że publiczność niemal cały czas się śmieję, przekonałem się oglądając Texas Jima w Białostockim Teatrze Lalek. Dawno nie widziałem tak doskonale wyreżyserowanej sztuki.

O wyjątkowości spektaklu może świadczyć już ilość osób chętnych do jego obejrzenia. Cała sala zapełniona była po brzegi. Z niecierpliwością na odsłonięcie kurtyny czekali zarówno młodzi, ich rodzice, jak też i osoby starsze. Co w tym dziwnego? Texas Jim jest wystawiany w białostockich Lalkach od dwóch lat, a wciąż przyciąga tłumy.

Po odsłonięciu kurtyny od razu zostałem przeniesiony w realia kowbojskiego świata, w którym tytułowy bohater (Ryszard Doliński), zwany smutnym kowbojem, zostaje wysłany z misją do Bangtown, z którego mieszkańcami-poszukiwaczami złota nie ma kontaktu. Ową mieściną władają bracia Brozer: Kain, Cham i Kanaan (Michał Jarmoszuk, Mateusz Smaczny, Błażej Piotrowski). Kiedyś byli bandytami, których schwytał Texas Jim, ale teraz, jak zapewniają wszystkich, przeszli resocjalizację i brzydzą się gangsterką. Jim po drodze spotyka, artystkę bardzo dramatyczną Desolacion Rodriguez (Sylwia Janowicz-Dobrowolska), z którą dociera do miasta i w tym momencie zostałem wciągnięty wir niesamowicie wesołej przygody, którą na chwilę przerwała teatralna przerwa.

Jak potoczyły się dalsze losy Texas Jima? Tego dowie się każdy, kto obejrzy spektakl. Naprawdę warto!

Jest on na pewno czymś więcej niż godnym podziwu odegraniem ról. Reżyser Paweł Aigner sięgnął po dość stary tekst, Pierre Gripari napisał Texas Jim ou le coboye triste w 1977 roku, dostosowując go do odbioru przez współczesnego widza. Widoczne jest to w oprawie – pojawiają się wstawki wideo, jednym z miejsc, w którym przez chwilę rozgrywa się akcja, jest reżyserka dźwiękowca, jak też w warstwie tematycznej – w inicjującej akcję dramatu rozmowie przywołana jest postać Borysa Szyca, w jednym z dialogów zostają mocno wyartykułowane słowa przywołujące na myśl nazwę partii Prawo i Sprawiedliwość.

Texsas Jim to nie tylko western, to przede wszystkim komentarz do otaczającej nas rzeczywistości . Bohaterowie pod teatralnym płaszczem walki dobra ze złem, krytykują przedstawicieli prawa, duchowieństwa, polityków, złoczyńców, rasizm, mit amerykańskiego bohatera, popkulturę, a nawet samych siebie – Texsas Jim stwierdza, że „prawdziwi mężczyźni nie chodzą do teatru”. Obrywa się każdemu, nawet mieszkańcom Krakowa.

Reżyserując teatralny-western Aigner zwrócił również uwagę na dobór obsady. Texas Jim jest udanym połączeniem doświadczonego aktorstwa z nowym, spojrzeniem na sztukę. Obok znanych aktorów, takich jak: Ryszard Doliński, Piotr Damulewicz, Adam Zieleniecki, czy też Barbara Muszyńska-Piecka pojawiają się młode osoby, które niedawno opuściły mury akademii teatralnej. Ma to również bezpośredni związek z tekstem dramatu.

Wielkim atutem spektaklu jest warstwa językowa. Mnóstwo w niej gier słownych (np. zabawa znaczeniami wyrazów, wprowadzenie zamierzonych przejęzyczeń, słowo cowboy tłumaczone jest jako syn krowy, czyli cielak) oraz śmiesznych powiedzonek (typu: częstowany skrętem z marihuany Texas Jim odpowiada: „Przyjechali kowboje, każdy pali swoje”). Obecne są też wulgaryzmy, tekst jest nimi lekko nasycony, pełniące bardzo ważną rolę ekspresywnego podkreślenia dramatu sytuacji.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na cztery wyjątkowe role. Pierwszą jest postać głównego bohatera. Stylizowany na wszystkich znanych z ekranu macho, jest tylko ich wielką parodią. Jest stary, gruby, często wypowiadający oklepane kwestie, z przerysowaną manierą ruchów. Pozostałe trzy należą do młodego pokolenia aktorów. To w jaki sposób Michał Jarmoszuk, Mateusz Smaczny i Błażej Piotrowski zamienili się w przestępców (noszących imiona przeklętych bohaterów z biblijnego początku ludzkości) naprawdę zasługuje na podziw. Ich pomalowane na biało twarze z uwidocznieniem czerwieni ust od razu przywołały w mej pamięci Jokera z Batmana. Natomiast ubiór oraz styl poruszania się (często chodzą rzędem za sobą, wyważając każdy swój krok) skojarzyły się z bandą Alexa DeLargea z ekranizacji Mechanicznej pomarańczy. Doskonała robota!

Pełen zachwytu nad spektaklem wiem, że na pewno wybiorę się na Texas Jima ponownie. Wystawiam najwyższą notę.

Ocena: 10/10

Pierre Gripari Texas Jim, reżyseria Paweł Aigner, Białostocki Teatr Lalek

Strona spektaklu

After Play – kilka słów o sztuce

Podczas pierwszego spotkania dwójki nieznajomych w moskiewskiej restauracji, padło wiele słów. On mówił o samodzielności swoich dzieci, ubolewał nad śmiercią żony, snuł opowieść o życiu zawodowego muzyka Operowego. Ona zdradzała mu tajemnice urokliwego zarządzania gospodarstwem wuja, szczyciła się przyjaźnią z niemal idealnym mężczyzną. Na drugi dzień, gdy spotkali się w tym samym miejscu, czar prysł.

Każde ich słowo okazuje się „małą fikcją”. Zaczynają się przepraszać, dopowiadać szczegóły do historii z zeszłego dnia, a przy tym wpadają w coraz większe „pułapki słowne”. Prawda okazuje się zupełnie inna, a oni sami obdzierając się z masek wspaniałości, pozostawiają to co szare, zwyczajne i pospolite.

Tak w skrócie wygląda fabuła After Play Briana Friela. Sztukę w reżyserii Bogdana Michalika można obejrzeć w Białostockim Teatrze Lalek. W role spotykających się przypadkiem bohaterów wcielili się Sylwia Janowicz-Dobrowolska oraz Ryszard Doliński.

O tej inscenizacji można wiele pisać. Twórcy zadbali o każdy szczegół, od nadania scenie kawiarnianego wyglądu, przez stroje i rekwizyty, przyciągającą uwagę zabawę drugim planem (przesuwają się po nim miniaturowe przedmioty, typu kolejka, konik na biegunach), po subtelną zabawę światłem. W tle słychać dźwięki Little Thing Jesus Tomasz Stańko Quartet.

Wchodząc na salę od razu czuć kawiarnianą kameralność. Gdy rozpoczyna się spektakl światło pada na stolik, przy którym już siedzi Sylwia Janowicz-Dobrowolska, później na leżące nieopodal krzesła, wtedy na scenie pojawia się Ryszard Doliński obładowany bagażem i talerzami z jedzeniem. Zaczyna się spokojna rozmowa, która szybko przybiera formę, o jakiej pisałem na początku.

After Play można oglądać jako spotkanie dwóch nieznajomych. Jednak warto pokusić o zwrócenie uwagi, kim są naprawdę. On jest bratem Trzech sióstr, ona siostrzenicą Wujaszka Wani, czyli pochodzą z dramatów Czechowa. After Play pozwala widzom śledzić dalsze ich losy.

Firelowi udało się zachować to co Czechowowi bliskie, sentymentalizm i okrutny świat, w którym próbuje odnaleźć się przytłoczona mnóstwem problemów jednostka. Doskonale zostało uwidocznione, charakterystyczne dla twórczości pisarza, dochodzenie do prawdy za pomocą wypowiedzi, w których mieszają się ironia, smutek i rozczarowanie.

Spektakl w reżyserii Bogdana Michalika jest dowodem na to, że w dobie cyfryzacji teatr może obyć się bez wideo czy też animacji atakujących widza. Wystarczy tylko dwóch świetnych aktorów i ciekawy tekst. Tyle wystarczy, by wywołać u widza wspomnienie sztuki, nawet kilka dni po jej obejrzeniu.

Ocena 10/10

Briana Friel After Play, reżyseria Bogdan Michalik, Białostocki Teatr Lalek

Strona spektaklu