Cuphead – platformówka wyjęta z lat 90

Co to za postać: mała, uśmiechnięta, nosi czerwone spodnie, białe rękawiczki, ma czarny tułów i nogi, które zakończone są wielkimi stopami? Nie to nie Myszka Miki. To Cuphead, postać z gry, która  od 29 września 2017 r. nieźle namieszała na rynku. Mówią o nim tradycyjne media oraz internauci, a nowi nabywcy wciąż zasilają konto producenckiego Studia MDHR.

Krótko mówiąc, gdzie się Filiżankogłowy pojawi, tam otrzymuje pochlebne recenzje. Pragnąc dowiedzieć się dlaczego, zagrałem i… zakochałem się w Cupheadzie oraz jego bracie Mugheadzie.

Cuphead – dobra gra w starym stylu

Linia opowieści gry zaczyna się w kasynie, gdzie bracia przegrywają swoje dusze. Udaje się im jednak pozyskać uwagę diabła i przekonać go do możliwości odwołania zakładu. Muszą tylko odpracować równowartość swoich dusz. W tym miejscu stery przejmuje gracz.

Cała gra to seria pojedynków z potężnymi bossami plus kilka elementów platformowych. Wspominana powyżej fabuła jest tylko, po to by całość, przysłowiowo, trzymała się jakoś kupy. A największą zaletą gry Cuphead jest jej trudność.

Gdy tylko Cuphead pojawił się na rynku, recenzenci porównali grę do tych z lat 90-tych, uzasadniając, bo rzuca graczowi tak wielkie wyzwania. Nawet na poziomie łatwym pokonanie antagonistów wymaga refleksu, strategii i odpowiedniego przygotowania. Wrogów „uczy się” – walcząc poznaje się ich zachowanie, szuka się luk, które można wykorzystać. Nie należy jednak osiadać na laurach. Warto grać na wyższym poziomie trudności, gdyż nie tylko jest to odznaczone w podsumowaniu rozgrywki, ale też nagradzane dodatkowymi przeistoczeniami wrogów, a te są szalone jak sama rozgrywka.

Pomysłowość twórców była gigantyczna. Już na samym początku dostajemy żabę wskakującą w drugą, co czyni z tego połączenia automat do jackpota, kwiat, który zamienia się w karabin maszynowy, napędzany własnoręcznie, wystrzeliwujący pociski-nasiona, czy też szalonego dżina. Zwycięstwo nad nimi wymaga sporo czasu, ale cieszy. Co więcej, każda porażka nie frustruje. Bowiem, gracz przegrywa tylko z własnej winy, a to uczy pokory.

Cuphead – jazz i stara kreskówka

Cuphead jest stylizowany na kreskówkę z lat 30. Starość widzimy na każdym kroku – po przegranej pojawia się tablica, na której widnieje rok 1930, na ekranie pojawiają się zniszczenia kliszy, lekko zniekształcony dźwięk odgłosów walki. Całość nawiązuje do ówczesnych produkcji Disneya, wyglądem (ręcznie malowane tła, efekt starej taśmy), stylistyką (opisany powyżej klimat) oraz muzyką.

Fajnym wrażeniem jest uczucie towarzyszące kończeniu rozgrywki. Za każdym razem mam wrażenie, że oglądałem animację. Niesamowite!

Niesamowitą jest tez ścieżka dźwiękowa.. Skomponowana na  wysokim poziomie, atrakcyjna tak, że nawet po wyłączeniu gry uruchamiam ją na YouTube, by „coś mi grało podczas pisania”. Stary dobry jazz, taki jak grał Benny Goodman ze swoją orkiestrą – dużo dętych instrumentów, mocne uderzenia perkusji. Zresztą, polecam sprawdzić osobiście:

A tu materiał z produkcji ściezki dźwiękowej do gry Cuphead

Cuphead – ocena

To jest gra zarówno dla dzieci, jak ich rodziców (którzy grali w gry wideo latach 90). Warunkiem, by spodobała się graczowi, jest jego nastawienie do znoszenia porażek. Cuphead  nie jest pozycją dla osób nerwowych, będą się tylko męczyły się podczas rozgrywki.

I jeszcze jedno, obowiązkowo do gry należy zakupić pada. Granie na klawiaturze niszczy co najmniej połowę przyjemność rozgrywki.

Ocena:  8,5/10

Cuphead, Studio MDHR, 2017

 

4 thoughts on “Cuphead – platformówka wyjęta z lat 90

  1. „Nie dla osób nerwowych” czyli bie dla mnie raz w emocjach rzuciłam padem o ścianę, mąż nie był szczęśliwy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *