Film

The Rolling Stones – Olé Olé Olé

ole-rolling-stonesThe Rolling Stones – Olé Olé Olé Paula Dugdalea to opowieść o koncertowej trasie Micka Jaggera z kolegami po Ameryce Południowej. Film podzielony jest na części – przystanki grupy w kolejnych miastach, które przeplatają się z przygotowaniami do najważniejszego występu. Tą perełką na „muzycznym torcie” jest darmowy koncert w Hawanie – bardzo ważny dla Stonesów, bo jeszcze niedawno na Kubie panował zakaz słuchania ich utworów.

Dlaczego warto zobaczyć The Rolling Stones – Olé Olé Olé

Każdy z przystanków zespołu The Rolling Stones to chwile, gdy muzycy widują się ze swoimi fanami, poznają lokalną kulturę, a także mają czas opowiedzieć o sobie samych, 55-letniej więzi przyjaźni oraz odnieść się do własnej twórczości. I chyba to właśnie jest najpiękniejsze w The Rolling Stones – Olé Olé Olé.

Ujmującym fragmentem filmu jest ten, gdy poruszony jest temat sławy, tego wielkiego fenomenu jakim cieszy się zespół. Jagger (jeżeli dobrze zapamiętałem) kwituje to słowami, że nie czuje owej wielkości, a występy to zwykła praca.

Jednak dla mieszkańców Ameryki Południowej, szczególnie w krajach objętych strasznym reżimem, muzyka Stonesów to symbol.  Ich twórczość to przede wszystkim ikona wolności, która została niedawno odzyskana. Tym samym muzycy są kimś więcej niż artystami.

The Rolling Stones – Olé Olé Olé – minusy

Idąc na film o trasie The Rolling Stones oczekiwałem na „mniejsze i większe” smaczki, nie tylko muzyczne. Co więcej,  nastawiałem się na treść z lekką otoczką z pogranicza skandalu i życia rock`n`rollowców.

Nadaremnie.

Jedyną kontrowersją jaką dostrzegłem, było przeciwstawienie się prośbie Papieża, który apelował o zmienienie daty występu (koncert w Hawanie odbył się w Wielki Piątek). Zabrakło mi ujęć z „wesołego życia” Keitha Richardsa, kontrowersyjnego zachowania fanów (przez cały film wszyscy grzecznie się bawią, a moment, gdy jedna z uczestniczek koncertu ściąga bluzkę jest w umiejętny sposób wyciszony) oraz pewnego wydarzenia, o którym było bardzo głośno w świecie muzyki. 11 lutego muzycy z The Rolling Stones otrzymali ochronę policji w Buenos Aires. Był to efekt strzelaniny, z lokalnym gangiem w której zginął jeden z ochroniarzy ekipy Jaggera.

Podsumowując, The Rolling Stones – Olé Olé Olé jest zbyt grzecznym filmem. Stąd oceniam go wysoko, bo miło spędziłem czas w kinie, ale za niedosyt odejmuję punkt.

Moja ocena: 7,5/10

The Rolling Stones – Olé Olé Olé, reż. Paul Dugdal, 2016

Suicide Squad – Legion samobójców

 

SuicideSuicide Squad właśnie wszedł na ekrany kin i od razu podzielił widzów. Z projekcji wychodzą oni zadowoleni albo narzekają na całego – ale decydują się na obejrzenie filmu(!); obsługa kina potwierdziła mi, że wieczorami mają pełne sale i jedynie wersja 3d nie cieszy się popularnością.

W pełni zgadzam się z krytycznymi głosami odnoszącymi się do tłumaczenia tytułu, kilku niedociągnięć w treści, czy też braku brutalności i morza krwi. Jednak z wczorajszego seansu wyszedłem usatysfakcjonowany. Świetnie bawiłem się na Suicide Squad i z chęcią powrócę do filmu o czarnych charakterach DC. Dlaczego? Poniżej znajdują się trzy powody.

Suicide Squad –  lekka opowieść

To jest kino rozrywkowe. Dlatego chaos towarzyszy produkcji od początku do końca. Dużo akcji, kolorów, wybuchów, sporo kiczu, trochę śmiesznych scen i jedna wielka, prościusieńka linia fabularna. Jednak jako całość urzeka, odrywa od rzeczywistości i pozwala wypocząć.

Co ważne, Suicide Squad jest dowodem, że czasami filmy pozbawione warstwy intelektualnej są naprawdę warte obejrzenia.

Suicide Squad – bohaterowie

W zasadzie z opowieści o najgorszych z najgorszych wybijają się dwie postaci – Deadshot grany przez Willa Smitha i Harley Quinn, w którą wciela się Margot Robbie. Wydaje się, że reszta bandziorów gra drugoplanowe role. Owo wyróżnienie płynie z tego, Deadshot i Harley są bardzo rozbudowanymi postaciami, a o reszcie mało się dowiadujemy – a szkoda, bo Killer Croc jest bardzo ciekawą postacią z niezłą przeszłością (i w komiksie mówi o wiele więcej niż w filmie).

Zostaje jeszcze postać Jokera, której śmiało mógłbym poświęcić oddzielny punkt. Jest go bardzo niewiele w Suicide Squad. Też czuję niedosyt – po tym co widziałem w zapowiedziach filmu. Jednak widzę w tym dawkowaniu świetny trik marketingowy, który napędza widzów. Wcielający się w postać Jaret Leto spełnił swoją rolę. Pokazanie go w trailerach wzbudziło uwagę i zainteresowanie, po seansie odbiorcy czują niedosyt, ale też i pożądanie, czym dają otwartą rękę twórcom do działania i umieszczania postaci Jokera w innych produkcjach. Czy mam rację? Wystarczy tylko spojrzeć na komentarze internautów w sieci, liczących na to, że w kolejnych filmach będzie znacznie więcej scen z najpopularniejszym wrogiem Batmana.

Suicie Squad – ścieżka dźwiękowa

Muzyka jest rewelacyjnie dobrana do filmu. Tworzy klimat i wprowadza widza najpierw do świata bohaterów, a później przeprowadza przez poszczególne ich perypetie. Do sprawdzenia:

Suicide Squad – dla kogo film i ocena.

Oficjalnie Suicide Squad jest dozwolony od 12 lat. Myślę, że jest to odpowiedni wiek, choć wolałbym by pojawiło się w dziele więcej brutalności, a tym samym wzrosłaby kategoria wiekowa.

Jednak dystrybutor filmu w Polsce pokusił się o wersję z dubbingiem. A co za tym idzie na Suicide Squad wybiorą się rodzice z młodszymi dziećmi(no chyba, że poziom edukacji spadł na tyle, że 12-latkowie nie potrafią czytać).  I temu jestem przeciwny. Definitywnie, to nie jest film dla najmłodszych.

Moja ocena: 8/10

Suicide Squad, reż. David Ayer, 2016

Stranger Things – powrót do lat 80

Serial Stranger Things, jeśli spojrzeć na opinie krążące w sieci, jest jak butelka znakomitego wina. Najczęściej spragniony dobrej opowieści widz za jednym podejściem ogląda cztery pierwsze odcinki, by potem powoli delektować się drugą połową. Osiem części noszących miano rozdziałów, wbija w fotel i wrzuca w magiczny wir wspomnień lat 80-tych.

Stranger Things–  a imię jej Jedenaście

W pierwszym rozdziale znika chłopiec. Po dziesięciu godzinach grania w Dungeons & Dragons opuszcza dom przyjaciela, w lesie dostrzega „coś”, ucieka, dociera do swojego domu i coś z nim się dzieje. Ruszają poszukiwania. W tym samym czasie pojawia się w miejscowości dziewczynka z ogoloną głową, zaprzyjaźnia się z kolegami zaginionego  i każe nazywać siebie Jedenastką, od wytatuowanej cyfry na nadgarstku.

Z odcinka na odcinek sytuacja gmatwa się co raz bardziej. Dziewczynka ujawnia swoje moce telekinetyczne, pojawia się potwór i organizacja, w której siedzibie jest coś tak dziwnego na ścianie, że trzeba tam wchodzić w kombinezonie przypiętym do stalowej liny.

Stranger Things – powrót do lat 80

Serial zbiera mnóstwo pochwał i wysokich ocen. Zasłużenie, bo jest doskonały w każdym ujęciu.  Moim zdaniem to najlepsza produkcja Netflixu.

Mimo oklepanej historii wszystko jest opowiedziane w doskonały sposób, z nawiązaniem do lat `80. Nie tylko akcja dzieje się w tym czasie, ale też linia opowieści nawiązuje do tego jak wtedy pisało się książki i tworzyło filmowe hity. Podobnie jest z pracą kamery i ścieżką dźwiękową.

Stranger Things to duży ukłon do twórczości Kinga, Spielberga, ale też konkretnych dzieł. Obok wspomnianego Dungeons & Dragons, pojawiają się plakaty filmowe Szczęk oraz Coś (The Thing), a miłośnicy filmów z końca ubiegłego wieku szybko dostrzegą w poszukiwaniach zaginionego chłopca nawiązania do Obcego, ET, czy Goonies.

W chwili publikacji tego tekstu serial ma  na Filmwebie ocenę 8,5 a na IMDB 9,2. To mówi samo za siebie.

Ocena: 10/10

The Stranger Things, reż. The Duffer Brothers, Netflix, 2016

Outsiders – halucynogenny bimber, pogaństwo i zderzenie cywilizacji

Serial idealny dla wszystkich osób, które szukają doskonale opowiedzianej historii. Nie jest to dzieło może tak bardzo ambitne jak Sopranos lub Breaking bad, ale wciąga tak jak Sons of Anarchy i Gra o Tron.

Outsiders – zderzenie cywilizacji

Na pierwszym planie rozgrywają się wydarzenia na szczycie góry, w rejonie Appalachów. Tam mieszkają owi Outsiderzy – kilka klanów, od lat przestrzegających zasady „schodzimy na dół tylko, by zrabować potrzebne nam dobra”. Farellowie wierzą w bóstwa natury i słowa swojej przywódczyni. Starsza kobieta, mimo rozsądnych rządów ma rywala, swego syna, z chorą ambicją na władzę.

Pewnego dnia na górę wraca Asa, mężczyzna, który kiedyś zdecydował się na odejście od społeczności. Po swoim powrocie napotyka na wrogość i zostaje oskarżony o zdradę, a z ust liderki Farellów padają słowa przypominające starą przepowiednię o tym co znaczy ów powrót.

Na drugim planie zarysowane są wydarzenia w mieście leżącym, u podnóża wspomnianej góry. Gigantyczne bezrobocie oraz zjawienie się chciwych przedstawicieli korporacji są zaczątkiem do tragedii. Mieszkańcy planują przejąć tereny Farellów, mimo pamięci o rzezi, która nastąpiła gdy ich ojcowie zdecydowali się na podobne działanie.

W taki sposób dochodzi do zderzenia cywilizacji z tymi, którzy wyrzekli się jej. Już od pierwszego odcinka serialu Outsiders leje się krew, a walka o przywództwo oraz chęć zdobycia góry przypominają zmagania się bohaterów sagi autorstwa Georga R.R. Martina.

Ousiders – bimber, natura i kobiety

Moim zdaniem trzy najbardziej interesujące wątki w serialu dotyczącą: specyfiku produkowanego na górze, sposobu uwiarygodnienia życia społeczności outsiderów oraz roli kobiet.

O tym, że Farellowie pędzą bimber wie każdy w okolicy. W miasteczku huczy od legend o jego magicznych właściwościach. W końcu kilka butelek trafia do mieszkańców ukazując niesamowite właściwości. Specyfik wyzwala w testujących niespodziewane zachowania. Młodociany pod wpływem morduje ojca, spokojnie żyjąca kobieta podcina sobie żyły, a poważny mężczyzna biega nago po ulicy. Wątek ten jest ciekawie przedstawiony i łączy się z brutalnym mistycyzmem ze świata Farellów.

Outsidersi wykorzystują swój bimber do zabawy oraz w wewnętrznych obrzędów. Ich rzeczywistość wypełniona jest duchami oraz naturą. Modlitwami oraz trybem życia Farellowie oddają jej cześć i świadczą o wyższości tego co pierwotne nad człowiekiem. Ich przekonania mają odzwierciedlenie w tym co dzieje się na górze. Czarodziejskiej górze, miejscu gdzie czas płynie w inny sposób, współrzędne GPS zmieniają się w dowolny sposób, a duchy chronią mieszkańców przed obcymi.

Ukazanie szczegółów dnia codziennego Farellów, odsłania przed widzem mroczny świat współczesnych pogan. Twórcy zadbali o wyraziste zarysy postaci – ich dzikie zachowanie współgra z wyglądem. Są brudni, zarośnięci oraz kierują się zwierzęcym instynktem. Służy to wywołaniu realizmu opowieści. Skutecznie.

Trzecim motywem, na który zwróciłem uwagę, są kobiety. Po obu stronach są liderki, które przegrywają, tracą z czasem to na czym im zależy, tych których kochają. Przegrywają z „męskim światem”. Jednak to tylko prowizoryczny obraz. Narracja w Outsiders bardzo ceni rodzaj żeński i wywyższa nad płcią brzydką. W kluczowych momentach historii, to kobiety ratują sytuację, a do tego są szamankami, mają kontakt z duchami oraz naturą. Choć same mówią o swoim podporządkowaniu mężowi, niszczą patriarchalne systemy.

Outsider – ocena

Czekam na drugi sezon. To chyba najlepsza opinia o Outsiders. Serial spodoba się osobom, które szukają wyszukanej akcji, zawiłych intryg oraz nie boją się scen ociekających krwią i wypełnionych brutalnością.

Ocena: 9/10

Outsiders, WGN America, 2016

Żądny Horus na pierwszym poziomie Nowego Jorku – Immortel: Kobieta pułapka


Jest rok 2095. Świat nieco inaczej wygląda, niż nasz tu obecny. Przeszedł bowiem wiele konfliktów, z których jeden, wywołany na tle gatunkowym, zmienił jego oblicze nie do poznania – wśród ludzi pojawiają się mutanty. Większość z nich powstała się na skutek badań genetycznych prowadzonych przez wielkie korporacje, lecz część z nich pochodzi spoza ziemi.

Futurystyczny Nowy Jork w filmie Immortel: Kobieta pułapka

immortelTaką rzeczywistość przedstawia w filmie Immortel- Kobieta pułapka Enki Bilala  Akcja rozgrywa się w futurystycznym Nowym Jorku. Miasto nic a nic nie przypomina obecnej metropolii, gdyż składa się z trzech poziomów (z czego ostatni to miejsce  dla najgorszego elementu światka przestępczego), wypełnione jest mnóstwem pojazdów pędzących w powietrzu pomiędzy liniami energetycznymi, stupiętrowymi budynkami, przy których unoszą się elektroniczne napisy, będące reklamami np. kandydata do wyborów na burmistrza albo hasłami rebeliantów z podziemia. Rządy nad futurystycznym Nowym Jorkiem sprawuje oficjalnie burmistrz, lecz tak naprawdę władza należy do olbrzymiej korporacji EUGENICS zajmującej się inżynierią genetyczną oraz wszelkimi dziwnymi badaniami nad mutantami.

Właśnie tu, nad jednym z drapaczy chmur, pojawia się tajemnicza piramida, z której wychodzi na zewnątrz egipski bóg niebios – Horus. Skazany na śmierć za rebelię, przybywa na ziemię, by zobaczyć po raz ostatni dzieło, którego był współtwórcą. Ma na to siedem dni. Stąd wypływa jego pragnienie, znalezienia kobiety, którą mógłby zapłodnić zostawiając po sobie potomka.

W tym czasie zostaje pochwycona, na jednej z łapanek organizowanych przez EUGENICS, piękna dziewczyna o niebieskich włosach, płacząca niebieskimi łzami o imieniu Jill. Cudem zostaje ona uratowana przez panią doktor Elme Turner, oferującą wolność, za cenę uczestnictwa w jej badaniach. To właśnie ów śliczny mutant staje się obiektem, który Horus upodobał na matkę swego potomka.

Problemem jest tylko to, że bóg niebios potrzebuje do rozpoczęcia realizacji wyznaczonego celu ludzkiego ciała płci przeciwnej. Przemierzając przestrzenie pierwszego poziomu Nowego Jorku, szuka takiego, które bez problemu przyjmie jego. Po siedmiu próbach, zakończonych śmiercią ofiary, trafia na przypadkiem uwolnionego z 30 letniej hibernacji Nikopola , skazanego za rebelię i rozpoczęcie zamieszek w obronie wykorzystywanych przez EUGENICS mutantów. W nim to rozpoczyna poszukiwania niebieskowłosej dziewczyny.

W ślad za nimi podąża nieustępliwy inspektor Froebe, poszukujący wyjaśnienia tajemniczych morderstw oraz burmistrz Allgood pragnący za wszelką cenę obronić swą pozycję, którą to może zniszczyć Nikopol. Przy takim zestawieniu bohaterów może wydarzyć się wszystko.

Immortel: Kobieta pułapka

Za scenariusz do filmu posłużyły reżyserowi dwie części serii komiksowej Trylogia Nikopola (Targi nieśmiertelnych i Kobieta pułapka). Należy dodać, że Enki Bilal jest autorem owego komiksu, dzięki temu wszystko co przedstawione w obrazkach zostało ożywione, jeszcze bardziej udoskonalone i nie odbiega od wyobraźni mistrza. Osobiście uważam, że klimat mrocznego miasta przyszłości został doskonale przeniesiony z jednego dzieła na drugie.

Ścieżkę dźwiękową do Immortel: Kobiety pułapki skomponował Goran Vejvoda. Swą dynamicznością i ostrością bardzo dobrze zgrywa się z akcją obrazu, pozwalając widzowi mocniej wniknąć w futurystyczną rzeczywistość   Nowego Jorku . Możemy znaleźć na niej wiele gatunków, od rocka zaczynając, a na muzyce elektronicznej kończąc.

Przy tak dużej ilości filmów, których akcja rozgrywa się w przyszłości Immortel wybija się dość wyraźnie, nie tylko ze względu na technikę i sposób powstania. Enki Bilal porusza tu dogłębnie tematy takie jak: zrozumienie drugiej jednostki, czy w tak spaczonym świecie może zaistnieć miłość pomiędzy trzema różnymi osobnikami. Robi to umiejętnie trafiając do widza. Z filmu wypływają również zasadnicze pytania: czy aby na pewno nasza cywilizacja zmierza w dobrym kierunku? Na ile można stracić swą ludzką godność?

Moja ocena: 10/10

Enki Bilal, Immortel: Kobieta pułapka, 2004

Spodobał Ci się tekst? Zalajkuj go!

Demon – dybuk na weselu


Żeby zrozumieć film Demon Marcina Wrony trzeba znać kilka dzieł z zakresu literatury i filmu. Cynizm wyciągnięty z prac Smarzowskiego, wesele rodem z Wyspiańskiego, Wajdy (i znów) Smarzowskiego, słowa dialogów oraz monologów przekalkowane z utworów de la Barci, Szekspira, (ponownie) Wyspiańskiego i jeszcze kilku innych. Jednak najbardziej istotnymi są utwór literacki Szymona An-Skiego Dybuk i jego ekranizacja z 1937 roku.

Dybuk – zawładnięcie ciałem żywego człowieka przez ducha zmarłej osoby

Tekst dramatu dostępny jest pod adresem http://literat.ug.edu.pl/~literat/dybuk/index.htm Zachęcam do przeczytania. Moim zdaniem jest ciekawszy niż powieści Kinga i reszty ‚mistrzów grozy’.

Natomiast film w jidysz można obejrzeć w całości tutaj:

Historia opowiedziana w tekście literackim i ekranizacji dotyczy obietnicy danej sobie przez dwóch Żydów, odnosi się ona ślubu dzieci owych Mężczyzn. Jednak nie zostaje spełniona przez splot nieszczęśliwych wypadków.  W wyniku tego niedoszły pan młody wstępuje w ciało panny młodej i dopiero teraz zaczynają się prawdziwe kłopoty.

Co to ma wspólnego z filmem Demon? Naprawdę wiele.

Demon – wesele po polsku, demon po żydowsku

Zarówno Dybuk jak i Demon powstały na kanwie tekstów dramatów (Wrona inspirował się Przylgnięciem Piotra Rowickiego). W obu filmach duch osoby zmarłej wstępuje w żywego i ujawnia się przed szeroką publicznością w najbardziej niepożądanym momencie, czyli na weselu. Zbieżne są też próby wypędzenia niechcianego gościa i sposób w jaki kończą opętani.

Demon jest znakomitym filmem, który trzyma w napięciu, ale tez i bawi. Sposób w jaki Wrona żongluje konwencją oraz w jaki pokazuje przekrój polskiego społeczeństwa zasługuje na uznanie. Dostaje się wszystkim od egoistycznego ojca młodej przez księdza poddającego się i tracącego wiarę w religie rozwiązanie, po racjonalistę, który zaczyna wierzyć i odprawia egzorcyzm po świecku. A takich barwnych postaci w Demonie jest wiele.

Na uwagę zasługuje rola Itaya Tarina, izraelskiego aktora, który podobno wszystkich dialogów odgrywanej przez siebie (pierwszoplanowej) postaci nauczył się na pamięć. Zagrał rewelacyjnie.

Gorąco polecam! Nie tylko fanom horrorów i kina ambitnego.

Ocena: 8/10

Demon, reżyseria Marcin Wrona, 2015

Poznaj 5 powodów, dla których warto obejrzeć film „ Zjawa ”

W sieci krąży opinia-metafora o Zjawie : czołganie się DiCaprio po Oscara. Zgadzam się z nią i wierzę, że w tym roku aktorowi uda się zdobyć statuetkę. Jego gra aktorska jest na tak samo wysokim poziomie jak reżyseria Iñárritu oraz muzyka, której współtwórcą jest Ryūichi Sakamoto (kompozytor, który nieźle namieszał pod koniec ubiegłego wieku). Krótko mówiąc, 2 godziny 36 minut nagrania to rozkosz dla oczu i uszu.


Fabuła filmu rozgrywa się 1822 i jest oparta o historię amerykańskiego trapera i podróżnika Hugha Glassa, który został zaatakowany przez niedźwiedzia. Przeżył atak zwierzęcia, ale będąc rannym został pozostawiony przez swoich kompanów. Udało mu się jednak zachować życie i przemierzyć 320 km w poszukiwaniu tych, którzy go opuścili w potrzebie. Podobno wyglądał on tak:

Hugh Glass Zjawa

Iñárritu lekko zmodyfikował tę historię o wątek z synem trapera. Poturbowany przez niedźwiedzia Glass widzi jak jego dziecko zostaje zabite przez jednego z fałszywych przyjaciół. To właśnie zdarzenie motywuje go do przeżycia i dodaje sił w czołganiu się (najczęściej w taki sposób  porusza się postać grana przez DiCaprio) po śniegu i błocku, by znaleźć złoczyńców.

Zjawa nie wnosi niczego nowego do historii kina, ale jest bardzo dobrym filmem. Poniżej zamieszczam pięć powodów, dla których warto wybrać się na film Iñárritu do kina.

5 Powodów, dla których warto pójść na film Zjawa:

1.       To piękna (ale czasem przekoloryzowana) opowieść o walce człowieka z naturą. Stawką jest przeżycie kolejnego dnia.

2.       Film wypełniony jest naturalistycznymi scenami, które przerażają. Atak niedźwiedzia, krwawe walki, spore dawki bólu i cierpienia, pozwalają widzowi wejść w brutalny świat amerykańskich traperów okupujących indiańskie ziemie.

3.       Zdjęcia Emmanuela Lubezzkiego po raz kolejny udowadniają, że potrafi on urzekać „poetyckimi” obrazami, jak też zamienić obiektyw w baczne oko relacjonujące walkę w krwawej bitwie.

4.       Dobrze znane szablony (bohater pragnący zemsty, złamanie honoru i danego słowa prowadzące zawsze do klęski, czy też wędrówka bohatera, podczas której ponosi klęskę, poznaje osobę, która wskazuje mu drogę, doznaje przemiany i na koniec oczyszczenia) połączone są spójnie i wciągają widza w bieg opowieści.

5.       Obok Zjawy nie można przejść obojętnie. Wskazują na to recenzje – film jest krytykowany, albo wielbiony.

Ocena: 9/10

Alejandro González Iñárritu, Zjawa, 2016

Daredevil – Diabeł mieszka w Hell`s Kitchen




daredevilJeżeli nie lubisz filmów o superbohaterach, wkurzają Cię panowie pląsający w rajtuzach oraz damy strzelające laserowymi promieniami z gałek ocznych, koniecznie obejrzyj serial Daredevil. Możesz to zrobić legalnie, bez zaglądania do „internetowych wypożyczalni filmów”. Właśnie na polskim rynku pojawił się Netflix, dzięki czemu zyskaliśmy dostęp do mnóstwa filmów fabularnych, dokumentalnych, seriali i produkcji dla najmłodszych.

Daredevil – zupełnie inne spojrzenie na superbohatera

On z mocą, ukrywający niezwykłą właściwość przed otoczeniem, wytrenowany przez mistrza walk, kontra nowojorscy przestępcy. Brzmi jak typowa opowieść komiksowa? Oczywiście. Tylko ta jest wyjątkowa. Została opowiedziana w taki sposób, że trudno oderwać się od ekranu.

W Dradedevil dużą rolę przyłożono do narodzin bohatera. Historia zaczyna się w chwili, gdy główny postać podejmuje decyzję o konieczności walki o praworządność w nowojorskim Hell`s Kitchen, nakłada maskę i rusza do walki. Mimo swojej mocy – jest osobą niewidomą, ale doskonale radzi sobie w bójce oraz błyskawicznym poruszaniu się w miejskiej przestrzeni – odnosi prawdziwe obrażenia, czasami nawet lądując na granicy życia i śmierci.

13 odcinków sezonu pierwszego to skrupulatne przedstawienie nauki płynącej z porażek i zwycięstw, którą kończy nałożenie ochronnego kostiumu, dobrze znanego miłośnikom komiksów. Sezon pierwszy to też długa opowieść o walce z Kingpinem.

Netflix Daredevil – 100% dobrego brutalnego kina

Wilson Fisk(tak nazywa się ów schwarzcharakter )to bardzo ważna postać w komiksowym świecie Marvela. Walczą z nim zarówno Spider-Man, Punisher, walczy i Daredevil. Jest taki sam jak w obrazkowych historiach. Wielki, łysy, ubrany w najlepsze garnitury i strasznie brutalny.

Walka z nim to prawdziwe wyzwanie. Jak poradzi z nim bohater, o tym w Netflixie.

Daredevil jest serialem, w którym z odcinaka na odcinek przelewa się mnóstwo krwi. W tym wiele scen pozbawienia życia jest przedstawionych w bardzo szczegółowy sposób. Efekt? Odbiorca wie, że ma do czynienia z mocnym kinem i o tym, że na pewno nie ogląda bajki dla dzieci.

Z niecierpliwością czekam na drugi sezon.

Ocena: 10/10

Daredevil, Netflix, 2015

Aferim!

AferimXIX wiek, Wołoszczyzna, dwóch jeźdźców pogania swoje konie, przedzierają się przez górskie tereny, lasy, a także rozlegle pustkowia. To policmajster Costandin i jego syn Ionita w pogoni za Cyganem Carfinem. Zrobią wszystko by dopaść zbiegłego niewolnika.

Aferim! Radu Jude jest dowodem na to, że można kręcić doskonałe filmy. Mądre, wypełnione humorem, zabawą oraz wciągające widza w wir niesamowitej przygody. A także, co jest najważniejsze w Aferim!, zmuszające do dyskusji o kondycji współczesnego świata, który od 1823 roku nic się nie zmienia.

Bowiem, mijają lata, a wciąż mamy władców (ludzi z dużą kasą), którzy mają niewolników i prawo po swojej stronie, w narodach wciąż drzemią nienawiść do innych nacji i poczucie mesjanizmu, religia i polityka wciąż idą ze sobą w parze, a zwykły szary człowiek ma wciąż te same potrzeby – zaspokoić głód, co jakiś czas dobrze się zabawić i spróbować przeżyć przygodę swojego życia.

Aferim! – to znaczy Brawo!

Do kogo skierowane są te oklaski? W języku bohaterów owo zawołanie pojawia się dość często i oznacza pochwałę. Wzajemną pochwałę postępowania i sposobu myślenia. Brawa, te prześmiewcze, w formie ironii, skierowane są do bohaterów, określających się jako chrześcijanie, ale wyznających tylko normy narzucone przez politykę, możnowładców oraz duchowieństwo.

Brawo z przymrużeniem oka skierowane jest również do Costandina, który wprowadza swego syna w dorosłość. Esencją jego poglądów jest: dobrze zabawić się, dyktować siłą swoje prawa, korzystać z wyższości nad kobietami i niewolnikami, a obcych traktować z pogardą.

Aferim! – jak snuć opowieść

Radu Jude pokazał swoim filmem, że jest świetnym storytellerem. Opowiada historię tak, że jako widz nie czułem upływu czasu.   Cały czas coś dzieje się w Aferim! A gdy akcja powinna zwolnić, pojawiają się dialogi wzbudzające na kinowej sali salwę śmiechu.

Film jest również ukłonem do ludowych gawęd, wierzeń i opowieści opartych na plotkach wyjaśniających otaczający nas świat za pomocą odwołań do niedawno minionych wydarzeń. Nadają one obrazowi Jude uroku i niepowtarzalnego klimatu.

Ocena: 10/10

Aferim!, reż. Radu Jude, 2015

Makbet – osobista opinia o adaptacji Szekspira z Michaelem Fassbenderem

Napiszę krótko. Wszędzie słyszałem pozytywne opinie o Makbecie. Dlatego z chęcią wybrałem się z Justyną do kina. Po półgodzinnej dawce nużących reklam rozpoczął się film, który okazał się jeszcze bardziej usypiający.

Część widzów wyszła podczas seansu, część spała – dosłownie!!! słyszałem chrapanie przed sobą i za sobą. A gdy wyszliśmy z sali ,słychać było rozmowy ile komu udało się obejrzeć dzieła.

Makbet. Co jest nie tak z tym filmem?

Cudowne ujęcia, zabawa kolorem, światłem, dźwiękiem – za to Oscar powinien wylądować w rękach twórców. Od pierwszego ujęcia zachwycają widza. Ba, na nagrodę uczciwie zasłużył Michael Fassbender, jego rola potęguje mroczność opowieści.

Co poszło nie tak? Obraz był monotonny, nużył długimi dialogami. To co zachwyca mnie, na przykład u Greenawaya, nie sprawdziło się w Makbecie. Ogólnie, dwugodzinna papka, która tylko zauracza wyglądem.

Nie polecam!

Makbet, reż. Justin Kurzel, 2015